(oczami Megan)
Pierścionek był śliczny, nie za duży, nie za mały, ale widać było, że był drogi. Stałam tam oszołomiona całym zajściem. Kolacja, wino, świece, propozycja mieszkania oraz to. Jestem chyba najszczęśliwszą osobą na świecie. Nie marzyłam nigdy o takim życiu, bo jak dla mnie było to nie realne. Wspaniały mężczyzna, dziecko, wspólny dom... to było...nie do opisania.
Justin wpatrywał się we mnie w oczekiwaniu. Był zestresowany, ale wiedziałam, że to ten jedyny. Kocham go jak nikogo innego i wiem, że on mnie też. Udowadnia to każdego dnia, gdy mówi jak mnie kocha, gdy mówi jak piękna jestem oraz gdy budzę się rano wtulona w niego. Nie mogę wymienić wszystkich rzeczy, których w nim kocham, bo nie dałabym rady. W końcu wypuściłam z siebie powietrze i spojrzałam mu prosto w oczy.
-Justin..-zaczęłam,-oczywiście, że za ciebie wyjdę, wariacie.-powiedziałam, a on rozszerzył oczy.
-Naprawdę?-spytał nie dowierzając.
-Tak-powiedziałam, a on wpił się w moje usta. Teraz dopiero poczułam co to znaczy prawdziwa miłość.
***************KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ*********
(oczami Justina)
Jest wspaniale, wszystko układa się w jak najlepszym. Megan uradziła naszą małą księżniczkę, a nazwaliśmy ją Emily. Jest śliczna, po mamusi oczywiście. Kocham ich nad życie. Jesteśmy już małżeństwem, mieszkamy razem. Moja mama bardzo się cieszy, że została babcią. Nie chce odstąpić Emily na krok. W te wakacje pojechaliśmy na Hawaje. Tylko nasza trójka i nasze pierwsze wspólne wakacje.
-Juuustiiiinnn!-krzyczała Meg.
-Tak kochanie?-spytałem i wniosłem do pokoju tackę z jedzeniem.
-Emily płacze, teraz twoja kolej ją przewinąć.-powiedziała, a ja przewróciłem oczami.
-Oczywiście kochanie, wszystko dla ciebie.-powiedziałem i wsadziłem jej jedną truskawkę do ust, po czym namiętnie ją pocałowałem.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!-usłyszeliśmy głośny płacz dziecka.
-Justin?-odezwała się Meg, a ja przewróciłem oczami.
-Wiem, wiem...pieluchy.-powiedziałem i wyszedłem.
I tak właśnie nasze życie wyglądało. Jesteśmy szczęśliwą rodziną. Mam nadzieję, że tak pozostanie...na zawsze. :D
____________________________________________________________
KONIEC!!!!!!!!!!! Wiem, nie wyszedł, ale nie miałam pomysłu. Chciałam to całkiem inaczej ułożyć, ale nie umiałam. Wiem, że kochacie to opowiadanie, ale mam również inne pomysły na opowiadania, które na pewno też się wam spodobają! :D
Zapraszam do mojego opowiadania "Dziewczyna mojego najlepszego przyjaciela" czyli ----->http://justfallinlovee.blogspot.com/
Translate
wtorek, 18 czerwca 2013
sobota, 15 czerwca 2013
Rozdział 43
(oczami Megan)
-Naprawdę nie wiem czemu musiałyśmy natychmiast wracać...-powiedziałam oburzona i otworzyłam drzwi od domu.
-Oj...nudziło mi się już, a po drugie...kurcze...zapomniałam torebki...yyy to pa.-zanim zdążyłam coś powiedzieć wyszła z domu.
-Świetnie...-westchnęłam i chciałam zapalić światło, ale ktoś mnie wyprzedził i chwycił mnie za nadgarstek, po czym przyciągnął do siebie.
-Znajdź mnie.-wyszeptał i uciekł w głąb domu. Jak sądzę to był Justin, a ja byłam zirytowana jego zachowaniem, więc znów chciałam zapalić światło, ale przycisk nie działał, więc westchnęłam
-Dooobraa... wygrałeś.-powiedziałam i wyrzuciłam ręce w powietrze.-Możesz wyjść, Justin!-krzyknęłam, ale nikt się nie odezwał.-Jestem zmęczona, nie mam ochoty bawić się w chowanego, Justin!-znów krzyknęłam, ale znów cisza. W końcu poddałam się i po cichu zaczęłam chodzić po domu.
Po drodze zauważyłam świece porozstawiane na podłodze oraz płatki róż. Weszłam najpierw do kuchni. Było ciemno i mało co widziałam, ale starałam się iść według wskazówek. Po drodze znalazłam liścik, podniosłam go, podeszłam bliżej okna, by coś zobaczyć. "Jesteś blisko kochanie- Twój Justin"
-Serio? Justin!-krzyknęłam, ale znów cisza. Na blacie leżała jedna róża, a do niej przyczepiony kolejny liścik. "Róża jest piękna, ale nie tak piękna jak ty :*". Zaśmiałam się. Nie byłam na niego zła. Kochałam jego głupie pomysły, a ten naprawdę zaczynał mnie interesować. Chodziłam dalej wzdłuż korytarza, aż dotarłam do salonu.
Nagle światła delikatnie się zapaliły, co dało romantyczny nastrój. Na środku stał ozdobiony i ślicznie przygotowany stół, a koło niego stał ten mój wariat, Justin. Uśmiechnęłam się. Wyglądał bardzo....seksownie. Miał czarne spodnie, które jak zwykle miał bardzo nisko oraz białą bluzkę. Na szyi zawieszony miał złoty łańcuch, a w ręku trzymał kolejną różę.
Podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek.
-Znalazłaś mnie, kochanie.-wyszeptał mi do ucha.
-J-Justin...to...-wymamrotałam, a on cwaniacko się uśmiechnął i przyciągnął mnie do siebie.
-Nic nie mów...wiem wszystko co chce wiedzieć na razie.-powiedział, a ja spojrzałam na niego pytająco.
-Na razie?
-Dowiesz się później, teraz chodź.-złapał mnie za rękę i odsunął krzesło, bym usiadła. Po czym zajął miejsce na przeciwko mnie.
-Z jakiej to okazji?-spytałam, a on wzruszył ramionami.
-Wina?-spytał, a ja przytaknęłam. Wiem, że jestem w ciąży, ale tylko jedna lampka. Przez te miesiące nie wzięłam ani razu alkoholu do ust, więc na pewno ten jeden raz nie zaszkodzi.
Zjedliśmy kolację w ciszy. Widziałam, że Justin bardzo się stresuje i wciąż rozgląda się wokoło, tak by nie spojrzeć mi w oczy.
-Wszystko w porządku?-spytałam wyrywając go z jego rozmyślań.
-Tak, smakowało?-spytał patrząc na mój prawie pusty talerz.
-Tak, było cudowne, ale...-na chwile przerwałam -wydajesz się być rozkojarzony...Coś się stało?-spytałam, a on spuścił głowę.-Możesz mi powiedzieć.-dodałam, a on wstał, włączył wolną muzykę i podszedł do mnie.
-Zatańczymy?-spytał i wyciągnął rękę. Złapałam ją bez wahania. Owinęłam ręce wokół jego karku i ruszałam się w rytm muzyki.- Meg...-po chwili ciszy zaczął.- Chce, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie bardzo ważna. Kocham cię jak nikogo innego. Wiem, że wiele przeze mnie przeszłaś...
-Nie wracajmy do tego.-wtrąciłam.
-Nie o to mi chodzi....-kontynuował-Wiem, że popełniałem wiele błędów, ale to że cie poznałem i że teraz z tobą jestem to najlepsze co mnie w życiu spotkało. Kocham to jak tańczysz, kocham to jak śpiewasz, kocham to jak patrzysz na mnie, kocham to jak się uśmiechasz. Mógłbym wymieniać tak w nieskończoność, ale i tak byłoby to za mało. Jesteś idealna w każdym calu. Nosisz w sobie życie, nasze dziecko i nieważne czy to chłopiec czy dziewczynka, ważne żeby było zdrowe. Naprawdę cieszę się, że mam ciebie i nie mogę się doczekać aż zamieszkasz ze mną w naszym nowym domu...
-Czy to znaczy, że..?
-Tak, chciałabyś ze mną zamieszkać?-spytał, a ja odsunęłam się na chwilę od niego.
-Oczywiście.-znów się do niego wtuliłam.
-Ale to nie koniec niespodzianek. Chciałbym się ciebie spytać o coś jeszcze.
-Tak?
-Meg...Czy...-wydukał i wyciągnął z tylnej kieszeni małe czerwone pudełko, po czym ukląkł na jednym kolanie. -Wyjdziesz za mnie?-spytał, a ja zasłoniłam ręką usta, a w oczach zaczęły zbierać się łzy.
-Justin...ja...
________________________________________________________
Jest nowy rozdział. Do każdego opowiadania dzisiaj dodałam następny, więc proszę o komentarze.
Przypominam również o moim najnowszym opowiadaniu. http://justfallinlovee.blogspot.com/
Zmieniłam nazwę, ale opowiadanie to samo.
-Naprawdę nie wiem czemu musiałyśmy natychmiast wracać...-powiedziałam oburzona i otworzyłam drzwi od domu.
-Oj...nudziło mi się już, a po drugie...kurcze...zapomniałam torebki...yyy to pa.-zanim zdążyłam coś powiedzieć wyszła z domu.
-Świetnie...-westchnęłam i chciałam zapalić światło, ale ktoś mnie wyprzedził i chwycił mnie za nadgarstek, po czym przyciągnął do siebie.
-Znajdź mnie.-wyszeptał i uciekł w głąb domu. Jak sądzę to był Justin, a ja byłam zirytowana jego zachowaniem, więc znów chciałam zapalić światło, ale przycisk nie działał, więc westchnęłam
-Dooobraa... wygrałeś.-powiedziałam i wyrzuciłam ręce w powietrze.-Możesz wyjść, Justin!-krzyknęłam, ale nikt się nie odezwał.-Jestem zmęczona, nie mam ochoty bawić się w chowanego, Justin!-znów krzyknęłam, ale znów cisza. W końcu poddałam się i po cichu zaczęłam chodzić po domu.
Po drodze zauważyłam świece porozstawiane na podłodze oraz płatki róż. Weszłam najpierw do kuchni. Było ciemno i mało co widziałam, ale starałam się iść według wskazówek. Po drodze znalazłam liścik, podniosłam go, podeszłam bliżej okna, by coś zobaczyć. "Jesteś blisko kochanie- Twój Justin"
-Serio? Justin!-krzyknęłam, ale znów cisza. Na blacie leżała jedna róża, a do niej przyczepiony kolejny liścik. "Róża jest piękna, ale nie tak piękna jak ty :*". Zaśmiałam się. Nie byłam na niego zła. Kochałam jego głupie pomysły, a ten naprawdę zaczynał mnie interesować. Chodziłam dalej wzdłuż korytarza, aż dotarłam do salonu.
Nagle światła delikatnie się zapaliły, co dało romantyczny nastrój. Na środku stał ozdobiony i ślicznie przygotowany stół, a koło niego stał ten mój wariat, Justin. Uśmiechnęłam się. Wyglądał bardzo....seksownie. Miał czarne spodnie, które jak zwykle miał bardzo nisko oraz białą bluzkę. Na szyi zawieszony miał złoty łańcuch, a w ręku trzymał kolejną różę.
Podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek.
-Znalazłaś mnie, kochanie.-wyszeptał mi do ucha.
-J-Justin...to...-wymamrotałam, a on cwaniacko się uśmiechnął i przyciągnął mnie do siebie.
-Nic nie mów...wiem wszystko co chce wiedzieć na razie.-powiedział, a ja spojrzałam na niego pytająco.
-Na razie?
-Dowiesz się później, teraz chodź.-złapał mnie za rękę i odsunął krzesło, bym usiadła. Po czym zajął miejsce na przeciwko mnie.
-Z jakiej to okazji?-spytałam, a on wzruszył ramionami.
-Wina?-spytał, a ja przytaknęłam. Wiem, że jestem w ciąży, ale tylko jedna lampka. Przez te miesiące nie wzięłam ani razu alkoholu do ust, więc na pewno ten jeden raz nie zaszkodzi.
Zjedliśmy kolację w ciszy. Widziałam, że Justin bardzo się stresuje i wciąż rozgląda się wokoło, tak by nie spojrzeć mi w oczy.
-Wszystko w porządku?-spytałam wyrywając go z jego rozmyślań.
-Tak, smakowało?-spytał patrząc na mój prawie pusty talerz.
-Tak, było cudowne, ale...-na chwile przerwałam -wydajesz się być rozkojarzony...Coś się stało?-spytałam, a on spuścił głowę.-Możesz mi powiedzieć.-dodałam, a on wstał, włączył wolną muzykę i podszedł do mnie.
-Zatańczymy?-spytał i wyciągnął rękę. Złapałam ją bez wahania. Owinęłam ręce wokół jego karku i ruszałam się w rytm muzyki.- Meg...-po chwili ciszy zaczął.- Chce, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie bardzo ważna. Kocham cię jak nikogo innego. Wiem, że wiele przeze mnie przeszłaś...
-Nie wracajmy do tego.-wtrąciłam.
-Nie o to mi chodzi....-kontynuował-Wiem, że popełniałem wiele błędów, ale to że cie poznałem i że teraz z tobą jestem to najlepsze co mnie w życiu spotkało. Kocham to jak tańczysz, kocham to jak śpiewasz, kocham to jak patrzysz na mnie, kocham to jak się uśmiechasz. Mógłbym wymieniać tak w nieskończoność, ale i tak byłoby to za mało. Jesteś idealna w każdym calu. Nosisz w sobie życie, nasze dziecko i nieważne czy to chłopiec czy dziewczynka, ważne żeby było zdrowe. Naprawdę cieszę się, że mam ciebie i nie mogę się doczekać aż zamieszkasz ze mną w naszym nowym domu...
-Czy to znaczy, że..?
-Tak, chciałabyś ze mną zamieszkać?-spytał, a ja odsunęłam się na chwilę od niego.
-Oczywiście.-znów się do niego wtuliłam.
-Ale to nie koniec niespodzianek. Chciałbym się ciebie spytać o coś jeszcze.
-Tak?
-Meg...Czy...-wydukał i wyciągnął z tylnej kieszeni małe czerwone pudełko, po czym ukląkł na jednym kolanie. -Wyjdziesz za mnie?-spytał, a ja zasłoniłam ręką usta, a w oczach zaczęły zbierać się łzy.
-Justin...ja...
________________________________________________________
Jest nowy rozdział. Do każdego opowiadania dzisiaj dodałam następny, więc proszę o komentarze.
Przypominam również o moim najnowszym opowiadaniu. http://justfallinlovee.blogspot.com/
Zmieniłam nazwę, ale opowiadanie to samo.
piątek, 14 czerwca 2013
Rozdział 42
(SYLWESTRA....oczami Justina)
Dziś będzie wspaniały dzień. Chce zrobić niespodziankę Meg i poprosić ją o rękę. Znamy się dość długo, mamy razem dziecko, ale nie było okazji byśmy zrobili kolejny krok. Zaraz po zaręczynach chce by zamieszkała u mnie. To trochę daleko od jej domu, ale jest więcej miejsca i mam też dodatkowy pokój dla naszego malca.
Wstałem szybko i ruszyłem do łazienki. Załatwiłem poranną toaletę, umyłem się, przebrałem i wróciłem do pokoju. Meg jeszcze spała. Wyglądała tak cudownie. Jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi, bo ją mam. Jest dla mnie najważniejsza i nie wiem co bym zrobił, gdybym ją stracił.
Poszedłem do kuchni zrobić nam śniadanie. Ugotowałem jajka, nalałem soku oraz zrobiłem kanapki z szynką, serem, pomidorem i rzodkiewką. Uwielbiała takie dania, a dzisiaj zasługuje na najlepsze.
Zaniosłem tackę do pokoju i wtuliłem się w moją księżniczkę.
-Kochanie...-szeptałem między pocałunkami na jej szyi. -Mam dla ciebie niespodziankę-dodałem, a ona się uśmiechnęła
-Mmm...-wyjąkała na co się cicho zaśmiałem.
-Wstaniesz?-spytałem i przyciągnąłem ją bliżej siebie-Kochanie...nie chce jeść sam.-powiedziałem, a ona zachichotała.
-A co masz dobrego?-spytała, a ja wstałem i położyłem tackę na kolanach.
-Śniadanie..-oznajmiłem, a ona otworzyła szerzej oczy, po czym je przetarła i dała mi buziaka w policzek.
-Jesteś kochany.-powiedziała i zabrała się za jedzenie.
-Wiem.-dodałem i ugryzłem kawałek chleba.
Karmiliśmy siebie na wzajem, po czym wypiliśmy sok i obdarowałem ją namiętnym pocałunkiem. Nie chciałem tego przerywać, ale musiałem. Chciałem dzisiaj zrobić coś specjalnego, a do tego potrzebuje się przygotować.
-Kochanie, ja wychodzę na...kilka godzin.-powiedziałem, a ona zrobiła smutną minę.-Wrócę i będę cały twój.-dodałem, a ona delikatnie się uśmiechnęła
-Obiecujesz?-spytała.
-Obiecuje.-odpowiedziałem, dałem jej ostatniego buziaka i wyszedłem.
Chciałem iść do sklepu i kupić pierścionek. Miałem już jeden na oku i jak znam Meg to na pewno jej się spodoba. Oczywiście nie obyło się bez paparazzi i ich głupich pytań, ale przyzwyczaiłem się i po prostu odszedłem.
(oczami Megan)
Justin wyszedł i nie mam pojęcia gdzie. Wspomniał coś o niespodziance, więc jestem trochę ciekawa.
Powoli i z trudem wstałam z łóżka, po czym weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i owinęłam swoje ciało ręcznikiem. Gdy wysuszyłam włosy szybko się ubrałam i wróciłam do pokoju by posprzątać.
Był straszny bałagan, więc zaczęłam od razu.
Nie minęła godzina, a do domu ktoś wszedł.
-Meg? Gdzie jesteś?-spytał mnie damski głos.
-Tutaj.-odpowiedziałam, a do pokoju weszła Tara.
-Skarbie, co ty robisz?-spytała jakby niedowierzanie.
-Sprzątam.-powiedziałam obojętnie i złożyłam koszulkę.
-Ale ty jesteś w ciąży, powinnaś odpoczywać.-powiedziała, a ja przewróciłam oczami.
-Nie jestem kaleką. Nie mogę siedzieć i nic nie robić, to mnie wykańcza.-powiedziałam i dalej skaładałam ciuchy, które zaraz zostały mi wyrwane z ręki.
-Gdzie Justin?-spytała
-Wyszedł, nie wiem kiedy wróci oraz nie wiem gdzie poszedł. Wspomniał coś o niespodziance, ale nic więcej nie powiedział.-powiedziałam, a ona się uśmiechnęła-Ty wiesz o co mu chodzi?-spytałam podejrzliwie
-Nie, ale to słodkie, że ma dla ciebie niespodziankę.-powiedziała, a ja udałam, że wierze. Coś kręciła, ale nie wiem co. Justin jak zwykle poinformował o swoich planach wszystkich oprócz mnie.-Idziemy?-z rozmyślań wytrąciła mnie przyjaciółka.
-Gdzie?-spytałam
-Przejść się.-powiedziała jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.-Świerze powietrze nie zaszkodzi, a jak wrócimy obejrzymy jakiś film. Dzisiaj jest sylwester, ale do wieczora jest sporo czasu.-dodała i pociągnęła mnie za rękę.
-Okej.-zgodziłam się i szybko się ubrałyśmy, po czym zamknęłam drzwi i ruszyłyśmy przed siebie.
Przez całą drogę gadałyśmy i śmiałyśmy się z każdego, nawet głupiego żartu. Uwielbiałam spędzać z nią czas. Ostatnio rzadko gdzieś razem wychodziłyśmy.
-Pamiętasz tą kawiarnie?-spytała i pokazała na kawiarnie z napisem "Beautiful"
-Pewnie, chodź, zobaczymy czy nadal pracuje tam pan Wesley.-powiedziałam, a ona przytaknęła i wszyko weszłyśmy dośrodka.
-Dzień dobry proszę pana.-odezwała się Tara widząc staruszka za ladą.
-Megan, Tara? Witajcie.-powiedział niedowierzanie i szybko przyszedł nas przytulić.
-Tęskniłyśmy za panem.-powiedziałam, a on zmierzył mnie wzrokiem i się uśmiechnął.
-Ja za wami też, ale.... co ja tutaj widzę?-spytał pokazując na brzuch.-Słyszałem, że jesteś w ciąży, ale widzieć to co innego.-powiedział.
-Hahah...tak, będę miała dziecko.-odpowiedziałam.
-Chłopiec czy dziewczynka.?-spytał
-To tajemnica, tylko ja to wiem, a reszta dowie się jak urodzę.-powiedziałam, a on przytaknął
-Napijecie się czegoś?-spytał a my usiadłyśmy przy naszym starym stoliku.
-Gorącej czekolady.-powiedziałyśmy równocześnie.
-Ohh...i znów się zaczyna.-westchnął, a my wybuchnęłyśmy śmiechem.
(Oczami Justina)
Kupiłem już pierścionek, kwiaty oraz inne rzeczy potrzebne do przygotowania romantycznego wieczoru.
Wróciłem do domu, ale tam nikogo nie było. Pewnie Tara zabrała ją na spacer, bo wiedziała co szykuję.
Zabrałem się za przygotowania. Było coraz później więc musiałem się pośpieszyć. Zrobiłem spaghetti, ładnie ozdobiłem pokój, w przedpokoju posypałem płatkami róż i zapaliłem świece. Wysłałem sms'a Tarze, żeby już wracała, więc zaraz powinny być.
Zrobiłem ostatnie poprawki i zgasiłem wszędzie światła. Nagle usłyszałem otwierające się drzwi............
Dziś będzie wspaniały dzień. Chce zrobić niespodziankę Meg i poprosić ją o rękę. Znamy się dość długo, mamy razem dziecko, ale nie było okazji byśmy zrobili kolejny krok. Zaraz po zaręczynach chce by zamieszkała u mnie. To trochę daleko od jej domu, ale jest więcej miejsca i mam też dodatkowy pokój dla naszego malca.
Wstałem szybko i ruszyłem do łazienki. Załatwiłem poranną toaletę, umyłem się, przebrałem i wróciłem do pokoju. Meg jeszcze spała. Wyglądała tak cudownie. Jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi, bo ją mam. Jest dla mnie najważniejsza i nie wiem co bym zrobił, gdybym ją stracił.
Poszedłem do kuchni zrobić nam śniadanie. Ugotowałem jajka, nalałem soku oraz zrobiłem kanapki z szynką, serem, pomidorem i rzodkiewką. Uwielbiała takie dania, a dzisiaj zasługuje na najlepsze.
Zaniosłem tackę do pokoju i wtuliłem się w moją księżniczkę.
-Kochanie...-szeptałem między pocałunkami na jej szyi. -Mam dla ciebie niespodziankę-dodałem, a ona się uśmiechnęła
-Mmm...-wyjąkała na co się cicho zaśmiałem.
-Wstaniesz?-spytałem i przyciągnąłem ją bliżej siebie-Kochanie...nie chce jeść sam.-powiedziałem, a ona zachichotała.
-A co masz dobrego?-spytała, a ja wstałem i położyłem tackę na kolanach.
-Śniadanie..-oznajmiłem, a ona otworzyła szerzej oczy, po czym je przetarła i dała mi buziaka w policzek.
-Jesteś kochany.-powiedziała i zabrała się za jedzenie.
-Wiem.-dodałem i ugryzłem kawałek chleba.
Karmiliśmy siebie na wzajem, po czym wypiliśmy sok i obdarowałem ją namiętnym pocałunkiem. Nie chciałem tego przerywać, ale musiałem. Chciałem dzisiaj zrobić coś specjalnego, a do tego potrzebuje się przygotować.
-Kochanie, ja wychodzę na...kilka godzin.-powiedziałem, a ona zrobiła smutną minę.-Wrócę i będę cały twój.-dodałem, a ona delikatnie się uśmiechnęła
-Obiecujesz?-spytała.
-Obiecuje.-odpowiedziałem, dałem jej ostatniego buziaka i wyszedłem.
Chciałem iść do sklepu i kupić pierścionek. Miałem już jeden na oku i jak znam Meg to na pewno jej się spodoba. Oczywiście nie obyło się bez paparazzi i ich głupich pytań, ale przyzwyczaiłem się i po prostu odszedłem.
(oczami Megan)
Justin wyszedł i nie mam pojęcia gdzie. Wspomniał coś o niespodziance, więc jestem trochę ciekawa.
Powoli i z trudem wstałam z łóżka, po czym weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i owinęłam swoje ciało ręcznikiem. Gdy wysuszyłam włosy szybko się ubrałam i wróciłam do pokoju by posprzątać.
Był straszny bałagan, więc zaczęłam od razu.
Nie minęła godzina, a do domu ktoś wszedł.
-Meg? Gdzie jesteś?-spytał mnie damski głos.
-Tutaj.-odpowiedziałam, a do pokoju weszła Tara.
-Skarbie, co ty robisz?-spytała jakby niedowierzanie.
-Sprzątam.-powiedziałam obojętnie i złożyłam koszulkę.
-Ale ty jesteś w ciąży, powinnaś odpoczywać.-powiedziała, a ja przewróciłam oczami.
-Nie jestem kaleką. Nie mogę siedzieć i nic nie robić, to mnie wykańcza.-powiedziałam i dalej skaładałam ciuchy, które zaraz zostały mi wyrwane z ręki.
-Gdzie Justin?-spytała
-Wyszedł, nie wiem kiedy wróci oraz nie wiem gdzie poszedł. Wspomniał coś o niespodziance, ale nic więcej nie powiedział.-powiedziałam, a ona się uśmiechnęła-Ty wiesz o co mu chodzi?-spytałam podejrzliwie
-Nie, ale to słodkie, że ma dla ciebie niespodziankę.-powiedziała, a ja udałam, że wierze. Coś kręciła, ale nie wiem co. Justin jak zwykle poinformował o swoich planach wszystkich oprócz mnie.-Idziemy?-z rozmyślań wytrąciła mnie przyjaciółka.
-Gdzie?-spytałam
-Przejść się.-powiedziała jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.-Świerze powietrze nie zaszkodzi, a jak wrócimy obejrzymy jakiś film. Dzisiaj jest sylwester, ale do wieczora jest sporo czasu.-dodała i pociągnęła mnie za rękę.
-Okej.-zgodziłam się i szybko się ubrałyśmy, po czym zamknęłam drzwi i ruszyłyśmy przed siebie.
Przez całą drogę gadałyśmy i śmiałyśmy się z każdego, nawet głupiego żartu. Uwielbiałam spędzać z nią czas. Ostatnio rzadko gdzieś razem wychodziłyśmy.
-Pamiętasz tą kawiarnie?-spytała i pokazała na kawiarnie z napisem "Beautiful"
-Pewnie, chodź, zobaczymy czy nadal pracuje tam pan Wesley.-powiedziałam, a ona przytaknęła i wszyko weszłyśmy dośrodka.
-Dzień dobry proszę pana.-odezwała się Tara widząc staruszka za ladą.
-Megan, Tara? Witajcie.-powiedział niedowierzanie i szybko przyszedł nas przytulić.
-Tęskniłyśmy za panem.-powiedziałam, a on zmierzył mnie wzrokiem i się uśmiechnął.
-Ja za wami też, ale.... co ja tutaj widzę?-spytał pokazując na brzuch.-Słyszałem, że jesteś w ciąży, ale widzieć to co innego.-powiedział.
-Hahah...tak, będę miała dziecko.-odpowiedziałam.
-Chłopiec czy dziewczynka.?-spytał
-To tajemnica, tylko ja to wiem, a reszta dowie się jak urodzę.-powiedziałam, a on przytaknął
-Napijecie się czegoś?-spytał a my usiadłyśmy przy naszym starym stoliku.
-Gorącej czekolady.-powiedziałyśmy równocześnie.
-Ohh...i znów się zaczyna.-westchnął, a my wybuchnęłyśmy śmiechem.
(Oczami Justina)
Kupiłem już pierścionek, kwiaty oraz inne rzeczy potrzebne do przygotowania romantycznego wieczoru.
Wróciłem do domu, ale tam nikogo nie było. Pewnie Tara zabrała ją na spacer, bo wiedziała co szykuję.
Zabrałem się za przygotowania. Było coraz później więc musiałem się pośpieszyć. Zrobiłem spaghetti, ładnie ozdobiłem pokój, w przedpokoju posypałem płatkami róż i zapaliłem świece. Wysłałem sms'a Tarze, żeby już wracała, więc zaraz powinny być.
Zrobiłem ostatnie poprawki i zgasiłem wszędzie światła. Nagle usłyszałem otwierające się drzwi............
środa, 12 czerwca 2013
Rozdział 41
(kilka tygodni później...oczami Megan)
Tak, to prawda, wytłumaczyliśmy sobie z Justinem wszystko i staramy się poukładać nasze życie.
On znów zaczął koncertować, ale dzwoni codziennie i wypytuje o płeć dziecka. Nie mam zamiaru zdradzać mu tej informacji. Chce by miał niespodziankę, a znając Justina ucieszy się widząc nasze maleństwo.
Już mam wyznaczony termin porodu, więc tak jak brązowooki jestem podekscytowana.
Dziś są święta Bożego Narodzenia. Przyjdą do mnie wszyscy...Marco, Selena, Sam, Lucas, Tara jak i również Lisa. Pogodziłyśmy się, ale jeszcze jej nie wybaczyłam. Pomaga mi czasem, a po za tym spotykamy się czasami.
-Skarbie...przepraszam, że tak wyszło.-powiedział smutno Justin. Rozmawiałam właśnie z nim przez telefon. Mówi mi, że nie może przyjechać na święta, bo wypadło mu jedno spotkanie. Jestem wściekła i gdybym mogła udusiłabym go.
-Justin! Ale obiecałeś.-powiedziałam siadając na kanapie.
-Wiem, przepraszam, ale nie dam rady dzisiaj wrócić.
-Czy zawsze już tak będzie? -spytałam poirytowana
-Ale jak?
-Tak! Wyjeżdżasz i nawet nie możesz przyjechać na wspólne spędzenie czasu z przyjaciółmi i rodziną. A jak nie będziesz mógł przyjechać jak będę rodzić?
-Skarbie, nawet tak nie mów... zrobię wszystko by być przy tym jak nasze dziecko przyjdzie na świat.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
-Wiem, ale...
-Skarbie, przepraszam, ale muszę kończyć. Kocham cię i nie martw się. Zadzwonię jak tylko będę mógł. Papa.
Nawet nie zdążyłam odpowiedzieć, a on się rozłączył. Byłam lekko mówiąc wściekła. Miałam ochotę coś rozwalić, a dodatkowo zaczął boleć mnie brzuch.
-Cii.... nie wierć się proszę...-mówiłam do siebie, głaszcząc swój brzuch.
-Wszystko w porządku?-spytał Marco wchodząc do pokoju.
-Tak, ale dziecko lubi się kręcić.-powiedziałam zaciskając zęby.
-Tylko mi tu nie ródź....-powiedział żartobliwie, a ja przewróciłam oczami.
-Postaram się.-powiedziałam, a on się zaśmiał.
**************WIECZÓR*****************
-Wszystko gotowe?-spytałam wychylając się z pokoju. Nie pozwolili mi pomóc. Kazali siedzieć w pokoju i odpoczywać. Byłam niecierpliwa i uparta, więc co chwila pytałam lub sprawdzałam czy wszystko zrobione.
-Tak, odpoczywaj.-odpowiedziała Tara i wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.
-Otworze!-krzyknęłam i szybko podeszłam do drzwi. Gdy je otworzyłam przede mną było pełno pudełek z prezentami i nie widziałam, kto to może być.-Yyy...kto tam?-spytałam, a ten ktoś po prostu wszedł i położył pudełka na ziemi. Gdy się poniósł moje oczy się rozszerzyły.
-Tęskniłaś?-spytał szatyn i otworzył przede mną ramiona.
-Justin!!-krzyknęłam i wtuliłam się w chłopaka.-Ale...miałeś nie wrócić.-powiedziałam zdziwiona
-Nie cieszysz się, że jestem?-spytał, a ja obdarowałam go namiętnym pocałunkiem.
-Pewnie, że się cieszę.-powiedziałam i zaprosiłam go do środka. Zaraz za nim weszła Pattie, Jaxon, Jazmyn oraz Jeremy. Przywitałam się z nimi i zaprowadziłam do głównego pokoju. Zdziwiło mnie to, że chłopaki naszykowali tyle miejsc. Czyżby wiedzieli o wszystkim? Spojrzałam znacząco na Sama, a on wzruszył ramionami i się uśmiechnął.
Po modlitwie, każdy usiadł na swoje miejsce. Justin jak zwykle wygłupiał się jeszcze z rodzeństwem, na co się zaśmiałam, bo wyglądał uroczo i nie mogłam się doczekać, aż zobaczę go z naszym dzieckiem.
Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam coś niesamowitego. Teraz wiedziałam, że mam najwspanialszą rodzinę na świecie. Żałuję tylko, że nie ma tutaj pani Rose. Jednak wiem, że patrzy na mnie z góry i cieszy się z mojego szczęścia. To dla mnie ważne by mieć przy sobie swoich bliskich.
-O czym myślisz kochanie?-wyszeptał Justin do mojego ucha
-O wszystkim. O nas, o nich-pokazałam na gości-o naszej przyszłości.-spojrzałam na Justina-Jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi.-dodałam i dałam mu buziaka
-A ja najszczęśliwszym facetem na ziemi.-powiedział i oboje się zaśmialiśmy. -Kocham cię.-dodał
-Ja ciebie też.
*************
Po kolacji zaprowadziliśmy dzieci do innych pokoi, a w tym czasie chłopaki rozstawili prezenty.
Po kilku minutach wróciliśmy, a maluchy zaczęły krzyczeć. Były takie szczęśliwe.
Otwierały po kolei każdy prezent, ciesząc się za każdym razem jeszcze bardziej.
Ja, jak i reszta również dostaliśmy prezenty, dzięki czemu miło spędziliśmy czas.
Pod wieczór wszyscy rozeszli się do domów, ale Justin został ze mną.
Wtuliłam się w niego i oboje zasnęliśmy.....
_________________________________________________________
Mamy kolejny.....
Mam dobrą i złą wiadomość.
Najpierw zła...: Zostało mi jeszcze jakieś....3, 4 rozdziały i kończę to opowiadanie :/ Wiem, że go kochacie, ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy, a po za tym mam jeszcze inne opowiadania :D
Dobra wiadomość jest taka, że...: Jak już mówiłam mam nowe opowiadanie. Everything and nothing more :D
oraz rozdziały będą dodawane częściej przy każdym opowiadaniu. :D
KOMENTUJCIE!!
Tak, to prawda, wytłumaczyliśmy sobie z Justinem wszystko i staramy się poukładać nasze życie.
On znów zaczął koncertować, ale dzwoni codziennie i wypytuje o płeć dziecka. Nie mam zamiaru zdradzać mu tej informacji. Chce by miał niespodziankę, a znając Justina ucieszy się widząc nasze maleństwo.
Już mam wyznaczony termin porodu, więc tak jak brązowooki jestem podekscytowana.
Dziś są święta Bożego Narodzenia. Przyjdą do mnie wszyscy...Marco, Selena, Sam, Lucas, Tara jak i również Lisa. Pogodziłyśmy się, ale jeszcze jej nie wybaczyłam. Pomaga mi czasem, a po za tym spotykamy się czasami.
-Skarbie...przepraszam, że tak wyszło.-powiedział smutno Justin. Rozmawiałam właśnie z nim przez telefon. Mówi mi, że nie może przyjechać na święta, bo wypadło mu jedno spotkanie. Jestem wściekła i gdybym mogła udusiłabym go.
-Justin! Ale obiecałeś.-powiedziałam siadając na kanapie.
-Wiem, przepraszam, ale nie dam rady dzisiaj wrócić.
-Czy zawsze już tak będzie? -spytałam poirytowana
-Ale jak?
-Tak! Wyjeżdżasz i nawet nie możesz przyjechać na wspólne spędzenie czasu z przyjaciółmi i rodziną. A jak nie będziesz mógł przyjechać jak będę rodzić?
-Skarbie, nawet tak nie mów... zrobię wszystko by być przy tym jak nasze dziecko przyjdzie na świat.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
-Wiem, ale...
-Skarbie, przepraszam, ale muszę kończyć. Kocham cię i nie martw się. Zadzwonię jak tylko będę mógł. Papa.
Nawet nie zdążyłam odpowiedzieć, a on się rozłączył. Byłam lekko mówiąc wściekła. Miałam ochotę coś rozwalić, a dodatkowo zaczął boleć mnie brzuch.
-Cii.... nie wierć się proszę...-mówiłam do siebie, głaszcząc swój brzuch.
-Wszystko w porządku?-spytał Marco wchodząc do pokoju.
-Tak, ale dziecko lubi się kręcić.-powiedziałam zaciskając zęby.
-Tylko mi tu nie ródź....-powiedział żartobliwie, a ja przewróciłam oczami.
-Postaram się.-powiedziałam, a on się zaśmiał.
**************WIECZÓR*****************
-Wszystko gotowe?-spytałam wychylając się z pokoju. Nie pozwolili mi pomóc. Kazali siedzieć w pokoju i odpoczywać. Byłam niecierpliwa i uparta, więc co chwila pytałam lub sprawdzałam czy wszystko zrobione.
-Tak, odpoczywaj.-odpowiedziała Tara i wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.
-Otworze!-krzyknęłam i szybko podeszłam do drzwi. Gdy je otworzyłam przede mną było pełno pudełek z prezentami i nie widziałam, kto to może być.-Yyy...kto tam?-spytałam, a ten ktoś po prostu wszedł i położył pudełka na ziemi. Gdy się poniósł moje oczy się rozszerzyły.
-Tęskniłaś?-spytał szatyn i otworzył przede mną ramiona.
-Justin!!-krzyknęłam i wtuliłam się w chłopaka.-Ale...miałeś nie wrócić.-powiedziałam zdziwiona
-Nie cieszysz się, że jestem?-spytał, a ja obdarowałam go namiętnym pocałunkiem.
-Pewnie, że się cieszę.-powiedziałam i zaprosiłam go do środka. Zaraz za nim weszła Pattie, Jaxon, Jazmyn oraz Jeremy. Przywitałam się z nimi i zaprowadziłam do głównego pokoju. Zdziwiło mnie to, że chłopaki naszykowali tyle miejsc. Czyżby wiedzieli o wszystkim? Spojrzałam znacząco na Sama, a on wzruszył ramionami i się uśmiechnął.
Po modlitwie, każdy usiadł na swoje miejsce. Justin jak zwykle wygłupiał się jeszcze z rodzeństwem, na co się zaśmiałam, bo wyglądał uroczo i nie mogłam się doczekać, aż zobaczę go z naszym dzieckiem.
Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam coś niesamowitego. Teraz wiedziałam, że mam najwspanialszą rodzinę na świecie. Żałuję tylko, że nie ma tutaj pani Rose. Jednak wiem, że patrzy na mnie z góry i cieszy się z mojego szczęścia. To dla mnie ważne by mieć przy sobie swoich bliskich.
-O czym myślisz kochanie?-wyszeptał Justin do mojego ucha
-O wszystkim. O nas, o nich-pokazałam na gości-o naszej przyszłości.-spojrzałam na Justina-Jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi.-dodałam i dałam mu buziaka
-A ja najszczęśliwszym facetem na ziemi.-powiedział i oboje się zaśmialiśmy. -Kocham cię.-dodał
-Ja ciebie też.
*************
Po kolacji zaprowadziliśmy dzieci do innych pokoi, a w tym czasie chłopaki rozstawili prezenty.
Po kilku minutach wróciliśmy, a maluchy zaczęły krzyczeć. Były takie szczęśliwe.
Otwierały po kolei każdy prezent, ciesząc się za każdym razem jeszcze bardziej.
Ja, jak i reszta również dostaliśmy prezenty, dzięki czemu miło spędziliśmy czas.
Pod wieczór wszyscy rozeszli się do domów, ale Justin został ze mną.
Wtuliłam się w niego i oboje zasnęliśmy.....
_________________________________________________________
Mamy kolejny.....
Mam dobrą i złą wiadomość.
Najpierw zła...: Zostało mi jeszcze jakieś....3, 4 rozdziały i kończę to opowiadanie :/ Wiem, że go kochacie, ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy, a po za tym mam jeszcze inne opowiadania :D
Dobra wiadomość jest taka, że...: Jak już mówiłam mam nowe opowiadanie. Everything and nothing more :D
oraz rozdziały będą dodawane częściej przy każdym opowiadaniu. :D
KOMENTUJCIE!!
poniedziałek, 10 czerwca 2013
WAŻNE!!!
Hej, jutro postaram się dodać kolejne rozdziały, ale mam dla was ważną wiadomość.
Oto moje kolejne opowiadanie. http://everythingandnothingmore.blogspot.com/2013/05/bohaterzy.html
Mam nadzieję, że się spodoba, już jest pierwszy rozdział, więc czytać!! :D KOMENTUJCIE!!
Oto moje kolejne opowiadanie. http://everythingandnothingmore.blogspot.com/2013/05/bohaterzy.html
Mam nadzieję, że się spodoba, już jest pierwszy rozdział, więc czytać!! :D KOMENTUJCIE!!
sobota, 8 czerwca 2013
Rozdział 40
(oczami Megan)
Byłam wykończona, nie chciało mi się nawet otworzyć oczu, ale usłyszałam szlochanie i delikatnie je otworzyłam. Jasne światło od razu mnie zaatakowało, więc zaczęłam niekontrolowanie mrużyć oczy.
Spojrzałam w dół i zobaczyłam Justina. Miał głowę schowaną w dłoniach i.... i chyba płakał.
-J-Justin?-wymamrotałam, a on spojrzał na mnie rozszerzając swoje teraz czerwone od płaczu oczy i wytarł łzę spływającą po policzku.-Gdzie ja jestem?-spytałam, a on spuścił głowę.
-W szpitalu.-wymamrotał cicho.-Straciłaś przytomność, a ja nie wiedziałem co zrobić, więc zadzwoniłem po pomoc.-dodał.
W tym momencie do pokoju wszedł lekarz.
-Witam panno Flower.-powiedział zaglądając do notesu
-Ummm...dzień dobry.-powiedziałam-Kiedy będę mogła stąd wyjść?-spytałam szybko.
-Dzisiaj.-powiedział spoglądając na mnie z uśmiechem.-Ale...-powiedział, a moja mina zrzedła.-Musi pani odpoczywać. Było blisko, a straciłaby pani dziecko.-moje serce zaczęło bić mocnej.-A pan jest?-spytał patrząc na Justina.
-Justin...Justin Bieber.-powiedział podając lekarzowi rękę.
-Witam. Jest pan ojcem, chłopakiem, przyjacielem?-spytał podnosząc brwi.
-Przyjacielem.-wtrąciłam, gdy Justin chciał coś powiedzieć. Przecież nie był jeszcze moim chłopakiem.-Ale jest również ojcem dziecka.-dodałam po chwili ciszy, a na twarzy szatyna pojawił się uśmiech.
-Cóż...tak więc pójdziemy zrobić jeszcze jedne badania i będzie pani wolna.-powiedział zamykając moją kartę i dał nam szczery uśmiech.
-Dziękuje panie doktorze.-powiedziałam z ulgą.
-Nie ma za co. Ale proszę pamiętać o odpoczynku. Ostatnio musiała być pani pod dużym stresem, skoro wywołało to utratę przytomności.-powiedział z podejrzliwym spojrzeniem.
-Tak, miałam dużo na głowie, ale postaram się to zmienić.-powiedziałam, a on znów się uśmiechnął i pożegnał się z nami.
Gdy wyszedł Justin usiadł obok mojego łóżka i wpatrywał się we mnie jak w obrazek, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Co?-spytałam zdezorientowana.
-Nic.-powiedział, a ja wywróciłam oczami.-Po prostu nie mogę uwierzyć, że będę tatą. To dla mnie wiele znaczy, tym bardziej, że będę je miał z tobą.-powiedział, a ja poczułam jak moje policzki robią się czerwone.
- Ja też się cieszę, że będę mamą. To duża odpowiedzialność, ale dam radę.-powiedziałam opuszczając głowę.
-Chciałaś powiedzieć "damy radę"-poprawił mnie, a ja się lekko uśmiechnęłam.
*************************************
Wracaliśmy do domu, droga minęła w ciszy. Chciałam tylko położyć się w łóżku i odpocząć. Nie wiem czemu, przecież spałam kilka naście dobrych godzin, ale nadal czułam się senna.
Gdy Justin podjechał pod mój dom, wokół było kilku reporterów, którzy zaczęli robić nam zdjęcia.
-Justin?-spytałam przestraszona.
-Przepraszam-powiedział i wyszedł z auta. Obszedł go dookoła i otworzył mi drzwi. Złapałam go za rękę i wysiadłam.
-Justin, to twoja dziewczyna?
-Justin, czy ona jest w ciąży?
-Czy to twoje dziecko?
-Kim ona jest?
-Dlaczego wróciłeś?
-Bez komentarzy-powiedział szybko i otworzył drzwi od domu. Weszłam pierwsza, a szatyn tuż za mną.
Nadal byłam wstrząśnięta. Co to właśnie było? Skąd oni wiedzieli, gdzie mieszkam? Dlaczego zadawali te pytania
(oczami Justina)
Cholerni paparazzi. Nigdy nie dadzą mi spokoju. Naraziłem Meg na niepotrzebny stres. To wszystko moja wina.
-Przepraszam.-powiedziałem. Była przestraszona i zdziwiona. Nie wiedziała o co chodzi i dlaczego to się stało. Wyglądała jakby przed chwilą zobaczyła ducha.
-Skąd oni...
-Oni mnie wszędzie znajdą. Nigdy nie dadzą mi spokoju. Przepraszam, że cię w to wciągnąłem. To moja wina.-przerwałem jej. Byłem wściekły na siebie. Ona nie powinna przez to przechodzić, nie w tym stanie. Kocham ją, a teraz na pewno nie będzie chciała ze mną być. To dla niej zbyt wiele.
-Nie szkodzi...-wydukała, a ja spojrzałem na nią zdziwiony.-To nie twoja wina, takie już twoje życie, a to co oni robią to ich praca. Rozumiem to.-wytłumaczyła, a ja odetchnąłem z ulgą.
-Naprawdę jest mi przykro. Oni.... ty nie powinnaś przez to przechodzić.-powiedziałem. Chciałem by zrozumiała. Widziałem w jej oczach niepewność w tym co mówi i wiedziałem, że była przestraszona.
-Wiem, ale...nie zniosę kolejnej rozłąki. Chce żebyś ze mną został. Chcę byś był przy mnie gdy dziecko się urodzi i gdy będę cię potrzebować.-powiedziała opuszczając głowę. Moje serce zaczęło bić mocniej. Czy ona właśnie...? To było..? Nie wiedziałem co powiedzieć. Byłem szczęśliwy, że to powiedziała. Teraz wiedziałem, że mam szanse by to wszystko naprawić.
Podszedłem do niej i podniosłem jej brodę tak by na mnie spojrzała.
-Kocham cię. Obiecuję, że wszystko naprawię i będę przy tobie. -powiedziałem, po czym się nachyliłem. Dzieliły nas już tylko centymetry. Chciałem być z nią. Chciałem znów poczuć jej miłość. Była dla mnie wszystkim. Delikatnie musnąłem jej usta, przez co ona zadrżała. Uśmiechnąłem się na myśl, że tak na nią działam.-Kocham cię -powtórzyłem w jej usta. Pocałowałem ją. Nie walczyła ze mną, wręcz przeciwnie, odwzajemniła pocałunek. Nasze języki walczyły teraz o dominację. To było coś niesamowitego. Chciałem by ta chwila trwała wiecznie.
Po chwili jednak oderwaliśmy się od siebie, łapiąc powietrze. Nasze klatki piersiowe unosiły się w górę i w dół, a oddechy były nierówne. Spojrzałem w jej oczy, a ona delikatnie się uśmiechnęła
-Też cię kocham.-powiedziała.....
Byłam wykończona, nie chciało mi się nawet otworzyć oczu, ale usłyszałam szlochanie i delikatnie je otworzyłam. Jasne światło od razu mnie zaatakowało, więc zaczęłam niekontrolowanie mrużyć oczy.
Spojrzałam w dół i zobaczyłam Justina. Miał głowę schowaną w dłoniach i.... i chyba płakał.
-J-Justin?-wymamrotałam, a on spojrzał na mnie rozszerzając swoje teraz czerwone od płaczu oczy i wytarł łzę spływającą po policzku.-Gdzie ja jestem?-spytałam, a on spuścił głowę.
-W szpitalu.-wymamrotał cicho.-Straciłaś przytomność, a ja nie wiedziałem co zrobić, więc zadzwoniłem po pomoc.-dodał.
W tym momencie do pokoju wszedł lekarz.
-Witam panno Flower.-powiedział zaglądając do notesu
-Ummm...dzień dobry.-powiedziałam-Kiedy będę mogła stąd wyjść?-spytałam szybko.
-Dzisiaj.-powiedział spoglądając na mnie z uśmiechem.-Ale...-powiedział, a moja mina zrzedła.-Musi pani odpoczywać. Było blisko, a straciłaby pani dziecko.-moje serce zaczęło bić mocnej.-A pan jest?-spytał patrząc na Justina.
-Justin...Justin Bieber.-powiedział podając lekarzowi rękę.
-Witam. Jest pan ojcem, chłopakiem, przyjacielem?-spytał podnosząc brwi.
-Przyjacielem.-wtrąciłam, gdy Justin chciał coś powiedzieć. Przecież nie był jeszcze moim chłopakiem.-Ale jest również ojcem dziecka.-dodałam po chwili ciszy, a na twarzy szatyna pojawił się uśmiech.
-Cóż...tak więc pójdziemy zrobić jeszcze jedne badania i będzie pani wolna.-powiedział zamykając moją kartę i dał nam szczery uśmiech.
-Dziękuje panie doktorze.-powiedziałam z ulgą.
-Nie ma za co. Ale proszę pamiętać o odpoczynku. Ostatnio musiała być pani pod dużym stresem, skoro wywołało to utratę przytomności.-powiedział z podejrzliwym spojrzeniem.
-Tak, miałam dużo na głowie, ale postaram się to zmienić.-powiedziałam, a on znów się uśmiechnął i pożegnał się z nami.
Gdy wyszedł Justin usiadł obok mojego łóżka i wpatrywał się we mnie jak w obrazek, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Co?-spytałam zdezorientowana.
-Nic.-powiedział, a ja wywróciłam oczami.-Po prostu nie mogę uwierzyć, że będę tatą. To dla mnie wiele znaczy, tym bardziej, że będę je miał z tobą.-powiedział, a ja poczułam jak moje policzki robią się czerwone.
- Ja też się cieszę, że będę mamą. To duża odpowiedzialność, ale dam radę.-powiedziałam opuszczając głowę.
-Chciałaś powiedzieć "damy radę"-poprawił mnie, a ja się lekko uśmiechnęłam.
*************************************
Wracaliśmy do domu, droga minęła w ciszy. Chciałam tylko położyć się w łóżku i odpocząć. Nie wiem czemu, przecież spałam kilka naście dobrych godzin, ale nadal czułam się senna.
Gdy Justin podjechał pod mój dom, wokół było kilku reporterów, którzy zaczęli robić nam zdjęcia.
-Justin?-spytałam przestraszona.
-Przepraszam-powiedział i wyszedł z auta. Obszedł go dookoła i otworzył mi drzwi. Złapałam go za rękę i wysiadłam.
-Justin, to twoja dziewczyna?
-Justin, czy ona jest w ciąży?
-Czy to twoje dziecko?
-Kim ona jest?
-Dlaczego wróciłeś?
-Bez komentarzy-powiedział szybko i otworzył drzwi od domu. Weszłam pierwsza, a szatyn tuż za mną.
Nadal byłam wstrząśnięta. Co to właśnie było? Skąd oni wiedzieli, gdzie mieszkam? Dlaczego zadawali te pytania
(oczami Justina)
Cholerni paparazzi. Nigdy nie dadzą mi spokoju. Naraziłem Meg na niepotrzebny stres. To wszystko moja wina.
-Przepraszam.-powiedziałem. Była przestraszona i zdziwiona. Nie wiedziała o co chodzi i dlaczego to się stało. Wyglądała jakby przed chwilą zobaczyła ducha.
-Skąd oni...
-Oni mnie wszędzie znajdą. Nigdy nie dadzą mi spokoju. Przepraszam, że cię w to wciągnąłem. To moja wina.-przerwałem jej. Byłem wściekły na siebie. Ona nie powinna przez to przechodzić, nie w tym stanie. Kocham ją, a teraz na pewno nie będzie chciała ze mną być. To dla niej zbyt wiele.
-Nie szkodzi...-wydukała, a ja spojrzałem na nią zdziwiony.-To nie twoja wina, takie już twoje życie, a to co oni robią to ich praca. Rozumiem to.-wytłumaczyła, a ja odetchnąłem z ulgą.
-Naprawdę jest mi przykro. Oni.... ty nie powinnaś przez to przechodzić.-powiedziałem. Chciałem by zrozumiała. Widziałem w jej oczach niepewność w tym co mówi i wiedziałem, że była przestraszona.
-Wiem, ale...nie zniosę kolejnej rozłąki. Chce żebyś ze mną został. Chcę byś był przy mnie gdy dziecko się urodzi i gdy będę cię potrzebować.-powiedziała opuszczając głowę. Moje serce zaczęło bić mocniej. Czy ona właśnie...? To było..? Nie wiedziałem co powiedzieć. Byłem szczęśliwy, że to powiedziała. Teraz wiedziałem, że mam szanse by to wszystko naprawić.
Podszedłem do niej i podniosłem jej brodę tak by na mnie spojrzała.
-Kocham cię. Obiecuję, że wszystko naprawię i będę przy tobie. -powiedziałem, po czym się nachyliłem. Dzieliły nas już tylko centymetry. Chciałem być z nią. Chciałem znów poczuć jej miłość. Była dla mnie wszystkim. Delikatnie musnąłem jej usta, przez co ona zadrżała. Uśmiechnąłem się na myśl, że tak na nią działam.-Kocham cię -powtórzyłem w jej usta. Pocałowałem ją. Nie walczyła ze mną, wręcz przeciwnie, odwzajemniła pocałunek. Nasze języki walczyły teraz o dominację. To było coś niesamowitego. Chciałem by ta chwila trwała wiecznie.
Po chwili jednak oderwaliśmy się od siebie, łapiąc powietrze. Nasze klatki piersiowe unosiły się w górę i w dół, a oddechy były nierówne. Spojrzałem w jej oczy, a ona delikatnie się uśmiechnęła
-Też cię kocham.-powiedziała.....
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Rozdział 39
(oczami Justina)
Bałem sie, bałem się, że to co było kiedyś już nie wróci. Kochałem ja, była tą jedyną, z którą pragnąłem spędzić resztę swojego życia. Chciałem wiedzieć czy kogoś już ma, czyje to dziecko oraz czy mnie kocha, ale widziałem niepewność w jej zachowaniu i zdawałem sobie sprawę, że trudno jest jej odpowiedzieć na to pytanie.Wiem tylko, że nawet jeśli nie jest w stanie mi teraz odpowiedzieć to i tak nie odpuszczę i będę o nią walczyć.
-Przepraszam...-wyszeptałem, a ona spojrzała na mnie zdezorientowana
-Za co?-spytała
-Nie powinienem był w ogóle przyjeżdżać.-powiedziałem, a ona znów odwróciła głowę w inną stronę.-Masz tutaj swoje nowe życie, masz pewnie kogoś kto mówi ci jak piękna i wspaniała jesteś oraz...-przerwałem.- niedługo zostanie ojcem.-dodałem bardziej szeptem
(oczami Megan)
Co ja miałam zrobić? Cierpiał, ja też, ale nie mogłam nic powiedzieć. Chciałam, ale coś w mojej głowie mi przeszkadzało...jego kariera? Może, ale on powinien wiedzieć i muszę w końcu się odezwać.
-Nie mam nikogo.-wydusiłam opuszczając głowę.-Przerwałam warsztaty, bo dowiedziałam się, że jestem w ciąży i wróciłam tutaj. Selena i chłopaki pomogli mi przez ten cały czas, gdy ciebie nie było.-Kolejne łzy spłynęły po moim policzku. Odwróciłam się do Justina i nasze oczy się spotkały. Moje były wypełnione żalem i bólem, a jego strachem i cierpieniem. Chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.-Czy cierpiałam? Tak, bardzo, ale to była też moja wina. Odepchnęłam cię i nie dałam szansy wytłumaczenia się. Wybaczyłam ci już dawno, chciałam ci to powiedzieć, ale wyjechałeś i nie mogłam się z tobą skontaktować. Powoli przestawałam myśleć, że jeszcze wrócisz, że znów będziemy razem...-opuścił wzrok, a po jego policzku zaczęły spływać łzy.-Jednak...-przerwałam i złapałam jego dłoń, po czym położyłam ją na swoim brzuchu.
-Zawsze jakaś część ciebie będzie przy mnie....-po moim policzku spłynęła łza, ale tym razem szczęścia. Już nie chciałam się kłócić, nie chciałam kłamać. Chciałam znów poczuć się kochana.
-Czyli...-po chwili ciszy szatyn odezwał się i spojrzał na mój brzuch. Wiedziałam o co mu chodzi, więc pokiwałam głową, a on się uśmiechnął.-Moje...dziecko...-wyszeptał i spojrzał mi w oczy.-Moje?-spytał jakby chciał się upewnić.
-Tak, twoje.-odpowiedziałam z uśmiechem.
Wytarł moje policzki i przysunął się bliżej. Moje serce przyśpieszyło i nie wiedziałam co zrobić. Jego twarz była coraz bliżej i czułam jego oddech na mojej dolnej wardze. Nie odepchnęłam go, chciałam by był blisko. Nie chciałam już go stracić.
Gdy nasze nosy się już stykały przechylił lekko głowę i musnął delikatnie moje usta.
Nagle ktoś wszedł, a raczej wparował do mieszkania, a ja z Justinem gwałtownie się od siebie odsunęliśmy.
-Meg? Wstałaś?-usłyszałam głos Marco.-Meg...-przerwał, gdy wszedł do pokoju i zobaczył mnie z Justinem. Jego oczy się rozszerzyły i pociemniały ze złości. To nie wróżyło nic dobrego, więc musiałam zareagować.
-Zaprosiłam go.-powiedziałam, a Marco wypuścił z siebie powietrze.
-Po co?-spytał nie patrząc na mnie tylko na Justina.
-Bo tak chciałam.-odpowiedziałam, a on spojrzał na mnie niezrozumiale.
-Przecież to kretyn...zranił cię, zostawił, a ty...
-Kocham go.-przerwałam mu. Nie chciałam tego powiedzieć, wymsknęło mi się. Ale taka w sumie była prawda. Wciąż go kochałam, mimo wszystko nadal darzyłam go tym uczuciem.
Zapadła cisza. W pokoju był Marco, ja, Sam, Lucas oraz Justin, ale żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. Czułam, że Justin się na mnie patrzy, wiedziałam, że usłyszał to co powiedziałam, ale nie wiedziałam co teraz mam zrobić.
-Um...cóż...-odezwał się Sam i podrapał się po karku.-Skoro taka jest twoja decyzja...to nie możemy się wtrącać.-dodał i poklepał po ramieniu Marco, który stał i patrzył na mnie, ale nie mogłam nic wyczytać z jego twarzy.-Chodźmy, zostawmy ich samych.
-Nie!-krzyknął wyrywając się z uścisku Sama, Marco.-Byliśmy przy niej przez cały czas...troszczyliśmy się o nią, pocieszaliśmy, gdy płakała po nocach, bo wiedziała, że następnego dnia będzie to samo i cię nie zobaczy. Ukrywała smutek, ale my wiedzieliśmy, że cierpi.-powiedział z żalem, patrząc na Justina.-Wiemy, że ją kochasz, ale postąpiłeś jak głupek i nie zasługujesz na nią. To wspaniała dziewczyna, a ty ją tak po prostu zostawiłeś. To prawda, ma twoje dziecko, ale to nie zmienia faktu, że gdyby nie Lisa, nic byś nie wiedział i nadal nie przejmowałbyś się Meg, prawda? To Lisa cię tu przyciągnęła, tak? No powiedz! Wytłumacz Meg jak to naprawdę było!-krzyknął na Justina. Stałam tam zdezorientowana. To prawda? Ale...dlaczego? Spojrzałam na Justina pytającym wzrokiem, on opuścił głowę i milczał.-Jesteś tchórzem i kretynem. Nie mam zamiaru stać bezczynnie i patrzeć jak ona ponownie się w tobie zakochuje, a ty ją zostawisz i ona znów będzie cierpieć.-dodał po czym wyszedł trzaskając drzwiami. Zaraz za nim wyszli Sam i Lucas, a w pokoju zostałam tylko ja i szatyn. Po chwili ciszy postanowiłam się odezwać.
-To prawda?-spytałam, a do moich oczy zaczęły napływać kolejne łzy. Nie odezwał się.-Powiedz mi!-krzyknęłam
-Tak...to znaczy.. nie, w połowie.-wydukał, a ja patrzałam na niego zdezorientowana.
-Jak to w połowie?-spytałam.
-Już od jakiegoś czasu mam kontakt z Lisą. Rozmawiałem, wypytywałem. Chciałem wiedzieć jak się czujesz... chciałem wiedzieć, że jesteś szczęśliwa. Mówiła mi, że się pokłóciłyście i że wyjechała, a gdy wróciła już cię tam nie było na uczelni. Wtedy wynająłem detektywa, który cię znalazł i powiedział mi, że mieszkasz tutaj z jakimiś chłopakami i przyjaciółką. Na początku myślałem, że kogoś sobie znalazłaś, więc zrezygnowałem i złapałem gigantycznego doła. Nie chciałem jeść, ani śpiewać. Bez ciebie...moje życie nie miało sensu.-przerwał i spojrzał na mnie, a ja usiadłam na fotelu nie wiedząc co powiedzieć słuchałam co miał do powiedzenia.-Kochałem i nadal cię kocham. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Lisa. Powiedziała, że cię widziała i powiedziała, że jesteś w ciąży. Myślałem, że moje życie się już skończyło, chciałem umrzeć.-gdy to powiedział, ocknęłam się, a po moim policzku spłynęła łza. Dzisiaj bardzo dużo płaczę, ale nie dziwię się.-Jednak powiedziała, że nie wie kto jest ojcem, bo nikogo wokół ciebie nie widziała, no wiesz...żadnego mężczyzny, który mógłby być ojcem. Więc wróciłem. Chciałem wiedzieć, chciałem i nadal chce to wszystko naprawić.-powiedział patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.- Wybaczysz mi?-spytał, a ja musiałam chwilę pomyśleć. To dla mnie za dużo jak na dzisiaj. Wstałam i chciałam wrócić do łóżka, zasnąć i zapomnieć, ale poczułam ból. Syknęłam i złapałam się za brzuch. Opadłam z powrotem na fotel, a Justin szybko do mnie podbiegł.
-Meg? Meg, skarbie!.-powtarzał, a moje oczy powoli się zamykały. Chciało mi się spać. Już coraz ciszej słyszałam szatyna, a po chwili już wcale.
_________________________________________________________________
Mamy kolejny hahaha.... fajny? Mam nadzieję, bo bardzo się starałam.
Komentować :P
-Przepraszam...-wyszeptałem, a ona spojrzała na mnie zdezorientowana
-Za co?-spytała
-Nie powinienem był w ogóle przyjeżdżać.-powiedziałem, a ona znów odwróciła głowę w inną stronę.-Masz tutaj swoje nowe życie, masz pewnie kogoś kto mówi ci jak piękna i wspaniała jesteś oraz...-przerwałem.- niedługo zostanie ojcem.-dodałem bardziej szeptem
(oczami Megan)
Co ja miałam zrobić? Cierpiał, ja też, ale nie mogłam nic powiedzieć. Chciałam, ale coś w mojej głowie mi przeszkadzało...jego kariera? Może, ale on powinien wiedzieć i muszę w końcu się odezwać.
-Nie mam nikogo.-wydusiłam opuszczając głowę.-Przerwałam warsztaty, bo dowiedziałam się, że jestem w ciąży i wróciłam tutaj. Selena i chłopaki pomogli mi przez ten cały czas, gdy ciebie nie było.-Kolejne łzy spłynęły po moim policzku. Odwróciłam się do Justina i nasze oczy się spotkały. Moje były wypełnione żalem i bólem, a jego strachem i cierpieniem. Chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.-Czy cierpiałam? Tak, bardzo, ale to była też moja wina. Odepchnęłam cię i nie dałam szansy wytłumaczenia się. Wybaczyłam ci już dawno, chciałam ci to powiedzieć, ale wyjechałeś i nie mogłam się z tobą skontaktować. Powoli przestawałam myśleć, że jeszcze wrócisz, że znów będziemy razem...-opuścił wzrok, a po jego policzku zaczęły spływać łzy.-Jednak...-przerwałam i złapałam jego dłoń, po czym położyłam ją na swoim brzuchu.
-Zawsze jakaś część ciebie będzie przy mnie....-po moim policzku spłynęła łza, ale tym razem szczęścia. Już nie chciałam się kłócić, nie chciałam kłamać. Chciałam znów poczuć się kochana.
-Czyli...-po chwili ciszy szatyn odezwał się i spojrzał na mój brzuch. Wiedziałam o co mu chodzi, więc pokiwałam głową, a on się uśmiechnął.-Moje...dziecko...-wyszeptał i spojrzał mi w oczy.-Moje?-spytał jakby chciał się upewnić.
-Tak, twoje.-odpowiedziałam z uśmiechem.
Wytarł moje policzki i przysunął się bliżej. Moje serce przyśpieszyło i nie wiedziałam co zrobić. Jego twarz była coraz bliżej i czułam jego oddech na mojej dolnej wardze. Nie odepchnęłam go, chciałam by był blisko. Nie chciałam już go stracić.
Gdy nasze nosy się już stykały przechylił lekko głowę i musnął delikatnie moje usta.
Nagle ktoś wszedł, a raczej wparował do mieszkania, a ja z Justinem gwałtownie się od siebie odsunęliśmy.
-Meg? Wstałaś?-usłyszałam głos Marco.-Meg...-przerwał, gdy wszedł do pokoju i zobaczył mnie z Justinem. Jego oczy się rozszerzyły i pociemniały ze złości. To nie wróżyło nic dobrego, więc musiałam zareagować.
-Zaprosiłam go.-powiedziałam, a Marco wypuścił z siebie powietrze.
-Po co?-spytał nie patrząc na mnie tylko na Justina.
-Bo tak chciałam.-odpowiedziałam, a on spojrzał na mnie niezrozumiale.
-Przecież to kretyn...zranił cię, zostawił, a ty...
-Kocham go.-przerwałam mu. Nie chciałam tego powiedzieć, wymsknęło mi się. Ale taka w sumie była prawda. Wciąż go kochałam, mimo wszystko nadal darzyłam go tym uczuciem.
Zapadła cisza. W pokoju był Marco, ja, Sam, Lucas oraz Justin, ale żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. Czułam, że Justin się na mnie patrzy, wiedziałam, że usłyszał to co powiedziałam, ale nie wiedziałam co teraz mam zrobić.
-Um...cóż...-odezwał się Sam i podrapał się po karku.-Skoro taka jest twoja decyzja...to nie możemy się wtrącać.-dodał i poklepał po ramieniu Marco, który stał i patrzył na mnie, ale nie mogłam nic wyczytać z jego twarzy.-Chodźmy, zostawmy ich samych.
-Nie!-krzyknął wyrywając się z uścisku Sama, Marco.-Byliśmy przy niej przez cały czas...troszczyliśmy się o nią, pocieszaliśmy, gdy płakała po nocach, bo wiedziała, że następnego dnia będzie to samo i cię nie zobaczy. Ukrywała smutek, ale my wiedzieliśmy, że cierpi.-powiedział z żalem, patrząc na Justina.-Wiemy, że ją kochasz, ale postąpiłeś jak głupek i nie zasługujesz na nią. To wspaniała dziewczyna, a ty ją tak po prostu zostawiłeś. To prawda, ma twoje dziecko, ale to nie zmienia faktu, że gdyby nie Lisa, nic byś nie wiedział i nadal nie przejmowałbyś się Meg, prawda? To Lisa cię tu przyciągnęła, tak? No powiedz! Wytłumacz Meg jak to naprawdę było!-krzyknął na Justina. Stałam tam zdezorientowana. To prawda? Ale...dlaczego? Spojrzałam na Justina pytającym wzrokiem, on opuścił głowę i milczał.-Jesteś tchórzem i kretynem. Nie mam zamiaru stać bezczynnie i patrzeć jak ona ponownie się w tobie zakochuje, a ty ją zostawisz i ona znów będzie cierpieć.-dodał po czym wyszedł trzaskając drzwiami. Zaraz za nim wyszli Sam i Lucas, a w pokoju zostałam tylko ja i szatyn. Po chwili ciszy postanowiłam się odezwać.
-To prawda?-spytałam, a do moich oczy zaczęły napływać kolejne łzy. Nie odezwał się.-Powiedz mi!-krzyknęłam
-Tak...to znaczy.. nie, w połowie.-wydukał, a ja patrzałam na niego zdezorientowana.
-Jak to w połowie?-spytałam.
-Już od jakiegoś czasu mam kontakt z Lisą. Rozmawiałem, wypytywałem. Chciałem wiedzieć jak się czujesz... chciałem wiedzieć, że jesteś szczęśliwa. Mówiła mi, że się pokłóciłyście i że wyjechała, a gdy wróciła już cię tam nie było na uczelni. Wtedy wynająłem detektywa, który cię znalazł i powiedział mi, że mieszkasz tutaj z jakimiś chłopakami i przyjaciółką. Na początku myślałem, że kogoś sobie znalazłaś, więc zrezygnowałem i złapałem gigantycznego doła. Nie chciałem jeść, ani śpiewać. Bez ciebie...moje życie nie miało sensu.-przerwał i spojrzał na mnie, a ja usiadłam na fotelu nie wiedząc co powiedzieć słuchałam co miał do powiedzenia.-Kochałem i nadal cię kocham. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Lisa. Powiedziała, że cię widziała i powiedziała, że jesteś w ciąży. Myślałem, że moje życie się już skończyło, chciałem umrzeć.-gdy to powiedział, ocknęłam się, a po moim policzku spłynęła łza. Dzisiaj bardzo dużo płaczę, ale nie dziwię się.-Jednak powiedziała, że nie wie kto jest ojcem, bo nikogo wokół ciebie nie widziała, no wiesz...żadnego mężczyzny, który mógłby być ojcem. Więc wróciłem. Chciałem wiedzieć, chciałem i nadal chce to wszystko naprawić.-powiedział patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.- Wybaczysz mi?-spytał, a ja musiałam chwilę pomyśleć. To dla mnie za dużo jak na dzisiaj. Wstałam i chciałam wrócić do łóżka, zasnąć i zapomnieć, ale poczułam ból. Syknęłam i złapałam się za brzuch. Opadłam z powrotem na fotel, a Justin szybko do mnie podbiegł.
-Meg? Meg, skarbie!.-powtarzał, a moje oczy powoli się zamykały. Chciało mi się spać. Już coraz ciszej słyszałam szatyna, a po chwili już wcale.
_________________________________________________________________
Mamy kolejny hahaha.... fajny? Mam nadzieję, bo bardzo się starałam.
Komentować :P
czwartek, 30 maja 2013
WAŻNE!!!!
Mam złe wieści :(
Wyjeżdżam i nie będzie mnie do niedzieli. :( Nie dodam kolejnych, bo nie bd miała dostępu do internetu. :'(
W poniedziałek postaram się dodać następny, ale nic nie obiecuje, bo teraz mam do poprawy oceny i sprawdziany :(
Wyjeżdżam i nie będzie mnie do niedzieli. :( Nie dodam kolejnych, bo nie bd miała dostępu do internetu. :'(
W poniedziałek postaram się dodać następny, ale nic nie obiecuje, bo teraz mam do poprawy oceny i sprawdziany :(
niedziela, 26 maja 2013
Rozdział 38
(oczami Megan)
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam....
Obudziłam się pod wieczór, strasznie mnie brzuch bolał i dziecko dawało po sobie znaki. Na dworze było ciemno, a w domu panowała cisza. Nagle poczułam ucisk i zaczęło mnie mdlić. Szybko wbiegłam do toalety i zwymiotowałam. Nienawidziłam tego robić, ale takie już są minusy bycia w ciąży. Przemyłam twarz zimną wodą, po czym przetarłam ręcznikiem. Zapaliłam w salonie światło i włączyłam TV.
"Młoda gwiazda, muzyki pop, Justin Bieber przebywa właśnie w Atlancie. Nie wiadomo z jakich przyczyn i na jak długo zamierza tam zostać. Odwołał kilka koncertów i powiedział, że musi naprawić swoje życie. O co mu chodziło? Prawdopodobnie dowiemy się tego wkrótce... mówiła Anna Grand". Wyłączyłam telewizor. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Dlaczego moje życie musi być tak zwariowane?
Z rozmyślań wytrąciło mnie pukanie...,a raczej walenie w moje drzwi. Wstałam, owinęłam się szlafrokiem i delikatnie otworzyłam drzwi. Zamurowało mnie...
-Meg? Skarbie...możemy pogadać?-pijany Justin ledwo stał na nogach i patrzył na mnie oczami pełnymi smutki i żalu. Nie mogłam go tam zostawić, paparazzi zaraz by go znalazło, a wtedy dziecko to byłby jego najmniejszy problem.
-Wejdź.-wyszeptałam wpuszczając go do środka.-Siadaj.-powiedziałam, gdy weszliśmy do salonu.
-Skarbie...tęskniłem...-chciał mnie przytulić, ale się odsunęłam.
-Po co przyszedłeś?-spytałam spokojnie, ale w środku się gotowałam.
-Chciałem cię zobaczyć...-powiedział ze smutkiem. Trochę śmieszne było widzieć go pijanego. Zachowywał się jak dziecko i robić głupie miny.
-Dlaczego się upiłeś?-spytałam powstrzymując się od śmiechu. Gniew powoli przechodziła, a na jego miejsce weszła troska.
-Bo...-wydukał i opuścił głowę, po czym wymamrotał coś pod nosem, ale nie zrozumiałam
-Co?-spytałam
-Bo cię kocham.-tym razem powiedział głośniej, a mnie zamurowało.
-Justin... ja...-wymamrotałam. Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Oczywiście, że go kochałam, ale nie widziałam go tyle czasu, zranił mnie i nawet nie wypytywał o mnie. Gdy chciałam coś powiedzieć, on mi przerwał
-Nic nie mów... wiem, że cię zraniłem i wiem, że postąpiłem jak głupi wyjeżdżając.-powiedział trochę bardziej trzeźwo.
-Justi....
-Nie, ja wiem, że nie chcesz mnie widzieć i wiem, że mi nigdy nie wybaczysz, ale muszę wiedzieć....-przerwał by spojrzeć na mnie.
-Co?-spytałam.
-Czy...to dziecko...jest moje?-nie wiedziałam co powiedzieć. Siedziałam w ciszy i zastanawiałam się nad odpowiedzią. On patrzył na mnie wyczekująco i coraz bardziej zrezygnowanie. Odwróciłam wzrok i wstałam. Podeszłam do okna i zasłoniłam firany. W końcu spojrzałam na niego, a on na mnie. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Co?-spytałam zdezorientowana.
-Kocham cię.-powiedział i położył się na kanapie. Mamrotał coś pod nosem, ale nie zrozumiałam.
Po chwili słyszałam jego ciche chrapanie, więc wiedziałam, że śpi. Przykryłam go kocem i poszłam do siebie.
Nie wiem czy zapomniał, że zadał mi to pytanie czy po prostu bał się odpowiedzi. Nie wiem...ale cieszę się, że wybrnęłam z tego cała i nie musiałam mu odpowiadać. Leżałam i nie mogłam zasnąć. Wszystkie myśli kręciły się teraz wokół Justina i tego, że jutro będę musiała z nim porozmawiać.
***********RANO*************
(oczami Justina)
Obudziłem się z bólem głowy. Podniosłem się do pozycji siedzącej, przetarłem twarz dłońmi i przeczesałem włosy rękom. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i przypomniałem sobie wczorajszy wieczór. Meg...ona jest taka piękna...muszę naprawić wszystko i nie pozwolić jej odejść lub mnie odtrącić.
Usłyszałem trzask i poszedłem sprawdzić co się stało. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem dziewczynę, ale to nie była Meg. Odwróciła się i upuściła garnek, który trzymała w ręce.
-Justin?-spytała zakrywając usta dłonią.
-Tak?-spytałem zdezorientowany.
-Co ty tutaj robisz?-spytała zdezorientowana
-To samo, mogę ciebie spytać.-nie powiedziałem "pani" bo nie wyglądała na starszą ode mnie. Była raczej w wieku Meg, czyli młodsza.
-Jestem przyjaciółką Meg, Tara.-powiedziała i podniosła z ziemi to co upuściła
(oczami Meg)
Obudziłam się strasznie zmęczona, przetarłam oczy zewnętrzną stroną dłoni i powoli wstałam z łóżka. Wyszłam na zewnątrz i usłyszałam głos Justina.Gdy zobaczyłam co się dzieje, nie wiedziałam co zrobić. Przez przypadek strąciłam z szafki szklankę, przez co obydwoje się na mnie spojrzeli. Rozszerzyłam oczy i stałam jak słup, nie mogąc wydusić z siebie słowa.
-Meg? Wszystko okej?-spytała Tara z troską w oczach
-Tak, przepraszam....-wyszeptałam i zaczęłam zbierać kawałki szkła z podłogi.
-Zostaw, skaleczysz się.-powiedział Justin i podszedł do mnie.-Ja to zrobię.-powiedział stanowczo i pozbierał resztę, po czym wyrzucił to do kosza.
-Yyyy... przypomniałam sobie, że mam coś do załatwienia na mieście..-powiedziała Tara, a ja spojrzałam na nią pytająco.-Tak..,więc.. ja lecę, pa.-powiedziała i wyszła z domu.
Weszłam do kuchni, a szatyn zaraz za mną. Panowała niezręczna cisza. Moje ręce się trzęsły, a serce waliło, jakby miało zaraz wyskoczyć. Odwróciłam się do niego tyłem i udawałam, że czegoś szukam w lodówce.
-Jesteś głodny?-spytałam nawet na niego nie patrząc, ale wiedziałam, że on mnie obserwuje.
-Nie, ale chce mi się pić.-powiedział, a ja wyciągnęłam sok pomarańczowy i szklankę, po czym nalałam mu napoju. -Dzięki.-odpowiedział i wypił za jednym razem całą zawartość. Nie dziwiłam się, wczoraj tyle wypił, że pewnie miał ogromnego kaca. Zaśmiałam się na wspomnienie wczorajszego wieczoru.
-Z czego się śmiejesz?-spytał z uśmiechem.
-Z niczego.-odpowiedziałam i wyciągnęłam produkty potrzebne do zrobienia kanapek.
-Meg?-odezwał się po chwili ciszy.
-Tak?-spytałam kładąc ser i szynkę na kanapkę.
-Spójrz na mnie.-powiedział, a ja milczałam. Nie to, że nie chciałam się na niego spojrzeć, ale bałam się. Bałam się, że jak to zrobię to się rozpłaczę. Tęskniłam za nim, za jego dotykiem, głosem. -Proszę.-powiedział podchodząc do mnie.
Złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie, a wolną ręką podniósł moją brodę, tak, że musiałam się na niego spojrzeć. Jego czekoladowe oczy wypalały mi dziurę w głowie. Łzy zbierały się w moich oczach, ale nie mogłam oderwać od niego wzroku. Kilka razy spoglądał na moje usta, po czym wracając do oczu,jakby prosząc o pozwolenie. Przegryzł dolną wargę i zbliżył się tak, że dzieliły nas już tylko centymetry.
-Nie mogę...-odepchnęłam go lekko i wytarłam ręką polik, po którym nawet nie wiem kiedy spłynęła łza.
Już nawet nie byłam głodna. Wyszłam z kuchni i poszłam do salonu, a on za mną.
-Meg...-powiedział, a ja starałam się nie zwracać na niego uwagi. Usiadłam na kanapie i wpatrywałam się w przestrzeń przede mną.-Ja...przepraszam.-powiedział siadając koło mnie.-Kocham cię...nie chcę cię stracić.-powiedział, a ja zamknęłam oczy i znów z moich oczu spłynęły łzy.-Jesteś dla mnie najważniejsza...-dodał, a ja wciąż się nie odzywałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie byłam już na niego zła, chciałam go przytulić, powiedzieć, że go kocham i wybaczam wszystko, ale nie potrafiłam.
Siedzieliśmy w ciszy, po ostatnich słowach Justina nikt nic nie mówił, a w pokoju było słychać tylko zegar wiszący na ścianie.
_______________________________________________________
MAMY KOLEJNY ROZDZIAŁ!! :D
Dziękuję wam, za to że czytacie i czekacie cierpliwie na następne....
Cieszę się, że mam już prawie 6 000 wejść! To dla mnie wiele znaczy! Dzięki i komentujcie !!
PS. Sory za błędy
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam....
Obudziłam się pod wieczór, strasznie mnie brzuch bolał i dziecko dawało po sobie znaki. Na dworze było ciemno, a w domu panowała cisza. Nagle poczułam ucisk i zaczęło mnie mdlić. Szybko wbiegłam do toalety i zwymiotowałam. Nienawidziłam tego robić, ale takie już są minusy bycia w ciąży. Przemyłam twarz zimną wodą, po czym przetarłam ręcznikiem. Zapaliłam w salonie światło i włączyłam TV.
"Młoda gwiazda, muzyki pop, Justin Bieber przebywa właśnie w Atlancie. Nie wiadomo z jakich przyczyn i na jak długo zamierza tam zostać. Odwołał kilka koncertów i powiedział, że musi naprawić swoje życie. O co mu chodziło? Prawdopodobnie dowiemy się tego wkrótce... mówiła Anna Grand". Wyłączyłam telewizor. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Dlaczego moje życie musi być tak zwariowane?
Z rozmyślań wytrąciło mnie pukanie...,a raczej walenie w moje drzwi. Wstałam, owinęłam się szlafrokiem i delikatnie otworzyłam drzwi. Zamurowało mnie...
-Meg? Skarbie...możemy pogadać?-pijany Justin ledwo stał na nogach i patrzył na mnie oczami pełnymi smutki i żalu. Nie mogłam go tam zostawić, paparazzi zaraz by go znalazło, a wtedy dziecko to byłby jego najmniejszy problem.
-Wejdź.-wyszeptałam wpuszczając go do środka.-Siadaj.-powiedziałam, gdy weszliśmy do salonu.
-Skarbie...tęskniłem...-chciał mnie przytulić, ale się odsunęłam.
-Po co przyszedłeś?-spytałam spokojnie, ale w środku się gotowałam.
-Chciałem cię zobaczyć...-powiedział ze smutkiem. Trochę śmieszne było widzieć go pijanego. Zachowywał się jak dziecko i robić głupie miny.
-Dlaczego się upiłeś?-spytałam powstrzymując się od śmiechu. Gniew powoli przechodziła, a na jego miejsce weszła troska.
-Bo...-wydukał i opuścił głowę, po czym wymamrotał coś pod nosem, ale nie zrozumiałam
-Co?-spytałam
-Bo cię kocham.-tym razem powiedział głośniej, a mnie zamurowało.
-Justin... ja...-wymamrotałam. Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Oczywiście, że go kochałam, ale nie widziałam go tyle czasu, zranił mnie i nawet nie wypytywał o mnie. Gdy chciałam coś powiedzieć, on mi przerwał
-Nic nie mów... wiem, że cię zraniłem i wiem, że postąpiłem jak głupi wyjeżdżając.-powiedział trochę bardziej trzeźwo.
-Justi....
-Nie, ja wiem, że nie chcesz mnie widzieć i wiem, że mi nigdy nie wybaczysz, ale muszę wiedzieć....-przerwał by spojrzeć na mnie.
-Co?-spytałam.
-Czy...to dziecko...jest moje?-nie wiedziałam co powiedzieć. Siedziałam w ciszy i zastanawiałam się nad odpowiedzią. On patrzył na mnie wyczekująco i coraz bardziej zrezygnowanie. Odwróciłam wzrok i wstałam. Podeszłam do okna i zasłoniłam firany. W końcu spojrzałam na niego, a on na mnie. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Co?-spytałam zdezorientowana.
-Kocham cię.-powiedział i położył się na kanapie. Mamrotał coś pod nosem, ale nie zrozumiałam.
Po chwili słyszałam jego ciche chrapanie, więc wiedziałam, że śpi. Przykryłam go kocem i poszłam do siebie.
Nie wiem czy zapomniał, że zadał mi to pytanie czy po prostu bał się odpowiedzi. Nie wiem...ale cieszę się, że wybrnęłam z tego cała i nie musiałam mu odpowiadać. Leżałam i nie mogłam zasnąć. Wszystkie myśli kręciły się teraz wokół Justina i tego, że jutro będę musiała z nim porozmawiać.
***********RANO*************
(oczami Justina)
Obudziłem się z bólem głowy. Podniosłem się do pozycji siedzącej, przetarłem twarz dłońmi i przeczesałem włosy rękom. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i przypomniałem sobie wczorajszy wieczór. Meg...ona jest taka piękna...muszę naprawić wszystko i nie pozwolić jej odejść lub mnie odtrącić.
Usłyszałem trzask i poszedłem sprawdzić co się stało. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem dziewczynę, ale to nie była Meg. Odwróciła się i upuściła garnek, który trzymała w ręce.
-Justin?-spytała zakrywając usta dłonią.
-Tak?-spytałem zdezorientowany.
-Co ty tutaj robisz?-spytała zdezorientowana
-To samo, mogę ciebie spytać.-nie powiedziałem "pani" bo nie wyglądała na starszą ode mnie. Była raczej w wieku Meg, czyli młodsza.
-Jestem przyjaciółką Meg, Tara.-powiedziała i podniosła z ziemi to co upuściła
(oczami Meg)
Obudziłam się strasznie zmęczona, przetarłam oczy zewnętrzną stroną dłoni i powoli wstałam z łóżka. Wyszłam na zewnątrz i usłyszałam głos Justina.Gdy zobaczyłam co się dzieje, nie wiedziałam co zrobić. Przez przypadek strąciłam z szafki szklankę, przez co obydwoje się na mnie spojrzeli. Rozszerzyłam oczy i stałam jak słup, nie mogąc wydusić z siebie słowa.
-Meg? Wszystko okej?-spytała Tara z troską w oczach
-Tak, przepraszam....-wyszeptałam i zaczęłam zbierać kawałki szkła z podłogi.
-Zostaw, skaleczysz się.-powiedział Justin i podszedł do mnie.-Ja to zrobię.-powiedział stanowczo i pozbierał resztę, po czym wyrzucił to do kosza.
-Yyyy... przypomniałam sobie, że mam coś do załatwienia na mieście..-powiedziała Tara, a ja spojrzałam na nią pytająco.-Tak..,więc.. ja lecę, pa.-powiedziała i wyszła z domu.
Weszłam do kuchni, a szatyn zaraz za mną. Panowała niezręczna cisza. Moje ręce się trzęsły, a serce waliło, jakby miało zaraz wyskoczyć. Odwróciłam się do niego tyłem i udawałam, że czegoś szukam w lodówce.
-Jesteś głodny?-spytałam nawet na niego nie patrząc, ale wiedziałam, że on mnie obserwuje.
-Nie, ale chce mi się pić.-powiedział, a ja wyciągnęłam sok pomarańczowy i szklankę, po czym nalałam mu napoju. -Dzięki.-odpowiedział i wypił za jednym razem całą zawartość. Nie dziwiłam się, wczoraj tyle wypił, że pewnie miał ogromnego kaca. Zaśmiałam się na wspomnienie wczorajszego wieczoru.
-Z czego się śmiejesz?-spytał z uśmiechem.
-Z niczego.-odpowiedziałam i wyciągnęłam produkty potrzebne do zrobienia kanapek.
-Meg?-odezwał się po chwili ciszy.
-Tak?-spytałam kładąc ser i szynkę na kanapkę.
-Spójrz na mnie.-powiedział, a ja milczałam. Nie to, że nie chciałam się na niego spojrzeć, ale bałam się. Bałam się, że jak to zrobię to się rozpłaczę. Tęskniłam za nim, za jego dotykiem, głosem. -Proszę.-powiedział podchodząc do mnie.
Złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie, a wolną ręką podniósł moją brodę, tak, że musiałam się na niego spojrzeć. Jego czekoladowe oczy wypalały mi dziurę w głowie. Łzy zbierały się w moich oczach, ale nie mogłam oderwać od niego wzroku. Kilka razy spoglądał na moje usta, po czym wracając do oczu,jakby prosząc o pozwolenie. Przegryzł dolną wargę i zbliżył się tak, że dzieliły nas już tylko centymetry.
-Nie mogę...-odepchnęłam go lekko i wytarłam ręką polik, po którym nawet nie wiem kiedy spłynęła łza.
Już nawet nie byłam głodna. Wyszłam z kuchni i poszłam do salonu, a on za mną.
-Meg...-powiedział, a ja starałam się nie zwracać na niego uwagi. Usiadłam na kanapie i wpatrywałam się w przestrzeń przede mną.-Ja...przepraszam.-powiedział siadając koło mnie.-Kocham cię...nie chcę cię stracić.-powiedział, a ja zamknęłam oczy i znów z moich oczu spłynęły łzy.-Jesteś dla mnie najważniejsza...-dodał, a ja wciąż się nie odzywałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie byłam już na niego zła, chciałam go przytulić, powiedzieć, że go kocham i wybaczam wszystko, ale nie potrafiłam.
Siedzieliśmy w ciszy, po ostatnich słowach Justina nikt nic nie mówił, a w pokoju było słychać tylko zegar wiszący na ścianie.
_______________________________________________________
MAMY KOLEJNY ROZDZIAŁ!! :D
Dziękuję wam, za to że czytacie i czekacie cierpliwie na następne....
Cieszę się, że mam już prawie 6 000 wejść! To dla mnie wiele znaczy! Dzięki i komentujcie !!
PS. Sory za błędy
sobota, 25 maja 2013
Rozdział 37
(oczami Megan)
-Justin?-spytałam, chcąc się upewnić czy dobrze słyszałam
-Meg, już go nie ma, nie wróci...zapomnijmy o tym...-powiedział Sam podchodząc do mnie.
-Stój!-krzyknęłam, a chłopaki spojrzeli na mnie zdezorientowani.-Czego chciał?-spytałam.
To było dla mnie ważne, dlaczego wrócił? Czego chciał? Jak mnie znalazł? Po co przyjechał? Te pytania krążyły w mojej głowie i nie mogłam się ich pozbyć. Nie wiedziałam czy mam się cieszyć, że przyjechał, czy bać się, że gdy znów go zobaczę to on znowu zniknie, a ja będę cierpieć ponownie.
-Chciał się z tobą zobaczyć...-wydukał Marco.
-Chciał z tobą porozmawiać.-dodał Lucas.
-Nie mogliście się mnie spytać o zdanie?-spytałam wkurzona. Nie byłam na nich zła, to chyba przez ciążę. Nie wiem czy chciałabym się z nim spotkać. Nie wiem jak zareaguje gdy się dowie, że jestem w ciąży i nie wiem jak ja mu powiem, że to on jest ojcem. Wiem, że minęły dopiero prawie 3 miesiące, ale mój brzuch już dość urósł i nie dałoby się nie zauważyć, że będę mamą.-Przepraszam...nie powinnam tak na was naskakiwać.-powiedziałam, gdy oni stali jak wryci z opuszczonymi głowami.
-Nie szkodzi, masz rację, powinniśmy najpierw z tobą porozmawiać.-powiedział Marco i mnie przytulił, a po moim policzku spłynęły łzy.-Nie płacz.-powiedział i wytarł ręką moje policzki
-Pójdę się położyć.-powiedziałam, a on przytaknął i odprowadził mnie do pokoju, po czym zamknął drzwi i wrócił do chłopaków.
(W tym samym czasie)
Marco wszedł do pokoju i usiadł na fotelu. Wszyscy byli strasznie zdenerwowani wizytą Justina i nie wiedzieli co teraz mają zrobić. Martwili się o Megan i nie chcieli by znów cierpiała. Nie chcieli by przechodziła przez ten cały stres, zwłaszcza teraz, gdy jest w ciąży. Siedzieli wpatrzeni w obiekt przed nimi i myśleli. Żaden się nie odezwał, nie wiedzieli nawet co powiedzieć. Jednak głuchą ciszę przerwał dzwonek do drzwi. Marco, Sam i Lucas spojrzeli się na siebie z rozszerzonymi oczami i zastanawiali się co teraz. Otworzyć? A jeśli to on? Dzwonek rozbrzmiał w pomieszczeniu jeszcze raz, a gdy Sam chciał już wstać, Marco go wyprzedził i ruszył w stronę drzwi. Za nimi stała kobieta, przyjaciółka Megan, Tara. Dawno jej nie było tutaj, bo wyjechała do szkoły. Nie mogła przyjechać wcześniej. Odwiedziła ich ostatnio gdy dowiedziała się, że Meg wraca, ale potem musiała wrócić na uczelnię, bo zostałaby wyrzucona.
-Hej..-powiedziała, a chłopak stał jak wryty. To prawda, byli kiedyś razem i nadal coś do siebie czuli, ale musieli się rozstać ze względu na to, że rzadko się widywali i dzieliły ich kilometry. Często z tego powodu się kłócili, więc zostali po prostu przyjaciółmi.
-Hej.-wydukał i wpuścił ją do środka.
-Jest Meg?-spytała rozglądając się po domu.
-Śpi.-odpowiedział i wszedł do pokoju, gdzie siedziała reszta.
-Tara?-powiedzieli równocześnie i zaraz ją przytulili.
-Część, chłopaki.-powiedziała i usiadła na tapczanie.-Co tam u was słychać?-spytała patrząc na nich po kolei, a oni zrobili zakłopotane miny.-Coś się stało?-spytała z niepokojem-Coś z Meg?-spytała szybko
-Nie, z nią wszystko okej, ale...-przerwał Sam i nie wiedział jak jej to powiedzieć
-Justin wrócił.-dokończył Marco i usiadł z powrotem na fotelu.
-Jak to wrócił?-spytała Tara ze zdziwieniem.-Jak ją znalazł? Wie, że ona ma jego dziecko? Widzieli się? Rozmawiali?-pytała a chłopaki tylko kiwali głowami.
-Nie, nie widzieli się nawet. Przyszedł, ja otworzyłem drzwi, on powiedział, ze chce z nią rozmawiać, a ja go wyrzuciłem.-powiedział Marco zaciskając zęby.
-Dlaczego? On powinien wiedzieć! Ona powinna z nim pogadać. Oni się kochają.-powiedziała z podniesionym głosem Tara
-Nie krzycz!-wzburzył się Marco.-Wiem, że powinna, ale nie teraz...-powiedział, a ona spojrzała na niego pytająco.-Nie może się stresować teraz... a spotkanie z nim...to ogromny stres i ból jak dla niej.-dodał.
-Ona tak powiedziała? Czy ty?-spojrzała wściekła na niego, a chłopak wstał i poszedł do kuchni.
-Wszyscy chcemy dla niej jak najlepiej.-powiedział spokojnie Lucas.
-Wiem, ja też, ale...oni muszą ze sobą porozmawiać...i to jak najszybciej, póki jeszcze jest czas.-powiedziała i wstała. Podeszła do drewnianych drzwi za którymi leżała jej przyjaciółka. Złapała za klamkę i delikatnie pociągnęła w dół, przez co drzwi się otworzyły
(oczami Megan)
Byłam strasznie zmęczona, ale nie mogłam zasnąć. Wciąż myślałam o Justinie. To było dziwne, że przyjechał, że jeszcze o mnie pamiętał.
Słyszałam rozmowę Tary i chłopaków. Kłócili się, ale wszyscy mieli rację. Musiałam z nim pogadać, ale nie mogłam, bo to zbyt duży stres i ból gdy tylko go zobaczę.
Ktoś nagle otworzył drzwi do mojego pokoju. Nie chciałam teraz z nikim gadać, chciałam pobyć sama, przemyśleć to.
-Meg?-usłyszałam głos przyjaciółki, ale udawałam, że śpię.-Śpisz?-spytała, a ja wciąż miałam zamknięte oczy. Dziewczyna podeszła do mnie i odgarnęła moje włosy, które opadły na moją twarz. -Kocham cię.-powiedziała i ucałowała mnie w czoło, po czym wstała i wyszła z pokoju, a ja odetchnęłam z ulgą.
___________________________________________________________
Pada i pada.... :/ Ale są za to rozdziały! Hahaha... Dziękuję wam, że czytacie i za te wspaniałe komentarze. One pomagają mi w dalszym pisaniu. Gdy widzę te miłe słowa, mimo, że nie jestem zbyt dobra z polaka i pewnie robię masę byków, to lepiej mi się pisze. Mam więcej weny i nie czuję się zmęczona.
DZIĘKUJĘ!! <3
KOMENTOWAĆ!!
(W tym samym czasie)
Marco wszedł do pokoju i usiadł na fotelu. Wszyscy byli strasznie zdenerwowani wizytą Justina i nie wiedzieli co teraz mają zrobić. Martwili się o Megan i nie chcieli by znów cierpiała. Nie chcieli by przechodziła przez ten cały stres, zwłaszcza teraz, gdy jest w ciąży. Siedzieli wpatrzeni w obiekt przed nimi i myśleli. Żaden się nie odezwał, nie wiedzieli nawet co powiedzieć. Jednak głuchą ciszę przerwał dzwonek do drzwi. Marco, Sam i Lucas spojrzeli się na siebie z rozszerzonymi oczami i zastanawiali się co teraz. Otworzyć? A jeśli to on? Dzwonek rozbrzmiał w pomieszczeniu jeszcze raz, a gdy Sam chciał już wstać, Marco go wyprzedził i ruszył w stronę drzwi. Za nimi stała kobieta, przyjaciółka Megan, Tara. Dawno jej nie było tutaj, bo wyjechała do szkoły. Nie mogła przyjechać wcześniej. Odwiedziła ich ostatnio gdy dowiedziała się, że Meg wraca, ale potem musiała wrócić na uczelnię, bo zostałaby wyrzucona.
-Hej..-powiedziała, a chłopak stał jak wryty. To prawda, byli kiedyś razem i nadal coś do siebie czuli, ale musieli się rozstać ze względu na to, że rzadko się widywali i dzieliły ich kilometry. Często z tego powodu się kłócili, więc zostali po prostu przyjaciółmi.
-Hej.-wydukał i wpuścił ją do środka.
-Jest Meg?-spytała rozglądając się po domu.
-Śpi.-odpowiedział i wszedł do pokoju, gdzie siedziała reszta.
-Tara?-powiedzieli równocześnie i zaraz ją przytulili.
-Część, chłopaki.-powiedziała i usiadła na tapczanie.-Co tam u was słychać?-spytała patrząc na nich po kolei, a oni zrobili zakłopotane miny.-Coś się stało?-spytała z niepokojem-Coś z Meg?-spytała szybko
-Nie, z nią wszystko okej, ale...-przerwał Sam i nie wiedział jak jej to powiedzieć
-Justin wrócił.-dokończył Marco i usiadł z powrotem na fotelu.
-Jak to wrócił?-spytała Tara ze zdziwieniem.-Jak ją znalazł? Wie, że ona ma jego dziecko? Widzieli się? Rozmawiali?-pytała a chłopaki tylko kiwali głowami.
-Nie, nie widzieli się nawet. Przyszedł, ja otworzyłem drzwi, on powiedział, ze chce z nią rozmawiać, a ja go wyrzuciłem.-powiedział Marco zaciskając zęby.
-Dlaczego? On powinien wiedzieć! Ona powinna z nim pogadać. Oni się kochają.-powiedziała z podniesionym głosem Tara
-Nie krzycz!-wzburzył się Marco.-Wiem, że powinna, ale nie teraz...-powiedział, a ona spojrzała na niego pytająco.-Nie może się stresować teraz... a spotkanie z nim...to ogromny stres i ból jak dla niej.-dodał.
-Ona tak powiedziała? Czy ty?-spojrzała wściekła na niego, a chłopak wstał i poszedł do kuchni.
-Wszyscy chcemy dla niej jak najlepiej.-powiedział spokojnie Lucas.
-Wiem, ja też, ale...oni muszą ze sobą porozmawiać...i to jak najszybciej, póki jeszcze jest czas.-powiedziała i wstała. Podeszła do drewnianych drzwi za którymi leżała jej przyjaciółka. Złapała za klamkę i delikatnie pociągnęła w dół, przez co drzwi się otworzyły
(oczami Megan)
Byłam strasznie zmęczona, ale nie mogłam zasnąć. Wciąż myślałam o Justinie. To było dziwne, że przyjechał, że jeszcze o mnie pamiętał.
Słyszałam rozmowę Tary i chłopaków. Kłócili się, ale wszyscy mieli rację. Musiałam z nim pogadać, ale nie mogłam, bo to zbyt duży stres i ból gdy tylko go zobaczę.
Ktoś nagle otworzył drzwi do mojego pokoju. Nie chciałam teraz z nikim gadać, chciałam pobyć sama, przemyśleć to.
-Meg?-usłyszałam głos przyjaciółki, ale udawałam, że śpię.-Śpisz?-spytała, a ja wciąż miałam zamknięte oczy. Dziewczyna podeszła do mnie i odgarnęła moje włosy, które opadły na moją twarz. -Kocham cię.-powiedziała i ucałowała mnie w czoło, po czym wstała i wyszła z pokoju, a ja odetchnęłam z ulgą.
___________________________________________________________
Pada i pada.... :/ Ale są za to rozdziały! Hahaha... Dziękuję wam, że czytacie i za te wspaniałe komentarze. One pomagają mi w dalszym pisaniu. Gdy widzę te miłe słowa, mimo, że nie jestem zbyt dobra z polaka i pewnie robię masę byków, to lepiej mi się pisze. Mam więcej weny i nie czuję się zmęczona.
DZIĘKUJĘ!! <3
KOMENTOWAĆ!!
poniedziałek, 20 maja 2013
Rozdział 36
Przez kilka następnych dni było spokojnie, bez żadnych nieprzyjemności. Chłopaki dowiedzieli się o moim spotkaniu z wrogiem nr 1 i również się przejęli. Pocieszali mnie i pomagali w domu. Jeden sprzątał, drugi gotował, a trzeci dotrzymywał towarzystwa. Nudziłam się strasznie, ale powiedzieli, że mam odpoczywać i nie pozwolili mi się ruszać z łóżka.
-Chłopaki!-krzyknęłam, a sekundę później widziałam w drzwiach trzy wychylające się głowy.
-Tak?-spytali równocześnie.
-Mogę już wstać?-spytałam zdesperowana.
-Nie.-odpowiedzieli równocześnie.
-No dajcie spokój! Ja tu umrę z nudów.-powiedziałam i uderzyłam rękoma o materac.
-Dobrze, w takim razie pójdziesz ze mną na krótki spacer.-powiedział Marco, a ja się uśmiechnęłam-Ale...-moja mina zrzedła.-Najpierw zjesz obiad.-dokończył, a ja pokiwałam głową na zgodę.
****************
-To gdzie idziemy?-spytał Marco, gdy wyszliśmy z domu.
-Do parku.-powiedziałam z uśmiechem na twarzy. W końcu mogłam odetchnąć świeżym powietrzem. Nie przeszkadzało mi to, że się mną opiekowali, ale nie lubiłam siedzieć i nic nie robić.
Przez całą drogę rozmawialiśmy i wymyślaliśmy imiona dla dziecka. Cały czas coś nam nie pasowało. Usiedliśmy na ławce, a ja szybko złapałam się za brzuch
-Coś się stało?-spytał zaniepokojony przyjaciel.
-Obudził się.-powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-Mogę?-spytał pokazując na brzuch.
-Tak.-powiedziałam, a on położył swoją dłoń na moim brzuchu
-Poruszył się.-powiedział uradowany
-Hahaha...układa się.-powiedziałam, a on się zaśmiał.
Siedzieliśmy w ciszy obserwując jak mali chłopcy ganiają się wokół drzew. Zastanawiałam się jak to jest. Niedługo się dowiem, ale to wspaniały widok, gdy się bawią i śmieją. Nie mogę się doczekać.
-Jesteś głodna?-spytał przerywając długą i niezręczną ciszę.
-Nie, ale pić mi się chce.-odpowiedziałam wpatrzona w dzieci.
-Zaraz przyniosę.-powiedział, pocałował mnie w policzek i odszedł.
Rozglądałam się po parku i masowałam sobie brzuch. Miałam dziwne uczucie, coś czego nigdy nie czułam.
W oddali zobaczyłam zakapturzonego chłopaka. Przyglądał mi się, przynajmniej tak mi się wydawało. Nie odrywał ode mnie wzroku, chciałam wypatrzeć jego twarz, ale schował się w cieniu i nie mogłam nic z tak daleka dojrzeć.
Trochę się przestraszyłam, nie wiedziałam co zrobić. Zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu Marco, ale nigdzie go nie było. Spojrzałam znów na tamto miejsce, gdzie był ten chłopak, ale on znikł, nie było go.
*****************
-Megan!-krzyknął Marco, machając mi przed twarzą dłonią, gdy wchodziliśmy do domu.
-Tak?-spytałam wytrącając się ze swoich rozmyślań o tajemniczym chłopaku.
-Słuchałaś mnie w ogóle?-spytał siadając na fotelu.
-Tak, nie, nie wiem...-wydukałam zdezorientowana
-Co się stało?-spytał z troską w głosie.-Przez całą drogę ani razu się nie odezwałaś i byłaś cały czas jakby zamyślona.-powiedział, a ja wzruszyłam ramionami.
-Może jestem trochę zmęczona...-skłamałam.-pójdę się położyć.-dodałam i poszłam do siebie do pokoju.
Nie mogłam zasnąć, gdy tylko zamykałam oczy, pokazywał mi się obraz z parku.
Nagle dziecko się poruszyło, a przez moje ciało przeszedł dreszcz. Znów poczułam to uczucie co wtedy. To było dziwne i nie wiedziałam co to oznacza.
Usłyszałam pukanie do drzwi, ale nie wstałam. Wiedziałam, że chłopaki są w domu i na pewno otworzą.
I się nie myliłam. Pukanie ustąpiło, a zamiast tego słychać było skrzypienie drzwi, a potem ciszę.
Oby to nie była znowu Lisa, bo nie wytrzymam tego ponownie. Leżałam i czekałam na to aż ktoś coś powie. Słyszałam tylko jakieś szepty, ale nic więcej. Gdy usłyszałam trzask drzwiami, postanowiłam wstać. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam Sama,Marco i Lucasa zezłoszczonych. Gdy mnie zobaczyli ich twarze nic nie pokazywały. Byli bladzi jak ściana, a oczy mieli rozszerzone.
-Kto to był?-spytałam zaciekawiona
-To...umm...-wydukał Sam drapiąc się po karku.
-Nikt ważny.-powiedział Marco.
-Ona powinna wiedzieć.-dodał Lucas, przez co chłopaki skarcili go wzrokiem.
-Co powinnam wiedzieć?-spytałam krzyżując ręce na piersi.
-No cóż....-wymamrotał Marco
-To był Justin...-powiedział Lucas, a ja poczułam jak ziemia się pode mną rozpada.
-Chłopaki!-krzyknęłam, a sekundę później widziałam w drzwiach trzy wychylające się głowy.
-Tak?-spytali równocześnie.
-Mogę już wstać?-spytałam zdesperowana.
-Nie.-odpowiedzieli równocześnie.
-No dajcie spokój! Ja tu umrę z nudów.-powiedziałam i uderzyłam rękoma o materac.
-Dobrze, w takim razie pójdziesz ze mną na krótki spacer.-powiedział Marco, a ja się uśmiechnęłam-Ale...-moja mina zrzedła.-Najpierw zjesz obiad.-dokończył, a ja pokiwałam głową na zgodę.
****************
-To gdzie idziemy?-spytał Marco, gdy wyszliśmy z domu.
-Do parku.-powiedziałam z uśmiechem na twarzy. W końcu mogłam odetchnąć świeżym powietrzem. Nie przeszkadzało mi to, że się mną opiekowali, ale nie lubiłam siedzieć i nic nie robić.
Przez całą drogę rozmawialiśmy i wymyślaliśmy imiona dla dziecka. Cały czas coś nam nie pasowało. Usiedliśmy na ławce, a ja szybko złapałam się za brzuch
-Coś się stało?-spytał zaniepokojony przyjaciel.
-Obudził się.-powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-Mogę?-spytał pokazując na brzuch.
-Tak.-powiedziałam, a on położył swoją dłoń na moim brzuchu
-Poruszył się.-powiedział uradowany
-Hahaha...układa się.-powiedziałam, a on się zaśmiał.
Siedzieliśmy w ciszy obserwując jak mali chłopcy ganiają się wokół drzew. Zastanawiałam się jak to jest. Niedługo się dowiem, ale to wspaniały widok, gdy się bawią i śmieją. Nie mogę się doczekać.
-Jesteś głodna?-spytał przerywając długą i niezręczną ciszę.
-Nie, ale pić mi się chce.-odpowiedziałam wpatrzona w dzieci.
-Zaraz przyniosę.-powiedział, pocałował mnie w policzek i odszedł.
Rozglądałam się po parku i masowałam sobie brzuch. Miałam dziwne uczucie, coś czego nigdy nie czułam.
W oddali zobaczyłam zakapturzonego chłopaka. Przyglądał mi się, przynajmniej tak mi się wydawało. Nie odrywał ode mnie wzroku, chciałam wypatrzeć jego twarz, ale schował się w cieniu i nie mogłam nic z tak daleka dojrzeć.
Trochę się przestraszyłam, nie wiedziałam co zrobić. Zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu Marco, ale nigdzie go nie było. Spojrzałam znów na tamto miejsce, gdzie był ten chłopak, ale on znikł, nie było go.
*****************
-Megan!-krzyknął Marco, machając mi przed twarzą dłonią, gdy wchodziliśmy do domu.
-Tak?-spytałam wytrącając się ze swoich rozmyślań o tajemniczym chłopaku.
-Słuchałaś mnie w ogóle?-spytał siadając na fotelu.
-Tak, nie, nie wiem...-wydukałam zdezorientowana
-Co się stało?-spytał z troską w głosie.-Przez całą drogę ani razu się nie odezwałaś i byłaś cały czas jakby zamyślona.-powiedział, a ja wzruszyłam ramionami.
-Może jestem trochę zmęczona...-skłamałam.-pójdę się położyć.-dodałam i poszłam do siebie do pokoju.
Nie mogłam zasnąć, gdy tylko zamykałam oczy, pokazywał mi się obraz z parku.
Nagle dziecko się poruszyło, a przez moje ciało przeszedł dreszcz. Znów poczułam to uczucie co wtedy. To było dziwne i nie wiedziałam co to oznacza.
Usłyszałam pukanie do drzwi, ale nie wstałam. Wiedziałam, że chłopaki są w domu i na pewno otworzą.
I się nie myliłam. Pukanie ustąpiło, a zamiast tego słychać było skrzypienie drzwi, a potem ciszę.
Oby to nie była znowu Lisa, bo nie wytrzymam tego ponownie. Leżałam i czekałam na to aż ktoś coś powie. Słyszałam tylko jakieś szepty, ale nic więcej. Gdy usłyszałam trzask drzwiami, postanowiłam wstać. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam Sama,Marco i Lucasa zezłoszczonych. Gdy mnie zobaczyli ich twarze nic nie pokazywały. Byli bladzi jak ściana, a oczy mieli rozszerzone.
-Kto to był?-spytałam zaciekawiona
-To...umm...-wydukał Sam drapiąc się po karku.
-Nikt ważny.-powiedział Marco.
-Ona powinna wiedzieć.-dodał Lucas, przez co chłopaki skarcili go wzrokiem.
-Co powinnam wiedzieć?-spytałam krzyżując ręce na piersi.
-No cóż....-wymamrotał Marco
-To był Justin...-powiedział Lucas, a ja poczułam jak ziemia się pode mną rozpada.
Rozdział 35
(oczami Megan)
-Ohh... Megan!-krzyknęła z frustracji Sel
-Nie, nie założę tego!-odpowiedziałam
-Wyglądasz ślicznie.-powiedziała pocieszająco
-Jak namiot.-dodałam patrząc na siebie w lustrze.
-Jesteś w ciąży, jak masz wyglądać?-chciała mnie pocieszyć, ale to nic nie dało
-Dzięki...-odpowiedziałam sarkastycznie.
Byłyśmy właśnie w sklepie z ciuchami dla kobiet w ciąży. Mój brzuch urósł od ostatnich 2 miesięcy i mi się to nie podoba. Muszę nosić ogromne rzeczy i wyglądać jak ogromna świnia. Może to przez ciążę jestem taka zrzędliwa, bo kiedyś mi to nie przeszkadzało, a nawet chciałam zobaczyć jak to jest mieć duży brzuch, a w środku małe stworzenie. Uwielbiam dzieci, a moje najbardziej, mimo, że jeszcze nie ma go na świecie, to wiem, że będzie wspaniałe.
Tak dla uproszczenia tych dwóch ostatnich miesięcy. Nie mieszkam już w akademiku, ani nie chodzę na zajęcia. Musiałam odejść, bo i tak nie mogłam tańczyć i ukończyć kursu. Na początku byłam załamana, ale co się stało, to się nie odstanie, a życie musi lecieć dalej. Zamieszkałam w moim starym domu, którym przez cały czas zajmowali się chłopaki. Powiedzieli, że widzieli, że wrócę, więc nie sprzedali go, tylko wyremontowali. Teraz pomagają mi w trudnych sytuacjach, tak samo jak Selena, która gdy tylko może przyjeżdża do mnie.
Próbowałyśmy również skontaktować się z Justinem, tzn. ona próbowała, bo ja i tak sądziłam, że powiedzenie mu, że zostanie ojcem to zły pomysł. Nie to, że żałuje, że to on jest ojcem, bo wręcz przeciwnie, cieszę się, ale to zły pomysł by się dowiedział. Ma swoich fanów, jak i hejterów. Są również paparazzi, którzy wywrócą, moje i dziecka życie do góry nogami. Nie zamierzam przez to przechodzić, zwłaszcza, że nie jestem zbyt dobrej rodziny i nie mam zbyt wiele pieniędzy, a jak znam życie będą wypytywać się dlaczego nas zostawił, co się stało itd. To dla mnie za wiele.
******
-No widzisz, nie było tak źle.-powiedziała pocieszająco brunetka, wchodząc ze mną do domu.
-Nienawidzę zakupów, nienawidzę, gdy każdy dotyka mojego brzucha i nie cierpię, gdy podchodzą i mówią: "Ojejku, jak pani uroczo w tym wygląda"-powiedziałam dodając przy tym piskliwy głosik.
-Przesadzasz...-powiedziała i machnęła ręką.-To naprawdę wspaniałe widzieć kobietę w ciąży-dodała
-Wiem, ale to wkurzające, gdy nie dają ci spokoju i wciąż obmacują twój brzuch.-powiedziałam ze złością i położyłam się na łóżku.
-Wiem, wiem..., ale i tak było fajnie.-powiedziała grzebiąc w jednej z toreb.-Patrz jakie to uroczę...-powiedziała jak do małego dziecka, przez co się skrzywiłam i przewróciłam oczami.
-Zamknij się.-powiedziałam bardziej uśmiechnięta i rzuciłam w nią poduszką.
-Też cię kocham.-dodała i położyła się koło mnie.
Leżałyśmy tak przez kilka minut w ciszy, rozmyślając o tym i o tamtym. Wokół słychać było tylko tykanie zegara wiszącego nad łóżkiem. Uwielbiałam, taką ciszę. To było coś czego potrzebowałam.
Przerwało nam jednak pukanie do drzwi. Jęknęłam zła, i przewróciłam się na drugi bok, mając gdzieś kto to był i czego chciał. Ten ktoś jednak nie chciał odejść tak szybko i nie przestawał pukać. Selena z niechęcią wstała i ruszyła w stronę drzwi.
Gdy je otworzyła nastała cisza, a ja nasłuchiwałam kto przyszedł.
-Co ty tutaj robisz?-spytała zdziwiona.
-Jest Meg?-spytała druga osoba, chyba kobieta.
-Ona nie ma nastroju na rozmowę z tobą.-powiedziała już trochę bardziej z podniesionym tonem brunetka
-Muszę jej coś powiedzieć.-odpowiedziała natarczywie kobieta.
-To powiedz to mnie ja jej przekażę.-powiedziała Sel.
-Nie mogę, muszę z nią porozmawiać.-powiedziała, ale zanim brunetka zdążyła coś powiedzieć, ona kontynuowała-To ważne.-dodała
-Dobrze, wejdź.-powiedziała i wpuściła ją do środka.
Szybko podniosłam się i poprawiłam bluzkę i włosy. Byłam ciekawa kto to, ale bałam się tego co zobaczę.
Wszystko zawirowało, moje oczy się rozszerzyły, a buzia otworzyła na widok tej kobiety, a raczej mojej byłej przyjaciółki Lisy.
-Co ty tutaj robisz?-udało mi się wydukać.
-Jesteś w ciąży?-spytała zdziwiona patrząc na brzuch.
-Tak, ale to nie twój interes, czego chcesz?-spytałam zdenerwowana jej wizytą.
-Ja... ja um....-nie mogła nic z siebie wydusić i wciąż mi się przyglądała.
-Co ty?-spytałam
-Chciałam z tobą porozmawiać..-powiedziała, gdy się trochę otrząsnęła
-A więc słucham.-powiedziałam, a ona usiadła naprzeciwko mnie.
-Chciałam cię jeszcze raz przeprosić za tamto. Byłam głupia i chciałabym to naprawić.-powiedziała bardziej błagalnym głosem, a ja nie wiedziałam co powiedzieć.-Wyjechałam, by coś załatwić, a teraz wróciłam i chciałam się z tobą zobaczyć.-dodała.
-Ale po co? To co było nie wróci, zepsułaś to co było między nami, jak i to co było miedzy mną a Justinem, miłością mojego życia.-powiedziałam akcentując ostatnie wyrazy.
-Wiem, ale...
-Nie ma żadnych "ale"!-krzyknęłam, a po jej policzku spłynęła łza.-Wynoś się i nie wracaj.-powiedziałam odwracając wzrok i pokazując palcem na drzwi.
-Dobrze..-powiedziała wstając.-A mogę wiedzieć kto jest ojcem?-spytała, a ja się nawet nie odwróciłam
-Osoba, która nie powinna cię nigdy interesować.-powiedziałam, myśląc o rzeczach jakie zrobiła, gdy byłam z Justinem.
-Jeszcze raz przepraszam.-powiedziała i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Rozpłakałam się, nie wytrzymałam tego ciśnienia. To było dla mnie zbyt wiele, te wszystkie wspomnienia powróciły, a ja nadal miałam tylko siebie i dziecko.
Po co ona przyjechała? Dlaczego mnie nie zostawiła? Czy ona musi mi wszystko psuć, gdy moje zycie nabiera sensu?
-Nie płacz...-powiedziała Sel przytulając mnie najmocniej jak tylko mogła
-Dlaczego ja?-spytałam we łzach.-Dlaczego?-powtórzyłam.
-Cii... nie płacz...-powiedziała i już nic nie mówiła
_________________________________________________________________
Tak wiem, tęskniliście, ale nie miałam czasu. Przygotowania do komunii mojego brata trochę trwały, ale dzisiaj nie byłam w szkole więc dodałam nowy.
Oczywiście przepraszam za błędy i mam nadzieję, że się wam spodobał rozdział.
Mam dla was dobre i złe wieści. Zła jest taka, że.... w sumie nie ma złej hahaa...
A dobrych wiadomości mam więcej, bo:
1.Justin w następnym rozdziale wróci.
2.Piszę już nowe opowiadanie...,ale jeszcze nie pokarze, bo muszę skończyć to.
3.Dzisiaj będą jeszcze 2 dodatkowe rozdziały hahaha...
CIESZYCIE SIĘ?? hahaha
_________________________________________________________________
Tak wiem, tęskniliście, ale nie miałam czasu. Przygotowania do komunii mojego brata trochę trwały, ale dzisiaj nie byłam w szkole więc dodałam nowy.
Oczywiście przepraszam za błędy i mam nadzieję, że się wam spodobał rozdział.
Mam dla was dobre i złe wieści. Zła jest taka, że.... w sumie nie ma złej hahaa...
A dobrych wiadomości mam więcej, bo:
1.Justin w następnym rozdziale wróci.
2.Piszę już nowe opowiadanie...,ale jeszcze nie pokarze, bo muszę skończyć to.
3.Dzisiaj będą jeszcze 2 dodatkowe rozdziały hahaha...
CIESZYCIE SIĘ?? hahaha
czwartek, 16 maja 2013
Rozdział 34
(oczami Megan)
Kilka dni minęło zanim zaczęłam spotykać z innymi ludźmi. Zazwyczaj siedziałam z Seleną, która wspierała mnie i pomagała przez to wszystko przejść.
Lisy nie widziałam, podobno wyjechała gdzieś, ale mało mnie to obchodziło. Wróciłam na zajęcia i starałam się wrócić do normalnego życia. Nigdy nie będzie jak kiedyś, ale chce by choć trochę nie przypominało mi o wszystkich przykrościach.
-Idziesz?-spytała Selena widząc, że się zamyśliłam
-Tak, tak.-odpowiedziałam i ruszyłyśmy w stronę wyjścia.
Wczoraj zadzwonił do mnie lekarz, że przyszły wyniki badań i musi ze mną porozmawiać. Postanowiłam, że pójdę z przyjaciółką, bo po głosie lekarza nie mogłam stwierdzić czy ma dobre czy złe wieści. W ogóle mało co mi powiedział. Chciał bym przyszła, bo mam mi do przekazania jakąś wiadomość, więc idę.
Jechałyśmy samochodem Sel i puściłyśmy głośno muzykę, próbując naśladować piosenkarzy.
Świetnie się z nią bawiłam, zawsze była kiedy jej potrzebowałam i zawsze wiedziała co powiedzieć.
Była dla mnie jak siostra....
-Hej, wszystko w porządku?-spytała zaniepokojona, wyłączając silnik
-Tak, zamyśliłam się.-powiedziałam i przesłałam jej szczery uśmiech, który zaraz odwzajemniła
-Cieszę się, że mnie słuchałaś...-powiedziała, a gdy chciałam ją przeprosi, kontynuowała-Nie gniewam się, jesteśmy na miejscu.-dodała pokazując na szpital
-Dzięki.-powiedziałam wychodząc z auta,
Weszłyśmy do środka i podeszłyśmy do recepcji. Za biurkiem siedziała młoda kobieta, blondynka, która żuła gumę z otwartą buzią i zakręcała swoje włosy na palcu. Widać było, ze nudziła się w pracy.
-Dzień dobry..-powiedziałam, a blondynka powolnym ruchem skierowała wzrok na nas.
-Tak?-spytała niechętnie
-Szukamy doktora Smitha.-odpowiedziałam starając się nie przewrócić oczami.
-Prosto i pierwsze drzwi na lewo.-wskazała palcem nawet na nas nie patrząc, po czy wróciła do malowania swoich paznokci.
Spojrzałyśmy się na siebie z Seleną z lekką złością w oczach, ale olałyśmy ją i ruszyłyśmy w wyznaczone miejsce. Zatrzymując się przed drzwiami, wzięłam głęboki oddech i delikatnie zapukałam.
Gdy usłyszałyśmy ciche"proszę" weszłyśmy do środka. Za biurkiem siedział ten sam starszy pan co był przy mnie kiedy leżałam w jednym z tych pokoi.
-Dzień dobry..-powiedziała Selena widząc, że ja znowu się zamyśliłam wpatrując w mężczyznę.
-Dzień dobry.-powiedział i się do nas uśmiechnął-Proszę usiąść.-powiedział wskazując ręką na dwa wolne krzesła przed jego biurkiem.
-Podobno przyszły moje wyniki badań.-odezwałam się po krótkiej ciszy.
-Tak i mam dla pani dobre wieści.-powiedział, a ja odetchnęłam z ulgą.
-A więc?-spytałam zaciekawiona.
-Cóż...-przerwał przeglądając jakąś teczkę.-Badania wyszły pozytywnie, wszystko w normie, ale..-przerwał i spojrzał na mnie, a ja automatycznie rozszerzyłam oczy. A więc było jakieś "ale"? -Cóż.. jest pani w ciąży.-dodał, a mi opadła szczęka. Selena uśmiechnęła się i spojrzała na mnie z niedowierzaniem
-W ciąży?-spytałam nadal w szoku.
-Tak, będzie miała pani dziecko.-odpowiedział z coraz większym uśmiechem
-Ale...jak to?
-Chyba pani wie jak to...-powiedział żartobliwie.
Oczywiście, że wiem jak to się dzieje, ale to niemożliwe. Ja...nie spałam z nikim oprócz....Justina.
Zabezpieczaliśmy się przecież. Ja mam studia przed sobą i przyszłość. Teraz dziecko? Oczywiście, że je urodzę, ale to niemożliwe. A co z Justinem? Jak ja mu to powiem? Przecież on... ma karierę, fanów... to mu wszystko zniszczy...
-Od kiedy?-spytałam gdy się trochę otrząsnęłam.
-Jakieś 2, 3 tygodnie.-powiedział lekarz zerkając na kartkę.
-Meg! Co ty nie cieszysz się?-spytała Sel.
-Cieszę..., ale nadal jestem w szoku.-powiedziałam i schowałam twarz w dłonie.
Chwilę jeszcze gadaliśmy z lekarzem o następnych badaniach. Kazał mi się oszczędzać i nie stresować.
Gdy powtarzał słowo "dziecko" nie wiedziałam jak reagować. To prawda, przez ostatnie dni czułam się inaczej i kręciło mi się w głowie, ale dziecko? Nie spodziewałam się tego. To nie najlepszy moment na to, ale już się stało. Urodzę i będę je kochać jak nikogo innego.
Pożegnałyśmy się z doktorem i wróciłyśmy do szkoły.
Nie wiedziałam co powiedzieć, co myśleć, co czuć. Wiedziałam, że przyjaciółka nie odpuści rozmowy ze mną, ale na razie nie chciała naciskać. To mnie zaczynało przerażać. Co z przyszłością, stypendium, warsztatami? Co ja teraz zrobię?
Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku wpatrując w sufit. Było południe, a ja już chciałam zasnąć. To był męczący poranek i nie miałam ochoty przez resztę dnia się zadręczać myślami.
Brunetka usiadła koło mnie i poklepała mnie po nodze.
-Hej..-powiedziała wytrącając mnie z rozmyślań.-Będzie dobrze.-dodała z lekkim uśmiechem
-I co ja teraz zrobię?-spytałam na głos, ale raczej mówiłam to do siebie.
-Pomogę ci...-powiedziała i położyła się koło mnie. Leżałyśmy w ciszy zastanawiając się co powiedzieć. To był trudny temat. -Wiesz kto jest ojcem?-spytała, ale chyba znała już odpowiedź.
-Oczywiście, że Justin.-odpowiedziałam zamykając oczy. Przypomniałam sobie, że go tutaj nie ma, że nie będzie go przy mnie gdy będę go najbardziej potrzebować.
-Powiesz mu?-spytała, a ja wzruszyłam ramionami.
-Jak? Nie ma go tu.-powiedziałam, a po moim policzku spłynęła zła-A po za tym...to nie potrzebne mu dziecko.-powiedziałam, a ona gwałtownie się podniosła i spojrzała na mnie zdezorientowana
-Co masz na myśli?-spytała
-On ma sławę, fanów, swoje sprawy, a ja swoje.-powiedziałam podnosząc się do pozycji siedzącej.-Urodzę dziecko i wychowam jak najlepiej. Nie będę psuć planów i kariery Justinowi jakimś dzieckiem. Ja już i tak mam pozmieniane plany i to wystarczy.-powiedziałam, a ona posmutniała, po czym mnie przytuliła
-On musi wiedzieć.-powiedziała, patrząc mi w oczy.-Jest ojcem i na pewno ci pomorze.-dodała
-Ale ja nie potrzebuje jego pomocy!-krzyknęłam zirytowana całą tą sprawą.-Dam sobie radę bez niego, przez gorsze rzeczy przechodziłam.-dodałam i się położyłam masując mój brzuch.
Zawsze zastanawiałam się jak to jest mieć w sobie życie. Czy się boje? Tak i to bardzo, ale dam radę.
Chcę by to małe stworzenie miało lepsze życie ode mnie i go nie opuszczę. Wiem jak to jest bez rodziców i nie chce by moje dziecko przez to przechodziło.
__________________________________________________
Krótki, ale jest akcja haha...
Nie mam czasu na dłuższy, ale postaram się dodać następny jak najszybciej.
KOCHAM WAS!! <3
Kilka dni minęło zanim zaczęłam spotykać z innymi ludźmi. Zazwyczaj siedziałam z Seleną, która wspierała mnie i pomagała przez to wszystko przejść.
Lisy nie widziałam, podobno wyjechała gdzieś, ale mało mnie to obchodziło. Wróciłam na zajęcia i starałam się wrócić do normalnego życia. Nigdy nie będzie jak kiedyś, ale chce by choć trochę nie przypominało mi o wszystkich przykrościach.
-Idziesz?-spytała Selena widząc, że się zamyśliłam
-Tak, tak.-odpowiedziałam i ruszyłyśmy w stronę wyjścia.
Wczoraj zadzwonił do mnie lekarz, że przyszły wyniki badań i musi ze mną porozmawiać. Postanowiłam, że pójdę z przyjaciółką, bo po głosie lekarza nie mogłam stwierdzić czy ma dobre czy złe wieści. W ogóle mało co mi powiedział. Chciał bym przyszła, bo mam mi do przekazania jakąś wiadomość, więc idę.
Jechałyśmy samochodem Sel i puściłyśmy głośno muzykę, próbując naśladować piosenkarzy.
Świetnie się z nią bawiłam, zawsze była kiedy jej potrzebowałam i zawsze wiedziała co powiedzieć.
Była dla mnie jak siostra....
-Hej, wszystko w porządku?-spytała zaniepokojona, wyłączając silnik
-Tak, zamyśliłam się.-powiedziałam i przesłałam jej szczery uśmiech, który zaraz odwzajemniła
-Cieszę się, że mnie słuchałaś...-powiedziała, a gdy chciałam ją przeprosi, kontynuowała-Nie gniewam się, jesteśmy na miejscu.-dodała pokazując na szpital
-Dzięki.-powiedziałam wychodząc z auta,
Weszłyśmy do środka i podeszłyśmy do recepcji. Za biurkiem siedziała młoda kobieta, blondynka, która żuła gumę z otwartą buzią i zakręcała swoje włosy na palcu. Widać było, ze nudziła się w pracy.
-Dzień dobry..-powiedziałam, a blondynka powolnym ruchem skierowała wzrok na nas.
-Tak?-spytała niechętnie
-Szukamy doktora Smitha.-odpowiedziałam starając się nie przewrócić oczami.
-Prosto i pierwsze drzwi na lewo.-wskazała palcem nawet na nas nie patrząc, po czy wróciła do malowania swoich paznokci.
Spojrzałyśmy się na siebie z Seleną z lekką złością w oczach, ale olałyśmy ją i ruszyłyśmy w wyznaczone miejsce. Zatrzymując się przed drzwiami, wzięłam głęboki oddech i delikatnie zapukałam.
Gdy usłyszałyśmy ciche"proszę" weszłyśmy do środka. Za biurkiem siedział ten sam starszy pan co był przy mnie kiedy leżałam w jednym z tych pokoi.
-Dzień dobry..-powiedziała Selena widząc, że ja znowu się zamyśliłam wpatrując w mężczyznę.
-Dzień dobry.-powiedział i się do nas uśmiechnął-Proszę usiąść.-powiedział wskazując ręką na dwa wolne krzesła przed jego biurkiem.
-Podobno przyszły moje wyniki badań.-odezwałam się po krótkiej ciszy.
-Tak i mam dla pani dobre wieści.-powiedział, a ja odetchnęłam z ulgą.
-A więc?-spytałam zaciekawiona.
-Cóż...-przerwał przeglądając jakąś teczkę.-Badania wyszły pozytywnie, wszystko w normie, ale..-przerwał i spojrzał na mnie, a ja automatycznie rozszerzyłam oczy. A więc było jakieś "ale"? -Cóż.. jest pani w ciąży.-dodał, a mi opadła szczęka. Selena uśmiechnęła się i spojrzała na mnie z niedowierzaniem
-W ciąży?-spytałam nadal w szoku.
-Tak, będzie miała pani dziecko.-odpowiedział z coraz większym uśmiechem
-Ale...jak to?
-Chyba pani wie jak to...-powiedział żartobliwie.
Oczywiście, że wiem jak to się dzieje, ale to niemożliwe. Ja...nie spałam z nikim oprócz....Justina.
Zabezpieczaliśmy się przecież. Ja mam studia przed sobą i przyszłość. Teraz dziecko? Oczywiście, że je urodzę, ale to niemożliwe. A co z Justinem? Jak ja mu to powiem? Przecież on... ma karierę, fanów... to mu wszystko zniszczy...
-Od kiedy?-spytałam gdy się trochę otrząsnęłam.
-Jakieś 2, 3 tygodnie.-powiedział lekarz zerkając na kartkę.
-Meg! Co ty nie cieszysz się?-spytała Sel.
-Cieszę..., ale nadal jestem w szoku.-powiedziałam i schowałam twarz w dłonie.
Chwilę jeszcze gadaliśmy z lekarzem o następnych badaniach. Kazał mi się oszczędzać i nie stresować.
Gdy powtarzał słowo "dziecko" nie wiedziałam jak reagować. To prawda, przez ostatnie dni czułam się inaczej i kręciło mi się w głowie, ale dziecko? Nie spodziewałam się tego. To nie najlepszy moment na to, ale już się stało. Urodzę i będę je kochać jak nikogo innego.
Pożegnałyśmy się z doktorem i wróciłyśmy do szkoły.
Nie wiedziałam co powiedzieć, co myśleć, co czuć. Wiedziałam, że przyjaciółka nie odpuści rozmowy ze mną, ale na razie nie chciała naciskać. To mnie zaczynało przerażać. Co z przyszłością, stypendium, warsztatami? Co ja teraz zrobię?
Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku wpatrując w sufit. Było południe, a ja już chciałam zasnąć. To był męczący poranek i nie miałam ochoty przez resztę dnia się zadręczać myślami.
Brunetka usiadła koło mnie i poklepała mnie po nodze.
-Hej..-powiedziała wytrącając mnie z rozmyślań.-Będzie dobrze.-dodała z lekkim uśmiechem
-I co ja teraz zrobię?-spytałam na głos, ale raczej mówiłam to do siebie.
-Pomogę ci...-powiedziała i położyła się koło mnie. Leżałyśmy w ciszy zastanawiając się co powiedzieć. To był trudny temat. -Wiesz kto jest ojcem?-spytała, ale chyba znała już odpowiedź.
-Oczywiście, że Justin.-odpowiedziałam zamykając oczy. Przypomniałam sobie, że go tutaj nie ma, że nie będzie go przy mnie gdy będę go najbardziej potrzebować.
-Powiesz mu?-spytała, a ja wzruszyłam ramionami.
-Jak? Nie ma go tu.-powiedziałam, a po moim policzku spłynęła zła-A po za tym...to nie potrzebne mu dziecko.-powiedziałam, a ona gwałtownie się podniosła i spojrzała na mnie zdezorientowana
-Co masz na myśli?-spytała
-On ma sławę, fanów, swoje sprawy, a ja swoje.-powiedziałam podnosząc się do pozycji siedzącej.-Urodzę dziecko i wychowam jak najlepiej. Nie będę psuć planów i kariery Justinowi jakimś dzieckiem. Ja już i tak mam pozmieniane plany i to wystarczy.-powiedziałam, a ona posmutniała, po czym mnie przytuliła
-On musi wiedzieć.-powiedziała, patrząc mi w oczy.-Jest ojcem i na pewno ci pomorze.-dodała
-Ale ja nie potrzebuje jego pomocy!-krzyknęłam zirytowana całą tą sprawą.-Dam sobie radę bez niego, przez gorsze rzeczy przechodziłam.-dodałam i się położyłam masując mój brzuch.
Zawsze zastanawiałam się jak to jest mieć w sobie życie. Czy się boje? Tak i to bardzo, ale dam radę.
Chcę by to małe stworzenie miało lepsze życie ode mnie i go nie opuszczę. Wiem jak to jest bez rodziców i nie chce by moje dziecko przez to przechodziło.
__________________________________________________
Krótki, ale jest akcja haha...
Nie mam czasu na dłuższy, ale postaram się dodać następny jak najszybciej.
KOCHAM WAS!! <3
wtorek, 14 maja 2013
Rozdział 33
Czułam jakby te badania nie miały końca. Dotykali mnie co chwila i pytali czy boli, potem miałam sesje z psychologiem i kolejne badania, gdzie kolejny lekarz mnie dotykał. Miałam dosyć, teraz rozumiem dlaczego nikt nie lubi szpitali. Mają okropne jedzenie, a po drugie co chwila jesteś przez kogoś dotykany. Naruszali moją przestrzeń osobistą i to było najgorsze.
Jednak w końcu się skończyło, pozwolili mi zabrać swoje rzeczy i wracać do siebie. Byłam szczęśliwa, jednak gdy tylko weszłam do swojego pokoju wspomnienia wróciły. Przypomniałam sobie dlaczego trafiłam do szpitala oraz ile razy spędzałam tu czas z... Justinem.
-Um... Meg?-ktoś wyszeptał z tyłu, a gdy się odwróciłam zobaczyłam Lise.
-Wchodź, to twój pokój.-powiedziałam i chwyciłam za ciuchy w szafie.
-Wyprowadzasz się?-spytała, a ja zmierzyłam ją wzrokiem i wrzuciłam koszulki do walizki.
-Nie widać?-spytałam sarkastycznie.
-Widzę, ale...
-Co? Myślałaś, że tu zostanę?-spytałam z irytacją., a zanim zdążyła coś powiedzieć kontynuowałam.- Myliłaś się.., nie mogłabym na ciebie patrzeć przez kolejne dni. Zrobiłaś najbardziej głupią i ...-przerwałam zaciskając zęby-niewybaczalną rzecz jaką mogłabyś zrobić.-dokończyłam i zapięłam walizkę.
-Meg ja...
-Nie mów do mnie! Rozumiesz? Zostaw mnie w spokoju i nigdy więcej się do mnie nie odzywaj.-złapałam wszystkie swoje rzeczy i trzaskając drzwiami wyszłam z pokoju.
Szłam korytarzem z zaszklonymi oczami. Nie mogłam się rozpłakać, nie przez nią. Zbyt dużo wycierpiałam by teraz się rozkleić. Muszę być silna i przestać być tak naiwna i wciąż się nad sobą użalać.
Idąc przed siebie na chwilę się zatrzymałam. Łza spłynęła po moim policzku i tylko lekko przechyliłam głowę by zobaczyć drzwi z numerem 72.
Tak, to był pokój Justina. Ten sam do którego przychodziłam odpocząć. Tęskniłam za nim, naprawdę...
Przetarłam zewnętrzną stroną dłoni policzek i ruszyłam dalej do pokoju Seleny.
Delikatnie zapukałam, a gdy usłyszałam ciche "proszę" weszłam do środka i położyłam walizki w małym korytarzu.
-Hej,-powiedziała Selena i mnie przytuliła.-Płakałaś?-spojrzała w moje lekko zaczerwienione oczy, a ja pokiwałam głową, po czym łzy zaczęły lecieć nieprzerwanie. Nie mogłam się opanować, uspokoić.-Cii, już dobrze.-wyszeptała przyjaciółka.
-On już nie wróci...-wydukałam przez łzy.-Ja... ja go kocham...-dodałam
-Wiem, skarbie, wiem..-pocieszała mnie.-Jeszcze się wszystko ułoży. Skontaktujemy się z nim i wytłumaczymy wszystko. Powiesz mu co czujesz i...
-I co dalej? On nie wróci!-krzyknęłam i usiadłam na łóżku.-Wyjechał, nie wróci. On ma swoje życie, prace, fanów.-schowałam głowę w dłonie, a łokcie oparłam na udach.-On tego wszystkiego nie rzuci od tak dla mnie.-wydukałam, a łzy zaczęły lecieć jeszcze mocniej.
-On też cie kocha.-powiedziała i mnie mocno przytuliła.-Wróci, on cie kocha i zrobi dla ciebie wszystko. Mówił mi kiedyś, że jesteś dla niego tą jedyną.- gdy usłyszałam co on o mnie jej powiedział podniosłam głowę i przetarłam oczy
-Naprawdę?-spytałam z lekkim uśmiechem
-Tak, bardzo dużo o tobie mówił.-powiedziała i się uśmiechnęła.-Wciąż powtarzał, że cię kocha i nigdy nie zostawi.
-Ale zostawił.-powiedziałam i znów chciało mi się płakać.-To moja wina! To ja go odrzuciłam.-powiedziałam i ruszyłam w stronę łazienki.
-Nie mów tak, wyjechał, bo był zagubiony, nie wiedział co robi.-pocieszała
-Daj spokój!-powiedziałam i przemyłam twarz, po czym wytarłam ją ręcznikiem.
-Chodź.-powiedziała i złapała mnie za rękę.
-Gdzie?-spytałam
-Zrobimy sobie wieczór filmowy z lodami. Najlepsze na takie sytuacje.
-Hahaha... kochana jesteś, ale chyba położę się spać. A po drugie jest jeszcze wcześnie, a ty już o wieczorze myślisz?-spytałam patrząc na nią jak na wariatkę.
-A ty chcesz spać?-spytała patrząc na mnie w ten sam sposób.-Chodź, komedie romantyczne i lody to najlepsze co teraz potrzebujesz. Nakrzyczymy na facetów z filmu i ponarzekamy na dziewczyny, jakie to one głupie, że się w nich zakochały.-powiedziała z uśmiechem na twarzy, przez co i mi poprawił się nastrój.
Ona wiedziała co najlepsze. Była starsza ode mnie o 2 lata i dużo więcej przeżyła. Umiała poprawić mi humor i pomóc w potrzebie. To jest prawdziwa przyjaciółka. Cieszę się, że ją poznałam, mimo, że nie było między nami za dobrze na początku.
Żałuję tylko, że nie poznałam jej przed Lisą, może nie musiałabym przeżywać tego samego co teraz.
Jednak Bóg wie co robi i jakie przeszkody stawia mi na drodze. To wszystko musi mieć jakiś sens i może kiedyś to zrozumiem.
Przez cały dzień siedziałyśmy przed telewizorem z popcornem w ręku i rzucałyśmy nim na wszystkie strony krzycząc na tego aktora oraz płacząc ze szczęścia, gdy w końcu do siebie wracali.
To było dziwne, gdyby ktoś nas teraz zobaczył powiedziałby:"Co to za wariatki? Głupie jakieś czy co?"
Jestem pewna, że zrobiłby wielkie oczy i wpatrywałby się jak na jakieś idiotki.
To naprawdę poprawiło mi humor. Poczułam się lepiej i pomału zapominałam o złych rzeczach. Lody ukoiły moją złość pozostawiając tylko lekki żal. Jednak nie musiałam już płakać. Potrafiłam się opanować i mówiłam sobie, że dam radę i pokonam te wszystkie przeciwności. Będę szczęśliwa i nie zamierzam się poddać.
-Hahaha...niewierze, że to zrobił.-wydusiła z siebie Selena podczas oglądania chyba 5 filmu romantycznego pod rząd.
-Hahaha...wiem, później będzie tego żałował i przepraszał.-dodałam rzucając popcornem w telewizor.
-I jak?-spytała, a ja spojrzałam na nią zdezorientowana-Jak się czujesz?
-Dobrze, a raczej lepiej.-odpowiedziałam uspokajając się od śmiechu.-Dzięki
-Za co?-spytała zdziwiona
-Za wszystko.-odpowiedziałam-Pomogłaś mi w tak trudnych chwilach i jestem ci naprawdę wdzięczna.-powiedziałam uśmiechając się do niej.
-Nie ma za co.-odpowiedziała.-Po to są przyjaciele.-dodała i mnie przytuliła
Pod koniec filmu zrobiłyśmy się senne, więc wszystko wyłączyłyśmy, po kolei poszłyśmy skorzystać z łazienki, po czym położyłyśmy się spać.
Przez jakiś czas gadałyśmy i jeszcze chichotałyśmy. Wspominałyśmy momenty z filmu oraz żartowałyśmy sobie ze wszystkiego.
Po pewnym czasie zasnęłyśmy.
_______________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam weny. Ten rozdział napisałam dla Oliwii, która jest super i wgl. hahaa
Dzięki za to, że czytacie i czekacie na kolejne.
Wszystkich was kocham i cieszę się, że nie zapomnieliście o mnie. Hahaha
<3 KOMENTOWAĆ
PS. sory za błędy, ale nie chce mi się sprawdzać hahah
Jednak w końcu się skończyło, pozwolili mi zabrać swoje rzeczy i wracać do siebie. Byłam szczęśliwa, jednak gdy tylko weszłam do swojego pokoju wspomnienia wróciły. Przypomniałam sobie dlaczego trafiłam do szpitala oraz ile razy spędzałam tu czas z... Justinem.
-Um... Meg?-ktoś wyszeptał z tyłu, a gdy się odwróciłam zobaczyłam Lise.
-Wchodź, to twój pokój.-powiedziałam i chwyciłam za ciuchy w szafie.
-Wyprowadzasz się?-spytała, a ja zmierzyłam ją wzrokiem i wrzuciłam koszulki do walizki.
-Nie widać?-spytałam sarkastycznie.
-Widzę, ale...
-Co? Myślałaś, że tu zostanę?-spytałam z irytacją., a zanim zdążyła coś powiedzieć kontynuowałam.- Myliłaś się.., nie mogłabym na ciebie patrzeć przez kolejne dni. Zrobiłaś najbardziej głupią i ...-przerwałam zaciskając zęby-niewybaczalną rzecz jaką mogłabyś zrobić.-dokończyłam i zapięłam walizkę.
-Meg ja...
-Nie mów do mnie! Rozumiesz? Zostaw mnie w spokoju i nigdy więcej się do mnie nie odzywaj.-złapałam wszystkie swoje rzeczy i trzaskając drzwiami wyszłam z pokoju.
Szłam korytarzem z zaszklonymi oczami. Nie mogłam się rozpłakać, nie przez nią. Zbyt dużo wycierpiałam by teraz się rozkleić. Muszę być silna i przestać być tak naiwna i wciąż się nad sobą użalać.
Idąc przed siebie na chwilę się zatrzymałam. Łza spłynęła po moim policzku i tylko lekko przechyliłam głowę by zobaczyć drzwi z numerem 72.
Tak, to był pokój Justina. Ten sam do którego przychodziłam odpocząć. Tęskniłam za nim, naprawdę...
Przetarłam zewnętrzną stroną dłoni policzek i ruszyłam dalej do pokoju Seleny.
Delikatnie zapukałam, a gdy usłyszałam ciche "proszę" weszłam do środka i położyłam walizki w małym korytarzu.
-Hej,-powiedziała Selena i mnie przytuliła.-Płakałaś?-spojrzała w moje lekko zaczerwienione oczy, a ja pokiwałam głową, po czym łzy zaczęły lecieć nieprzerwanie. Nie mogłam się opanować, uspokoić.-Cii, już dobrze.-wyszeptała przyjaciółka.
-On już nie wróci...-wydukałam przez łzy.-Ja... ja go kocham...-dodałam
-Wiem, skarbie, wiem..-pocieszała mnie.-Jeszcze się wszystko ułoży. Skontaktujemy się z nim i wytłumaczymy wszystko. Powiesz mu co czujesz i...
-I co dalej? On nie wróci!-krzyknęłam i usiadłam na łóżku.-Wyjechał, nie wróci. On ma swoje życie, prace, fanów.-schowałam głowę w dłonie, a łokcie oparłam na udach.-On tego wszystkiego nie rzuci od tak dla mnie.-wydukałam, a łzy zaczęły lecieć jeszcze mocniej.
-On też cie kocha.-powiedziała i mnie mocno przytuliła.-Wróci, on cie kocha i zrobi dla ciebie wszystko. Mówił mi kiedyś, że jesteś dla niego tą jedyną.- gdy usłyszałam co on o mnie jej powiedział podniosłam głowę i przetarłam oczy
-Naprawdę?-spytałam z lekkim uśmiechem
-Tak, bardzo dużo o tobie mówił.-powiedziała i się uśmiechnęła.-Wciąż powtarzał, że cię kocha i nigdy nie zostawi.
-Ale zostawił.-powiedziałam i znów chciało mi się płakać.-To moja wina! To ja go odrzuciłam.-powiedziałam i ruszyłam w stronę łazienki.
-Nie mów tak, wyjechał, bo był zagubiony, nie wiedział co robi.-pocieszała
-Daj spokój!-powiedziałam i przemyłam twarz, po czym wytarłam ją ręcznikiem.
-Chodź.-powiedziała i złapała mnie za rękę.
-Gdzie?-spytałam
-Zrobimy sobie wieczór filmowy z lodami. Najlepsze na takie sytuacje.
-Hahaha... kochana jesteś, ale chyba położę się spać. A po drugie jest jeszcze wcześnie, a ty już o wieczorze myślisz?-spytałam patrząc na nią jak na wariatkę.
-A ty chcesz spać?-spytała patrząc na mnie w ten sam sposób.-Chodź, komedie romantyczne i lody to najlepsze co teraz potrzebujesz. Nakrzyczymy na facetów z filmu i ponarzekamy na dziewczyny, jakie to one głupie, że się w nich zakochały.-powiedziała z uśmiechem na twarzy, przez co i mi poprawił się nastrój.
Ona wiedziała co najlepsze. Była starsza ode mnie o 2 lata i dużo więcej przeżyła. Umiała poprawić mi humor i pomóc w potrzebie. To jest prawdziwa przyjaciółka. Cieszę się, że ją poznałam, mimo, że nie było między nami za dobrze na początku.
Żałuję tylko, że nie poznałam jej przed Lisą, może nie musiałabym przeżywać tego samego co teraz.
Jednak Bóg wie co robi i jakie przeszkody stawia mi na drodze. To wszystko musi mieć jakiś sens i może kiedyś to zrozumiem.
Przez cały dzień siedziałyśmy przed telewizorem z popcornem w ręku i rzucałyśmy nim na wszystkie strony krzycząc na tego aktora oraz płacząc ze szczęścia, gdy w końcu do siebie wracali.
To było dziwne, gdyby ktoś nas teraz zobaczył powiedziałby:"Co to za wariatki? Głupie jakieś czy co?"
Jestem pewna, że zrobiłby wielkie oczy i wpatrywałby się jak na jakieś idiotki.
To naprawdę poprawiło mi humor. Poczułam się lepiej i pomału zapominałam o złych rzeczach. Lody ukoiły moją złość pozostawiając tylko lekki żal. Jednak nie musiałam już płakać. Potrafiłam się opanować i mówiłam sobie, że dam radę i pokonam te wszystkie przeciwności. Będę szczęśliwa i nie zamierzam się poddać.
-Hahaha...niewierze, że to zrobił.-wydusiła z siebie Selena podczas oglądania chyba 5 filmu romantycznego pod rząd.
-Hahaha...wiem, później będzie tego żałował i przepraszał.-dodałam rzucając popcornem w telewizor.
-I jak?-spytała, a ja spojrzałam na nią zdezorientowana-Jak się czujesz?
-Dobrze, a raczej lepiej.-odpowiedziałam uspokajając się od śmiechu.-Dzięki
-Za co?-spytała zdziwiona
-Za wszystko.-odpowiedziałam-Pomogłaś mi w tak trudnych chwilach i jestem ci naprawdę wdzięczna.-powiedziałam uśmiechając się do niej.
-Nie ma za co.-odpowiedziała.-Po to są przyjaciele.-dodała i mnie przytuliła
Pod koniec filmu zrobiłyśmy się senne, więc wszystko wyłączyłyśmy, po kolei poszłyśmy skorzystać z łazienki, po czym położyłyśmy się spać.
Przez jakiś czas gadałyśmy i jeszcze chichotałyśmy. Wspominałyśmy momenty z filmu oraz żartowałyśmy sobie ze wszystkiego.
Po pewnym czasie zasnęłyśmy.
_______________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam weny. Ten rozdział napisałam dla Oliwii, która jest super i wgl. hahaa
Dzięki za to, że czytacie i czekacie na kolejne.
Wszystkich was kocham i cieszę się, że nie zapomnieliście o mnie. Hahaha
<3 KOMENTOWAĆ
PS. sory za błędy, ale nie chce mi się sprawdzać hahah
niedziela, 5 maja 2013
Rozdział 32
Trochę się przestraszyłam widząc jej wyraz twarzy. Była niespokojna i przestraszona. Bała się mi cokolwiek powiedzieć, ale nie mogłam czekać. To ją zabijało od środka, a ja zaczynałam się martwić.
-Co się dzieje?-spytałam
-Ja...um... wiem, że będziesz zła i zrozumiem jeśli mnie wyrzucisz i powiesz, że nie chcesz mnie już nigdy więcej widzieć, ale ja muszę ci to powiedzieć, bo to za daleko już zaszło...-przerwała i wzięła głęboki oddech
Gdy tak na nią patrzałam, jakby czas stanął w miejscu, a w pokoju nie było nic, oprócz nas.
Czekałam na to co mi powie, ale im dłużej zwlekała tym bardziej się bałam.
Przez ostatnie kilka dni leżałam w szpitalu, wcześniej byłam zraniona przez miłość mojego życia, a teraz to.
Po tym w jaki sposób zaczynała był straszny
-Nie mogłabym tego zrobić, jesteś moją...
-Przyjaciółką..wiem-przerwała mi-Ale to nie zmienia faktu, że zrobiłam coś strasznego, nie wybaczalnego...
-A więc o co chodzi? Powiedz, bo zaczynam się bać.-powiedziałam załamującym się głosem
-To ja wysłałam ci tego sms-a, dzięki któremu zobaczyłaś Justina i Emily...-przerwała, a ja starałam się to poukładać w głowie.
-To chyba powinnam ci podziękować, bo gdyby nie ty nie wiadomo czy bym się o tym dowiedziała...
-Przestań!-przerwała mi i opuściła głowę.-To nie wszystko..
-Co? Jak to?
-Te wszystkie kłótnie między wami to moja sprawka...-wydukała trochę ciszej, ale usłyszałam i nie mogłam sobie tego wyobrazić.
-Co? To nie prawda...
-Prawda!-powiedziała trochę głośniej, prawie, że krzycząc. Łzy spłynęły po jej policzku, ale kontynuowała. -To ja zamknęłam ich w magazynie...-przerwała, po czym mówiła dalej- To ja namówiłam Emily, by poderwała Justina, a gdy ty podeszłaś miała go pocałować...-moje usta się otworzyły, a w głowie miałam wszystkie obrazy z naszych kłótni i powodów ich istnienia. Do oczu zaczęły napływać łzy i nie wiedziałam co powiedzieć-To była prostytutka z klubu. Nie znałam jej, ale uznałam,że to dobry moment by was skłócić.
-Ale...dlaczego? Po co?-spytałam zakłopotana, to wszystko nie mieściło się w mojej głowie.
-Bo mnie zostawiłaś!-krzyknęła-Wolałaś tego... tą gwiazdę ode mnie! Na początku mi to nie przeszkadzało, ale potem się wyprowadziłaś z pokoju i nie miałaś już dla mnie czasu. To bolało, bo miałyśmy być przyjaciółkami,a ty mnie po prostu olałaś...
-I dlatego zepsułaś mój związek? Dlatego wyrwałaś mi serce, oddalając ode mnie Justina?!-nie mogłam tego znieść, łzy płynęły, a ja nie mogłam się uspokoić. To było za wiele, jak ona mogła mi to zrobić?
-A potem jeszcze ta Selena... myślałam, że wybuchnę, jak się dowiedziałam, że zostałyście przyjaciółkami... spędzałaś z nią więcej czasu niż ze mną!-zignorowała moje wcześniejsze pytania i wciąż trzymała na swoim.
-Wyjdź! Miałaś racje... nie chce cię więcej widzieć! Nie pokazuj mi się na oczy!-krzyknęłam i odwróciłam wzrok czekając,aż wyjdzie.
Gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami, zaczęłam płakać jeszcze bardziej. To nie może być prawda! Co ja mam teraz zrobić? Gdzie Justin? Muszę z nim porozmawiać! On... ja... ja go kocham!
**********
Leżałam odwrócona tyłem do drzwi i płakałam w poduszkę. Przypominałam sobie chwile spędzone z nim. O wszystkich złych rzeczach zapomniałam, a w głowie miałam wciąż jego uśmiech.
Był i zawsze będzie dla mnie wszystkim. Kocham go jak nikogo innego, więc muszę to naprawić.
Z rozmyślań wybiło mnie pukanie do drzwi. Może to Justin?
-Mogę?-spytała Tara wychylając głowę zza drzwi.
-Pewnie.-szybko przetarłam mokre policzki i starałam się uspokoić głos
-Co się stało?-spytała zmartwiona podchodząc do łóżka
-Nic.-odpowiedziałam szepcząc, ale to nic nie dało. Ona wiedziała, że coś jednak leży na rzeczy
-Przestań kłamać- powiedziała i podniosła mój podbródek tak, że patrzałam jej prosto w oczy.-Jesteś moją przyjaciółką, jesteś dla mnie jak siostra, więc wiem kiedy kłamiesz.-dodała i podniosła brwi czekając, aż jej wszystko opowiem
Chwilę siedziałam i nic nie mówiłam, jednak coś we mnie pękło i znów zaczęłam płakać. Wtuliłam się w przyjaciółkę i wszystko jej opowiedziałam. Była tak wstrząśnięta, że sama się popłakała. Chciała mi pomóc, ale nie wiedziała jak. Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Powoli wracałam do siebie. Zmieniłyśmy temat starając się znowu nie rozpłakać. Wspominałyśmy dawne czasy, opowiadałyśmy co się u nas zmieniło oraz żartowałyśmy sobie z chłopaków.
-I co zamierzasz z tym zrobić?-zadała mi pytanie, a ja spojrzałam na nią pytająco-z Justinem?-wiedziałam, że powrócimy do tego tematu, to było do przewidzenia, ale nie wiedziałam co mam jej powiedzieć
-Nie wiem...-przerwałam-Chce z nim porozmawiać, wszystko naprawić, ale nie wiem jak...on wyjechał.-dodałam, gdy mój głos ponownie się załamywał
-Nie masz jak się z nim skontaktować?-spytała
-Mam numer, ale co ja mu powiem? Odepchnęłam go, zraniłam... wszystko zniszczyłam...-powiedziałam, a po moim policzku spłynęła zła, jednak starałam się nie rozpłakać
-Nie mów tak... z tego co wiem walczył o ciebie i wątpię, że teraz się odkochał.-powiedziała, a ja wzruszyłam ramionami
-To dla mnie zbyt dużo..-wydukałam
****************
Po rozmowie z Tarą poczułam się lepiej. Chłopaki też przyszli mnie odwiedzić.
Wieczorem znowu zostałam sama, ale już jutro wychodzę, lekarz rano zrobi mi wszystkie badania, a po południu będę mogła już wyjść.
Wyprowadzę się z pokoju Lisy i zamieszkam z Seleną. Powiedziała, że nie ma nic przeciwko, a po tym jak jej opowiedziałam o wszystkim jeszcze nalegała, bym u niej została.
To jest prawdziwa przyjaciółka. Nie wiem co z Lisą, ale na razie nie chce jej widzieć. Zrobiła mi coś nie wybaczalnego. Coś co zraniło mnie do końca.
Teraz chce naprawić jej błędy i porozmawiać z Justinem. To jest najważniejsze. Kocham go i nie zamierzam się podawać.
-Co się dzieje?-spytałam
-Ja...um... wiem, że będziesz zła i zrozumiem jeśli mnie wyrzucisz i powiesz, że nie chcesz mnie już nigdy więcej widzieć, ale ja muszę ci to powiedzieć, bo to za daleko już zaszło...-przerwała i wzięła głęboki oddech
Gdy tak na nią patrzałam, jakby czas stanął w miejscu, a w pokoju nie było nic, oprócz nas.
Czekałam na to co mi powie, ale im dłużej zwlekała tym bardziej się bałam.
Przez ostatnie kilka dni leżałam w szpitalu, wcześniej byłam zraniona przez miłość mojego życia, a teraz to.
Po tym w jaki sposób zaczynała był straszny
-Nie mogłabym tego zrobić, jesteś moją...
-Przyjaciółką..wiem-przerwała mi-Ale to nie zmienia faktu, że zrobiłam coś strasznego, nie wybaczalnego...
-A więc o co chodzi? Powiedz, bo zaczynam się bać.-powiedziałam załamującym się głosem
-To ja wysłałam ci tego sms-a, dzięki któremu zobaczyłaś Justina i Emily...-przerwała, a ja starałam się to poukładać w głowie.
-To chyba powinnam ci podziękować, bo gdyby nie ty nie wiadomo czy bym się o tym dowiedziała...
-Przestań!-przerwała mi i opuściła głowę.-To nie wszystko..
-Co? Jak to?
-Te wszystkie kłótnie między wami to moja sprawka...-wydukała trochę ciszej, ale usłyszałam i nie mogłam sobie tego wyobrazić.
-Co? To nie prawda...
-Prawda!-powiedziała trochę głośniej, prawie, że krzycząc. Łzy spłynęły po jej policzku, ale kontynuowała. -To ja zamknęłam ich w magazynie...-przerwała, po czym mówiła dalej- To ja namówiłam Emily, by poderwała Justina, a gdy ty podeszłaś miała go pocałować...-moje usta się otworzyły, a w głowie miałam wszystkie obrazy z naszych kłótni i powodów ich istnienia. Do oczu zaczęły napływać łzy i nie wiedziałam co powiedzieć-To była prostytutka z klubu. Nie znałam jej, ale uznałam,że to dobry moment by was skłócić.
-Ale...dlaczego? Po co?-spytałam zakłopotana, to wszystko nie mieściło się w mojej głowie.
-Bo mnie zostawiłaś!-krzyknęła-Wolałaś tego... tą gwiazdę ode mnie! Na początku mi to nie przeszkadzało, ale potem się wyprowadziłaś z pokoju i nie miałaś już dla mnie czasu. To bolało, bo miałyśmy być przyjaciółkami,a ty mnie po prostu olałaś...
-I dlatego zepsułaś mój związek? Dlatego wyrwałaś mi serce, oddalając ode mnie Justina?!-nie mogłam tego znieść, łzy płynęły, a ja nie mogłam się uspokoić. To było za wiele, jak ona mogła mi to zrobić?
-A potem jeszcze ta Selena... myślałam, że wybuchnę, jak się dowiedziałam, że zostałyście przyjaciółkami... spędzałaś z nią więcej czasu niż ze mną!-zignorowała moje wcześniejsze pytania i wciąż trzymała na swoim.
-Wyjdź! Miałaś racje... nie chce cię więcej widzieć! Nie pokazuj mi się na oczy!-krzyknęłam i odwróciłam wzrok czekając,aż wyjdzie.
Gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami, zaczęłam płakać jeszcze bardziej. To nie może być prawda! Co ja mam teraz zrobić? Gdzie Justin? Muszę z nim porozmawiać! On... ja... ja go kocham!
**********
Leżałam odwrócona tyłem do drzwi i płakałam w poduszkę. Przypominałam sobie chwile spędzone z nim. O wszystkich złych rzeczach zapomniałam, a w głowie miałam wciąż jego uśmiech.
Był i zawsze będzie dla mnie wszystkim. Kocham go jak nikogo innego, więc muszę to naprawić.
Z rozmyślań wybiło mnie pukanie do drzwi. Może to Justin?
-Mogę?-spytała Tara wychylając głowę zza drzwi.
-Pewnie.-szybko przetarłam mokre policzki i starałam się uspokoić głos
-Co się stało?-spytała zmartwiona podchodząc do łóżka
-Nic.-odpowiedziałam szepcząc, ale to nic nie dało. Ona wiedziała, że coś jednak leży na rzeczy
-Przestań kłamać- powiedziała i podniosła mój podbródek tak, że patrzałam jej prosto w oczy.-Jesteś moją przyjaciółką, jesteś dla mnie jak siostra, więc wiem kiedy kłamiesz.-dodała i podniosła brwi czekając, aż jej wszystko opowiem
Chwilę siedziałam i nic nie mówiłam, jednak coś we mnie pękło i znów zaczęłam płakać. Wtuliłam się w przyjaciółkę i wszystko jej opowiedziałam. Była tak wstrząśnięta, że sama się popłakała. Chciała mi pomóc, ale nie wiedziała jak. Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Powoli wracałam do siebie. Zmieniłyśmy temat starając się znowu nie rozpłakać. Wspominałyśmy dawne czasy, opowiadałyśmy co się u nas zmieniło oraz żartowałyśmy sobie z chłopaków.
-I co zamierzasz z tym zrobić?-zadała mi pytanie, a ja spojrzałam na nią pytająco-z Justinem?-wiedziałam, że powrócimy do tego tematu, to było do przewidzenia, ale nie wiedziałam co mam jej powiedzieć
-Nie wiem...-przerwałam-Chce z nim porozmawiać, wszystko naprawić, ale nie wiem jak...on wyjechał.-dodałam, gdy mój głos ponownie się załamywał
-Nie masz jak się z nim skontaktować?-spytała
-Mam numer, ale co ja mu powiem? Odepchnęłam go, zraniłam... wszystko zniszczyłam...-powiedziałam, a po moim policzku spłynęła zła, jednak starałam się nie rozpłakać
-Nie mów tak... z tego co wiem walczył o ciebie i wątpię, że teraz się odkochał.-powiedziała, a ja wzruszyłam ramionami
-To dla mnie zbyt dużo..-wydukałam
****************
Po rozmowie z Tarą poczułam się lepiej. Chłopaki też przyszli mnie odwiedzić.
Wieczorem znowu zostałam sama, ale już jutro wychodzę, lekarz rano zrobi mi wszystkie badania, a po południu będę mogła już wyjść.
Wyprowadzę się z pokoju Lisy i zamieszkam z Seleną. Powiedziała, że nie ma nic przeciwko, a po tym jak jej opowiedziałam o wszystkim jeszcze nalegała, bym u niej została.
To jest prawdziwa przyjaciółka. Nie wiem co z Lisą, ale na razie nie chce jej widzieć. Zrobiła mi coś nie wybaczalnego. Coś co zraniło mnie do końca.
Teraz chce naprawić jej błędy i porozmawiać z Justinem. To jest najważniejsze. Kocham go i nie zamierzam się podawać.
piątek, 3 maja 2013
Rozdział 31
(oczami Megan)
-Justin?-spytałam cicho, próbując otworzyć oczy
-Jestem tutaj.-odpowiedział, ale nie mogłam go zobaczyć przez oślepiające mnie światła
-Gdzie? Nie widzę cię!-próbowałam krzyczeć, ale mój głos jakby ściszał się jeszcze bardziej
-Megan?Meg! Meg, skarbie!-krzyczał i powoli widziałam jak biegnie w moją stronę, lecz ja nie mogłam się ruszyć
-Justin! Ja... nie mogę się ruszyć!- ledwo co wyszeptałam, nie wiem czy mnie usłyszał.
-Spokojnie, jestem przy tobie!-odpowiedział, ale wciąż był daleko i nie mogłam dosięgnąć jego ręki.
-Pomóż mi!-już nic nie usłyszałam, mój głos zamilkł i nie było go już wcale słychać.
-I will catch you if you fall, I will catch you if you fall.-słyszałam jak cicho śpiewa mi do ucha, ale nie mogłam go zobaczyć. Chciałam... tylko na chwilę, ale nie mogłam. Po moim policzku spłynęła łza, zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w jego głos. Był coraz ciszej, jakby się oddalał. Próbowałam go zatrzymać, ale nie potrafiłam.
Nagle usłyszałam płacz małego dziecka, potem śmiech i radość. To była dziewczynka, wołała mamę, ale jej też nigdzie nie widziałam. Pozostał mi tylko dźwięk i nic więcej. Dookoła było jasno, a blask jaki był w tym pomieszczeniu oślepiał mnie i się poddałam. Nie otworzyłam już oczu, ale wsłuchiwałam się w głuchą cisze.
Po chwili zasnęłam.....
*****************
-Chyba się budzi. Odsuńcie się, muszę to sprawdzić.-słyszałam głos mężczyzny, a wokół jakieś szepty.
-Meg! Megan, skarbie, obudź się!-znów usłyszałam Justina jak za mgłą, jakby chciał bym tylko ja to usłyszała.
-Justin?-wyszeptałam, ale zaraz tego pożałowałam. Moja głowa pękała, a głos przerywał.
-Cii... nic nie mów-odezwał się mężczyzna, a ja otworzyłam lekko oczy.
Gdzie ja jestem? Co ja tutaj robię? Kurcze.... moja głowa. Gdy otworzyłam szerzej oczy, kilka razy pomrugałam. Byłam... w szpitalu? Dlaczego?
-Nawet nie wiesz jak się cieszymy, że się obudziłaś.-powiedziała Selena siadając obok mojego łóżka.
-Dlaczego to zrobiłaś?-spytał Michael, a ja spojrzałam na niego pytająco.-Dlaczego chciałaś się zabić?-spytał, a ja otworzyłam szerzej oczy i próbowałam się podnieść, ale nie udało mi się to, byłam za słaba
-Musisz odpocząć, jesteś jeszcze słaba.-powiedział ten sam mężczyzna, pewnie lekarz, więc pokiwałam tylko głową-Nie możesz na razie nic mówić, ani się ruszać.-powiedział patrząc na mnie ostrzegająco.- A państwa proszę o nie przemęczanie jej za bardzo. Po kolei i krótko.-skierował wzrok na moich przyjaciół.
-Dobrze-odpowiedziała Selena
Lekarz wyszedł i przez chwile zapadła cisza. Jedyne co chciałam teraz wiedzieć to... gdzie Justin.
Chce go zobaczyć, przytulić. Spojrzałam na nic w taki sposób, że wiedzieli o co mi chodzi, lecz nie odpowiedzieli tylko opuścili wzrok. Po moim policzku spłynęła łza i schowałam twarz w dłonie, nie wiedząc co zrobić
-Nie płacz.-podbiegł do mnie Michael i mocno mnie przytulił
Siedzieliśmy tak przez chwile nie wiedząc co powiedzieć. Selena wtuliła się we mnie, a Lisa stała wciąż z opuszczoną głową w rogu pokoju. Chyba nad czymś myślała. Chciałam, żeby mnie przytuliła, brakowało mi jej i chciałam by była przy mnie. Spróbowałam się odezwać i wtedy podniosła wzrok. Jej oczy były czerwone od płaczu, próbowała to ukryć, ale ja wiedziałam swoje. Uśmiechnęłam się, a ona to odwzajemniła i podeszła dołączyć do reszty.
Rozmawialiśmy o wszystkim. Opowiadali mi co robili, gdy spałam. Tak w ogóle spałam prawie tydzień, choć jak dla mnie to była chwila.
Nikt już nie wspomniał o Justinie, a ja i tak chciałam wiedzieć. Nie chciałam na razie psuć atmosfery, więc wsłuchiwałam się w ich opowieści. Widać, że bardzo się o mnie martwili.
Starali się mnie pocieszyć i pomóc, ale w tej sprawie nikt nie był w stanie.
Po dwóch godzinach skończył się czas odwiedzin, więc pożegnałam się z przyjaciółmi i położyłam się spać. Przyszła jeszcze do mnie pielęgniarka, która sprawdziła mój stan i wymieniła wodę w wazonie. Wychodząc tylko się uśmiechnęła.
Znów byłam sama, ale przynajmniej miałam czas to wszystko przemyśleć.
Łzy same zbierały się w moich oczach, a w głowie wciąż miałam twarz i głos Justina. Nie mogłam przestać o nim myśleć.
Nawet nie wiem kiedy znowu zasnęłam....
*************
Rano obudziły mnie promienie słońca wlatujące przez okno. Przetarłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Usłyszałam pukanie, więc odpowiedziałam cichym "prosze". Do sali wszedł lekarz z małą czarną teczką.
-Dzień dobry panno Flower.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam-To sprawdzimy jak tam gardło, otwórz proszę buzię.-powiedział, a ja zrobiłam jak kazał.-Dobrze, podamy ci tabletki na gardło i zabierzemy się na kilka badań.-pokiwałam głową, a on wyszedł
-Można?-usłyszałam głos Marco.
-Tak.-wyszeptałam z chrypką
-Jak się czujesz księżniczko?-spytał Sam
-Dobrze, lepiej.-odpowiedziałam cichutko.
-Tęskniliśmy za tobą. Przepraszamy, że nie przyjeżdżaliśmy, ale sami mieliśmy nauki. -uśmiechnęłam się, pokazując, że rozumiem.-Przyjechaliśmy najszybciej jak mogliśmy, gdy dowiedzieliśmy się, że się obudziłaś.-dodał Marco
-Tara dojedzie jutro, ale kazała przekazać, że tęskni i życzy ci powrotu do zdrowia.-powiedział Sam i od razu poczułam się lepiej
-Gdzie...-przerwał Marco, gdy coś sobie przypomniał, a Sam spojrzał na niego morderczym wzrokiem- nie ważne-dokończył, a ja uderzyłam do w ramie
-Mów-wyszeptałam zdenerwowana.
-Chciałem spytać... gdzie Justin? Wiem, że się pokłóciliście, ale myślałem, że jak się dowie co się stało, to przyjedzie.-dokończył, a ja opuściłam głowę
-Nie wiem gdzie jest.-powiedziałam
-Nie martw się...-powiedział Sam.-Masz nas-uśmiechnął się.
-Dziękuję.-odpowiedziałam i zaczęliśmy się śmiać.
Rozmawialiśmy i śmieliśmy się, a czas mijał. Nie chciałam się z nimi rozstawać, ale byli zmęczeni podróżą, więc musieli wracać do hotelu.
Zjadłam obiad przyniesiony przez pielęgniarkę i znów się nudziłam.
Leżałam, siedziałam i tak na zmianę. Nie miałam co robić, strasznie chciałam już stąd wyjść.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, do pokoju weszła Lisa
-Hej..-wydukała-można?-spytała
-Pewnie, siadaj-wyszeptałam.
-Ja.... ja muszę ci o czymś powiedzieć.-powiedziała za smutnym i przepraszającym wyrazem twarzy, na co ja spojrzałam się na nią by kontynuowała
-Justin?-spytałam cicho, próbując otworzyć oczy
-Jestem tutaj.-odpowiedział, ale nie mogłam go zobaczyć przez oślepiające mnie światła
-Gdzie? Nie widzę cię!-próbowałam krzyczeć, ale mój głos jakby ściszał się jeszcze bardziej
-Megan?Meg! Meg, skarbie!-krzyczał i powoli widziałam jak biegnie w moją stronę, lecz ja nie mogłam się ruszyć
-Justin! Ja... nie mogę się ruszyć!- ledwo co wyszeptałam, nie wiem czy mnie usłyszał.
-Spokojnie, jestem przy tobie!-odpowiedział, ale wciąż był daleko i nie mogłam dosięgnąć jego ręki.
-Pomóż mi!-już nic nie usłyszałam, mój głos zamilkł i nie było go już wcale słychać.
-I will catch you if you fall, I will catch you if you fall.-słyszałam jak cicho śpiewa mi do ucha, ale nie mogłam go zobaczyć. Chciałam... tylko na chwilę, ale nie mogłam. Po moim policzku spłynęła łza, zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w jego głos. Był coraz ciszej, jakby się oddalał. Próbowałam go zatrzymać, ale nie potrafiłam.
Nagle usłyszałam płacz małego dziecka, potem śmiech i radość. To była dziewczynka, wołała mamę, ale jej też nigdzie nie widziałam. Pozostał mi tylko dźwięk i nic więcej. Dookoła było jasno, a blask jaki był w tym pomieszczeniu oślepiał mnie i się poddałam. Nie otworzyłam już oczu, ale wsłuchiwałam się w głuchą cisze.
Po chwili zasnęłam.....
*****************
-Chyba się budzi. Odsuńcie się, muszę to sprawdzić.-słyszałam głos mężczyzny, a wokół jakieś szepty.
-Meg! Megan, skarbie, obudź się!-znów usłyszałam Justina jak za mgłą, jakby chciał bym tylko ja to usłyszała.
-Justin?-wyszeptałam, ale zaraz tego pożałowałam. Moja głowa pękała, a głos przerywał.
-Cii... nic nie mów-odezwał się mężczyzna, a ja otworzyłam lekko oczy.
Gdzie ja jestem? Co ja tutaj robię? Kurcze.... moja głowa. Gdy otworzyłam szerzej oczy, kilka razy pomrugałam. Byłam... w szpitalu? Dlaczego?
-Nawet nie wiesz jak się cieszymy, że się obudziłaś.-powiedziała Selena siadając obok mojego łóżka.
-Dlaczego to zrobiłaś?-spytał Michael, a ja spojrzałam na niego pytająco.-Dlaczego chciałaś się zabić?-spytał, a ja otworzyłam szerzej oczy i próbowałam się podnieść, ale nie udało mi się to, byłam za słaba
-Musisz odpocząć, jesteś jeszcze słaba.-powiedział ten sam mężczyzna, pewnie lekarz, więc pokiwałam tylko głową-Nie możesz na razie nic mówić, ani się ruszać.-powiedział patrząc na mnie ostrzegająco.- A państwa proszę o nie przemęczanie jej za bardzo. Po kolei i krótko.-skierował wzrok na moich przyjaciół.
-Dobrze-odpowiedziała Selena
Lekarz wyszedł i przez chwile zapadła cisza. Jedyne co chciałam teraz wiedzieć to... gdzie Justin.
Chce go zobaczyć, przytulić. Spojrzałam na nic w taki sposób, że wiedzieli o co mi chodzi, lecz nie odpowiedzieli tylko opuścili wzrok. Po moim policzku spłynęła łza i schowałam twarz w dłonie, nie wiedząc co zrobić
-Nie płacz.-podbiegł do mnie Michael i mocno mnie przytulił
Siedzieliśmy tak przez chwile nie wiedząc co powiedzieć. Selena wtuliła się we mnie, a Lisa stała wciąż z opuszczoną głową w rogu pokoju. Chyba nad czymś myślała. Chciałam, żeby mnie przytuliła, brakowało mi jej i chciałam by była przy mnie. Spróbowałam się odezwać i wtedy podniosła wzrok. Jej oczy były czerwone od płaczu, próbowała to ukryć, ale ja wiedziałam swoje. Uśmiechnęłam się, a ona to odwzajemniła i podeszła dołączyć do reszty.
Rozmawialiśmy o wszystkim. Opowiadali mi co robili, gdy spałam. Tak w ogóle spałam prawie tydzień, choć jak dla mnie to była chwila.
Nikt już nie wspomniał o Justinie, a ja i tak chciałam wiedzieć. Nie chciałam na razie psuć atmosfery, więc wsłuchiwałam się w ich opowieści. Widać, że bardzo się o mnie martwili.
Starali się mnie pocieszyć i pomóc, ale w tej sprawie nikt nie był w stanie.
Po dwóch godzinach skończył się czas odwiedzin, więc pożegnałam się z przyjaciółmi i położyłam się spać. Przyszła jeszcze do mnie pielęgniarka, która sprawdziła mój stan i wymieniła wodę w wazonie. Wychodząc tylko się uśmiechnęła.
Znów byłam sama, ale przynajmniej miałam czas to wszystko przemyśleć.
Łzy same zbierały się w moich oczach, a w głowie wciąż miałam twarz i głos Justina. Nie mogłam przestać o nim myśleć.
Nawet nie wiem kiedy znowu zasnęłam....
*************
Rano obudziły mnie promienie słońca wlatujące przez okno. Przetarłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Usłyszałam pukanie, więc odpowiedziałam cichym "prosze". Do sali wszedł lekarz z małą czarną teczką.
-Dzień dobry panno Flower.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam-To sprawdzimy jak tam gardło, otwórz proszę buzię.-powiedział, a ja zrobiłam jak kazał.-Dobrze, podamy ci tabletki na gardło i zabierzemy się na kilka badań.-pokiwałam głową, a on wyszedł
-Można?-usłyszałam głos Marco.
-Tak.-wyszeptałam z chrypką
-Jak się czujesz księżniczko?-spytał Sam
-Dobrze, lepiej.-odpowiedziałam cichutko.
-Tęskniliśmy za tobą. Przepraszamy, że nie przyjeżdżaliśmy, ale sami mieliśmy nauki. -uśmiechnęłam się, pokazując, że rozumiem.-Przyjechaliśmy najszybciej jak mogliśmy, gdy dowiedzieliśmy się, że się obudziłaś.-dodał Marco
-Tara dojedzie jutro, ale kazała przekazać, że tęskni i życzy ci powrotu do zdrowia.-powiedział Sam i od razu poczułam się lepiej
-Gdzie...-przerwał Marco, gdy coś sobie przypomniał, a Sam spojrzał na niego morderczym wzrokiem- nie ważne-dokończył, a ja uderzyłam do w ramie
-Mów-wyszeptałam zdenerwowana.
-Chciałem spytać... gdzie Justin? Wiem, że się pokłóciliście, ale myślałem, że jak się dowie co się stało, to przyjedzie.-dokończył, a ja opuściłam głowę
-Nie wiem gdzie jest.-powiedziałam
-Nie martw się...-powiedział Sam.-Masz nas-uśmiechnął się.
-Dziękuję.-odpowiedziałam i zaczęliśmy się śmiać.
Rozmawialiśmy i śmieliśmy się, a czas mijał. Nie chciałam się z nimi rozstawać, ale byli zmęczeni podróżą, więc musieli wracać do hotelu.
Zjadłam obiad przyniesiony przez pielęgniarkę i znów się nudziłam.
Leżałam, siedziałam i tak na zmianę. Nie miałam co robić, strasznie chciałam już stąd wyjść.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, do pokoju weszła Lisa
-Hej..-wydukała-można?-spytała
-Pewnie, siadaj-wyszeptałam.
-Ja.... ja muszę ci o czymś powiedzieć.-powiedziała za smutnym i przepraszającym wyrazem twarzy, na co ja spojrzałam się na nią by kontynuowała
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Rozdział 30
(oczami Megan)
Już od kilku dni nie odzywam się do Justina. Cały czas próbuje się ze mną skontaktować, porozmawiać, ale ja nie potrafię. Zranił mnie, a to co zrobił...po prostu zwykłe przepraszam nie wystarczy.
Wszystko się zmieniło, ja się zmieniłam. Mimo tego co się wydarzyło nadal kocham Justina, ale nie potrafię mu wybaczyć, zaufać. Staram się spędzać jak najwięcej czasu z Lisą, Seleną i Michaelem, ale to nic nie daje, nadal myślę o nim. Robię dobrą minę do złej gry...
-Meg!-krzyknęła Lisa wytrącając mnie z rozmyślań
-Co?-spytałam zdezorientowana
-Wszystko w porządku?-spytała
-Tak, jak nigdy.-odpowiedziałam i wysiliłam się na delikatny uśmiech.
-To co dzisiaj robimy? Impreza?-spytała zmieniając temat
-Ja jestem za...-odpowiedział Michael i pocałował Lisę w policzek.
-Ja też nie mam nic przeciwko, ale wiecie, że muszę wracać wcześniej, bo mam jutro zajęcia.-powiedziała Selena
-Spoko.. a ty?-spytała Lisa patrząc na mnie, a po chwili reszta do niej dołączyła
-Umm... ja chyba spasuję.-powiedziałam i wzięłam łyk soku
-Oh... daj spokój! Przestań się smucić i chodź się z nami zabawić!-powiedziała Lisa
-Muszę poćwiczyć układ i...
-I płakać w poduszkę, i myśleć o Justinie..
-Nie prawda!-skłamałam, nie mogłam przestać o nim myśleć
-No, no..-powiedziała, a ja przewróciłam oczami
Zjedliśmy do końca śniadanie i poszłam do pokoju się przebrać. Nie minęła chwila, a już słyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam i je otworzyłam, ale zaraz zamknęłam.
-Meg! Skarbie otwórz!-mruczał za drzwiami Justin
-Odejdź! Ile razy mam to jeszcze powtarzać?-spytałam, ale on nic nie odpowiedział
-Otwórz.. porozmawiajmy..- przewróciłam oczami i weszłam do łazienki.
Słyszałam jak delikatnie puka, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Kilka łez spłynęło po moim policzku, ale zaraz je wytarłam i kontynuowałam moją odprężającą kąpiel.
Po wyjściu z łazienki, przebrałam się w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Miałam jeszcze jedne zajęcia z Seleną, a potem wolne. Złapałam za butelkę wody i delikatnie otworzyłam rozglądając się czy nie ma tego durnia, ale droga była wolna, więc pośpiesznym ruchem zamknęłam drzwi i ruszyłam w stronę sali
***************
-Hej, zaczynamy?-spytała Selena, na co wszyscy pokiwali głowami.-Poćwiczymy solówkę Belli i Louisa, a potem Meg i Michaela.-powiedziała, a ja zaczęłam się przygotowywać
Rozciągnęłam się i przyglądałam reszcie. Dzięki tańcu zapominałam o przykrościach i zajmowałam głowę przyjemnymi rzeczami. To mnie odprężało, bardziej niż długa kąpiel. To było moje życie, taniec i ja...
-Meg! Teraz ty.-powiedziała Selena i pomachała ręką, abym podeszła.
Wszystko było świetnie, do czasu gdy do sali wszedł Justin z bukietem kwiatów. Zaczęłam mylić kroki, a po chwili w moich oczach nagromadziły się łzy. Co on sobie wyobrażał? On nigdy nie zrozumie, że to koniec? Powtarzaliśmy ten sam ruch kilka razy, ale mi nadal nic nie wychodziło. Czułam wzrok tego drania i moje nogi robiły się jak z waty.
Nie wytrzymałam, po moich policzkach spłynęły łzy i pobiegłam do szatni, wymijając Justina.
Usiadłam na ławeczce i schowałam twarz w dłonie. Łzy nie przestawały lecieć, a ja nic nie mogłam na to poradzić.
-Meg?-usłyszałam znajomy głos.
-Co?-spytałam nie podnosząc głowy
-Możemy pogadać?-spytał, a ja nic nie odpowiedziałam.-Chce ci tylko powiedzieć, że...
-Dosyć, nie rozumiesz? Dość!-krzyknęłam
-Wyjeżdżam.-odparł, a ja momentalnie podniosłam głowę i poczułam dziwne ukucie w sercu.
(oczami Justina)
-Wyjeżdżam.-powtórzyłem
-Wiem, słyszałam, ale.. czemu?-spytała, a w jej oczach pojawiło się coś czego nie rozumiałem
-Nie chcesz mnie widzieć, więc to będzie najlepsze wyjście.-powiedziałem, a ona ponownie schowała twarz w dłonie.-Kocham cię i zawsze będę, ale postąpiłem jak dupek całując tamtą dziewczynę..
-Tak, zgadzam się.-przerwała -Zraniłeś mnie i to strasznie..-powiedziała, a po jej policzku spłynęła kolejna łza.
-Skarbie, ja nie chciałem, byłem pijany, a ona...
-Była ładna, ładniejsza ode mnie? To chciałeś powiedzieć? Nie musisz się tłumaczyć, rozumiem.-znów mi przerwała, po czym wstała i chciała wyjść, ale ją zatrzymałem.
-To nie tak, ona... to ona się na mnie rzuciła.-w końcu jej to powiedziałem.
-Jakoś ci to nie przeszkadzało i jej nie odepchnąłeś.-powiedziała ze złością, widziałem jak wspomnienia robiły jej dziurę w sercu
-Ja...
-No właśnie.-dokończyła i znów się odwróciła do mnie tyłem wychodząc.
Zamarłem, nie wiedziałem co zrobić. Ona była dla mnie wszystkim i nie mogłem jej tak po prostu odpuścić. Starałem się, prosiłem, ale to nic nie dało. Teraz chyba najlepiej będzie jak wyjadę i zniknę z jej życia. Będzie szczęśliwa i znajdzie faceta, który jej nie zrani, tak jak ja to zrobiłem.
(Oczami Megan)
To mnie przerosło, przeżyłam szok. Nie wiem czemu, ale gdy usłyszałam, że wyjeżdża, moje serce zaczęło bić mocniej, a do oczu zaczęło napływać coraz więcej łez. Mój rozum mówił jedno, a serce drugie. Wszystko przeleciało mi przed oczami. Moje dni spędzone z nim, wszystkie słowa, jakimi mnie obdarowywał, miłość jaką mi dał, to wszystko w ułamek sekundy zniknęło, a na ich miejsce pojawił się ból. Nie byłam zła na niego, ale na siebie. Kochałam go, ale wybaczyć nie potrafiłam.
Pobiegłam do pokoju i zamknęłam się w łazience. Miałam ochotę umrzeć, zniknąć, tam gdzie nie będzie nikogo. Tam gdzie smutek, ból i żal znikną, a pojawi się szczęście. Siedziałam na podłodze płacząc chyba godzinę, może dwie. Głowa mnie bolała i nie mogłam się uspokoić.
Chwyciłam za tabletki uspokajające i wzięłam jedną. Nie pomagała, więc wzięłam kolejną i kolejną, ale głowa wciąż bolała, a serce biło jakby miało zaraz wyskoczyć.
Po chwili zaczęłam robić się śpiąca, a wszystko wokół zaczęło wirować. Nawet nie wiem kiedy usnęłam...
(oczami Justina)
Po wyjściu z szatni od razu poszedłem do samochodu. Nie chciałem już więcej nachodzić Meg, a wiedziałem, że nigdy mi nie wybaczy. Wszystko było gotowe, właśnie jechałem na lotnisko. Rzeczy z pokoju spakowałem wczoraj, a z pracy odszedłem bez robienia szumu. Nie chciałem pytań, ani litości. Nie chciałem, aby Meg cierpiała. Wiedziałem, że to co zrobiłem jest nie wybaczalne. Starałem się, modliłem się, ale to nic nie dawało, a moja nadzieja powoli gasła.
Chciałem by znów się uśmiechała, by spotykała się z przyjaciółmi. To dla mnie wiele znaczy, bo każdy najmniejszy szczegół, każda błahostka w niej to było coś wielkiego... kochałem i nadal kocham w niej wszystko, ale jeśli zostawienie jej uszczęśliwi ją to tak zrobię.
-Jesteś pewien?-spytał Scooter, wyciągając mnie z rozmyślań.
-Hym? Tak, chyba.-powiedziałem, i ruszyłem w stronę samolotu.
Już od kilku dni nie odzywam się do Justina. Cały czas próbuje się ze mną skontaktować, porozmawiać, ale ja nie potrafię. Zranił mnie, a to co zrobił...po prostu zwykłe przepraszam nie wystarczy.
Wszystko się zmieniło, ja się zmieniłam. Mimo tego co się wydarzyło nadal kocham Justina, ale nie potrafię mu wybaczyć, zaufać. Staram się spędzać jak najwięcej czasu z Lisą, Seleną i Michaelem, ale to nic nie daje, nadal myślę o nim. Robię dobrą minę do złej gry...
-Meg!-krzyknęła Lisa wytrącając mnie z rozmyślań
-Co?-spytałam zdezorientowana
-Wszystko w porządku?-spytała
-Tak, jak nigdy.-odpowiedziałam i wysiliłam się na delikatny uśmiech.
-To co dzisiaj robimy? Impreza?-spytała zmieniając temat
-Ja jestem za...-odpowiedział Michael i pocałował Lisę w policzek.
-Ja też nie mam nic przeciwko, ale wiecie, że muszę wracać wcześniej, bo mam jutro zajęcia.-powiedziała Selena
-Spoko.. a ty?-spytała Lisa patrząc na mnie, a po chwili reszta do niej dołączyła
-Umm... ja chyba spasuję.-powiedziałam i wzięłam łyk soku
-Oh... daj spokój! Przestań się smucić i chodź się z nami zabawić!-powiedziała Lisa
-Muszę poćwiczyć układ i...
-I płakać w poduszkę, i myśleć o Justinie..
-Nie prawda!-skłamałam, nie mogłam przestać o nim myśleć
-No, no..-powiedziała, a ja przewróciłam oczami
Zjedliśmy do końca śniadanie i poszłam do pokoju się przebrać. Nie minęła chwila, a już słyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam i je otworzyłam, ale zaraz zamknęłam.
-Meg! Skarbie otwórz!-mruczał za drzwiami Justin
-Odejdź! Ile razy mam to jeszcze powtarzać?-spytałam, ale on nic nie odpowiedział
-Otwórz.. porozmawiajmy..- przewróciłam oczami i weszłam do łazienki.
Słyszałam jak delikatnie puka, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Kilka łez spłynęło po moim policzku, ale zaraz je wytarłam i kontynuowałam moją odprężającą kąpiel.
Po wyjściu z łazienki, przebrałam się w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Miałam jeszcze jedne zajęcia z Seleną, a potem wolne. Złapałam za butelkę wody i delikatnie otworzyłam rozglądając się czy nie ma tego durnia, ale droga była wolna, więc pośpiesznym ruchem zamknęłam drzwi i ruszyłam w stronę sali
***************
-Hej, zaczynamy?-spytała Selena, na co wszyscy pokiwali głowami.-Poćwiczymy solówkę Belli i Louisa, a potem Meg i Michaela.-powiedziała, a ja zaczęłam się przygotowywać
Rozciągnęłam się i przyglądałam reszcie. Dzięki tańcu zapominałam o przykrościach i zajmowałam głowę przyjemnymi rzeczami. To mnie odprężało, bardziej niż długa kąpiel. To było moje życie, taniec i ja...
-Meg! Teraz ty.-powiedziała Selena i pomachała ręką, abym podeszła.
Wszystko było świetnie, do czasu gdy do sali wszedł Justin z bukietem kwiatów. Zaczęłam mylić kroki, a po chwili w moich oczach nagromadziły się łzy. Co on sobie wyobrażał? On nigdy nie zrozumie, że to koniec? Powtarzaliśmy ten sam ruch kilka razy, ale mi nadal nic nie wychodziło. Czułam wzrok tego drania i moje nogi robiły się jak z waty.
Nie wytrzymałam, po moich policzkach spłynęły łzy i pobiegłam do szatni, wymijając Justina.
Usiadłam na ławeczce i schowałam twarz w dłonie. Łzy nie przestawały lecieć, a ja nic nie mogłam na to poradzić.
-Meg?-usłyszałam znajomy głos.
-Co?-spytałam nie podnosząc głowy
-Możemy pogadać?-spytał, a ja nic nie odpowiedziałam.-Chce ci tylko powiedzieć, że...
-Dosyć, nie rozumiesz? Dość!-krzyknęłam
-Wyjeżdżam.-odparł, a ja momentalnie podniosłam głowę i poczułam dziwne ukucie w sercu.
(oczami Justina)
-Wyjeżdżam.-powtórzyłem
-Wiem, słyszałam, ale.. czemu?-spytała, a w jej oczach pojawiło się coś czego nie rozumiałem
-Nie chcesz mnie widzieć, więc to będzie najlepsze wyjście.-powiedziałem, a ona ponownie schowała twarz w dłonie.-Kocham cię i zawsze będę, ale postąpiłem jak dupek całując tamtą dziewczynę..
-Tak, zgadzam się.-przerwała -Zraniłeś mnie i to strasznie..-powiedziała, a po jej policzku spłynęła kolejna łza.
-Skarbie, ja nie chciałem, byłem pijany, a ona...
-Była ładna, ładniejsza ode mnie? To chciałeś powiedzieć? Nie musisz się tłumaczyć, rozumiem.-znów mi przerwała, po czym wstała i chciała wyjść, ale ją zatrzymałem.
-To nie tak, ona... to ona się na mnie rzuciła.-w końcu jej to powiedziałem.
-Jakoś ci to nie przeszkadzało i jej nie odepchnąłeś.-powiedziała ze złością, widziałem jak wspomnienia robiły jej dziurę w sercu
-Ja...
-No właśnie.-dokończyła i znów się odwróciła do mnie tyłem wychodząc.
Zamarłem, nie wiedziałem co zrobić. Ona była dla mnie wszystkim i nie mogłem jej tak po prostu odpuścić. Starałem się, prosiłem, ale to nic nie dało. Teraz chyba najlepiej będzie jak wyjadę i zniknę z jej życia. Będzie szczęśliwa i znajdzie faceta, który jej nie zrani, tak jak ja to zrobiłem.
(Oczami Megan)
To mnie przerosło, przeżyłam szok. Nie wiem czemu, ale gdy usłyszałam, że wyjeżdża, moje serce zaczęło bić mocniej, a do oczu zaczęło napływać coraz więcej łez. Mój rozum mówił jedno, a serce drugie. Wszystko przeleciało mi przed oczami. Moje dni spędzone z nim, wszystkie słowa, jakimi mnie obdarowywał, miłość jaką mi dał, to wszystko w ułamek sekundy zniknęło, a na ich miejsce pojawił się ból. Nie byłam zła na niego, ale na siebie. Kochałam go, ale wybaczyć nie potrafiłam.
Pobiegłam do pokoju i zamknęłam się w łazience. Miałam ochotę umrzeć, zniknąć, tam gdzie nie będzie nikogo. Tam gdzie smutek, ból i żal znikną, a pojawi się szczęście. Siedziałam na podłodze płacząc chyba godzinę, może dwie. Głowa mnie bolała i nie mogłam się uspokoić.
Chwyciłam za tabletki uspokajające i wzięłam jedną. Nie pomagała, więc wzięłam kolejną i kolejną, ale głowa wciąż bolała, a serce biło jakby miało zaraz wyskoczyć.
Po chwili zaczęłam robić się śpiąca, a wszystko wokół zaczęło wirować. Nawet nie wiem kiedy usnęłam...
(oczami Justina)
Po wyjściu z szatni od razu poszedłem do samochodu. Nie chciałem już więcej nachodzić Meg, a wiedziałem, że nigdy mi nie wybaczy. Wszystko było gotowe, właśnie jechałem na lotnisko. Rzeczy z pokoju spakowałem wczoraj, a z pracy odszedłem bez robienia szumu. Nie chciałem pytań, ani litości. Nie chciałem, aby Meg cierpiała. Wiedziałem, że to co zrobiłem jest nie wybaczalne. Starałem się, modliłem się, ale to nic nie dawało, a moja nadzieja powoli gasła.
Chciałem by znów się uśmiechała, by spotykała się z przyjaciółmi. To dla mnie wiele znaczy, bo każdy najmniejszy szczegół, każda błahostka w niej to było coś wielkiego... kochałem i nadal kocham w niej wszystko, ale jeśli zostawienie jej uszczęśliwi ją to tak zrobię.
-Jesteś pewien?-spytał Scooter, wyciągając mnie z rozmyślań.
-Hym? Tak, chyba.-powiedziałem, i ruszyłem w stronę samolotu.
niedziela, 28 kwietnia 2013
Rozdział 29
(Oczami Megan)
To nie możliwe, to... to nie prawda... Ja...ja mam zwidy! Biłam się z myślami, ale to była rzeczywistość. Justin całował się z jakąś laską na moich oczach. To mnie zabiło. Nie mogłam tam dłużej zostać. Nie widział mnie, więc szybko wybiegłam z klubu. Byłam pijana, ale przez to co zobaczyłam, odzyskałam zdrowy rozsądek i zamówiłam taksówkę.
Wróciłam do pokoju i nadal nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Było nam tak dobrze, a on... tak po prostu mnie zdradził.
Po chwili z rozmyślań wytrącił mnie telefon. Dostałam sms, znowu od nieznajomego. Spojrzałam na wyświetlacz i po moich policzkach spłynęły zły. "Jednak nie jest taki idealny nie?". te słowa chodziły mi po głowie. Skąd ta osoba miała mój numer? Dlaczego chciała bym to zobaczyła? To wszystko dzieje się za szybko.. ja.. nie mogę tu dłużej zostać. To za bardzo boli..
Spakowałam swoje rzeczy i przeniosłam się do Lisy. Jutro z nią porozmawiam i coś wymyśle. Nie może się nikt o tym dowiedzieć. Nie mogę.. nie teraz...
Przez całą noc płakałam, a mój telefon nie przestawał dzwonić. Raz dzwonił Justin, potem Michael, nawet Lisa i Selena dzwoniły kilka razy. Nie odbierałam. Napisałam smsa, że wszystko jest w porządku i że wróciłam do pokoju, więc przestali dzwonić. Gdy usłyszałam, że do pokoju wchodzi Lisa, próbowałam stłumić płacz i udawać, że śpię. Na szczęście była tak pijana, że razem z Michaelem położyli się od razu spać.
(Oczami Justina)
-Co ty robisz?-spytałem i odciągnąłem od siebie brunetkę
-Nic, wykonuje swoje zadanie..-odpowiedziała, a ja nie rozumiałem o co jej chodzi.
-Nie dotykaj mnie.!-podniosłem lekko głos, gdy próbowała znów się do mnie dobrać.
Musiałem znaleźć Meg. Chciałem wyjść, ta impreza robiła się coraz dziwniejsza i nie miałem zamiaru zostawać tu dłużej.
Nigdzie jej nie było, byłem pijany i nie mogłem już złapać równowagi. Usiadłem na wysokim krześle przy barze, a zaraz do mnie dołączyła Lisa
-Widziałaś Megan?-spytałem
-Pojechała do pokoju, chyba źle się poczuła.-powiedziała Lisa, a ja tylko przytaknąłem i chciałem odejść, ale mnie zatrzymała -Gdzie idziesz?
-Do pokoju, do Meg.
-Poczekaj, jedziemy z tobą.-powiedziała i machnęłam ręką, by zawołać Selene i Michaela, którzy właśnie ze sobą tańczyli.
Wróciliśmy do szkoły, a ja ledwo żywy jakoś doszedłem do drzwi i wszedłem do środka.
Było ciemno, myślałem, że Meg już śpi, ale gdy zapaliłem światło jej nie było. Przestraszyłem się, bo nie było nawet jej rzeczy w szafach. Coś musiało się stać. Ale co? Dlaczego jej tutaj nie ma? Czyżby widziała mnie z tą dziewczyną? Ale gdzie ona teraz jest?
Biłem się z myślami, a gdy usiadłem na łóżku, po prostu odpłynąłem.
******************
(oczami Megan)
-Megan?-usłyszałam głos Lisy, ale byłam jeszcze śpiąca, więc nie otworzyłam oczu- Megan!-powiedziała trochę głośniej i mną potrząsnęła
-Co?-wymamrotałam
-Co ty tutaj robisz?-spytała, a ja gwałtownie otworzyłam oczy.
-Ja... umm...wróciłam do pokoju..., przeszkadzam?-spytałam modląc się, by nie pytała o nic
-Nie, oczywiście, że nie, ale co się stało?-wiedziałam, że kiedyś spyta, ale nie chciałam jej mówić.-Płakałaś?-spytała wycierając ręką moje policzki
-Um... musiało mi się coś śnić, to dlatego..-skłamałam.
-Aha, ale dlaczego wróciłaś?-spytała
-Stęskniłam się... po drugie pokłóciłam się z Justinem i nie mogłam tam zostać.-po części to była prawda, tylko, że on nie wiedział, że jestem na niego zła i dlaczego.
-Aha...-widziałam, że nie uwierzyła, ale nie pytała dalej.-Spoko, możesz zostać ile tylko zechcesz.-powiedziała i weszła do łazienki trzaskając drzwiami
-Co się dzieje?-wymamrotał Michael.
-Nic, śpij-powiedziałam powstrzymując się od śmiechu.
*****************
Nie poszliśmy na zajęcia, bo wciąż byliśmy lekko pijani. Nie wiem jak Selena i Justin, bo oni chyba musieli wstać. My przesiedzieliśmy pół dnia w pokoju śmiejąc się i oglądając filmy.
Wciąż pamiętałam jak mnie zranił, ale nie chciałam nic pokazać Lisie i Michaelowi.
-Meg!-zaczęła mi machać ręką przed oczami
-hm?-spytałam wyrywając się z rozmyśleń.
-Co się dzieje?-spytała opierając się o ramie swojego chłopaka
-Nic.-odpowiedziałam i znów zaczęłam rozmyślać.
-Przecież widzimy.-powiedział blondyn
-Nic się nie dzieje.-uśmiechnęłam się lekko próbując wszystko zatuszować
-Mów.-powiedziała Lisa
-Jesteście niemożliwi.-wstałam i weszłam do łazienki.
Najchętniej zostałabym tam na cały dzień, tak by ominąć pytań przyjaciół. To bolało i nie chciałam ich martwić moimi problemami.
Przemyłam twarz i wytarłam ręcznikiem, gdy chciałam wyjść usłyszałam głos Justina
-Jest Meg?-spytał cicho
-Tak, w łazience.-powiedziała Lisa, słyszałam jak podchodzi do drzwi, więc szybko je zakluczyłam, a on zaczął delikatnie pukać
-Meg! Meg, skarbie! Wiem, że tam jesteś!-przerwał uderzając lekko w drzwi- Przoszę, porozmawiajmy.-powiedział, a ja usiadłam na ziemi
-Odejdź.-krzyknęłam, a po moich policzkach spłynęły łzy
-Skarbie..
-Nie mów tak do mnie! Idź sobie! Zostaw mnie w spokoju!-krzyknęłam i wybuchnęłam jeszcze większym płaczem
-Daj mi wytłumaczyć.-Czyżby on wiedział? Ale skąd? Przecież mnie nie widział, a ja nikomu nie mówiłam.-Wiem, że widziałaś coś na imprezie.., ale to nie tak.-zaczął tłumaczyć, a ja gwałtownie wstałam patrząc w lustro i wycierając moje policzki ręcznikiem
-Nie chce tego słuchać! Odejdź i zostaw mnie w spokoju!-krzyknęłam.
-Justin, ona nie chce z tobą rozmawiać.-powiedziała Lisa
-Ale.. ja muszę jej wytłumaczyć...-powiedział stanowczo
-Ale ona nie chce... daj jej spokój! Jak będzie chciała wyjaśnień to przyjdzie.-powiedział Michael.
-Ona musi wiedzieć prawdę. To nie to co ona myśli. Ja... ja wszystko schrzaniłem..-powiedział łamiącym się głosem
-Justin, lepiej żebyś już poszedł, ona potrzebuje teraz samotności.-powiedziała Lisa
-Ja tego tak nie zostawię, wrócę.-powiedział i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami
Po kilku minutach uspokoiłam się i wróciłam do przyjaciół. Patrzeli, ale nic nie mówili. Wiedzieli, że nie chce o tym rozmawiać, a wszystko czego potrzebuje to spokoju.
Michael wyszedł, a Lisa usiadła koło mnie na łóżku i mocno mnie przytuliła
-Wszystko będzie dobrze.-powiedziała i przytuliła mnie mocniej- Nie martw się.
-Ja... ja mam dość!-wybuchnęłam płaczem i odwzajemniłam uścisk.-On mnie zranił i to bardzo. Nigdy mu tego nie wybaczę!-powiedziałam, a ona tylko mnie tuliła.
Siedziałyśmy tak może kilka minut albo godzinę, nie wiem... jak dla mnie czas się zatrzymał i nic tylko myślałam o Justinie. Był dla mnie wszystkim, a teraz to wszystko pękło.
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
**********************************************************************
Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, ale pisałam na szybkiego. Jestem już zmęczona, a jutro szkoła.
To nie możliwe, to... to nie prawda... Ja...ja mam zwidy! Biłam się z myślami, ale to była rzeczywistość. Justin całował się z jakąś laską na moich oczach. To mnie zabiło. Nie mogłam tam dłużej zostać. Nie widział mnie, więc szybko wybiegłam z klubu. Byłam pijana, ale przez to co zobaczyłam, odzyskałam zdrowy rozsądek i zamówiłam taksówkę.
Wróciłam do pokoju i nadal nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Było nam tak dobrze, a on... tak po prostu mnie zdradził.
Po chwili z rozmyślań wytrącił mnie telefon. Dostałam sms, znowu od nieznajomego. Spojrzałam na wyświetlacz i po moich policzkach spłynęły zły. "Jednak nie jest taki idealny nie?". te słowa chodziły mi po głowie. Skąd ta osoba miała mój numer? Dlaczego chciała bym to zobaczyła? To wszystko dzieje się za szybko.. ja.. nie mogę tu dłużej zostać. To za bardzo boli..
Spakowałam swoje rzeczy i przeniosłam się do Lisy. Jutro z nią porozmawiam i coś wymyśle. Nie może się nikt o tym dowiedzieć. Nie mogę.. nie teraz...
Przez całą noc płakałam, a mój telefon nie przestawał dzwonić. Raz dzwonił Justin, potem Michael, nawet Lisa i Selena dzwoniły kilka razy. Nie odbierałam. Napisałam smsa, że wszystko jest w porządku i że wróciłam do pokoju, więc przestali dzwonić. Gdy usłyszałam, że do pokoju wchodzi Lisa, próbowałam stłumić płacz i udawać, że śpię. Na szczęście była tak pijana, że razem z Michaelem położyli się od razu spać.
(Oczami Justina)
-Co ty robisz?-spytałem i odciągnąłem od siebie brunetkę
-Nic, wykonuje swoje zadanie..-odpowiedziała, a ja nie rozumiałem o co jej chodzi.
-Nie dotykaj mnie.!-podniosłem lekko głos, gdy próbowała znów się do mnie dobrać.
Musiałem znaleźć Meg. Chciałem wyjść, ta impreza robiła się coraz dziwniejsza i nie miałem zamiaru zostawać tu dłużej.
Nigdzie jej nie było, byłem pijany i nie mogłem już złapać równowagi. Usiadłem na wysokim krześle przy barze, a zaraz do mnie dołączyła Lisa
-Widziałaś Megan?-spytałem
-Pojechała do pokoju, chyba źle się poczuła.-powiedziała Lisa, a ja tylko przytaknąłem i chciałem odejść, ale mnie zatrzymała -Gdzie idziesz?
-Do pokoju, do Meg.
-Poczekaj, jedziemy z tobą.-powiedziała i machnęłam ręką, by zawołać Selene i Michaela, którzy właśnie ze sobą tańczyli.
Wróciliśmy do szkoły, a ja ledwo żywy jakoś doszedłem do drzwi i wszedłem do środka.
Było ciemno, myślałem, że Meg już śpi, ale gdy zapaliłem światło jej nie było. Przestraszyłem się, bo nie było nawet jej rzeczy w szafach. Coś musiało się stać. Ale co? Dlaczego jej tutaj nie ma? Czyżby widziała mnie z tą dziewczyną? Ale gdzie ona teraz jest?
Biłem się z myślami, a gdy usiadłem na łóżku, po prostu odpłynąłem.
******************
(oczami Megan)
-Megan?-usłyszałam głos Lisy, ale byłam jeszcze śpiąca, więc nie otworzyłam oczu- Megan!-powiedziała trochę głośniej i mną potrząsnęła
-Co?-wymamrotałam
-Co ty tutaj robisz?-spytała, a ja gwałtownie otworzyłam oczy.
-Ja... umm...wróciłam do pokoju..., przeszkadzam?-spytałam modląc się, by nie pytała o nic
-Nie, oczywiście, że nie, ale co się stało?-wiedziałam, że kiedyś spyta, ale nie chciałam jej mówić.-Płakałaś?-spytała wycierając ręką moje policzki
-Um... musiało mi się coś śnić, to dlatego..-skłamałam.
-Aha, ale dlaczego wróciłaś?-spytała
-Stęskniłam się... po drugie pokłóciłam się z Justinem i nie mogłam tam zostać.-po części to była prawda, tylko, że on nie wiedział, że jestem na niego zła i dlaczego.
-Aha...-widziałam, że nie uwierzyła, ale nie pytała dalej.-Spoko, możesz zostać ile tylko zechcesz.-powiedziała i weszła do łazienki trzaskając drzwiami
-Co się dzieje?-wymamrotał Michael.
-Nic, śpij-powiedziałam powstrzymując się od śmiechu.
*****************
Nie poszliśmy na zajęcia, bo wciąż byliśmy lekko pijani. Nie wiem jak Selena i Justin, bo oni chyba musieli wstać. My przesiedzieliśmy pół dnia w pokoju śmiejąc się i oglądając filmy.
Wciąż pamiętałam jak mnie zranił, ale nie chciałam nic pokazać Lisie i Michaelowi.
-Meg!-zaczęła mi machać ręką przed oczami
-hm?-spytałam wyrywając się z rozmyśleń.
-Co się dzieje?-spytała opierając się o ramie swojego chłopaka
-Nic.-odpowiedziałam i znów zaczęłam rozmyślać.
-Przecież widzimy.-powiedział blondyn
-Nic się nie dzieje.-uśmiechnęłam się lekko próbując wszystko zatuszować
-Mów.-powiedziała Lisa
-Jesteście niemożliwi.-wstałam i weszłam do łazienki.
Najchętniej zostałabym tam na cały dzień, tak by ominąć pytań przyjaciół. To bolało i nie chciałam ich martwić moimi problemami.
Przemyłam twarz i wytarłam ręcznikiem, gdy chciałam wyjść usłyszałam głos Justina
-Jest Meg?-spytał cicho
-Tak, w łazience.-powiedziała Lisa, słyszałam jak podchodzi do drzwi, więc szybko je zakluczyłam, a on zaczął delikatnie pukać
-Meg! Meg, skarbie! Wiem, że tam jesteś!-przerwał uderzając lekko w drzwi- Przoszę, porozmawiajmy.-powiedział, a ja usiadłam na ziemi
-Odejdź.-krzyknęłam, a po moich policzkach spłynęły łzy
-Skarbie..
-Nie mów tak do mnie! Idź sobie! Zostaw mnie w spokoju!-krzyknęłam i wybuchnęłam jeszcze większym płaczem
-Daj mi wytłumaczyć.-Czyżby on wiedział? Ale skąd? Przecież mnie nie widział, a ja nikomu nie mówiłam.-Wiem, że widziałaś coś na imprezie.., ale to nie tak.-zaczął tłumaczyć, a ja gwałtownie wstałam patrząc w lustro i wycierając moje policzki ręcznikiem
-Nie chce tego słuchać! Odejdź i zostaw mnie w spokoju!-krzyknęłam.
-Justin, ona nie chce z tobą rozmawiać.-powiedziała Lisa
-Ale.. ja muszę jej wytłumaczyć...-powiedział stanowczo
-Ale ona nie chce... daj jej spokój! Jak będzie chciała wyjaśnień to przyjdzie.-powiedział Michael.
-Ona musi wiedzieć prawdę. To nie to co ona myśli. Ja... ja wszystko schrzaniłem..-powiedział łamiącym się głosem
-Justin, lepiej żebyś już poszedł, ona potrzebuje teraz samotności.-powiedziała Lisa
-Ja tego tak nie zostawię, wrócę.-powiedział i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami
Po kilku minutach uspokoiłam się i wróciłam do przyjaciół. Patrzeli, ale nic nie mówili. Wiedzieli, że nie chce o tym rozmawiać, a wszystko czego potrzebuje to spokoju.
Michael wyszedł, a Lisa usiadła koło mnie na łóżku i mocno mnie przytuliła
-Wszystko będzie dobrze.-powiedziała i przytuliła mnie mocniej- Nie martw się.
-Ja... ja mam dość!-wybuchnęłam płaczem i odwzajemniłam uścisk.-On mnie zranił i to bardzo. Nigdy mu tego nie wybaczę!-powiedziałam, a ona tylko mnie tuliła.
Siedziałyśmy tak może kilka minut albo godzinę, nie wiem... jak dla mnie czas się zatrzymał i nic tylko myślałam o Justinie. Był dla mnie wszystkim, a teraz to wszystko pękło.
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
**********************************************************************
Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, ale pisałam na szybkiego. Jestem już zmęczona, a jutro szkoła.
wtorek, 23 kwietnia 2013
Rozdział 28
KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ
(Oczami Megan)
Obudziłam się jak zwykle w łóżku Justina. Miło i przytulnie... to słowa, które mogą opisać teraźniejsze odczucia. Z moją nogą już lepiej, ściągnęli mi gips i pozwolili wrócić na parkiet. Tego mi było trzeba - tańca.
Ostatnio w moim związku się poprawiło, ja i Justin miewamy gorsze dni, ale więcej jest tych dobrych.
Pogodziłam się nawet z Seleną. Powiedzieliśmy jej o nas i obiecała, że nikomu nie powie oraz przeprosiła za jej wcześniejsze zachowanie. Nie winie jej za nic, bo nie wiedziała o nas i myślała, że Justin jest wolny.
Teraz dogadujemy się jak przyjaciółki. Spotykamy się na kawie, chodzimy na zakupy i pomagamy sobie nawzajem. Moje życie w końcu nabrało sensu.
-Dzień dobry..- wyszeptał mi do ucha.Uwielbiałam budzić się słysząc jego głos.
-Heeej...-przeciągnęłam i złączyłam nasze usta
-Czas wstawać...-powiedział głośniej i pocałował mnie w policzek.
-Musimy?-spytałam leniwie.
-Taakk..-odpowiedział i objął mnie w talii.-Ja muszę iść prowadzić trening, a ty musisz iść się uczyć.-dokończył.
-O, właśnie! Trening, wstajemy!-powiedziałam entuzjastycznie wstając z łóżka.
-A tobie co się nagle stało?-spytał zdziwiony.-Przed chwilą nie chciałaś się ruszyć.
-No tak, ale przypomniałeś mi, że moja noga jest już zdrowa i w końcu mogę iść tańczyć.-powiedziałam klaskając w ręce.
-A no tak, zapomniałem, że to już dziś.-powiedział jakby w ogóle go to nie obchodziło.
-Nie cieszysz się ze mną?-spytałam siadając mu na kolanach.
-Cieszę się, ale teraz nie będę mógł spędzać z tobą każdej chwili, bo znając ciebie będziesz chciała tańczyć i tańczyć.-powiedział przewracając oczami.
-A dziwisz się? Gniłam w tym pokoju z nogą w gipsie,nic nie robiąc, a teraz mam okazje to nadrobić.-powiedziałam i dałam mu buziaka.
-Hhhhyy... jakoś to przeżyje..-westchnął głośno i jeszcze raz złączył nasze usta.
-A teraz wstajemy i idziemy.-powiedziałam i ruszyłam w stronę łazienki.
Wzięłam szybki prysznic i owinęłam się szczelnie ręcznikiem, a drugim wytarłam włosy.
Przeczesałam je kilka razy szczotką i wysuszyłam, po czym je tylko ułożyłam. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Justin leżał jeszcze i chyba przysypiał, więc rzuciłam go z poduszki leżącej na ziemi.
-Ał! Za co to?-powiedział zaspany
-Wstawaj.-krzyknęłam, a on leniwie zszedł z łóżka i poszedł do łazienki.
Ja w tym czasie wyciągnęłam kilka ciuchów i szybko się ubrałam. Spakowałam rzeczy do torby i założyłam buty. Justin przyszykowany wyszedł z łazienki i przyciągnął mnie do siebie złączając kolejny raz dzisiaj nasze usta.
-Dosyć całowania, więcej tańczenia.-powiedziałam popychając go na drzwi.
-Ale..
-Żadnych "ale", Bieber. Czas na zajęcia.-przerwałam i wyszliśmy z pokoju.
Zakluczyłam drzwi i ruszyliśmy w stronę sali. Oczywiście musieliśmy iść osobno, bo inni jeszcze nie wiedzieli o nas i najlepiej żeby tak zostało.Przed wejściem do szatni uśmiechnęłam się do Justina i pomachałam mu na pożegnanie. Odwzajemnił uśmiech i dodał jeszcze całusa na odległość.
-Hej Selena.-powiedziałam wchodząc do sali.
-Siemka, gotowa na pierwsze zajęcia.-powiedziała uśmiechnięta.
-Pewnie.-odpowiedziałam i szybko się przebrałam.
***********************
Po zajęciach poszłam coś zjeść. Stołówka była pełna, ale w oddali zobaczyłam Lise i Michaela siedzących przy jednym stoliku. Podeszłam do nich i uśmiechnęłam się.
-Hej gołąbki.-powiedziałam.
-Siemka, siadaj.-powiedział Michael.
-Hej.-odpowiedziała mniej entuzjastycznie Lisa.
-Coś się stało?-spytałam zdezorientowana
-Nie nic, tylko... stęskniłam się.-powiedziała dosyć smutno.
-Przepraszam, że tak dawno nie rozmawiałyśmy, ale próby, Justin, Selena...
-Rozumiem.-odpowiedziała szybko.
-No to dziewczyny..-przerwał naszą rozmowę Michael.-Dzisiaj jest impreza w knajpie, tu niedaleko, idziemy?-spytał.
-Pewnie.-odpowiedziała Lisa.
-Jasne.-dodałam
-To o 19 przy recepcji. Okej?-spytał Michael.
-Okej, będę. A teraz przepraszam, ale muszę wracać na zajęcia.-odpowiedziałam i kończąc jeść kanapkę odeszłam od stołu.
Kolejne zajęcia minęły mi bardzo szybko i od razu po przebraniu się pobiegłam do pokoju Justina.
Nie mieszkałam już z Lisom, ale czasem się widywałyśmy. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Zaczęłam wertować po moich ciuchach szukając czego na imprezę i po chwili to znalazłam. Krótke jeansowe spodenki i fioletowa bluzka, która odsłaniała mi brzuch, do tego moje czarne tenisówki i byłam gotowa. Przebrałam się i zaczęłam się malować.
Nagle do pokoju wszedł Justin
-Cześć kochanie.-powiedział podchodząc i całując mnie w głowę.
-Cześć..-powiedziałam malując delikatnie oczy
-Idziesz gdzieś?-spytał przyglądając się mojemu stroju.
-Na dyskotekę z Michaelem i Lisą.-powiedziałam
-Aaa... zapomniałem, mnie też zaprosili, Selene chyba też.-spojrzałam się na niego pytającym wzrokiem
-Co im nagle odbiło?-zastanawiałam się na głos.
-Nie wiem, a może chcą spędzić z nami trochę więcej czasu?-powiedział wchodząc do łazienki.
W sumie mało spędzałam z nimi czasu, większość moich wolnych chwil spędzałam albo z Justinem, albo z Seleną. Wiele się ostatnio zmieniło i zaprzyjaźniłam się z nią, ale Lisę też lubię i nie powinnam jej tak opuszczać.
***********************************
Strasznie głośna muzyka leciała w tym klubie, ludzie nawet na zewnątrz dobrze się bawili.
Weszliśmy do środka i podeszliśmy do baru. Zamówiliśmy kilka drinków, po czym zaczęliśmy tańczyć. Wszyscy się dobrze bawili, nawet Justin. Nikt go w tym tłumie i hałasie nie rozpoznał, a w środku było dosyć ciemno. Brakowało mi takiego spotkania z przyjaciółmi.
Robiło się coraz później, a my byliśmy coraz bardziej pijani.
Nagle dostałam sms od... nieznany. "Mam dla ciebie niespodziankę, choć! Koło toalet". Rozejrzałam się wokół zastanawiając się czy to nie jakiś żart. Szczerze mówić przeszedł mnie lekki dreszcz i nie wiedziałam czy pójść. Jednak chciałam dowidzieć się o co dokładnie chodzi, więc poszłam na wskazane miejsce.
-Justin..?-wyszeptałam do siebie ze łzami w oczach.
________________________________________________________________________
NO I JEST KOLEJNY! Przepraszam za wszystkie błędy, ale zawsze gdy piszę to opowiadanie jest późno i jestem zmęczona, ale wtedy mam największą wenę do pisania. Dziękuję za komentarze! To naprawdę pomaga mi w dalszym pisaniu. To motywuje do dalszej pracy, więc proszę o więcej,!! <3
(Oczami Megan)
Obudziłam się jak zwykle w łóżku Justina. Miło i przytulnie... to słowa, które mogą opisać teraźniejsze odczucia. Z moją nogą już lepiej, ściągnęli mi gips i pozwolili wrócić na parkiet. Tego mi było trzeba - tańca.
Ostatnio w moim związku się poprawiło, ja i Justin miewamy gorsze dni, ale więcej jest tych dobrych.
Pogodziłam się nawet z Seleną. Powiedzieliśmy jej o nas i obiecała, że nikomu nie powie oraz przeprosiła za jej wcześniejsze zachowanie. Nie winie jej za nic, bo nie wiedziała o nas i myślała, że Justin jest wolny.
Teraz dogadujemy się jak przyjaciółki. Spotykamy się na kawie, chodzimy na zakupy i pomagamy sobie nawzajem. Moje życie w końcu nabrało sensu.
-Dzień dobry..- wyszeptał mi do ucha.Uwielbiałam budzić się słysząc jego głos.
-Heeej...-przeciągnęłam i złączyłam nasze usta
-Czas wstawać...-powiedział głośniej i pocałował mnie w policzek.
-Musimy?-spytałam leniwie.
-Taakk..-odpowiedział i objął mnie w talii.-Ja muszę iść prowadzić trening, a ty musisz iść się uczyć.-dokończył.
-O, właśnie! Trening, wstajemy!-powiedziałam entuzjastycznie wstając z łóżka.
-A tobie co się nagle stało?-spytał zdziwiony.-Przed chwilą nie chciałaś się ruszyć.
-No tak, ale przypomniałeś mi, że moja noga jest już zdrowa i w końcu mogę iść tańczyć.-powiedziałam klaskając w ręce.
-A no tak, zapomniałem, że to już dziś.-powiedział jakby w ogóle go to nie obchodziło.
-Nie cieszysz się ze mną?-spytałam siadając mu na kolanach.
-Cieszę się, ale teraz nie będę mógł spędzać z tobą każdej chwili, bo znając ciebie będziesz chciała tańczyć i tańczyć.-powiedział przewracając oczami.
-A dziwisz się? Gniłam w tym pokoju z nogą w gipsie,nic nie robiąc, a teraz mam okazje to nadrobić.-powiedziałam i dałam mu buziaka.
-Hhhhyy... jakoś to przeżyje..-westchnął głośno i jeszcze raz złączył nasze usta.
-A teraz wstajemy i idziemy.-powiedziałam i ruszyłam w stronę łazienki.
Wzięłam szybki prysznic i owinęłam się szczelnie ręcznikiem, a drugim wytarłam włosy.
Przeczesałam je kilka razy szczotką i wysuszyłam, po czym je tylko ułożyłam. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Justin leżał jeszcze i chyba przysypiał, więc rzuciłam go z poduszki leżącej na ziemi.
-Ał! Za co to?-powiedział zaspany
-Wstawaj.-krzyknęłam, a on leniwie zszedł z łóżka i poszedł do łazienki.
Ja w tym czasie wyciągnęłam kilka ciuchów i szybko się ubrałam. Spakowałam rzeczy do torby i założyłam buty. Justin przyszykowany wyszedł z łazienki i przyciągnął mnie do siebie złączając kolejny raz dzisiaj nasze usta.
-Dosyć całowania, więcej tańczenia.-powiedziałam popychając go na drzwi.
-Ale..
-Żadnych "ale", Bieber. Czas na zajęcia.-przerwałam i wyszliśmy z pokoju.
Zakluczyłam drzwi i ruszyliśmy w stronę sali. Oczywiście musieliśmy iść osobno, bo inni jeszcze nie wiedzieli o nas i najlepiej żeby tak zostało.Przed wejściem do szatni uśmiechnęłam się do Justina i pomachałam mu na pożegnanie. Odwzajemnił uśmiech i dodał jeszcze całusa na odległość.
-Hej Selena.-powiedziałam wchodząc do sali.
-Siemka, gotowa na pierwsze zajęcia.-powiedziała uśmiechnięta.
-Pewnie.-odpowiedziałam i szybko się przebrałam.
***********************
Po zajęciach poszłam coś zjeść. Stołówka była pełna, ale w oddali zobaczyłam Lise i Michaela siedzących przy jednym stoliku. Podeszłam do nich i uśmiechnęłam się.
-Hej gołąbki.-powiedziałam.
-Siemka, siadaj.-powiedział Michael.
-Hej.-odpowiedziała mniej entuzjastycznie Lisa.
-Coś się stało?-spytałam zdezorientowana
-Nie nic, tylko... stęskniłam się.-powiedziała dosyć smutno.
-Przepraszam, że tak dawno nie rozmawiałyśmy, ale próby, Justin, Selena...
-Rozumiem.-odpowiedziała szybko.
-No to dziewczyny..-przerwał naszą rozmowę Michael.-Dzisiaj jest impreza w knajpie, tu niedaleko, idziemy?-spytał.
-Pewnie.-odpowiedziała Lisa.
-Jasne.-dodałam
-To o 19 przy recepcji. Okej?-spytał Michael.
-Okej, będę. A teraz przepraszam, ale muszę wracać na zajęcia.-odpowiedziałam i kończąc jeść kanapkę odeszłam od stołu.
Kolejne zajęcia minęły mi bardzo szybko i od razu po przebraniu się pobiegłam do pokoju Justina.
Nie mieszkałam już z Lisom, ale czasem się widywałyśmy. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Zaczęłam wertować po moich ciuchach szukając czego na imprezę i po chwili to znalazłam. Krótke jeansowe spodenki i fioletowa bluzka, która odsłaniała mi brzuch, do tego moje czarne tenisówki i byłam gotowa. Przebrałam się i zaczęłam się malować.
Nagle do pokoju wszedł Justin
-Cześć kochanie.-powiedział podchodząc i całując mnie w głowę.
-Cześć..-powiedziałam malując delikatnie oczy
-Idziesz gdzieś?-spytał przyglądając się mojemu stroju.
-Na dyskotekę z Michaelem i Lisą.-powiedziałam
-Aaa... zapomniałem, mnie też zaprosili, Selene chyba też.-spojrzałam się na niego pytającym wzrokiem
-Co im nagle odbiło?-zastanawiałam się na głos.
-Nie wiem, a może chcą spędzić z nami trochę więcej czasu?-powiedział wchodząc do łazienki.
W sumie mało spędzałam z nimi czasu, większość moich wolnych chwil spędzałam albo z Justinem, albo z Seleną. Wiele się ostatnio zmieniło i zaprzyjaźniłam się z nią, ale Lisę też lubię i nie powinnam jej tak opuszczać.
***********************************
Strasznie głośna muzyka leciała w tym klubie, ludzie nawet na zewnątrz dobrze się bawili.
Weszliśmy do środka i podeszliśmy do baru. Zamówiliśmy kilka drinków, po czym zaczęliśmy tańczyć. Wszyscy się dobrze bawili, nawet Justin. Nikt go w tym tłumie i hałasie nie rozpoznał, a w środku było dosyć ciemno. Brakowało mi takiego spotkania z przyjaciółmi.
Robiło się coraz później, a my byliśmy coraz bardziej pijani.
Nagle dostałam sms od... nieznany. "Mam dla ciebie niespodziankę, choć! Koło toalet". Rozejrzałam się wokół zastanawiając się czy to nie jakiś żart. Szczerze mówić przeszedł mnie lekki dreszcz i nie wiedziałam czy pójść. Jednak chciałam dowidzieć się o co dokładnie chodzi, więc poszłam na wskazane miejsce.
-Justin..?-wyszeptałam do siebie ze łzami w oczach.
________________________________________________________________________
NO I JEST KOLEJNY! Przepraszam za wszystkie błędy, ale zawsze gdy piszę to opowiadanie jest późno i jestem zmęczona, ale wtedy mam największą wenę do pisania. Dziękuję za komentarze! To naprawdę pomaga mi w dalszym pisaniu. To motywuje do dalszej pracy, więc proszę o więcej,!! <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)