Translate

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 40

     (oczami Megan)
   Byłam wykończona, nie chciało mi się nawet otworzyć oczu, ale usłyszałam szlochanie i delikatnie je otworzyłam. Jasne światło od razu mnie zaatakowało, więc zaczęłam niekontrolowanie mrużyć oczy.
Spojrzałam w dół i zobaczyłam Justina. Miał głowę schowaną w dłoniach i.... i chyba płakał.
-J-Justin?-wymamrotałam, a on spojrzał na mnie rozszerzając swoje teraz czerwone od płaczu oczy i wytarł łzę spływającą po policzku.-Gdzie ja jestem?-spytałam, a on spuścił głowę.
-W szpitalu.-wymamrotał cicho.-Straciłaś przytomność, a ja nie wiedziałem co zrobić, więc zadzwoniłem po pomoc.-dodał.
  W tym momencie do pokoju wszedł lekarz.
-Witam panno Flower.-powiedział zaglądając do notesu
-Ummm...dzień dobry.-powiedziałam-Kiedy będę mogła stąd wyjść?-spytałam szybko.
-Dzisiaj.-powiedział spoglądając na mnie z uśmiechem.-Ale...-powiedział, a moja mina zrzedła.-Musi pani odpoczywać. Było blisko, a straciłaby pani dziecko.-moje serce zaczęło bić mocnej.-A pan jest?-spytał patrząc na Justina.
-Justin...Justin Bieber.-powiedział podając lekarzowi rękę.
-Witam. Jest pan ojcem, chłopakiem, przyjacielem?-spytał podnosząc brwi.
-Przyjacielem.-wtrąciłam, gdy Justin chciał coś powiedzieć. Przecież nie był jeszcze moim chłopakiem.-Ale jest również ojcem dziecka.-dodałam po chwili ciszy, a na twarzy szatyna pojawił się uśmiech.
-Cóż...tak więc pójdziemy zrobić jeszcze jedne badania i będzie pani wolna.-powiedział zamykając moją kartę i dał nam szczery uśmiech.
-Dziękuje panie doktorze.-powiedziałam z ulgą.
-Nie ma za co. Ale proszę pamiętać o odpoczynku. Ostatnio musiała być pani pod dużym stresem, skoro wywołało to utratę przytomności.-powiedział z podejrzliwym spojrzeniem.
-Tak, miałam dużo na głowie, ale postaram się to zmienić.-powiedziałam, a on znów się uśmiechnął i pożegnał się z nami.
  Gdy wyszedł Justin usiadł obok mojego łóżka i wpatrywał się we mnie jak w obrazek, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Co?-spytałam zdezorientowana.
-Nic.-powiedział, a ja wywróciłam oczami.-Po prostu nie mogę uwierzyć, że będę tatą. To dla mnie wiele znaczy, tym bardziej, że będę je miał z tobą.-powiedział, a ja poczułam jak moje policzki robią się czerwone.
- Ja też się cieszę, że będę mamą. To duża odpowiedzialność, ale dam radę.-powiedziałam opuszczając głowę.
-Chciałaś powiedzieć "damy radę"-poprawił mnie, a ja się lekko uśmiechnęłam.
*************************************
Wracaliśmy do domu, droga minęła w ciszy. Chciałam tylko położyć się w łóżku i odpocząć. Nie wiem czemu, przecież spałam kilka naście dobrych godzin, ale nadal czułam się senna.
  Gdy Justin podjechał pod mój dom, wokół było kilku reporterów, którzy zaczęli robić nam zdjęcia.
-Justin?-spytałam przestraszona.
-Przepraszam-powiedział i wyszedł z auta. Obszedł go dookoła i otworzył mi drzwi. Złapałam go za rękę i wysiadłam.
-Justin, to twoja dziewczyna?
-Justin, czy ona jest w ciąży?
-Czy to twoje dziecko?
-Kim ona jest?
-Dlaczego wróciłeś?
-Bez komentarzy-powiedział szybko i otworzył drzwi od domu. Weszłam pierwsza, a szatyn tuż za mną.
  Nadal byłam wstrząśnięta. Co to właśnie było? Skąd oni wiedzieli, gdzie mieszkam? Dlaczego zadawali te pytania

(oczami Justina)
   Cholerni paparazzi. Nigdy nie dadzą mi spokoju. Naraziłem Meg na niepotrzebny stres. To wszystko moja wina.
-Przepraszam.-powiedziałem. Była przestraszona i zdziwiona. Nie wiedziała o co chodzi i dlaczego to się stało. Wyglądała jakby przed chwilą zobaczyła ducha.
-Skąd oni...
-Oni mnie wszędzie znajdą. Nigdy nie dadzą mi spokoju. Przepraszam, że cię w to wciągnąłem. To moja wina.-przerwałem jej. Byłem wściekły na siebie. Ona nie powinna przez to przechodzić, nie w tym stanie. Kocham ją, a teraz na pewno nie będzie chciała ze mną być. To dla niej zbyt wiele.
-Nie szkodzi...-wydukała, a ja spojrzałem na nią zdziwiony.-To nie twoja wina, takie już twoje życie, a to co oni robią to ich praca. Rozumiem to.-wytłumaczyła, a ja odetchnąłem z ulgą.
-Naprawdę jest mi przykro. Oni.... ty nie powinnaś przez to przechodzić.-powiedziałem. Chciałem by zrozumiała. Widziałem w jej oczach niepewność w tym co mówi i wiedziałem, że była przestraszona.
-Wiem, ale...nie zniosę kolejnej rozłąki. Chce żebyś ze mną został. Chcę byś był przy mnie gdy dziecko się urodzi i gdy będę cię potrzebować.-powiedziała opuszczając głowę. Moje serce zaczęło bić mocniej. Czy ona właśnie...? To było..? Nie wiedziałem co powiedzieć. Byłem szczęśliwy, że to powiedziała. Teraz wiedziałem, że mam szanse by to wszystko naprawić.
 Podszedłem do niej i podniosłem jej brodę tak by na mnie spojrzała.
-Kocham cię. Obiecuję, że wszystko naprawię i będę przy tobie. -powiedziałem, po czym się nachyliłem. Dzieliły nas już tylko centymetry. Chciałem być z nią. Chciałem znów poczuć jej miłość. Była dla mnie wszystkim. Delikatnie musnąłem jej usta, przez co ona zadrżała. Uśmiechnąłem się na myśl, że tak na nią działam.-Kocham cię -powtórzyłem w jej usta. Pocałowałem ją. Nie walczyła ze mną, wręcz przeciwnie, odwzajemniła pocałunek. Nasze języki walczyły teraz o dominację. To było coś niesamowitego. Chciałem by ta chwila trwała wiecznie.
Po chwili jednak oderwaliśmy się od siebie, łapiąc powietrze. Nasze klatki piersiowe unosiły się w górę i w dół, a oddechy były nierówne. Spojrzałem w jej oczy, a ona delikatnie się uśmiechnęła
-Też cię kocham.-powiedziała.....

4 komentarze: