Translate

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 41

      (kilka tygodni później...oczami Megan)
        Tak, to prawda, wytłumaczyliśmy sobie z Justinem wszystko i staramy się poukładać nasze życie.
On znów zaczął koncertować, ale dzwoni codziennie i wypytuje o płeć dziecka. Nie mam zamiaru zdradzać mu tej informacji. Chce by miał niespodziankę, a znając Justina ucieszy się widząc nasze maleństwo.
Już mam wyznaczony termin porodu, więc tak jak brązowooki jestem podekscytowana.
Dziś są święta Bożego Narodzenia. Przyjdą do mnie wszyscy...Marco, Selena, Sam, Lucas, Tara jak i również Lisa. Pogodziłyśmy się, ale jeszcze jej nie wybaczyłam. Pomaga mi czasem, a po za tym spotykamy się czasami.
-Skarbie...przepraszam, że tak wyszło.-powiedział smutno Justin. Rozmawiałam właśnie z nim przez telefon. Mówi mi, że nie może przyjechać na święta, bo wypadło mu jedno spotkanie. Jestem wściekła i gdybym mogła udusiłabym go.
-Justin! Ale obiecałeś.-powiedziałam siadając na kanapie.
-Wiem, przepraszam, ale nie dam rady dzisiaj wrócić.
-Czy zawsze już tak będzie? -spytałam poirytowana
-Ale jak?
-Tak! Wyjeżdżasz i nawet nie możesz przyjechać na wspólne spędzenie czasu z przyjaciółmi i rodziną. A jak nie będziesz mógł przyjechać jak będę rodzić?
-Skarbie, nawet tak nie mów... zrobię wszystko by być przy tym jak nasze dziecko przyjdzie na świat.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
-Wiem, ale...
-Skarbie, przepraszam, ale muszę kończyć. Kocham cię i nie martw się. Zadzwonię jak tylko będę mógł. Papa.
   Nawet nie zdążyłam odpowiedzieć, a on się rozłączył. Byłam lekko mówiąc wściekła. Miałam ochotę coś rozwalić, a dodatkowo zaczął boleć mnie brzuch.
-Cii.... nie wierć się proszę...-mówiłam do siebie, głaszcząc swój brzuch.
-Wszystko w porządku?-spytał Marco wchodząc do pokoju.
-Tak, ale dziecko lubi się kręcić.-powiedziałam zaciskając zęby.
-Tylko mi tu nie ródź....-powiedział żartobliwie, a ja przewróciłam oczami.
-Postaram się.-powiedziałam, a on się zaśmiał.
**************WIECZÓR*****************
-Wszystko gotowe?-spytałam wychylając się z pokoju. Nie pozwolili mi pomóc. Kazali siedzieć w pokoju i odpoczywać. Byłam niecierpliwa i uparta, więc co chwila pytałam lub sprawdzałam czy wszystko zrobione.
-Tak, odpoczywaj.-odpowiedziała Tara i wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.
-Otworze!-krzyknęłam i szybko podeszłam do drzwi. Gdy je otworzyłam przede mną było pełno pudełek z prezentami i nie widziałam, kto to może być.-Yyy...kto tam?-spytałam, a ten ktoś po prostu wszedł i położył pudełka na ziemi. Gdy się poniósł moje oczy się rozszerzyły.
-Tęskniłaś?-spytał szatyn i otworzył przede mną ramiona.
-Justin!!-krzyknęłam i wtuliłam się w chłopaka.-Ale...miałeś nie wrócić.-powiedziałam zdziwiona
-Nie cieszysz się, że jestem?-spytał, a ja obdarowałam go namiętnym pocałunkiem.
-Pewnie, że się cieszę.-powiedziałam i zaprosiłam go do środka. Zaraz za nim weszła Pattie, Jaxon, Jazmyn oraz Jeremy. Przywitałam się z nimi i zaprowadziłam do głównego pokoju. Zdziwiło mnie to, że chłopaki naszykowali tyle miejsc. Czyżby wiedzieli o wszystkim? Spojrzałam znacząco na Sama, a on wzruszył ramionami i się uśmiechnął.
 
 Po modlitwie, każdy usiadł na swoje miejsce. Justin jak zwykle wygłupiał się jeszcze z rodzeństwem, na co się zaśmiałam, bo wyglądał uroczo i nie mogłam się doczekać, aż zobaczę go z naszym dzieckiem.
  Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam coś niesamowitego. Teraz wiedziałam, że mam najwspanialszą rodzinę na świecie. Żałuję tylko, że nie ma tutaj pani Rose. Jednak wiem, że patrzy na mnie z góry i cieszy się z mojego szczęścia. To dla mnie ważne by mieć przy sobie swoich bliskich.
-O czym myślisz kochanie?-wyszeptał Justin do mojego ucha
-O wszystkim. O nas, o nich-pokazałam na gości-o naszej przyszłości.-spojrzałam na Justina-Jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi.-dodałam i dałam mu buziaka
-A ja najszczęśliwszym facetem na ziemi.-powiedział i oboje się zaśmialiśmy. -Kocham cię.-dodał
-Ja ciebie też.
*************
Po kolacji zaprowadziliśmy dzieci do innych pokoi, a w tym czasie chłopaki rozstawili prezenty.
Po kilku minutach wróciliśmy, a maluchy zaczęły krzyczeć. Były takie szczęśliwe.
Otwierały po kolei każdy prezent, ciesząc się za każdym razem jeszcze bardziej.
Ja, jak i reszta również dostaliśmy prezenty, dzięki czemu miło spędziliśmy czas.
Pod wieczór wszyscy rozeszli się do domów,  ale Justin został ze mną.
Wtuliłam się w niego i oboje zasnęliśmy.....
_________________________________________________________
Mamy kolejny.....
Mam dobrą i złą wiadomość.
Najpierw zła...: Zostało mi jeszcze jakieś....3, 4 rozdziały i kończę to opowiadanie :/ Wiem, że go kochacie, ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy, a po za tym mam jeszcze inne opowiadania :D
Dobra wiadomość jest taka, że...: Jak już mówiłam mam nowe opowiadanie. Everything and nothing more :D
 oraz rozdziały będą dodawane częściej przy każdym opowiadaniu. :D
KOMENTUJCIE!!

2 komentarze: