Obudziłam się dość wcześnie, bo o 6 i nie mogłam zasnąć. Cieszę się, że to już piątek, przynajmniej w sobotę się wyśpię. Szybko poszłam do łazienki przemyć twarzy i przebrać, a potem jeszcze chwilę posiedziałam na łóżku. Nudziło mi się strasznie, więc zaczęłam dokuczać Lisie.
-Wstawaj!-krzyknęłam i rzuciłam ją poduszką
-Daj mi spokój! Idź sobie!-powiedziała i zasłoniła twarz kołdrą.
-Nudzi mi się!-powiedziałam i usiadłam koło niej.
-Nic ci na to nie poradzę. Idź do Justina.-powiedziała żartobliwie.
-Ha, ha, ha... bardzo śmieszne. -powiedziałam, złapałam za torbą i wyszłam.
Powoli szłam korytarzem z opuszczoną głową. Było ciszo i zaczęłam sobie nucić wczorajszą piosenkę Justina. Nagle uderzyłam w kogoś i upadłam. To był on, wysoki, szatyn o brązowych oczach. Wpatrywał się we mnie i uśmiechał.
-Może mi pomożesz?-spytałam wrednie i wyciągnęłam rękę.
-Yyy, tak, jasne.-otrząsnął się i mi pomógł.- Co ty tutaj robisz tak wcześnie?
-Nie mogłam spać, więc szybko się przebrałam i teraz chodzę bez sensu po korytarzu.
-A po co ci ta torba?-spytał zdziwiony
-Na zajęcia.-odpowiedziałam
-Ale..., dzisiaj nie ma zajęć. Jest zebranie trenerów.
-Uhh..., to co ja będę robić przez cały dzień?-spytałam ze złością.
-Choć ze mną.-powiedział i podał mi rękę.
-Ale ty masz zebranie.
-Oj... nawet nie zobaczą, że mnie nie ma. Oni najchętniej to by się mnie pozbyli.-powiedział i złapał mnie za rękę.
-No i jeszcze się narażasz?-spytałam z uśmiechem
-Jak mnie wyrzucą to nie będę musiał widywać się z tobą po kryjomu.-powiedział i puścił mi oczko.
-Hahah..., jaki pewny siebie.., a skąd wiesz, że ja będę chciała się z tobą spotykać?-spytałam żartobliwie i szłam za szatynem.
-A nie chciałabyś?-zatrzymał się i przestraszony spytał
-Hyymm.. musiałabym się zastanowić.-powiedziałam i poszłam przodem.
Justin chwilę stał, ale zaraz się odwrócił i mnie dogonił.
-To gdzie idziemy?-spytałam
-Pokarzę ci najlepsze miejsca tego pięknego miasta.
Złapał mnie za rękę i zbiegliśmy po schodach. Koło recepcji rozejrzeliśmy czy nikt nie patrzy i wybiegliśmy ze szkoły. Justin zaprowadził mnie do swojego sportowego samochodu. Byłam pod ogromnym wrażeniem, wsiedliśmy i pojechaliśmy.
-Powiesz mi gdzie jedziemy?-spytałam zaciekawiona.
-Nie.-odpowiedział z uśmiechem i wpatrywał się w drogę.
Jechał bardzo szybko, ale się nie bałam. Chyba spodobała mi się szybka jazda. Droga była długa, przejeżdżaliśmy obok ogromnych sklepów i wieżowców, które dosięgały chyba nieba. Nagle Justin się zatrzymał za jakimś magazynem.
-Gdzie my jesteśmy?-spytałam
-W miejscu bez zasad.-powiedział i wysiadł z auta.
-Bez zasad?-spytałam i również wysiadłam.-Ale tutaj nic nie ma, tylko jakiś stary magazyn. Co my tu robimy?
-Może na zewnątrz tak wygląda, ale w środku jest inaczej. Choć.-powiedział i pociągnął mnie za rękę.
Weszliśmy do środka i szliśmy po jakiś starych, betonowych schodach, skąd dobiegała jakaś muzyka.
Byłam ciekawa co tam jest i przyśpieszyłam.
-Kto ostatni na górze, ten stawia obiad.-powiedziałam i zaczęłam biec
-Okej.-zaczął mnie gonić.
Na szczęście byłam pierwsza, ale gdy tam dobiegłam nie przejmowałam się tym, że wygrałam,ale tym co zobaczyłam.
Bardzo mali chłopcy i dwie dziewczynki tańczyli na rozłożonych na ziemi kartonach. Uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej. Justin w końcu dobiegł na górę i podszedł do mnie od tyłu i szepnął.
-To dzieci z ulicy, nie mają gdzie się podziać, więc przychodzą tutaj i dla zabawy tańczą.
-Nie mają rodziny?-spytałam z lekkim smutkiem.
-Może mają, ale się nimi nie opiekują. Często tutaj przychodzę i pomagam im. Uczę ich ruchów i dostarczam jedzenie.
-Do bardzo miłe z twojej strony-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Oczy mi się zaszkliły. Te dzieci były wspaniałe. Przypomniały mi się czasy kiedy sama pałętałam się bez nikogo po ulicy. Łza spłynęła mi po policzku i wtedy jedna dziewczynka podbiegła do szatyna.
-Justin!-krzyknęła i rzuciła mu się na szyję.
-Hej Tiffani. Jak się czuje moja mała księżniczka?-spytał i mocno ją przytulił
-Dobrze, a kto to jest?-spytała i zawstydzona spojrzała na mnie.-To twoja... no wiesz... dziewczyna?-wyszeptała.
-Chciałbym, ale nie.-wyszeptał dosyć głośno, ja udawałam, że nie słyszałam i odwróciłam wzrok.-To Meg, moja przyjaciółka. Dzieci, chodźcie się przywitać.
Nagle gromadka dzieci zaczęła się do mnie tulić. Nie wiedziałam co powiedzieć, schyliłam się do pięciu małych ludzi i ich przytuliłam. Otarłam łzę i powiedziałam
-Wow, wspaniale tańczycie.
-Dzięki, to Justin nas wszystkiego nauczył i załatwił nam muzykę.-powiedział chłopczyk ubrany za małego rapera.
-Aha. A pokażecie mi kilka ruchów?-spytałam
-Pewnie.-odpowiedziała różowa dziewczyna i złapała mnie za rękę.
Włączyli muzykę i zaczęli mi wszystko po kolei tłumaczyć. Świetnie się bawiłam, uwielbiam dzieci, a oni wyglądali przezabawnie. Był mały raper, mały gangster, mały skate i dwie małe księżniczki, jedna różowa, a druga niebieska. Byli uroczy i bardzo mili. Siedzieliśmy i gadaliśmy kilka godzin, a gdy miałam z szatynem już wracać nie chcieli mnie puścić. Zatańczyłam z nimi ostatni raz i ruszyliśmy do wyjścia. Przy samochodzie Justin zatrzymał się i powiedział.
-Chyba cię polubili.
-Ja też ich polubiłam
-A więc przegrałem zakład, tak?-spytał i otworzył mi drzwi.
Wsiadłam i czekałam na Justina.
-Hahaah..., no.-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
Justin nic nie powiedział i ruszył. Dojechaliśmy do restauracji i wysiedliśmy. Ludzie się nam przyglądali i chyba nie dowierzali. Spojrzałam przestraszona na Justina i się zatrzymałam
-Co się stało?-spytał zdziwiony.
-Dziwnie się czuję, wszyscy się patrzą.-odpowiedziałam i opuściłam głowę.
Justin złapał mnie za nadgarstek i pociągnął do środka, a tam jeszcze więcej oczu wpatrujących się we mnie. Nagle szatyn odszedł ode mnie i zaczął rozmawiać z kelnerem. Chwilę stałam sama, ale zaraz Justin wrócił i weszliśmy na górę do jakiegoś pomieszczenia. Było pusto, nikogo nie było, tylko my. Trochę się zdziwiłam i zapytałam
-Ale tu nikogo nie ma.
-Wiem, nie mogę się dzielić twoim widokiem z innymi. Zamówiłem to pomieszczenie i zaraz kelner przyniesie nam dania.
-Zrobiłeś to... dla mnie?-spytałam i lekko się zaczerwieniłam
-Tak. -odpowiedział i złapał mnie za rękę.
Usiedliśmy przy stoliku, a chwilę potem wszedł kelner. Jedzenie pachniało znakomicie. Miało trudną nazwę i szybko zapomniałam. Skosztowałam kawałek i odleciałam. Było pyszne, nigdy w życiu czegoś takiego nie jadłam. Szatyn zjadł szybciej i przyglądał się mi jak jem. Najadłam się i wytarłam usta chusteczką.
Justin uśmiechnął się i powiedział
-Jeszcze tylko wezmę coś dla dzieci i pojedziemy im to zawieść, a potem wrócimy do szkoły.
-Bardzo chętnie znów ich zobaczę. Gdy ich widzę przypomina mi się dzieciństwo, sama połowę życia spędziłam na...-przerwałam i odwróciłam wzrok
-Na?-spytał zaciekawiony.-Na ulicy?-dokończył
Nic nie powiedziałam tylko opuściłam głowę.
-Możesz mi powiedzieć. To nic strasznego.
-Wiem, ale rzadko o tym mówię. Gdy ludzie dowiadują się jak żyłam nie rozmawiają ze mną normalnie tylko z taką litością.
-Ale ja taki nie jestem.
-Wiem..-powiedziałam.-Gdy byłam mała moi rodzice zmarli w wypadku, potem przez kilka lat pałętałam się po ulicy, do czasu kiedy pewna kobieta zaprowadziła mnie do sierocińca. Tam spędziłam chyba 2 lata, a potem przyszła pani Rose i mnie przygarnęła. Dorosłam, a ona zmarła. Sama zarabiałam na tą szkołę jako kelnerka, a teraz walczę o stypendium, by w przyszłości nauczać innych.-powiedziałam i łza spłynęła mi po policzku.
-hej, nie płacz. Teraz masz mnie i ci pomogę.
Wstaliśmy, zabraliśmy jedzenie i pojechaliśmy do dzieci. Były zachwycone i jadły, aż im się uszy trzęsły.
Potem wróciliśmy do szkoły, przez całą drogę gadaliśmy, w końcu otworzyłam się i opowiedziałam o sobie wszystko. Cieszę się, że mu zaufałam, mam nadzieję, że tego nie zmarnuje. Przemknęliśmy się przez recepcję i poszliśmy pod mój pokój. Zrobiło się trochę niezręcznie.
-Fajnie się dzisiaj bawiłam.-powiedziałam i zaczęłam się znowu czerwienić.
-Ja też. Cieszę się, że opowiedziałaś mi o sobie trochę. Zaufałaś mi, a to dla mnie wiele znaczy.
-Zasłużyłeś na zaufanie.-powiedziałam, pocałowałam go w policzek i szybko weszłam do pokoju. Z wielką radością zaczęłam skakać po pokoju, nie wiem czemu, ale po prostu zwariowałam. Po chwili weszła Lisa, więc się uspokoiłam i poszłam się umyć. Wiedziała, że coś się wydarzyło i zaraz gdy wyszłam z łazienki zaczęła mnie wypytywać. Opowiedziałam jej wszystko i wtedy obydwie wariowałyśmy.
Położyłam się spać, ale długo nie mogłam zasnąć. Gdy tylko zamykałam oczy widziałam Justina bawiącego się z dzieciakami w tamtym magazynie.
******************
KOLEJNY BĘDZIE DOPIERO ALBO WE WTOREK, ALBO W PONIEDZIAŁEK WIECZOREM.
Wyjeżdżam i nie będę mogła napisać kolejnych. Komentować proszę.
A to link do mojego innego bloga, proszę o pytania,
http://kasia4everbelieber.blogspot.com/
piękne aż się wzruszyłam <3333
OdpowiedzUsuńpodoba mi się jak piszesz że Jus musi o nią walczyć :3 czekam do wtorku :)
super;) niestety ale musimy poczekać :/
OdpowiedzUsuńa rozdział boski <3333333333
Jeeejuu.. Jak słodko ;)
OdpowiedzUsuń♥ Pisz, pisz, pisz, pisz i nie przestawaj pisać !
OdpowiedzUsuńsuper rozdział czekam na next <333
OdpowiedzUsuńniesamowite <3333
OdpowiedzUsuńw końcu zaczęła mu ufać ;3 Już się zaczyna <33333
OdpowiedzUsuńuwielbiam twoje opowiadanie jest megaaaaa!!!;))
OdpowiedzUsuń*__*
OdpowiedzUsuńSuper opowiadanie :):) Wchodzę tu co tydzień by móc przeczytać kilka rozdziałów na raz. Bardzo mi sie to spodobało chociaż weszłam tu przypadkiem nie żałuje. Pozdrowienia :)
OdpowiedzUsuńzajebiście się rozkręcasz się dziewczyno ! :***
OdpowiedzUsuńKasiaa!!! Zlituj się nad nami i dodaj następny...
OdpowiedzUsuńnooo ile jeszcze czekać zlituj się ... :P
OdpowiedzUsuńkasiuuu czekamy na 17 rozdział <33333
OdpowiedzUsuńsuper :)
OdpowiedzUsuńkiedy dodasz następny...
czekam <3333