Translate

czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 1

     Nareszcie koniec szkoły. Będę mogła w końcu zająć się tańcem i śpiewem. Uwielbiam to robić, może nie mam warunków w domu by robić to co kocham,ale po wakacjach wszystko się zmieni. Wyjadę na rok do szkoły artystycznej w Nowym Jorku i zostanę tańczącą piosenkarką. Dziwna nazwa, ale obie te rzeczy pomagają mi wyrazić siebie i swoje uczucia. Szkoda tylko, że nie ma przy mnie pani Rose, która zawsze mnie wspierała i doradzała. Bardzo za nią tęsknie, ale nic nie poradzę na to, że zachorowała na serce i zmarła. W domu jest pusto i nie ma do kogo się odezwać, na szczęście mam przyjaciółkę ze szkoły, która pomaga mi teraz w trudnych chwilach. Z Tara poznałam się w pierwszej klasie liceum, byłam przestraszona i nikogo nie znałam, wtedy zobaczyłam, że ona też nie ma z kim pogadać, więc podeszłam do niej i tak to się zaczęło. Teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, które pracują w tej samej restauracji.
-Uhh... jeszcze jeden stolik i kończę na dziś.- powiedziałam
-Trafił ci się najgorszy, ta para zawsze tu przesiaduje i trochę to trwa zanim wychodzą.-odparła Tara.
-No nie, to małżeństwo Upwords, nigdy stąd nie wyjdą.- powiedziałam opuszczając głowę.
-Może dzisiaj nie będzie tak źle, poczekam na ciebie, a potem pójdziemy na dużą latte.-dodała pocieszając
-Dzięki, dobra to idę wziąć zamówienie.-powiedziałam kierując się do stolika
    Stałam tam dość dłuższą chwilkę, co chwila zmieniali zdanie i nie mogli się zdecydować. Wiedziałam, że i tak w końcu wezmą to co zwykle, ale nic nie mówiłam, bo trwałoby to o wiele dłużej. Tery przyglądała mi się i chichotała pod nosem, widziała, że jestem już zła i zaraz wybuchnę.
Tak jak mówiłam zamówili to co zawsze, ziemniaki i schabowy. Dałam zamówienie kucharzowi i usiadłam obok przyjaciółki.
-Hhahah... jednak się pomyliłam, było gorzej.-powiedziała żartobliwie.
-Nie dobijaj mnie jeszcze... ta rodzina doprowadza mnie do szału, ".. poproszę spaghetti, a może nie, może zupę, a może frytki,..."- powiedziałam przedrzeźniając panią Upwords.
-Hahah... to ci wyszło.-zaśmiała się Tara
-Gotowe-powiedział kucharz wręczając mi talerze.
   Szybko i z niechęcią zaniosłam jedzenie na stół. Zrobili głupie miny, jakby znów im się coś nie podobało i zanim zdążyli coś powiedzieć odeszłam. Bawili się jedzeniem i połowę zostawili. Nie wierze, że tacy ludzie istnieją. Mają za dużo w dupach i nawet nie wiedzą, że za taki obiad to niektórzy daliby wszystko.
Posprzątałam i zabrałam pojemniki z jedzeniem przyszykowane przez kucharza. On rozumiał co to znaczy bieda i zawsze po zamknięciu gotował, a ja zanosiłam to dzieciom z sierocińca. Wiem jak tam się żyje i chcę im pomóc. Po wyjściu z pracy zaniosłyśmy jedzenie, a potem do naszej ulubionej kawiarenki "Beautiful".
Uwielbiałyśmy tam spędzać czas, czasem nawet aż do zamknięcia.
-W końcu wakacje, nie?-spytała Tara.
-Nareszcie. Masz już jakieś plany?-spytałam
-Wyjeżdżam z rodziną nad morze na 2 tygodnie, a potem jedziemy zwiedzać świat. Raczej będę miała mało czasu by się z tobą spotykać.-powiedziała i lekko posmutniała.- A ty co będziesz robić?
-Ja? Zamierzam wymyślić układ, który przedstawię na kwalifikacjach. Mam nadzieję, że się dostane. To dla mnie dużo znaczy, a nawet wszystko, bo bez tego nie zdobędę stypendium i nie zostanę...
-Tańczącą piosenkarką - dokończyła przerywając mi zdanie.- Na pewno się dostaniesz, jesteś wspaniała i każdy ci to powie.- dodała.
-Dziękuję, ale i tak to nie zmienia faktu, że się boję. Na prawdę, jest wiele osób, które tam startują i mają o wiele większy talent ode mnie i oczywiście kasę. Ja przez chyba całe życie zbierałam na ten wyjazd i jak mi nie wyjdzie wszystko stracę.
-Daj spokój, ich nie obchodzi to ile masz kasy, ale to jaki masz talent, a masz ogromny. A jak ci nie wyjdzie, w co wątpię, to zawsze masz mnie i ja ci pomogę.
-Kochana jesteś, ale nie mogę cały czas polegać na tobie. W końcu znajdziesz sobie męża, potem dzieci, a ja nie chcę ci jeszcze przy tym zawadzać.
-Daj spokój, może znajdę, ale ty też na 100% kogoś znajdziesz. Jesteś śliczna i masz wspaniały charakter i do tego twój talent, który wszystkich tam zmiecie.
    Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam w okno. Robiło się ciemno, a do domu jeszcze kawał drogi, więc poszłyśmy na przystanek i czekałyśmy na autobus. Przyjechał po 15 minutach, przez całą drogę rozmawiałyśmy i wygłupiałyśmy się. Potem Tery musiała wysiąść, a ja pojechałam dalej.
Pojazd się zatrzymał i wsiadłam. Stanęłam przed drzwiami do domu i głęboko odetchnęłam. Wiedziałam, że wróciłam znów do rzeczywistości i pustego domu.
Otworzyłam drzwi i rzuciłam klucze na szafkę. Zrobiłam sobie coś do jedzenia i poszłam się umyć. Po ciężkim dniu pracy lubiłam przychodzić do domu i poleżeć w wannie. To zawsze mnie relaksowało i wtedy najlepiej mi się myślało. Włączyłam radio stojące na półce w łazience i zamknęłam oczy. Leciała moja ulubiona piosenka i zaczęłam śpiewać, mój głos się niósł po całej łazience i brzmiało to znakomicie. Umyłam się i wyszłam, założyłam moją koszulę nocną i ruszyłam w stronę mojego pokoju. Na ścianie wisiały zdjęcia, moje i pani Rose, zrobiło mi się smutno i poleciała mi łza po policzku. Położyłam się na łóżko i wpatrywałam się w zdjęcia, po czym ze zmęczenia zasnęłam

3 komentarze:

  1. fajnee :) czekam na następny xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykra sprawa! Ale historia zapowiada się fajnie <33333/N

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawee ; d momentami przykre ale ogolnie fajne : )

    OdpowiedzUsuń