Translate

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 42

(SYLWESTRA....oczami Justina)
   Dziś będzie wspaniały dzień. Chce zrobić niespodziankę Meg i poprosić ją o rękę. Znamy się dość długo, mamy razem dziecko, ale nie było okazji byśmy zrobili kolejny krok. Zaraz po zaręczynach chce by zamieszkała u mnie. To trochę daleko od jej domu, ale jest więcej miejsca i mam też dodatkowy pokój dla naszego malca.
   Wstałem szybko i ruszyłem do łazienki. Załatwiłem poranną toaletę, umyłem się, przebrałem i wróciłem do pokoju. Meg jeszcze spała. Wyglądała tak cudownie. Jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi, bo ją mam. Jest dla mnie najważniejsza i nie wiem co bym zrobił, gdybym ją stracił.
Poszedłem do kuchni zrobić nam śniadanie. Ugotowałem jajka, nalałem soku oraz zrobiłem kanapki z szynką, serem, pomidorem i rzodkiewką. Uwielbiała takie dania, a dzisiaj zasługuje na najlepsze.
Zaniosłem tackę do pokoju i wtuliłem się w moją księżniczkę.
-Kochanie...-szeptałem między pocałunkami na jej szyi. -Mam dla ciebie niespodziankę-dodałem, a ona się uśmiechnęła
-Mmm...-wyjąkała na co się cicho zaśmiałem.
-Wstaniesz?-spytałem i przyciągnąłem ją bliżej siebie-Kochanie...nie chce jeść sam.-powiedziałem, a ona zachichotała.
-A co masz dobrego?-spytała, a ja wstałem i położyłem tackę na kolanach.
-Śniadanie..-oznajmiłem, a ona otworzyła szerzej oczy, po czym je przetarła i dała mi buziaka w policzek.
-Jesteś kochany.-powiedziała i zabrała się za jedzenie.
-Wiem.-dodałem i ugryzłem kawałek chleba.
  Karmiliśmy siebie na wzajem, po czym wypiliśmy sok i obdarowałem ją namiętnym pocałunkiem. Nie chciałem tego przerywać, ale musiałem. Chciałem dzisiaj zrobić coś specjalnego, a do tego potrzebuje się przygotować.
-Kochanie, ja wychodzę na...kilka godzin.-powiedziałem, a ona zrobiła smutną minę.-Wrócę i będę cały twój.-dodałem, a ona delikatnie się uśmiechnęła
-Obiecujesz?-spytała.
-Obiecuje.-odpowiedziałem, dałem jej ostatniego buziaka i wyszedłem.
   Chciałem iść do sklepu i kupić pierścionek. Miałem już jeden na oku i jak znam Meg to na pewno jej się spodoba. Oczywiście nie obyło się bez paparazzi i ich głupich pytań, ale przyzwyczaiłem się i po prostu odszedłem.

(oczami Megan)
  Justin wyszedł i nie mam pojęcia gdzie. Wspomniał coś o niespodziance, więc jestem trochę ciekawa.
Powoli i z trudem wstałam z łóżka, po czym weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i owinęłam swoje ciało ręcznikiem. Gdy wysuszyłam włosy szybko się ubrałam i wróciłam do pokoju by posprzątać.
Był straszny bałagan, więc zaczęłam od razu.
Nie minęła godzina, a do domu ktoś wszedł.
-Meg? Gdzie jesteś?-spytał mnie damski głos.
-Tutaj.-odpowiedziałam, a do pokoju weszła Tara.
-Skarbie, co ty robisz?-spytała jakby niedowierzanie.
-Sprzątam.-powiedziałam obojętnie i złożyłam koszulkę.
-Ale ty jesteś w ciąży, powinnaś odpoczywać.-powiedziała, a ja przewróciłam oczami.
-Nie jestem kaleką. Nie mogę siedzieć i nic nie robić, to mnie wykańcza.-powiedziałam i dalej skaładałam ciuchy, które zaraz zostały mi wyrwane z ręki.
-Gdzie Justin?-spytała
-Wyszedł, nie wiem kiedy wróci oraz nie wiem gdzie poszedł. Wspomniał coś o niespodziance, ale nic więcej nie powiedział.-powiedziałam, a ona się uśmiechnęła-Ty wiesz o co mu chodzi?-spytałam podejrzliwie
-Nie, ale to słodkie, że ma dla ciebie niespodziankę.-powiedziała, a ja udałam, że wierze. Coś kręciła, ale nie wiem co. Justin jak zwykle poinformował o swoich planach wszystkich oprócz mnie.-Idziemy?-z rozmyślań wytrąciła mnie przyjaciółka.
-Gdzie?-spytałam
-Przejść się.-powiedziała jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.-Świerze powietrze nie zaszkodzi, a jak wrócimy obejrzymy jakiś film. Dzisiaj jest sylwester, ale do wieczora jest sporo czasu.-dodała i pociągnęła mnie za rękę.
-Okej.-zgodziłam się i szybko się ubrałyśmy, po czym zamknęłam drzwi i ruszyłyśmy przed siebie.
  Przez całą drogę gadałyśmy i śmiałyśmy się z każdego, nawet głupiego żartu. Uwielbiałam spędzać z nią czas. Ostatnio rzadko gdzieś razem wychodziłyśmy.
-Pamiętasz tą kawiarnie?-spytała i pokazała na kawiarnie z napisem "Beautiful"
-Pewnie, chodź, zobaczymy czy nadal pracuje tam pan Wesley.-powiedziałam, a ona przytaknęła i wszyko weszłyśmy dośrodka.
-Dzień dobry proszę pana.-odezwała się Tara widząc staruszka za ladą.
-Megan, Tara? Witajcie.-powiedział niedowierzanie i szybko przyszedł nas przytulić.
-Tęskniłyśmy za panem.-powiedziałam, a on zmierzył mnie wzrokiem i się uśmiechnął.
-Ja za wami też, ale.... co ja tutaj widzę?-spytał pokazując na brzuch.-Słyszałem, że jesteś w ciąży, ale widzieć to co innego.-powiedział.
-Hahah...tak, będę miała dziecko.-odpowiedziałam.
-Chłopiec czy dziewczynka.?-spytał
-To tajemnica, tylko ja to wiem, a reszta dowie się jak urodzę.-powiedziałam, a on przytaknął
-Napijecie się czegoś?-spytał a my usiadłyśmy przy naszym starym stoliku.
-Gorącej czekolady.-powiedziałyśmy równocześnie.
-Ohh...i znów się zaczyna.-westchnął, a my wybuchnęłyśmy śmiechem.

(Oczami Justina)
Kupiłem już pierścionek, kwiaty oraz inne rzeczy potrzebne do przygotowania romantycznego wieczoru.
Wróciłem do domu, ale tam nikogo nie było. Pewnie Tara zabrała ją na spacer, bo wiedziała co szykuję.
Zabrałem się za przygotowania. Było coraz później więc musiałem się pośpieszyć. Zrobiłem spaghetti, ładnie ozdobiłem pokój, w przedpokoju posypałem płatkami róż i zapaliłem świece. Wysłałem sms'a Tarze, żeby już wracała, więc zaraz powinny być.
Zrobiłem ostatnie poprawki i zgasiłem wszędzie światła. Nagle usłyszałem otwierające się drzwi............

3 komentarze:

  1. O Boże, dziewczyno zlituj się i jeszcze dziś daj następny, sytuacja krytyczna .! *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. boski rozdział hdshifhsdih świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. <3 *.* NO proszę DAJ następny !! <3

    OdpowiedzUsuń