Translate

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział 39

(oczami Justina)
Bałem sie, bałem się, że to co było kiedyś już nie wróci. Kochałem ja, była tą jedyną, z którą  pragnąłem spędzić resztę swojego życia. Chciałem wiedzieć czy kogoś już ma, czyje to dziecko oraz czy mnie kocha, ale widziałem niepewność w jej zachowaniu i zdawałem sobie sprawę, że trudno jest jej odpowiedzieć na to pytanie.Wiem tylko, że nawet jeśli nie jest w stanie mi teraz odpowiedzieć to i tak nie odpuszczę i będę o nią walczyć.
-Przepraszam...-wyszeptałem, a ona spojrzała na mnie zdezorientowana
-Za co?-spytała
-Nie powinienem był w ogóle przyjeżdżać.-powiedziałem, a ona znów odwróciła głowę w inną stronę.-Masz tutaj swoje nowe życie, masz pewnie kogoś kto mówi ci jak piękna i wspaniała jesteś oraz...-przerwałem.- niedługo zostanie ojcem.-dodałem bardziej szeptem
 
(oczami Megan)
  Co ja miałam zrobić? Cierpiał, ja też, ale nie mogłam nic powiedzieć. Chciałam, ale coś w mojej głowie mi przeszkadzało...jego kariera? Może, ale on powinien wiedzieć i muszę w końcu się odezwać.
-Nie mam nikogo.-wydusiłam opuszczając głowę.-Przerwałam warsztaty, bo dowiedziałam się, że jestem w ciąży i wróciłam tutaj. Selena i chłopaki pomogli mi przez ten cały czas, gdy ciebie nie było.-Kolejne łzy spłynęły po moim policzku. Odwróciłam się do Justina i nasze oczy się spotkały. Moje były wypełnione żalem i bólem, a jego strachem i cierpieniem. Chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.-Czy cierpiałam? Tak, bardzo, ale to była też moja wina. Odepchnęłam cię i nie dałam szansy wytłumaczenia się. Wybaczyłam ci już dawno, chciałam ci to powiedzieć, ale wyjechałeś i nie mogłam się z tobą skontaktować. Powoli przestawałam myśleć, że jeszcze wrócisz, że znów będziemy razem...-opuścił wzrok, a po jego policzku zaczęły spływać łzy.-Jednak...-przerwałam i złapałam jego dłoń, po czym położyłam ją na swoim brzuchu.
-Zawsze jakaś część ciebie będzie przy mnie....-po moim policzku spłynęła łza, ale tym razem szczęścia. Już nie chciałam się kłócić, nie chciałam kłamać. Chciałam znów poczuć się kochana.
-Czyli...-po chwili ciszy szatyn odezwał się i spojrzał na mój brzuch. Wiedziałam o co mu chodzi, więc pokiwałam głową, a on się uśmiechnął.-Moje...dziecko...-wyszeptał i spojrzał mi w oczy.-Moje?-spytał jakby chciał się upewnić.
-Tak, twoje.-odpowiedziałam z uśmiechem.
   Wytarł moje policzki i przysunął się bliżej. Moje serce przyśpieszyło i nie wiedziałam co zrobić. Jego twarz była coraz bliżej i czułam jego oddech na mojej dolnej wardze. Nie odepchnęłam go, chciałam by był blisko. Nie chciałam już go stracić.
Gdy nasze nosy się już stykały przechylił lekko głowę i musnął delikatnie moje usta.
Nagle ktoś wszedł, a raczej wparował do mieszkania, a ja z Justinem gwałtownie się od siebie odsunęliśmy.
-Meg? Wstałaś?-usłyszałam głos Marco.-Meg...-przerwał, gdy wszedł do pokoju i zobaczył mnie z Justinem. Jego oczy się rozszerzyły i pociemniały ze złości. To nie wróżyło nic dobrego, więc musiałam zareagować.
-Zaprosiłam go.-powiedziałam, a Marco wypuścił z siebie powietrze.
-Po co?-spytał nie patrząc na mnie tylko na Justina.
-Bo tak chciałam.-odpowiedziałam, a on spojrzał na mnie niezrozumiale.
-Przecież to kretyn...zranił cię, zostawił, a ty...
-Kocham go.-przerwałam mu. Nie chciałam tego powiedzieć, wymsknęło mi się. Ale taka w sumie była prawda. Wciąż go kochałam, mimo wszystko nadal darzyłam go tym uczuciem.
Zapadła cisza. W pokoju był Marco, ja, Sam, Lucas oraz Justin, ale żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. Czułam, że Justin się na mnie patrzy, wiedziałam, że usłyszał to co powiedziałam, ale nie wiedziałam co teraz mam zrobić.
-Um...cóż...-odezwał się Sam i podrapał się po karku.-Skoro taka jest twoja decyzja...to nie możemy się wtrącać.-dodał i poklepał po ramieniu Marco, który stał i patrzył na mnie, ale nie mogłam nic wyczytać z jego twarzy.-Chodźmy, zostawmy ich samych.
-Nie!-krzyknął wyrywając się z uścisku Sama, Marco.-Byliśmy przy niej przez cały czas...troszczyliśmy się o nią, pocieszaliśmy, gdy płakała po nocach, bo wiedziała, że następnego dnia będzie to samo i cię nie zobaczy. Ukrywała smutek, ale my wiedzieliśmy, że cierpi.-powiedział z żalem, patrząc na Justina.-Wiemy, że ją kochasz, ale postąpiłeś jak głupek i nie zasługujesz na nią. To wspaniała dziewczyna, a ty ją tak po prostu zostawiłeś. To prawda, ma twoje dziecko, ale to nie zmienia faktu, że gdyby nie Lisa, nic byś nie wiedział i nadal nie przejmowałbyś się Meg, prawda? To Lisa cię tu przyciągnęła, tak? No powiedz! Wytłumacz Meg jak to naprawdę było!-krzyknął na Justina. Stałam tam zdezorientowana. To prawda? Ale...dlaczego? Spojrzałam na Justina pytającym wzrokiem, on opuścił głowę i milczał.-Jesteś tchórzem i kretynem. Nie mam zamiaru stać bezczynnie i patrzeć jak ona ponownie się w tobie zakochuje, a ty ją zostawisz i ona znów będzie cierpieć.-dodał po czym wyszedł trzaskając drzwiami. Zaraz za nim wyszli Sam i Lucas, a w pokoju zostałam tylko ja i szatyn.  Po chwili ciszy postanowiłam się odezwać.
-To prawda?-spytałam, a do moich oczy zaczęły napływać kolejne łzy. Nie odezwał się.-Powiedz mi!-krzyknęłam
-Tak...to znaczy.. nie, w połowie.-wydukał, a ja patrzałam na niego zdezorientowana.
-Jak to w połowie?-spytałam.
-Już od jakiegoś czasu mam kontakt z Lisą. Rozmawiałem, wypytywałem. Chciałem wiedzieć jak się czujesz... chciałem wiedzieć, że jesteś szczęśliwa. Mówiła mi, że się pokłóciłyście i że wyjechała, a gdy wróciła już cię tam nie było na uczelni. Wtedy wynająłem detektywa, który cię znalazł i powiedział mi, że mieszkasz tutaj z jakimiś chłopakami i przyjaciółką. Na początku myślałem, że kogoś sobie znalazłaś, więc zrezygnowałem i złapałem gigantycznego doła. Nie chciałem jeść, ani śpiewać. Bez ciebie...moje życie nie miało sensu.-przerwał i spojrzał na mnie, a ja usiadłam na fotelu nie wiedząc co powiedzieć słuchałam co miał do powiedzenia.-Kochałem i nadal cię kocham. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Lisa. Powiedziała, że cię widziała i powiedziała, że jesteś w ciąży. Myślałem, że moje życie się już skończyło, chciałem umrzeć.-gdy to powiedział, ocknęłam się, a po moim policzku spłynęła łza. Dzisiaj bardzo dużo płaczę, ale nie dziwię się.-Jednak powiedziała, że nie wie kto jest ojcem, bo nikogo wokół ciebie nie widziała, no wiesz...żadnego mężczyzny, który mógłby być ojcem. Więc wróciłem. Chciałem wiedzieć, chciałem i nadal chce to wszystko naprawić.-powiedział patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.- Wybaczysz mi?-spytał, a ja musiałam chwilę pomyśleć. To dla mnie za dużo jak na dzisiaj. Wstałam i chciałam wrócić do łóżka, zasnąć i zapomnieć, ale poczułam ból. Syknęłam i złapałam się za brzuch. Opadłam z powrotem na fotel, a Justin szybko do mnie podbiegł.
-Meg? Meg, skarbie!.-powtarzał, a moje oczy powoli się zamykały. Chciało mi się spać. Już coraz ciszej słyszałam szatyna, a po chwili już wcale.
_________________________________________________________________
Mamy kolejny hahaha.... fajny? Mam nadzieję, bo bardzo się starałam.
Komentować :P 

5 komentarzy:

  1. jest świetny !!! mam nadzieję że mu wybaczy : ) nie moge doczekać sie co będzie dalej . : ))) sdmklsndflisdbus < 33 po prostu cudowny ! < 33 czekam na nn !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. ndhfgsdhsjij
    Tylko nie kończ tego opowiadania^^
    Nie przeżyję jak się skończy...
    Kocham ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. hdagdjasgdjaggasufuywe kocham to <3

    OdpowiedzUsuń