(oczami Megan)
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam....
Obudziłam się pod wieczór, strasznie mnie brzuch bolał i dziecko dawało po sobie znaki. Na dworze było ciemno, a w domu panowała cisza. Nagle poczułam ucisk i zaczęło mnie mdlić. Szybko wbiegłam do toalety i zwymiotowałam. Nienawidziłam tego robić, ale takie już są minusy bycia w ciąży. Przemyłam twarz zimną wodą, po czym przetarłam ręcznikiem. Zapaliłam w salonie światło i włączyłam TV.
"Młoda gwiazda, muzyki pop, Justin Bieber przebywa właśnie w Atlancie. Nie wiadomo z jakich przyczyn i na jak długo zamierza tam zostać. Odwołał kilka koncertów i powiedział, że musi naprawić swoje życie. O co mu chodziło? Prawdopodobnie dowiemy się tego wkrótce... mówiła Anna Grand". Wyłączyłam telewizor. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Dlaczego moje życie musi być tak zwariowane?
Z rozmyślań wytrąciło mnie pukanie...,a raczej walenie w moje drzwi. Wstałam, owinęłam się szlafrokiem i delikatnie otworzyłam drzwi. Zamurowało mnie...
-Meg? Skarbie...możemy pogadać?-pijany Justin ledwo stał na nogach i patrzył na mnie oczami pełnymi smutki i żalu. Nie mogłam go tam zostawić, paparazzi zaraz by go znalazło, a wtedy dziecko to byłby jego najmniejszy problem.
-Wejdź.-wyszeptałam wpuszczając go do środka.-Siadaj.-powiedziałam, gdy weszliśmy do salonu.
-Skarbie...tęskniłem...-chciał mnie przytulić, ale się odsunęłam.
-Po co przyszedłeś?-spytałam spokojnie, ale w środku się gotowałam.
-Chciałem cię zobaczyć...-powiedział ze smutkiem. Trochę śmieszne było widzieć go pijanego. Zachowywał się jak dziecko i robić głupie miny.
-Dlaczego się upiłeś?-spytałam powstrzymując się od śmiechu. Gniew powoli przechodziła, a na jego miejsce weszła troska.
-Bo...-wydukał i opuścił głowę, po czym wymamrotał coś pod nosem, ale nie zrozumiałam
-Co?-spytałam
-Bo cię kocham.-tym razem powiedział głośniej, a mnie zamurowało.
-Justin... ja...-wymamrotałam. Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Oczywiście, że go kochałam, ale nie widziałam go tyle czasu, zranił mnie i nawet nie wypytywał o mnie. Gdy chciałam coś powiedzieć, on mi przerwał
-Nic nie mów... wiem, że cię zraniłem i wiem, że postąpiłem jak głupi wyjeżdżając.-powiedział trochę bardziej trzeźwo.
-Justi....
-Nie, ja wiem, że nie chcesz mnie widzieć i wiem, że mi nigdy nie wybaczysz, ale muszę wiedzieć....-przerwał by spojrzeć na mnie.
-Co?-spytałam.
-Czy...to dziecko...jest moje?-nie wiedziałam co powiedzieć. Siedziałam w ciszy i zastanawiałam się nad odpowiedzią. On patrzył na mnie wyczekująco i coraz bardziej zrezygnowanie. Odwróciłam wzrok i wstałam. Podeszłam do okna i zasłoniłam firany. W końcu spojrzałam na niego, a on na mnie. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Co?-spytałam zdezorientowana.
-Kocham cię.-powiedział i położył się na kanapie. Mamrotał coś pod nosem, ale nie zrozumiałam.
Po chwili słyszałam jego ciche chrapanie, więc wiedziałam, że śpi. Przykryłam go kocem i poszłam do siebie.
Nie wiem czy zapomniał, że zadał mi to pytanie czy po prostu bał się odpowiedzi. Nie wiem...ale cieszę się, że wybrnęłam z tego cała i nie musiałam mu odpowiadać. Leżałam i nie mogłam zasnąć. Wszystkie myśli kręciły się teraz wokół Justina i tego, że jutro będę musiała z nim porozmawiać.
***********RANO*************
(oczami Justina)
Obudziłem się z bólem głowy. Podniosłem się do pozycji siedzącej, przetarłem twarz dłońmi i przeczesałem włosy rękom. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i przypomniałem sobie wczorajszy wieczór. Meg...ona jest taka piękna...muszę naprawić wszystko i nie pozwolić jej odejść lub mnie odtrącić.
Usłyszałem trzask i poszedłem sprawdzić co się stało. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem dziewczynę, ale to nie była Meg. Odwróciła się i upuściła garnek, który trzymała w ręce.
-Justin?-spytała zakrywając usta dłonią.
-Tak?-spytałem zdezorientowany.
-Co ty tutaj robisz?-spytała zdezorientowana
-To samo, mogę ciebie spytać.-nie powiedziałem "pani" bo nie wyglądała na starszą ode mnie. Była raczej w wieku Meg, czyli młodsza.
-Jestem przyjaciółką Meg, Tara.-powiedziała i podniosła z ziemi to co upuściła
(oczami Meg)
Obudziłam się strasznie zmęczona, przetarłam oczy zewnętrzną stroną dłoni i powoli wstałam z łóżka. Wyszłam na zewnątrz i usłyszałam głos Justina.Gdy zobaczyłam co się dzieje, nie wiedziałam co zrobić. Przez przypadek strąciłam z szafki szklankę, przez co obydwoje się na mnie spojrzeli. Rozszerzyłam oczy i stałam jak słup, nie mogąc wydusić z siebie słowa.
-Meg? Wszystko okej?-spytała Tara z troską w oczach
-Tak, przepraszam....-wyszeptałam i zaczęłam zbierać kawałki szkła z podłogi.
-Zostaw, skaleczysz się.-powiedział Justin i podszedł do mnie.-Ja to zrobię.-powiedział stanowczo i pozbierał resztę, po czym wyrzucił to do kosza.
-Yyyy... przypomniałam sobie, że mam coś do załatwienia na mieście..-powiedziała Tara, a ja spojrzałam na nią pytająco.-Tak..,więc.. ja lecę, pa.-powiedziała i wyszła z domu.
Weszłam do kuchni, a szatyn zaraz za mną. Panowała niezręczna cisza. Moje ręce się trzęsły, a serce waliło, jakby miało zaraz wyskoczyć. Odwróciłam się do niego tyłem i udawałam, że czegoś szukam w lodówce.
-Jesteś głodny?-spytałam nawet na niego nie patrząc, ale wiedziałam, że on mnie obserwuje.
-Nie, ale chce mi się pić.-powiedział, a ja wyciągnęłam sok pomarańczowy i szklankę, po czym nalałam mu napoju. -Dzięki.-odpowiedział i wypił za jednym razem całą zawartość. Nie dziwiłam się, wczoraj tyle wypił, że pewnie miał ogromnego kaca. Zaśmiałam się na wspomnienie wczorajszego wieczoru.
-Z czego się śmiejesz?-spytał z uśmiechem.
-Z niczego.-odpowiedziałam i wyciągnęłam produkty potrzebne do zrobienia kanapek.
-Meg?-odezwał się po chwili ciszy.
-Tak?-spytałam kładąc ser i szynkę na kanapkę.
-Spójrz na mnie.-powiedział, a ja milczałam. Nie to, że nie chciałam się na niego spojrzeć, ale bałam się. Bałam się, że jak to zrobię to się rozpłaczę. Tęskniłam za nim, za jego dotykiem, głosem. -Proszę.-powiedział podchodząc do mnie.
Złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie, a wolną ręką podniósł moją brodę, tak, że musiałam się na niego spojrzeć. Jego czekoladowe oczy wypalały mi dziurę w głowie. Łzy zbierały się w moich oczach, ale nie mogłam oderwać od niego wzroku. Kilka razy spoglądał na moje usta, po czym wracając do oczu,jakby prosząc o pozwolenie. Przegryzł dolną wargę i zbliżył się tak, że dzieliły nas już tylko centymetry.
-Nie mogę...-odepchnęłam go lekko i wytarłam ręką polik, po którym nawet nie wiem kiedy spłynęła łza.
Już nawet nie byłam głodna. Wyszłam z kuchni i poszłam do salonu, a on za mną.
-Meg...-powiedział, a ja starałam się nie zwracać na niego uwagi. Usiadłam na kanapie i wpatrywałam się w przestrzeń przede mną.-Ja...przepraszam.-powiedział siadając koło mnie.-Kocham cię...nie chcę cię stracić.-powiedział, a ja zamknęłam oczy i znów z moich oczu spłynęły łzy.-Jesteś dla mnie najważniejsza...-dodał, a ja wciąż się nie odzywałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie byłam już na niego zła, chciałam go przytulić, powiedzieć, że go kocham i wybaczam wszystko, ale nie potrafiłam.
Siedzieliśmy w ciszy, po ostatnich słowach Justina nikt nic nie mówił, a w pokoju było słychać tylko zegar wiszący na ścianie.
_______________________________________________________
MAMY KOLEJNY ROZDZIAŁ!! :D
Dziękuję wam, za to że czytacie i czekacie cierpliwie na następne....
Cieszę się, że mam już prawie 6 000 wejść! To dla mnie wiele znaczy! Dzięki i komentujcie !!
PS. Sory za błędy
Jejkuu aż można się wzruszyć... Kocham tego bloga i czekam na nn *.*
OdpowiedzUsuńhshsajdjabd zajebiste następny proszę :)
OdpowiedzUsuńCo dalej ? Ale emocje! Świetny rozdział:-D
OdpowiedzUsuńSuuuper <3
OdpowiedzUsuńboski rozdział *.*
OdpowiedzUsuńnastępny!!
boskie:) ale ile jeszcze czekać :(
OdpowiedzUsuń