Translate

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 37

(oczami Megan)
-Justin?-spytałam, chcąc się upewnić czy dobrze słyszałam
-Meg, już go nie ma, nie wróci...zapomnijmy o tym...-powiedział Sam podchodząc do mnie.
-Stój!-krzyknęłam, a chłopaki spojrzeli na mnie zdezorientowani.-Czego chciał?-spytałam.
   To było dla mnie ważne, dlaczego wrócił? Czego chciał? Jak mnie znalazł? Po co przyjechał? Te pytania krążyły w mojej głowie i nie mogłam się ich pozbyć. Nie wiedziałam czy mam się cieszyć, że przyjechał, czy bać się, że gdy znów go zobaczę to on znowu zniknie, a ja będę cierpieć ponownie.
-Chciał się z tobą zobaczyć...-wydukał Marco.
-Chciał z tobą porozmawiać.-dodał Lucas.
-Nie mogliście się mnie spytać o zdanie?-spytałam wkurzona. Nie byłam na nich zła, to chyba przez ciążę. Nie wiem czy chciałabym się z nim spotkać. Nie wiem jak zareaguje gdy się dowie, że jestem w ciąży i nie wiem jak ja mu powiem, że to on jest ojcem. Wiem, że minęły dopiero prawie 3 miesiące, ale mój brzuch już dość urósł i nie dałoby się nie zauważyć, że będę mamą.-Przepraszam...nie powinnam tak na was naskakiwać.-powiedziałam, gdy oni stali jak wryci z opuszczonymi głowami.
-Nie szkodzi, masz rację, powinniśmy najpierw z tobą porozmawiać.-powiedział Marco i mnie przytulił, a po moim policzku spłynęły łzy.-Nie płacz.-powiedział i wytarł ręką moje policzki
-Pójdę się położyć.-powiedziałam, a on przytaknął i odprowadził mnie do pokoju, po czym zamknął drzwi i wrócił do chłopaków.

(W tym samym czasie)
   Marco wszedł do pokoju i usiadł na fotelu. Wszyscy byli strasznie zdenerwowani wizytą Justina i nie wiedzieli co teraz mają zrobić. Martwili się o Megan i nie chcieli by znów cierpiała. Nie chcieli by przechodziła przez ten cały stres, zwłaszcza teraz, gdy jest w ciąży. Siedzieli wpatrzeni w obiekt przed nimi i myśleli. Żaden się nie odezwał, nie wiedzieli nawet co powiedzieć. Jednak głuchą ciszę przerwał dzwonek do drzwi. Marco, Sam i Lucas spojrzeli się na siebie z rozszerzonymi oczami i zastanawiali się co teraz. Otworzyć? A jeśli to on? Dzwonek rozbrzmiał w pomieszczeniu jeszcze raz, a gdy Sam chciał już wstać, Marco go wyprzedził i ruszył w stronę drzwi. Za nimi stała kobieta, przyjaciółka Megan, Tara. Dawno jej nie było tutaj, bo wyjechała do szkoły. Nie mogła przyjechać wcześniej. Odwiedziła ich ostatnio gdy dowiedziała się, że Meg wraca, ale potem musiała wrócić na uczelnię, bo zostałaby wyrzucona.
-Hej..-powiedziała, a chłopak stał jak wryty. To prawda, byli kiedyś razem i nadal coś do siebie czuli, ale musieli się rozstać ze względu na to, że rzadko się widywali i dzieliły ich kilometry. Często z tego powodu się kłócili, więc zostali po prostu przyjaciółmi.
-Hej.-wydukał i wpuścił ją do środka.
-Jest Meg?-spytała rozglądając się po domu.
-Śpi.-odpowiedział i wszedł do pokoju, gdzie siedziała reszta.
-Tara?-powiedzieli równocześnie i zaraz ją przytulili.
-Część, chłopaki.-powiedziała i usiadła na tapczanie.-Co tam u was słychać?-spytała patrząc na nich po kolei, a oni zrobili zakłopotane miny.-Coś się stało?-spytała z niepokojem-Coś z Meg?-spytała szybko
-Nie, z nią wszystko okej, ale...-przerwał Sam i nie wiedział jak jej to powiedzieć
-Justin wrócił.-dokończył Marco i usiadł z powrotem na fotelu.
-Jak to wrócił?-spytała Tara ze zdziwieniem.-Jak ją znalazł? Wie, że ona ma jego dziecko? Widzieli się? Rozmawiali?-pytała a chłopaki tylko kiwali głowami.
-Nie, nie widzieli się nawet. Przyszedł, ja otworzyłem drzwi, on powiedział, ze chce z nią rozmawiać, a ja go wyrzuciłem.-powiedział Marco zaciskając zęby.
-Dlaczego? On powinien wiedzieć! Ona powinna z nim pogadać. Oni się kochają.-powiedziała z podniesionym głosem Tara
-Nie krzycz!-wzburzył się Marco.-Wiem, że powinna, ale nie teraz...-powiedział, a ona spojrzała na niego pytająco.-Nie może się stresować teraz... a spotkanie z nim...to ogromny stres i ból jak dla niej.-dodał.
-Ona tak powiedziała? Czy ty?-spojrzała wściekła na niego, a chłopak wstał i poszedł do kuchni.
-Wszyscy chcemy dla niej jak najlepiej.-powiedział spokojnie Lucas.
-Wiem, ja też, ale...oni muszą ze sobą porozmawiać...i to jak najszybciej, póki jeszcze jest czas.-powiedziała i wstała. Podeszła do drewnianych drzwi za którymi leżała jej przyjaciółka. Złapała za klamkę i delikatnie pociągnęła w dół, przez co drzwi się otworzyły

(oczami Megan)
  Byłam strasznie zmęczona, ale nie mogłam zasnąć. Wciąż myślałam o Justinie. To było dziwne, że przyjechał, że jeszcze o mnie pamiętał.
Słyszałam rozmowę Tary i chłopaków. Kłócili się, ale wszyscy mieli rację. Musiałam z nim pogadać, ale nie mogłam, bo to zbyt duży stres i ból gdy tylko go zobaczę.
Ktoś nagle otworzył drzwi do mojego pokoju. Nie chciałam teraz z nikim gadać, chciałam pobyć sama, przemyśleć to.
-Meg?-usłyszałam głos przyjaciółki, ale udawałam, że śpię.-Śpisz?-spytała, a ja wciąż miałam zamknięte oczy. Dziewczyna podeszła do mnie i odgarnęła moje włosy, które opadły na moją twarz. -Kocham cię.-powiedziała i ucałowała mnie w czoło, po czym wstała i wyszła z pokoju, a ja odetchnęłam z ulgą.
___________________________________________________________
Pada i pada.... :/ Ale są za to rozdziały! Hahaha... Dziękuję wam, że czytacie i za te wspaniałe komentarze. One pomagają mi w dalszym pisaniu. Gdy widzę te miłe słowa, mimo, że nie jestem zbyt dobra z polaka i pewnie robię masę byków, to lepiej mi się pisze. Mam więcej weny i nie czuję się zmęczona.
DZIĘKUJĘ!! <3
KOMENTOWAĆ!!

2 komentarze:

  1. Świetnie. Mam nadzieje że Meg i Justin nie długo się spotkają.. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny rozdział,babooo dawaj kolejny :)

    OdpowiedzUsuń