Translate

poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział 36

  Przez kilka następnych dni było spokojnie, bez żadnych nieprzyjemności. Chłopaki dowiedzieli się o moim spotkaniu z wrogiem nr 1 i również się przejęli. Pocieszali mnie i pomagali w domu. Jeden sprzątał, drugi gotował, a trzeci dotrzymywał towarzystwa. Nudziłam się strasznie, ale powiedzieli, że mam odpoczywać i nie pozwolili mi się ruszać z łóżka.
-Chłopaki!-krzyknęłam, a sekundę później widziałam w drzwiach trzy wychylające się głowy.
-Tak?-spytali równocześnie.
-Mogę już wstać?-spytałam zdesperowana.
-Nie.-odpowiedzieli równocześnie.
-No dajcie spokój! Ja tu umrę z nudów.-powiedziałam i uderzyłam rękoma o materac.
-Dobrze, w takim razie pójdziesz ze mną na krótki spacer.-powiedział Marco, a ja się uśmiechnęłam-Ale...-moja mina zrzedła.-Najpierw zjesz obiad.-dokończył, a ja pokiwałam głową na zgodę.
****************
-To gdzie idziemy?-spytał Marco, gdy wyszliśmy z domu.
-Do parku.-powiedziałam z uśmiechem na twarzy. W końcu mogłam odetchnąć świeżym powietrzem. Nie przeszkadzało mi to, że się mną opiekowali, ale nie lubiłam siedzieć i nic nie robić.
Przez całą drogę rozmawialiśmy i wymyślaliśmy imiona dla dziecka. Cały czas coś nam nie pasowało. Usiedliśmy na ławce, a ja szybko złapałam się za brzuch
-Coś się stało?-spytał zaniepokojony przyjaciel.
-Obudził się.-powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-Mogę?-spytał pokazując na brzuch.
-Tak.-powiedziałam, a on położył swoją dłoń na moim brzuchu
-Poruszył się.-powiedział uradowany
-Hahaha...układa się.-powiedziałam, a on się zaśmiał.
   Siedzieliśmy w ciszy obserwując jak mali chłopcy ganiają się wokół  drzew. Zastanawiałam się jak to jest. Niedługo się dowiem, ale to wspaniały widok, gdy się bawią i śmieją. Nie mogę się doczekać.
-Jesteś głodna?-spytał przerywając długą i niezręczną ciszę.
-Nie, ale pić mi się chce.-odpowiedziałam wpatrzona w dzieci.
-Zaraz przyniosę.-powiedział, pocałował mnie w policzek i odszedł.
   Rozglądałam się po parku i masowałam sobie brzuch. Miałam dziwne uczucie, coś czego nigdy nie czułam.
W oddali zobaczyłam zakapturzonego chłopaka. Przyglądał mi się, przynajmniej tak mi się wydawało. Nie odrywał ode mnie wzroku, chciałam wypatrzeć jego twarz, ale schował się w cieniu i nie mogłam nic z tak daleka dojrzeć.
Trochę się przestraszyłam, nie wiedziałam co zrobić. Zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu Marco, ale nigdzie go nie było. Spojrzałam znów na tamto miejsce, gdzie był ten chłopak, ale on znikł, nie było go.
*****************
-Megan!-krzyknął Marco, machając mi przed twarzą dłonią, gdy wchodziliśmy do domu.
-Tak?-spytałam wytrącając się ze swoich rozmyślań o tajemniczym chłopaku.
-Słuchałaś mnie w ogóle?-spytał siadając na fotelu.
-Tak, nie, nie wiem...-wydukałam zdezorientowana
-Co się stało?-spytał z troską w głosie.-Przez całą drogę ani razu się nie odezwałaś i byłaś cały czas jakby zamyślona.-powiedział, a ja wzruszyłam ramionami.
-Może jestem trochę zmęczona...-skłamałam.-pójdę się położyć.-dodałam i poszłam do siebie do pokoju.
Nie mogłam zasnąć, gdy tylko zamykałam oczy, pokazywał mi się obraz z parku.
Nagle dziecko się poruszyło, a przez moje ciało przeszedł dreszcz. Znów poczułam to uczucie co wtedy. To było dziwne i nie wiedziałam co to oznacza.
Usłyszałam pukanie do drzwi, ale nie wstałam. Wiedziałam, że chłopaki są w domu i na pewno otworzą.
I się nie myliłam. Pukanie ustąpiło, a zamiast tego słychać było skrzypienie drzwi, a potem ciszę.
Oby to nie była znowu Lisa, bo nie wytrzymam tego ponownie. Leżałam i czekałam na to aż ktoś coś powie.  Słyszałam tylko jakieś szepty, ale nic więcej. Gdy usłyszałam trzask drzwiami, postanowiłam wstać. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam Sama,Marco i Lucasa zezłoszczonych. Gdy mnie zobaczyli ich twarze nic nie pokazywały. Byli bladzi jak ściana, a oczy mieli rozszerzone.
-Kto to był?-spytałam zaciekawiona
-To...umm...-wydukał Sam drapiąc się po karku.
-Nikt ważny.-powiedział Marco.
-Ona powinna wiedzieć.-dodał Lucas, przez co chłopaki skarcili go wzrokiem.
-Co powinnam wiedzieć?-spytałam krzyżując ręce na piersi.
-No cóż....-wymamrotał Marco
-To był Justin...-powiedział Lucas, a ja poczułam jak ziemia się pode mną rozpada.

8 komentarzy:

  1. Ajć wkoncu ciesze sie ze są kolejne i czekam na nastepne jestem cholernie ciekawa co bedzie dalej kocie :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. aww!kolejny zajebisty odcinek jesteś niesamowita pisz tak dalej <333

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebisty oby tak dalej :*:*

    OdpowiedzUsuń
  4. mega**boskieeeee
    dawaj następnego ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Nastepny prosimy ;3

    OdpowiedzUsuń
  6. boski kiedy nn?

    OdpowiedzUsuń