Translate

niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 16

       Obudziłam się dość wcześnie, bo o 6 i nie mogłam zasnąć. Cieszę się, że to już piątek, przynajmniej w sobotę się wyśpię. Szybko poszłam  do łazienki przemyć twarzy i przebrać, a potem jeszcze chwilę posiedziałam na łóżku. Nudziło mi się strasznie, więc zaczęłam dokuczać Lisie.
-Wstawaj!-krzyknęłam i rzuciłam ją poduszką
-Daj mi spokój! Idź sobie!-powiedziała i zasłoniła twarz kołdrą.
-Nudzi mi się!-powiedziałam i usiadłam koło niej.
-Nic ci na to nie poradzę. Idź do Justina.-powiedziała żartobliwie.
-Ha, ha, ha... bardzo śmieszne. -powiedziałam, złapałam za torbą i wyszłam.
     Powoli szłam korytarzem z opuszczoną głową. Było ciszo i zaczęłam sobie nucić wczorajszą piosenkę Justina. Nagle uderzyłam w kogoś i upadłam. To był on, wysoki, szatyn o brązowych oczach. Wpatrywał się we mnie i uśmiechał.
-Może mi pomożesz?-spytałam wrednie i wyciągnęłam rękę.
-Yyy, tak, jasne.-otrząsnął się i mi pomógł.- Co ty tutaj robisz tak wcześnie?
-Nie mogłam spać, więc szybko się przebrałam i teraz chodzę bez sensu po korytarzu.
-A po co ci ta torba?-spytał zdziwiony
-Na zajęcia.-odpowiedziałam
-Ale..., dzisiaj nie ma zajęć. Jest zebranie trenerów.
-Uhh..., to co ja będę robić przez cały dzień?-spytałam ze złością.
-Choć ze mną.-powiedział i podał mi rękę.
-Ale ty masz zebranie.
-Oj... nawet nie zobaczą, że mnie nie ma. Oni najchętniej to by się mnie pozbyli.-powiedział i złapał mnie za rękę.
-No i jeszcze się narażasz?-spytałam z uśmiechem
-Jak mnie wyrzucą to nie będę musiał widywać się z tobą po kryjomu.-powiedział i puścił mi oczko.
-Hahah..., jaki pewny siebie.., a skąd wiesz, że ja będę chciała się z tobą spotykać?-spytałam żartobliwie i szłam za szatynem.
-A nie chciałabyś?-zatrzymał się i przestraszony spytał
-Hyymm.. musiałabym się zastanowić.-powiedziałam i poszłam przodem.
     Justin chwilę stał, ale zaraz się odwrócił i mnie dogonił.
-To gdzie idziemy?-spytałam
-Pokarzę ci najlepsze miejsca tego pięknego miasta.
        Złapał mnie za rękę i zbiegliśmy po schodach. Koło recepcji rozejrzeliśmy czy nikt nie patrzy i wybiegliśmy ze szkoły. Justin zaprowadził mnie do swojego sportowego samochodu. Byłam pod ogromnym wrażeniem, wsiedliśmy i pojechaliśmy.
-Powiesz mi gdzie jedziemy?-spytałam zaciekawiona.
-Nie.-odpowiedział z uśmiechem i wpatrywał się w drogę.
      Jechał bardzo szybko, ale się nie bałam. Chyba spodobała mi się szybka jazda. Droga była długa, przejeżdżaliśmy obok ogromnych sklepów i wieżowców, które dosięgały chyba nieba. Nagle Justin się zatrzymał za jakimś magazynem.
-Gdzie my jesteśmy?-spytałam
-W miejscu bez zasad.-powiedział i wysiadł z auta.
-Bez zasad?-spytałam i również wysiadłam.-Ale tutaj nic nie ma, tylko jakiś stary magazyn. Co my tu robimy?
-Może na zewnątrz tak wygląda, ale w środku jest inaczej. Choć.-powiedział i pociągnął mnie za rękę.
     Weszliśmy do środka i szliśmy po jakiś starych, betonowych schodach, skąd dobiegała jakaś muzyka.
Byłam ciekawa co tam jest i przyśpieszyłam.
-Kto ostatni na górze, ten stawia obiad.-powiedziałam i zaczęłam biec
-Okej.-zaczął mnie gonić.
Na szczęście byłam pierwsza, ale gdy tam dobiegłam nie przejmowałam się tym, że wygrałam,ale tym co zobaczyłam.
Bardzo mali chłopcy i dwie dziewczynki tańczyli na rozłożonych na ziemi kartonach. Uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej. Justin w końcu dobiegł na górę i podszedł do mnie od tyłu i szepnął.
-To dzieci z ulicy, nie mają gdzie się podziać, więc przychodzą tutaj i dla zabawy tańczą.
-Nie mają rodziny?-spytałam z lekkim smutkiem.
-Może mają, ale się nimi nie opiekują. Często tutaj przychodzę i pomagam im. Uczę ich ruchów i dostarczam jedzenie.
-Do bardzo miłe z twojej strony-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
     Oczy mi się zaszkliły. Te dzieci były wspaniałe. Przypomniały mi się czasy kiedy sama pałętałam się bez nikogo po ulicy. Łza spłynęła mi po policzku i wtedy jedna dziewczynka podbiegła do szatyna.
-Justin!-krzyknęła i rzuciła mu się na szyję.
-Hej Tiffani. Jak się czuje moja mała księżniczka?-spytał i mocno ją przytulił
-Dobrze, a kto to jest?-spytała i zawstydzona spojrzała na mnie.-To twoja... no wiesz... dziewczyna?-wyszeptała.
-Chciałbym, ale nie.-wyszeptał dosyć głośno, ja udawałam, że nie słyszałam i odwróciłam wzrok.-To Meg, moja przyjaciółka. Dzieci, chodźcie się przywitać.
    Nagle gromadka dzieci zaczęła się do mnie tulić.  Nie wiedziałam co powiedzieć, schyliłam się do pięciu małych ludzi i ich przytuliłam. Otarłam łzę i powiedziałam
-Wow, wspaniale tańczycie.
-Dzięki, to Justin nas wszystkiego nauczył i załatwił nam muzykę.-powiedział chłopczyk ubrany za małego rapera.
-Aha. A pokażecie mi kilka ruchów?-spytałam
-Pewnie.-odpowiedziała różowa dziewczyna i złapała mnie za rękę.
     Włączyli muzykę i zaczęli mi wszystko po kolei tłumaczyć. Świetnie się bawiłam, uwielbiam dzieci, a oni wyglądali przezabawnie. Był mały raper, mały gangster, mały skate i dwie małe księżniczki, jedna różowa, a druga niebieska. Byli uroczy i bardzo mili. Siedzieliśmy i gadaliśmy kilka godzin, a gdy miałam z szatynem już wracać nie chcieli mnie puścić. Zatańczyłam z nimi ostatni raz i ruszyliśmy do wyjścia. Przy samochodzie Justin zatrzymał się i powiedział.
-Chyba cię polubili.
-Ja też ich polubiłam
-A więc przegrałem zakład, tak?-spytał i otworzył mi drzwi.
    Wsiadłam i czekałam na Justina.
-Hahaah..., no.-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
      Justin nic nie powiedział i ruszył. Dojechaliśmy do restauracji i wysiedliśmy. Ludzie się nam przyglądali i chyba nie dowierzali. Spojrzałam przestraszona na Justina i się zatrzymałam
-Co się stało?-spytał zdziwiony.
-Dziwnie się czuję, wszyscy się patrzą.-odpowiedziałam i opuściłam głowę.
     Justin złapał mnie za nadgarstek i pociągnął do środka, a tam jeszcze więcej oczu wpatrujących się we mnie. Nagle szatyn  odszedł ode mnie i zaczął rozmawiać z kelnerem. Chwilę stałam sama, ale zaraz Justin wrócił i weszliśmy na górę do jakiegoś pomieszczenia. Było pusto, nikogo nie było, tylko my. Trochę się zdziwiłam i zapytałam
-Ale tu nikogo nie ma.
-Wiem, nie mogę się dzielić twoim widokiem z innymi. Zamówiłem to pomieszczenie i zaraz kelner przyniesie nam dania.
-Zrobiłeś to... dla mnie?-spytałam i lekko się zaczerwieniłam
-Tak. -odpowiedział i złapał mnie za rękę.
     Usiedliśmy przy stoliku, a chwilę potem wszedł kelner. Jedzenie pachniało znakomicie. Miało trudną nazwę i szybko zapomniałam. Skosztowałam kawałek i odleciałam. Było pyszne, nigdy w życiu czegoś takiego nie jadłam. Szatyn zjadł szybciej i przyglądał się mi jak jem. Najadłam się i wytarłam usta chusteczką.
Justin uśmiechnął się i powiedział
-Jeszcze tylko wezmę coś dla dzieci i pojedziemy im to zawieść, a potem wrócimy do szkoły.
-Bardzo chętnie znów ich zobaczę. Gdy ich widzę przypomina mi się dzieciństwo, sama połowę życia spędziłam na...-przerwałam i odwróciłam wzrok
-Na?-spytał zaciekawiony.-Na ulicy?-dokończył
  Nic nie powiedziałam tylko opuściłam głowę.
-Możesz mi powiedzieć. To nic strasznego.
-Wiem, ale rzadko o tym mówię. Gdy ludzie dowiadują się jak żyłam nie rozmawiają ze mną normalnie tylko z taką litością.
-Ale ja taki nie jestem.
-Wiem..-powiedziałam.-Gdy byłam mała moi rodzice zmarli w wypadku, potem przez kilka lat pałętałam się po ulicy, do czasu kiedy pewna kobieta zaprowadziła mnie do sierocińca. Tam spędziłam chyba 2 lata, a potem przyszła pani Rose i mnie przygarnęła. Dorosłam, a ona zmarła. Sama zarabiałam na tą szkołę jako kelnerka, a teraz walczę o stypendium, by w przyszłości nauczać innych.-powiedziałam i łza spłynęła mi po policzku.
-hej, nie płacz. Teraz masz mnie i ci pomogę.
    Wstaliśmy, zabraliśmy jedzenie i pojechaliśmy do dzieci. Były zachwycone i jadły, aż im się uszy trzęsły.
Potem wróciliśmy do szkoły, przez całą drogę gadaliśmy, w końcu otworzyłam się i opowiedziałam o sobie wszystko. Cieszę się, że mu zaufałam, mam nadzieję, że tego nie zmarnuje. Przemknęliśmy się przez recepcję i poszliśmy pod mój pokój. Zrobiło się trochę niezręcznie.
-Fajnie się dzisiaj bawiłam.-powiedziałam i zaczęłam się znowu czerwienić.
-Ja też. Cieszę się, że opowiedziałaś mi o sobie trochę. Zaufałaś mi, a to dla mnie wiele znaczy.
-Zasłużyłeś na zaufanie.-powiedziałam, pocałowałam go w policzek i szybko weszłam do pokoju. Z wielką radością zaczęłam skakać po pokoju, nie wiem czemu, ale po prostu zwariowałam. Po chwili weszła Lisa, więc się uspokoiłam i poszłam się umyć. Wiedziała, że coś się wydarzyło i zaraz gdy wyszłam z łazienki zaczęła mnie wypytywać. Opowiedziałam jej wszystko i wtedy obydwie wariowałyśmy.
 Położyłam się spać, ale długo nie mogłam zasnąć. Gdy tylko zamykałam oczy widziałam Justina bawiącego się z dzieciakami w tamtym magazynie.
******************
KOLEJNY BĘDZIE DOPIERO ALBO WE WTOREK, ALBO W PONIEDZIAŁEK WIECZOREM.
Wyjeżdżam i nie będę mogła napisać kolejnych. Komentować proszę.
A to link do mojego innego bloga, proszę o pytania,
http://kasia4everbelieber.blogspot.com/

sobota, 30 marca 2013

Rozdział 15

   Nagle do szatni wszedł Justin.
-Co ty tu robisz?-spytałam zdziwiona-To damska szatnia.
-Wiem, ale chciałem z tobą porozmawiać.
-O czym?-spytałam zdziwiona.
-O tym co się stało na sali.
-Chyba sobie już wszystko wyjaśniliśmy.-powiedziałam i usiadłam na ławce
-Chciałem cię przeprosić. Nie powinienem tak naskakiwać na Michaela. Przyznaję, że byłem trochę zazdrosny, ale wyjaśniłem wszystko z nim i teraz jest w porządku. Bardziej się martwię o nas. 
-O nas? 
-Nie chcę się z tobą kłócić. Lubię cię, jesteś wspaniałą tancerką i nie chce, żebyś była na mnie zła.-powiedział i usiadł koło mnie.
-Przeprosiłeś Michaela, więc nie jestem zła, ale zawiedziona, bo myślałam, że jesteś inny.
-Jestem inny.-powiedział i spojrzał mi prosto w oczy
-To udowodni to. Zrób coś, żebym uwierzyła. 
-Ale co?
-Zaskocz mnie.-powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia.-A tak w ogóle to co powiedziałeś Michaelowi? Strasznie się zmienił po rozmowie z tobą, jest rześki i cały czas ma dobry humor.
-Przeprosiłem go i spytałem czy podobasz mu się.
-I?-spytałam zaciekawiona
-Powiedział, że podoba mu się twoja koleżanka, a ty jesteś tylko jego przyjaciółką. Oczywiście ucieszył mnie ten fakt, ale mu o tym nie powiedziałem, tylko dodałem, że powinien walczyć i porozmawiać z nią. Może ona czuje to samo. -powiedział i stanął przede mną.
-Aha. Dzięki, to ja już pójdę. -powiedziałam i ominęłam Justina.
-Meg!-krzyknął
-Tak?-spytałam 
-Nie ważne, chciałem jeszcze raz zobaczyć twoje oczy.-powiedział i się uśmiechnął
     Uśmiechnęłam się i wyszłam. Poszłam do pokoju się przebrać i wypakować brudne ciuchy z torby. Nagle ktoś zapukał do drzwi
Otworzyłam i zobaczyłam kwiaty z liścikiem. Rozglądałam się, ale na korytarzu nikogo nie było, wniosłam bukiet do środka i położyłam na stoliku. Przeczytałam liścik:"Do Megan: Czekam na dachu".
Zdziwiłam się, nie wiedziałam kto to napisał. Przyznaje, że się troszkę przestraszyłam i na początku nie wiedziałam czy mam pójść. Po chwili namysłu poszłam, lekko uchyliłam drzwi i zobaczyłam Justina.
Stał przy pięknie przygotowanym stoliku i uśmiechał się.
-Co to jest?-spytałam
-Mówiłaś, że mam cię zaskoczyć. 
-I udało ci się, ale...
-Żadnych "ale".-powiedział i złapał mnie za rękę.-Czy zechciałabyś zjeść ze mną kolację?-spytał
-A mam inne wyjście?-spytałam żartobliwie
-Nie.-odpowiedział i odsunął mi krzesło.- Cieszę się, że przyszłaś. Chcę ci pokazać, że jestem inny i naprawdę cię lubię.
-Aha...
-To nie koniec niespodzianek.-powiedział i wyciągnął gitarę.
    Byłam zachwycona, nie wiedziałam, że aż tak weźmie moje słowa do siebie. Zaśpiewał piosenkę:"Catching Feelings". Wsłuchiwałam się w słowa, był naprawde romantyczny. Uśmiechał się i patrzał 
mi prosto w oczy.
-Czy istnieje taka możliwość
Próbuje powiedzieć do ciebie ,,Co tam '' 
Bo robię to dla ciebie jak i dla mnie
Kochanie teraz jest ten czas 
Będę dawał z siebie wszystko
Ale nie czuje tego aż tak
Mówią ze jesteśmy za młodzi na miłość
Ale ja łapie uczucia , łapie uczucia.
W mojej głowie jesteśmy już razem
Sam jestem fajny , ale z tobą jestem lepszy 
Chce po prostu widzieć twój uśmiech
Powiesz słowo a ja tam się pojawię.
Bez ciebie nie pójdę nigdzie.
Ja po prostu próbuje zobaczyć gdzie to nas może zabrać
Ponieważ wszystko związane z tobą jest tak zaraźliwe-śpiewał Justin

    Zaczerwieniłam się i nie wiedziałam co powiedzieć. Jego głos i ta piosenka... to było nie do opisania. Wpatrywałam się w niego i nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje. Jednego dnia byłam na niego zła, a teraz nie mogłam się po prostu ruszyć. Skończył piosenkę i usiadł na przeciwko mnie. 
-I co o tym myślisz?-spytał lekko zdenerwowany
-Piosenka była piękna, ale wiesz przecież, że ty i ja...
-Proszę, nie mówmy o tym, nie tego wieczoru. Chce się nacieszyć twoją obecnością, zanim znowu znikniesz.
  Uśmiechnęłam się i posmakowałam wina. Justin przygotował spaghetti i francuskie wino, które smakowało wspaniale. Wpatrywał się we mnie i nic nie mówił. Po jedzeniu dopiero zaczął rozmawiać. Tym razem to ja wypytywałam go o wszystko, o rodzinę, o karierę, o taniec. Przegadaliśmy cały wieczór, potem odprowadził mnie do pokoju i pocałował w policzek. Weszłam do środka i od razu zostałam zaatakowana przez Lise.
"Gdzie byłaś? Z kim byłaś? Co robiłaś? Jak się bawiłaś?", te pytania nie miały końca, ale opowiedziałam jej wszystko, a ona aż się wzruszyła. Przebrałam się w piżamę i położyłam się spać. Lisa jeszcze wyszeptała:"To opowieść jak z bajki" i poszła spać.

Rozdział 14

     Następny dzień. W ogóle nie chciało mi się wstać. Gdy tylko otworzyłam oczy przypomniało mi się co Justin zrobił i nie miałam na nic ochoty. Ale nie przyjechałam tu dla niego tylko dla siebie, więc wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę łazienki. Przemyłam twarz, narzuciłam na siebie jakieś ciuchy i zaczęłam pakować się na zajęcia.
-Wszystko w porządku?- spytała zaspana Lisa.
-Tak, oczywiście, że tak.-skłamałam, było fatalnie. Ale nie mogłam się poddać, bo jakiś Bieber się uwziął.
-Jakby coś się działo, wiesz do kogo się zwrócić.-powiedziała Lisa i szeroko się uśmiechnęła.
-Hahah... doktor Lisa mnie wysłucha.-odpowiedziałam żartobliwie.
-Mmmm... fajne.. doktor Lisa.
   Wyszłam z pokoju i znowu musiałam wziąć głęboki oddech. Ruszyłam w stronę sali, wszyscy się na mnie gapili, a ja nie wiedziałam o co im chodzi. Nagle podeszła do mnie Bella i Alison.
-Słyszałaś najnowsze wieści?-spytała Bella
-Na pewno zaraz się dowiem. O co chodzi?-spytałam zaciekawiona
-Podobno Michael chce odejść ze szkoły.-powiedziała Alison
-Co?! Czemu?-spytałam
-No przez tą wczorajszą akcje z Justinem.-powiedziała Alison
-Gdzie jest Michael? Albo nie, gdzie jest Justin.?-spytałam ze złością.
-W sali.-odpowiedziała przestraszona Bella.
    Wleciałam do sali z hukiem. Nie wiedziałam kto tam jest z Justinem, ani nic. Weszłam na żywioł.
Na szczęście był sam i ćwiczył układ. Podeszłam do niego i uderzyłam go w ramię.
-Ał! A to za co?-spytał Justin
-Michael przez ciebie chce odejść!-krzyknęłam.
-Nie tak głośno! Poczekaj.-powiedział i zamknął drzwi do sali.
-Masz go przeprosić!-powiedziałam
-Dlaczego?-spytał zdziwiony
-Jeszcze pytasz? Obraziłeś go! To wspaniały tancerz, a ty... uhh..!-krzyknęłam
-Nie krzycz.-powiedział spokojnie.-porozmawiam z nim, ale nie wiem co ty w nim takiego widzisz.
-To mój przyjaciel i wspaniały partner. Dzięki niemu mogę dostać stypendium i on zresztą też. To mu się należy po tylu latach pracy.-powiedziałam
-Możemy przestać o nim gadać?-spytał i złapał mnie za rękę.
-Co ty robisz? Zostaw mnie!-zabrałam rękę i ruszyłam w stronę drzwi.
-Meg! Zaczekaj.-podbiegł do mnie i stanął przede mną.-Możemy gdzieś pogadać?
-Teraz gadamy.
-Ale po lekcjach. Masz czas?-spytał z proszącą miną.
-Dla ciebie? Nigdy!-odpowiedziałam i próbowałam przejść obok szatyna, ale zagradzał mi drogę.
-Proszę! Chciałbym cię przeprosić za to wszystko.
-To nie mnie powinieneś przepraszać, tylko Michaela.
-Ohh... no przeproszę go, ale spotkaj się ze mną.
-Nie!-powiedziałam i wyszłam z sali.
    Z drugiej strony korytarza stał Michael z opuszczoną głową.
-Hej, nie wyjeżdżaj!-powiedziałam
-Skąd ty...?
-Nie ważne. Najpierw idź porozmawiaj z Justinem. Ma ci coś ważnego do powiedzenia.
-Okej?-powiedział zdziwiony i poszedł do sali.
Wyszedł jakieś 5 min później, uśmiechnięty, a ta nim Justin. Rozmawiali jakby byli najlepszymi przyjaciółmi, co mnie zdziwiło, bo jeszcze przed chwilą Justin uważał go za wroga.
-O czym gadaliście?-spytałam Michaela.
-Przeprosił mnie i powiedział, że miał wtedy zły dzień i nie chciał, żeby tak to się stało.-odpowiedział
-Aha..?-powiedziałam zdziwiona.
-To co idziemy na zajęcia?
-Pewnie.-odpowiedziałam i ostatni raz zerknęłam na Justina, który uśmiechnął się i wszedł do sali.
     Trener już wrócił i jak zwykle miał zły humor. Krzyczał trochę na nas, ale przyzwyczailiśmy się do tego i olewaliśmy go na wszelkie możliwe sposoby. Michael czuł się lepiej, uśmiechał się i niczym się nie przejmował, jakby tamtego wydarzenia w ogóle nie było. Po treningu poszliśmy na stołówkę.
-Co ty taki wesoły?-spytałam Michaela.
-A co nie mogę?-spytał żartobliwie.
-Oczywiście, że możesz, ale jeszcze rano byłeś smutny i chciałeś wyjechać, a teraz po rozmowie z...-przerwałam na chwilę-Co on ci powiedział?
-No to co mówiłem.-odpowiedział i uśmiechnął się od ucha do ucha.
-Przekupił cię czy jak? Zrobił ci coś? Groził ci?
-Hahaha... nie! To spoko koleś. -odpowiedział
-Koleś?-spytałam zdziwiona.-Jeszcze niedawno był "pan".
-Hahaha..., nie wiem co ty do niego masz.
-Ja? Nic, on mnie w ogóle nie interesuje. -powiedziałam zawstydzona.
-Podoba ci się?-spytał, a wręcz oznajmił podejrzliwie.
-On?Mi? Nie! Nigdy!-powiedziałam  lekko zdenerwowana.- Jedz i nie gadaj!-powiedziałam i napiłam się herbaty
Michael szczerzył się jakby pozjadał wszystkie rozumy. Justin jest... jest... uhh... Nawet nie wiem jak go nazwać. Siedziałam jakby obrażona i kończyłam kanapkę. Wtedy podeszła do nas Lisa i blondyn o zielonych oczach zaczął się czerwienić.
-Hej!-powiedziała Lisa.
-Hej, co ty tu robisz?-spytałam Lisy, ale zerkałam kontem oka na Michaela.
-Mam przerwę, a potem kolejne zajęcia.-odpowiedziała i ze zdziwionym wzrokiem patrzała na mnie i na blondyna.
-Yyy.. Meg. Przypomniało mi się, że mam coś do zrobienia. To pa.-powiedział Michael i odszedł
-Aha...? Co to było?-spytałam
-Nie wiem-odpowiedziała Lisa
-Chyba mu się spodobałaś.-oznajmiłam
-Daj spokój! Ja? Hahaha..-odpowiedziała i lekko się zaczerwieniła
-A on tobie się spodobał! Aaaa!-ucieszyłam się i przytuliłam koleżankę.
-Przestań! Ty mi raczej powiedz co z Justinem. Przeprosił?
-Rozmawiałam z nim, a potem oni ze sobą i teraz jest okej. Michael po rozmowie z Justinem zmienił się. Na lepsze oczywiście.-odpowiedziałam
-To dobrze, bo miałam ochotę wydłubać mu oczy.-powiedziała Lisa i zacisnęła pięści.
-Wiedziałam, że Michael ci się podoba.-powiedziałam i się uśmiechnęłam
-No może trochę, ale nie mów nikomu.
-Dobrze.-odpowiedziałam
    Poszłyśmy do pokoju, ja weszłam do łazienki się umyć, a Lisa położyła się na łóżku.
-Meg?- spytała Lisa
-No.-odpowiedziałam.
-A co teraz będzie?
-Ale z czym?-spytałam zdziwiona.
-No z tobą i Justinem. Wybaczysz mu?-spytała
-Może kiedyś... nie wiem.
-Mimo, że obraził faceta, który mi się podoba, to go rozumiem, bo był zazdrosny, a tym udowodnił, że mu się podobasz.
    Nie odpowiedziałam, szybko się umyłam i poszłam na kolejne zajęcia.
Nowy układ, nowe ruchy, ale było super. Nie miałam trudności z zapamiętaniem kroków.
Po zajęciach, poszłam się przebrać. Dziewczyny wyrobiły się szybciej, więc zostałam sama. Nagle do szatni wszedł Justin.

piątek, 29 marca 2013

Rozdział 13

    Kilka dni później. Dziś obudziłam się w bardzo dobrym humorze, nawet nie byłam zaspana, wręcz przeciwnie tryskałam energią. Wstałam i szybko przygotowałam się na zajęcia. Miałam jeszcze trochę czasu, więc wzięłam słuchawki i poszłam pod sale. Na korytarzu było pusto, ani jednej żywej duszy. Aż dziwne, bo nawet nie było słychać nikogo w pokojach. Trochę się przestraszyłam, więc szybko pobiegłam pod salę i usiadłam na ziemi. Włączyłam muzykę,włożyłam słuchawki i  w mojej wyobraźni korytarz wypełnił się tancerzami. Wszyscy tańczyli równiutko, bez żadnych pomyłek.  Do słów i bitów ułożyłam w głowie im układ. Nagle zadzwonił dzwonek, tancerze zniknęli, a korytarz wypełnił się uczniami. Nie wiem skąd nagle tyle ludzi przyszło, ale w jednej sekundzie było ich tak dużo, że  nie można było przecisnąć się przez tłum.
Weszłam do szatni i zaczęłam się przebierać. Po chwili weszły dziewczyny.
-Hej, słyszałaś dobre wieści?-spytała Alison
-Jakie?-spytałam zdziwiona
-Daj spokój! Pewnie wie o tym, bo było już wczoraj wywieszone ogłoszenie.-przerwała Bella
-Ale jakie? Ja nic nie wiem.-spytałam z ciekawością.
-Dziś mamy zajęcia z Justinem! Aaaaa!!-krzyknęła Alison.
-Co? Czemu?-spytałam
-Bo trener musiał coś załatwić, ale nie wiadomo co.-odpowiedziała Bella.
Byłam załapana, nie wiedziałam co powiedzieć, a tym bardziej co zrobić. Od dawna nie rozmawiałam z Justinem, a jak ostatnio gadaliśmy to nie była to zbyt ciekawa rozmowa. W ostatnich dniach mnie unikał i tylko spoglądał na mnie.
   Weszłam na sale i go zobaczyłam. Patrzył się na mnie chyba z minutę, jakby zobaczył ducha, a potem odwrócił wzrok i udawał, że robi coś innego.
Nagle podszedł do mnie Michael.
-Hej, co tam?-spytał uśmiechnięty.
-Hej, a nic, właśnie się rozciągam. Będziemy mieć zajęcia z Justinem i nie wiem czego mogę się spodziewać.-odpowiedziałam i zrobiłam skłon.
-Faktycznie. Może hip hop, albo... nie wiem, może trener mu powiedział co ma zrobić.
-Może, ale wole dmuchać na zimno.-odpowiedziałam.
     Widziałam, że szatyn zerkał na mnie gdy gadałam z Michaelem, ale nic nie powiedział. Rozciągnęłam się i stanęłam obok dziewczyn, które były strasznie podniecone tym, że on z nami jest.
-Dobra, dzisiaj ja będę miał z wami zajęcia. Wasz trener powiedział mi, że macie już jakiś układ  w parach i kazał mi to z wami przećwiczyć.- powiedział Justin- Tak więc do roboty. -dodał i włączył muzykę.
 Szatyn usiadł na krześle obok lustra i przyglądał się jak tańczymy. Czułam cały czas jego wzrok na sobie, bardzo się stresowałam i zaczęłam się mylić. Kilka razy się potknęłam o własne nogi, a  nawet zdarzyło mi się lekko uderzyć Michaela.
-Dobra, dobra, dobra! Dosyć!-powiedział Justin i wyłączył muzykę.-Jak się nazywasz?-spytał podchodząc do mojego partnera.
-Michael.
-Michael, słuchaj. Wiem, że jesteś zestresowany i nie wiem czy ty to specjalnie robisz czy jak, ale dziewczyna na prawdę się stara dobrze wypaść, a ty to wszystko psujesz.
-Co?!-spytałam ze złością.
-Przepraszam, to się więcej nie powtórzy.-powiedział Michael
-Nie przepraszaj, nie masz za co. To ja źle zatańczyłam!-wykrzyknęłam patrząc ze złością na Justina.
-Ty tańczyłaś dobrze, dopóki on się nie pomylił.
-Tak, to moja wina. Meg, nie kłóć się z nami. Justin zna się lepiej od nas.-powiedział Michael i spojrzał się na mnie ze smutkiem.
-Nie no ja w to nie wierze...-powiedziałam i złapałam się za głowę.
-Od nowa!-krzyknął Justin
       Byłam wściekła, miałam ochotę wybiec z tej sali albo wygarnąć przy wszystkich co myślę o Justinie.
Za drugim razem wyszło znakomicie, a nawet lepiej. Szatyn patrzył się ze złością na nas, pewnie chciał coś powiedzieć, ale nic nie mówił, bo nie miał do czego się przyczepić. Chyba, że do tego, że ja tańczę z Michaelem, ale to było by dziwne.
Nie mogłam uwierzyć, że to zrobił. Zniżył się do takiego poziomu. On wiedział, że to ja źle tańczyłam, ale mi tego nie powie, więc uczepił się mojego partnera.
Przez całe zajęcia starałam się tańczyć jak najlepiej nasz układ. Michael trochę się stresował, ale nie pozwoliłam na to, żeby to pokazywał. Pod koniec zajęć czekałam, aż inni pójdą do szatni, bo chciałam pogadać z Justinem.
-Co to było?-spytałam, a raczej wykrzyknęłam
-Ale co?-spytał jakby nie wiedział o co chodzi.
-Naskoczyłeś na niego, jakby ci coś zrobił, a to ja źle tańczyłam i dobrze o tym wiesz!-powiedziałam i uderzyłam go w ramię.
-Pamiętaj, że jestem nauczycielem.-odpowiedział spokojnie.
-Teraz nagle się obudziłeś?
-Sama kazałaś mi cię tak traktować.
-No właśnie! A nie traktujesz mnie tak. To do mnie powinieneś mieć pretensje co do tańczenia, a nie co do niego.
-Nie usprawiedliwiaj tylko go, bo ja wiem co widziałem. On nie umie tańczyć.
-Umie lepiej tańczyć od ciebie!-krzyknęłam.
-Mówicie o mnie?-do sali wszedł Michael.
-My już nie mamy o czym rozmawiać.-powiedziałam i zmierzyłam szatyna.-Choć Michael, nic tu po nas.-powiedziałam i złapałam partnera za rękę.
-Meg!-powiedział Justin.
-Już mam dosyć! Zmieniłeś się, już cię nie poznaję!-powiedziałam lekko odwracając wzrok na Justina.
-Ale Meg!-krzyknął jeszcze raz
      Wyszłam z sali i zaczęłam płakać.
-Co się stało?-spytał Michael.
-Nic, to przez niego, ale zaraz mi przejdzie.
-Chcesz coś do picia?-spytał-Choć, pójdziemy na stołówkę.
   Wypiliśmy herbatę i zjedliśmy kanapki. Gdy rozmawiałam z nim humor znów mi się poprawiał i przestawałam myśleć o złych rzeczach. Chwilę siedzieliśmy bez żadnego celu, a potem poszliśmy po moje rzeczy do szatni. Szybko się spakowałam i wróciłam do pokoju się umyć.
Miałam kolejne zajęcia z Justinem, ale na nie nie poszłam. Wiem, że nie powinnam, ale nie mogłam na niego patrzeć. Położyłam się na łóżku i usnęłam. Obudziła mnie wieczorem Lisa. Byłam we łzach, więc spytała co się stało. Opowiedziałam jej całą historię i zaczęłyśmy obie płakać. Wciąż byłam śpiąca i chciałam już kolejny dzień. Poszłam się umyć i z powrotem położyłam się spać. Przez chwilę nie mogłam zasnąć. Wciąż myślałam o Justinie i o akcji na zajęciach. Nie mogłam powstrzymać łez, ale ze zmęczenia w końcu zasnęłam.
******************
Jeśli są błędy to sory, ale się śpieszyłam i nawet nie sprawdziłam.
Mam nadzieję, że się podobało, czekam na KOMENTARZE !! <3

Rozdział 12

    Nadszedł kolejny poniedziałek i kolejne treningi. Wstałam i strasznie zaspana poszłam do łazienki się przebrać. Po drodze szturchnęłam Lise, że się obudziła, bo tak jak ja miała wcześnie zajęcia. Przemyłam twarz i od razu lepiej się poczułam, jakbym zmyła z siebie zmęczenie. Ubrałam koszulkę na ramiączkach z napisem "SWAG" i czarne leginsy. Przeczesałam jeszcze włosy i byłam gotowa do wyjścia.
Liss też już wstała, ale nadal była w proszku. Złapałam za torbą, butelkę wody i wyszłam.
Na korytarzu spotkałam chłopaka z mojej grupy, z którym miałam tańczyć.
-Hej.- powiedziałam
-Hej, dzięki, że się zgodziłaś ze mną tańczyć.-odpowiedział
-Spoko. A tak w ogóle jestem Meg, a ty?
-Michael. To co idziemy na zajęcia?-spytał
-Oczywiście, haha..
Na sali już dziewczyny się rozciągały, ja pobiegłam do szatni odłożyć rzeczy i zaraz do nich dołączyłam. Trenera jeszcze nie było, co było bardzo dziwne, bo zawsze był przed czasem. Chwilę później wszedł i zaczął się trening.
-Okej, wszyscy mają parę?-spytał trener
-Tak.-odpowiedzieliśmy równocześnie.
-Na początek zaufanie.
Ja z Michaelem nie mieliśmy problemów z zaufaniem. Bardzo dobrze nam szło, ale gorzej w układach. Często się myliliśmy i deptaliśmy sobie po nogach. Zabawnie to wyglądało, ale trenera to nie bawiło i gdy zaczynaliśmy się śmiać, krzyczał, że mamy zacząć od nowa.
Układ był strasznie skomplikowany, ale fajny. Był zmysłowy i namiętny, ale również agresywny. Przedstawiał historię dwóch ludzi, którzy się kochali, ale nie mogli być ze sobą. Ona odchodziła, a on nie przestawał walczyć. Podobał mi się ten układ, na prawdę potrafiłam się w niego wczuć, jakbym to przeżywała.
Zajęcia się skończyły i poszłam się przebrać. W szatni zaczepiły mnie dziewczyny.
-Hej, byłaś dzisiaj super.-powiedziała Bella.
-Dzięki.
-Ja nie mogłam w ogóle się wczuć, a ty... byłaś wspaniała.- powiedziała Alison.
-Michael dużo mi w tym pomógł.-odparłam
-Masz szczęście, że ciebie poprosił. To super tancerz, zazdroszczę ci.-odparła Alison.
-Dzięki, ale wy też macie fajnych tancerzy, gdyby nie byli dobrzy, nie dostaliby się tutaj.
-No tak, ale Michael jest najlepszy z grupy chłopaków. Słyszałam, że skończył już jakieś szkoły taneczne.-powiedziała Bella.
-Nie wiedziałam nic o tym. -odparłam i spakowałam rzeczy do torby.
-My już musimy lecieć, pa.-powiedziała Alison
-Pa.-odpowiedziałam
     Następne zajęcia miałam mieć za dwie godziny, więc poszłam do pokoju się przebrać i umyć, a potem na stołówkę. Byłam strasznie głodna po tym treningu, więc szybko nałożyłam sobie jedzenie i szukałam stolika.
Znalazłam miejsce i spokojnie zaczęłam jeść. Nagle ktoś za mną mnie szturchnął, to był Michael.
-Hej, mogę się przysiąść?-spytał
-Pewnie siadaj.
-Super układ wymyślili nie?
-Boski, a ty znakomicie tańczysz.
-Dzięki. Ty też super tańczysz. Jakie szkoły skończyłaś?
-Ja? Nie chodziłam do szkół tanecznych, uczyłam się wszystkiego w domu i w sierocińcu.
-Aha..., to się dziwnie, że tak dobrze tańczysz. Ja musiałem skończyć trzy szkoły, zanim się tu dostałem.
-Aż 3? Wow...
-Słuchaj, wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale czy ty też zauważyłaś, że pan Justin się na nas patrzy?-spytał spoglądając na Justina.
-Pan? hahaha..., dziwnie to brzmi.
-Czemu?
-Bo on jest tylko o 2 lata od nas starszy. A patrzy się, bo..- nie dokończyłam
-Co?-spytał zdziwiony.
-W sumie sama nie wiem. -odpowiedziałam i zerknęłam na Justina.
Speszył się i odwrócił wzrok.
-Widzisz przestał.-powiedziałam
-Bo się spojrzałaś, a jak się nie patrzałaś to zerkał na mnie tak jakbym mu coś zrobił. A ja nawet z nim nie rozmawiałem.-odparł zdziwiony.
-Nie wiem o co mu chodzi.-odpowiedziałam, ale dokładnie wiedziałam o co mu chodziło.
     Zjedliśmy i Michael odprowadził mnie do pokoju. Wzięłam tylko torbę i poszliśmy na zajęcia.
Tym razem tańczyliśmy trochę żywszy układ. Było dużo śmiechu i zabawy, mimo to, że trener to straszny zgred. Muzyka była bardzo szybka i w niektórych momentach nie nadążaliśmy, ale nam to nie przeszkadzało, bo bawiliśmy się przy tym na całego.
Po zajęciach, wymęczona, nie miałam na nic siły. Przebrałam się i poszłam do pokoju się umyć. Marzyła mi się długa kąpiel w bąbelkach. Leżałam w wannie chyba 2 godziny, a czułam jakby to było pięć minut. Wyszłam z łazienki, a do pokoju weszła Lisa.
-Ahh...-powiedziała opuszczając gwałtownie ręce.
-Co się stało?-spytałam.
-Ci faceci są jacyś dziwni. Nigdy ich nie zrozumiem.
-Ale co się stało?-spytałam
-No bo podoba mi się taki jeden i ja mu chyba też, ale... on jest dziwny, bo gdy jesteśmy sami normalnie ze mną gada, a nawet flirtuje, a gdy jesteśmy w grupie to mnie unika. Co mam zrobić?
-O dziewczyno... mam plan.
-Jaki?- zaciekawiona podniosła głowę.
-Idziemy po lody i na dach.
-Na dach?-spytała zdziwiona
-Tam jest piękny widok i można się odprężyć i pogadać.
     Złapałam ją za rękę i poszłyśmy do najbliższego sklepu po lody. Akurat zamykali, ale powiedziałyśmy, że to sprawa życia lub śmierci i nas wpuścili. Kupiłyśmy co miałyśmy i pobiegłyśmy na dach. Usiadłyśmy na ziemi i zaczęłyśmy plotkować i obrażać facetów. Trochę nam ulżyło, ale nie do końca, więc wstałyśmy i zaczęłyśmy się wydzierać. Ktoś nawet odpowiedział, a my zaśmiałyśmy się i dokończyłyśmy lody. Uradowane wróciłyśmy do pokoju, przebrałyśmy się w piżamę i zmęczone dniem usnęłyśmy jak aniołki.

czwartek, 28 marca 2013

rozdział 11

    Obudziłyśmy się na ziemi, strasznie bolały nas kości i zrobiło się zimno. Złapałam za pościel, okryłam się i poszłam spać dalej, ale długo to nie trwało, bo zadzwonił budzi na rozgrzewkę.
W tej szkole były dziwne zasady, zamiast do kościoła, chodziło się na poranny trening. Z trudem doczołgałam się do łazienki i przemyłam twarz. Wyszłam z łazienki i zaczęłam budzić Liss.
-Hej, wstawaj! Mamy poranny trening.
-Jeszcze minutkę.-odpowiedziała
-Ale nie mamy minutki, musisz już wstać, bo nie zdążysz.
-No dobra! Już wstaję.-odpowiedziała i spojrzała się na mnie jakby była zła.
-Nie bądź zła, bo to nie moja wina, że są zajęcia.
-Jak mnie ktoś budzi tak wcześnie to na wszystko jestem zła. Haha...
    Przebrałyśmy się, wyszłyśmy z pokoju i poszłyśmy na recepcję.
-Tak w ogóle to czemu ty też musisz iść na ten trening?-spytałam-Przecież masz inne zajęcia i nie musisz ćwiczyć.
-No tak, ale oni mają takie zasady, sądzą, że każdemu przyda się odrobina ruchu na rozpoczęcie nowego tygodnia.
-Aaa..., rozumiem, ale i tak to dziwne.
    Wszyscy już przyszli, było sporo osób. Nauczyciele sprawdzili obecność i ruszyliśmy w drogę. Biegaliśmy po mieście, tak wcześnie rano mało osób chodziło po chodnikach, więc był luz. W parku zatrzymaliśmy się i robiliśmy ćwiczenia. Połowa osób już padała i marudziła, ale ja byłam do tego przyzwyczajona, bo dużo biegałam w domu. Justin też ćwiczył, trochę śmiesznie to wyglądało, ale innym dziewczyną to nie przeszkadzało, bo były tak w niego wpatrzone, że nie zwracały uwagę na to jak on wykonuje te ćwiczenia.
    Nagle trener Shane podniósł się i stanął na ławce.
-Uwaga moja grupa! Od jutra mamy zajęcia w parach, będziemy uczyć się współpracować z partnerem. Jasne?-spytał z groźną miną.
-Jasne!-krzyknęliśmy równocześnie.
Wróciliśmy tą samą drogą do szkoły. Koło recepcji chłopak z mojego zespołu podbiegł do mnie i spytał.
-Chciałabyś być ze mną w parze?
-Ja?
-Tak, widziałem jak tańczysz i widzę, że tak jak ja starasz się dostać stypendium. To co?
-No spoko. To do zobaczenia na zajęciach.
-Dzięki, pa.
   Odszedł a za nim stał Justin. Wiedziałam, że słyszał, bo na chwilę się spojrzał, a potem odwrócił wzrok i udawał, że robi coś innego. Cieszę się, że wyjaśniłam sobie z nim wszystko, bo inaczej już by mnie tu pewnie nie było.  Wróciłam do pokoju i włączyłam laptopa. W torbie znalazłam płytę od Lucasa, którą dostałam na urodziny. Pomyślałam, że nadszedł czas, by obejrzeć filmik i powspominać. Do pokoju weszła Lisa.
-Co robisz?-spytała
-Chcę obejrzeć film, który dostałam od jednego z chłopaków. Chcesz się dołączyć?
-Pewnie, w końcu ich zobaczę.
   Zaczęłyśmy oglądać. Było tam pełno ujęć z naszych wygłupów na treningach i z naszych popołudniowych spotkań. Gdy tylko ich ujrzałam zaczęły mi łzy lecieć. Bardzo za nimi tęsknie, a te wspomnienia to najszczęśliwsze chwile z mojego życia. Nawet Lisie spłynęła łezka po policzku. Pewnie sama tęskni za przyjaciółmi i rodziną. Skończył się film i zapadła cisza. Spojrzałyśmy się na siebie, byłyśmy rozryczane i zaczęłyśmy się z siebie śmiać. Dziwnie to wyglądało, bo rzucałyśmy się po podłodze, płakałyśmy i śmiałyśmy się w tym samym czasie.
Żeby poprawić sobie humor poszłyśmy na kawę do stołówki. Justin mnie unikał. Trochę głupio się czułam, bo gdy ze mną rozmawiał to lepiej się czułam, a teraz jak się nie odzywa, czuję tak jakby pustkę. Trochę posmutniałam i opuściłam głowę.
-Co się dzieje?-spytała Lisa.
-Nic-odpowiedziałam
-Przecież widzę, że coś cię gryzie. Mów!
-No, bo chodzi o Justina.
-Co z nim?-spytała zdziwniona
-Nie odzywa się do mnie i co chwila mnie unika.
-Ale tego przecież chciałaś. Sama mówiłaś, żeby się od ciebie odczepił.
-No wiem, ale teraz jak mnie unika, mam takie dziwne uczucie, taką pustkę.
-Zakochałaś się?-spytała dowcipnie.
-Nie! Nigdy! On ma swoje fanki.-odpowiedziałam
-Lecisz na niego i to widać.
-Zdaje ci się.
-Ale brakuje ci go, bo inaczej nie przejęłabyś się tym, że cię unika.
-No może troszkę tak, ale sama tego chciałam. No bo nie mogło być tak jak było, bo wtedy wyrzuciliby mnie i straciłabym wszystko.
-Porozmawiaj z nim.
-Ale o czym?
-O was.
-Nie ma żadnych nas! Jestem uczennicą, a on nauczycielem i musi tak zostać.-odpowiedziałam i spojrzałam się na Justina.
Szatyn siedział zamyślony przy stoliku dla nauczycieli. Dziewczyny próbowały kilka razy podejść, ale nie zwracał na nie uwagi. Spojrzał się na mnie, a ja speszona odwróciłam wzrok i zaczęłam się bezsensownie śmiać.
-Hahaha...
-Co? Ja nic jeszcze nie powiedziałam.
-Justin się spojrzał i nie wiedziałam co zrobić, dlatego udawałam, że świetnie się bawię i się zaśmiałam.
-Aha..., ale spójrz na niego. On cierpi i to nie dlatego, że siedzi przy tych gburach, tylko dlatego, że nie może podejść do ciebie, bo mu zabroniłaś.
-Nie zabroniłam mu podchodzić do mnie.
-Ale kazałaś mu zachowywać się jak nauczyciel do uczennicy. A jeśli on cię nie uczy nie ma po co do ciebie podchodzić.
-Sam to zaproponował.-odparłam
-Wolał już taką opcje, niż żebyś była na niego zła i unikała go. Teraz przynajmniej może na ciebie patrzeć.
-Daj spokój, on tak nie myśli.-odpowiedziałam i znowu zerknęłam na niego.
-Wiesz w co chcesz, a ja i tak wiem swoje.
     Wstałyśmy i poszłyśmy do pokoju. Strasznie mi się nudziło, więc weszłam na twittera, by zobaczyć co nowego u chłopaków. Zapomniałam, że obserwowałam Justina i zobaczyłam co napisał :"Nic nie jest takie jak powinno, już nic nie ma sensu, ale cieszę się, że Beliebers są ze mną na zawsze". Zrobiło mi się przykro, bo wiedziałam, że słowa były skierowane do mnie. Ale nie mogłam inaczej postąpić, zależy mi na stypendium i nie mogę zepsuć tego na co pracowałam przez całe życie, on tez nie powinien marnować szansy jaka dostał dla jakiejś dziewczyny z sierocińca. Zrobiłam jak najlepiej mogłam dla nas obojgu.

rozdział 10

   Przez kolejne dni unikałam Justina. Starał się ze mną skontaktować, podchodził, ale ja uciekałam. Nie chciałam z nim rozmawiać. Za dużo się wydarzyło między nami, a nie powinno się nic wydarzyć. On jest nauczycielem tańca, a ja uczennicą. Gdyby ktoś się dowiedział co się stało, to nie wiem jaka wojna by wybuchła. Dziewczyny by mnie zabiły, a dyrektor wyrzucił za spoufalanie się z trenerem. 
Ja tego nigdy nie chciałam, nie wiem co strzeliło szatynowi do głowy żeby to zrobić. 
   Wstałam i poszłam przemyć twarz. Lisa chyba zaczęła coś podejrzewać, bo spoglądała na mnie wzrokiem jakby chciała coś ze mnie wyciągnąć.
-O co ci chodzi?-spytałam, wychylając głowę z łazienki.
-O nic.-odparła i nie przestawała patrzeć.
-To czemu się tak patrzysz?
-Bo od jakiegoś czasu mało ze mną rozmawiasz. Coś się stało? Obraziłaś się na mnie?-spytała i opuściła głowę.
-Nie, oczywiście, że nie. Przepraszam, że nie rozmawiamy, ale ostatnio musiałam ostro skupić się na zajęciach, bo trochę się opuściłam
-Dlaczego?
-Nie ważne.-odparłam i włożyłam szczoteczkę do buzi.
-Jeśli mi opowiesz na pewno ci ulży. Nie możesz tego trzymać w sobie.
-No, bo...-wyplułam pianę z buzi i przetarłam twarz.-Chodzi o Justina.-powiedziałam i usiadłam na łóżku.
-Co się stało?-spytała Lisa.
-Pocałował mnie!-powiedziałam, a Lisa zrobiła wielkie oczy.-Ale ja tego nie chciałam. To on mnie pocałował, a ja go odepchnęłam. Teraz unikam go, a on nadal nie odpuszcza.
-Aaaaa! Całowaliście się? Wow... z jednej strony to super, ale z drugiej możesz zostać wyrzucona, a jak laski się dowiedzą to cię chyba rozerwą.
-No właśnie, dlatego nic nikomu nie mów.-powiedziałam i spojrzałam się na nią grożącym wzrokiem.
-I jak było?-spytała podekscytowana.
-Lisa!- krzyknęłam
-No co?
-Całuje bosko, ale nie o tym teraz mowa.-zaczęłam zmieniać temat.-Jak mam się go pozbyć? Nie chce żadnych plotek, ani nic. 
-Hahah... no nie wiem. Porozmawiaj z nim.
-Co?! Nigdy! Wolałabym już uciekać przez cały ten rok, niż z nim pogadać.
-Daj spokój! -powiedziała i rzuciła mnie poduszką.
    Śmiałyśmy się i wygłupiałyśmy. Była sobota, więc zajęć nie było. Poszłyśmy na stołówkę, wzięłyśmy jedzenie i usiadłyśmy przy jednym stoliku.
-Patrz! Idzie!-powiedziała i spojrzała na osobę za mną.
-Kto?-odwróciłam się i zobaczyłam Justina. Schowałam głowę.
-Co robisz?-spytała Lisa
-No, a jak myślisz? Chowam się przed nim.-odpowiedziałam
-Hej, Meg!-powiedział Justin i stanął koło mnie.-Możemy pogadać?-spytał
-Nie mamy o czym. -odpowiedziałam-Miałeś o mnie zapomnieć i nie rozmawiać ze mną. 
-Yyyy... przypomniało mi się, że miałam iść coś załatwić.-powiedziała Lis i uciekła
-Meg, przepraszam!-powiedział Justin
-Wybaczam, ale przestań już ze mną rozmawiać i mnie zaczepiać, bo nie chce podpaść.
-Ale ja cię na prawdę lubię. Nie mogę przestać o tobie myśleć. Przy tobie mogę być sobą, bo nie jesteś taka jak inne i da się z tobą normalnie porozmawiać.
-Zepsułeś to tamtego wieczoru.-powiedziałam i odwróciłam wzrok.
-Wiem, nie powinienem tego robić, ale to nie było planowane.
-Justin! Zrozum jesteś trenerem, a ja uczennicą. Nie możemy tak się zachowywać.
-Dobrze, wiem, ale nie chce cię stracić. Możemy zacząć od nowa?
-Bez żadnych pocałunków i spotkań? Tylko trener i uczennica?
-Tak. Jakoś to przeżyje, ale tak.-odpowiedział
-Zgoda.
-To super. Smacznego życzę panno Flower.
-Dziękuję.
     Odszedł, a do stolika podbiegła Liss. Wypytywała o co chodziło, czy sobie wszystko wyjaśniliśmy i czy jest ok. Opowiedziałam jej wszystko i chyba trochę się zawiodła, ale ja się cieszyłam. 
Zjadłyśmy do końca i poszłyśmy się przejść. Zwiedziłyśmy miasto i poszłyśmy na kawę. Tam chwilę rozmawiałyśmy, opowiadałam jej o Tarze oraz o chłopakach. Była zachwycona moją opowieścią i bardzo chciała ich poznać. Robiło się późno, więc wyszłyśmy z kawiarni i kierowałyśmy się w stronę szkoły. 
W Nowym Jorku wieczorem jest dużo dziwnych typów. Zaczepiali nas, więc zaczęłyśmy biec, aż do samej szkoły. Na recepcje wleciałyśmy jak poparzone, a pani za biurkiem zrobiła duże oczy i machnęła ręką. 
Poszłyśmy do pokoju i po kolei wchodziłyśmy do łazienki. Gdy byłyśmy już gotowe do spania, siedziałyśmy na podłodze i gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Przechodziłyśmy z tematu na temat i tak minęło kilka godzin. Zasnęłyśmy około 2 w nocy.

środa, 27 marca 2013

Rozdział 9

   Następnego dnia wstałam i przetarłam zmęczone oczy. Lisa wstała wcześniej, bo gdy spojrzałam na łóżko już jej tam nie było. Mało ze sobą rozmawiamy,ale nie mam nic do niej. Była bardzo energiczna i szalona,ale tworzyła dzięki temu wspaniałe dzieła.
   Miałam dzisiaj trochę swobodniejszy dzień, bo tylko 1 trening.  Szybko się przebrałam i spakowałam rzeczy to torby. Wyszłam z pokoju i poszłam na zajęcia. Byłam wcześniej, żeby tym razem się nie spóźnić.
Weszłam do sali i zaczęłam się rozciągać. Nagle weszły dziewczyny i do mnie podbiegły.
-Aaaaa..., nie mogłyśmy cię znaleźć wczoraj, a chciałyśmy z tobą pogadać.-powiedziała jedna z dziewczyn
-Ale o czym? -spytałam ze zdziwieniem.
-O Justinie!-odparła- Tak w ogóle jestem Alison, a to jest Bella.-dodała
-Megan, ale mówią mi Meg.-odparłam- Ale jak o Justinie?-spytałam
- No wczoraj byłaś z nim przed treningiem i cię zagadał.-powiedziała Bella.
-Aaaa... to! Ale to nic nie znaczyło, my tylko gadaliśmy o tańcu. -odparłam
-Ale rozmawiałaś z nim, a to jest najprzystojniejszy, najfajniejszy i najlepszy tancerz na świecie.-powiedziała Alison.
-Dajcie spokój! On? Najlepszy? Hahaha...- zaśmiałam się
-A ty nie jesteś jego fanką?-spytała Bella
-Fanką? Jego? Hahaha... nie! Oczywiście, że nie! A wy jak widzę tak.-odparłam
-A co fanką? Kogo fanką?-do sali wszedł Justin, a Alison i Bella zaczęły piszczeć.
-AAaaaaa!
-Ohh....-przewróciłam oczami i zaczęłam dalej się rozciągać.
-Hej Justin!-powiedziały równocześnie.- Co tam u ciebie Justin?-spytały.
-Dobrze, a wy się nie rozciągacie?-spytał
-No jasne, że tak!-odpowiedziały i zaczęły ćwiczenia,ale nadal wpatrywały się w Justina.
-Hej Meg!-powiedział i uśmiechnął się do mnie.
-Hej!-odpowiedziałam i odwróciłam wzrok.
-Dobra robota dziewczyny, oby tak dalej.- lekko zawstydzony powiedział i wyszedł z sali.
-Dlaczego go tak potraktowałaś?-spytała Bella.
-Ale jak?-spytałam
-No tak sucho. Widać było, że chce z tobą pogadać.-powiedziała Alison.
-Nie mamy o czym gadać, a po za tym muszę trenować.-odparłam- Cicho, bo trener idzie.
      Trening był naprawdę męczący, myślałam, że będzie łatwo, ale jak widać się myliłam. Jeden trening jest bardziej męczący od dwóch czy trzech.
Po treningu poszłam do pokoju się umyć, a potem poszłam się przejść na dół do recepcji. Nagle poszedł do mnie Justin.
-hej!
-Hej!-odpowiedziałam
-Czemu mnie unikasz?-spytał
-Ja? Ja cię nie unikam, ja unikam problemów.-odpowiedziałam
-To ja jestem problemem?-spytał
-Nie, ale nie chce się narażać. Zależy mi na tym stypendium, a plotki o nas raczej mi nie pomogą.-dodałam
-Aha, ale ja chce z tobą rozmawiać.-odparł
-Ja też, ale...
-Aaaaaa.... Meg!-nagle za mną pojawili się chłopaki.
-Hej! Co wy tu robicie?-spytałam zdziwiona, a Sam ze szczęścia mnie, aż podniósł.
-Jak to co? Dziś jest dzień odwiedzin, więc jesteśmy.- odpowiedział Marco.
-A gdzie Tara?-spytałam i przytuliłam resztę.
-Nie mogła przyjechać, bo dostała się do jakieś szkoły i teraz uczy się malować.-odpowiedział Marco.
-Aha, szkoda. -odpowiedziałam i posmutniałam
-A to kto?-spytał Sam spoglądając na Justina.
-Yyy... to jest Justin Bieber. Nauczyciel tańca w tej szkole i piosenkarz.-odpowiedziałam
-Znam go z telewizji, ale nie wiedziałem, że tu uczy.-powiedział Lucas.
-Justin to są Marco, Lucas i nasza gwiazda Sam. - powiedziałam pokazując na każdego palcem.
-Siema!-odpowiedział Justin i podał każdemu rękę.
-O starym, ty to masz pewnie tutaj powodzenie.-powiedział Sam.
-Hahaha..., no trochę.-powiedział Justin
-Ale nie u wszystkich!-dodałam
-Właśnie! Wasza koleżanka chyba mnie nie lubi.-odpowiedział Justin
-Lubi, lubi, ale ona taka jest. Za szybko nie ufa ludziom.-powiedział Marco.
-Hahaha... dosyć gadania o mnie, bo się obrażę.-odpowiedziałam
-Widziałaś filmik?-spytał Lucas.
-Nie przepraszam, ale nie miałam kiedy.-odpowiedziałam
-Meg, co dzisiaj robisz?-spytał Marco.
-Mam wolne.-odpowiedziałam
-To choć z nami potańczyć.-powiedział Marco - A Lucas jak zwykle to nagra. Jak za dawnych czasów.
-Okej. -odpowiedziałam
-Justin może chcesz iść z nami?-spytał Sam.
-Nie chcę się narzucać.-odparł
-On pewnie i tak nie ma czasu. Sami wiecie, fanki i te sprawy.-dodałam
-A właśnie, że mam czas. Idziemy?odparł Justin i ruszył za nami.
       Poszliśmy do parku, a tam jak zwykle dziewczyny piszczały na widok Biebera, ale Sam się z tego cieszył, bo korzystał z tego, że go zna i podrywał laski. Było zabawnie, szatyn się wyluzował, a gdy fanki do niego podbiegały spoglądał na mnie i mówił do dziewczyn: "Przepraszam, ale jestem teraz z przyjaciółmi i nie mogę rozmawiać". Zdziwiło mnie to, ale bawiliśmy się dalej.
Chłopaki jak zwykle łaskotali mnie i wymyślali nowe ruchy. Szatyn śmiał się i wariował razem z nami.  Po 2 godzinnych tańcach poszliśmy coś zjeść do pobliskiej knajpy, a tam wspominaliśmy dawne czasy. Justin nic nie mówił, tylko przyglądał się mi i uśmiechał.Odprowadziliśmy chłopaków na autobus, a potem sami wróciliśmy do szkoły. Przed drzwiami zatrzymałam się i spojrzałam na brązowookiego szatyna.
-Co?-spytał Justin-Aaa... mam tu poczekać, żeby nie było plotek?-spytał
-No chyba mnie rozumiesz? Lubie cię, ale lubię też tą szkołę.
-Rozumiem. Ale poczekaj na mnie u góry pod pokojem. Chce ci coś powiedzieć.
-To powiedz teraz.
-Teraz nie mogę, bo może ktoś usłyszeć.
-Aha, okej.
Weszłam do szkoły i przeszłam obok recepcji. Kobieta za biurkiem tylko zerknęła, a za chwilę znów wpatrywała się w monitor. Stanęłam obok drzwi do pokoju i czekałam. Justin przyszedł chwilkę po mnie i stanął przede mną.
-No i co chciałeś mi powiedzieć?-spytałam
-To.- pocałował mnie, ale nie w policzek, tylko w usta.
Na chwilę odleciałam, ale zaraz go odepchnęłam, weszłam do pokoju i zatrzasnęłam drzwi.
-Meg!-krzyknął
-Odejdź! To nie mogło się stać! To się nie wydarzyło! Zapomnij o tym i o mnie!-odpowiedziałam i łza zaczęła mi spływać po policzku.
   Chwilę stał przy drzwiach i pukał, ale po jakimś czasie poddam się i odszedł. Na szczęście Lisy nie było w pokoju. Szybko poszłam się umyć, pod prysznicem nie mogłam przestać myśleć o pocałunku. Płakałam, bo to może zepsuć całą moją pracę i mogę zostać wyrzucona. On jest nauczycielem i to nie mogło się stać. Nienawidzę go za to co zrobił. Przebrałam się i wskoczyłam do łóżka. Wtedy do pokoju weszła Liss, ja udawałam, że śpię, żeby nie zadawała pytań. Stanęła nade mną i spojrzała czy śpię. Poszła się umyć i zaraz tak jak ja poszła spać.

wtorek, 26 marca 2013

Rozdział 8

     Pierwszy dzień ostrej nauki. Boję się, ale cieszę się, że tu jestem.
Wstałam, ubrałam się i spakowałam ciuchy na treningi. Lisa miała później zajęcia, więc jej nie budziłam. Szybko wyszłam z pokoju i kierowałam się w stronę sali. Nie musiałam długo szukać, bo wczoraj przechodziłam koło niej kilka razy i zapamiętałam gdzie jest. W przebieralni dziewczyny gadały ciągle o Justinie, a ja nie wiedziałam co one takiego w nim widzą.  Przebrana weszłam na parkiet i ustawiłam się w szeregu. Do sali weszli wszyscy nauczyciele, włącznie z panem Bieberem.
Wszystkie dziewczyny zaczęły wariować i skakać z radości. On uśmiechał się tylko i rozglądał, jakby czegoś szukał. Spojrzał na mnie i zrobił tą swoją minę, na którą każda by poleciała i puścił oczko.
Odwróciłam wzrok i słuchałam nauczycieli.
-Wszyscy cisza!-krzyknął jeden z trenerów by uciszyć dziewczyny.-Rozdzielimy was na grupy.
Ja, dwie dziewczyny i trzech chłopaków mamy trenera, pana Shane'a. Wyglądał na bardzo ostrego, więc trochę się przestraszyłam.
Szybko rozdzielili resztę, dziewczyny, które trafiły do grupy Justina były podekscytowane i nie mogły przestać się cieszyć.
Zajęcia były męczące i nie myliłam się co do nauczyciela, bo był bardzo, ale to bardzo wymagający.
Potem się przebrałam i poszłam na stołówkę. Wzięłam tackę, nałożyłam sobie kanapkę z pomidorem i herbatkę, po czym zaczęłam szukać miejsca.
-Jak pierwsze zajęcia?-spytał Justin, siadając koło mnie.
-A ty nie powinieneś siedzieć z nauczycielami?-spytałam
-Nie, ja nie muszę.-odparł
-Aha...-powiedziałam i opuszczając wzrok zaczęłam jeść.
-To jak pierwsze zajęcia?-powtórzył pytanie.
-Dobrze-odpowiedziałam i popiłam herbatą.
-Widzę, że zbytnio za mną nie przepadasz.-odparł
-Czemu tak sądzisz?-spytałam
-Bo inne dziewczyny szaleją za mną i starają się być jak najbliżej mnie, a ty mnie unikasz i nie zwracasz na mnie uwagi.
-To mam się zachowywać jak wariatka i piszczeć, mdleć i skakać, gdy tylko cię zobaczę?
-Nie, oczywiście, że nie. Ale interesuje mnie dlaczego jesteś inna.
-Nie wiem. Ale to że jesteś przystojny i fajnie tańczysz, nie oznacza, że jesteś lepszy.-dodałam- Są tu ludzie, którzy tak samo jak ty ciężko pracują.
-Mmm... jestem przystojny?-spytał drażniąco.
-Nie o to mi chodziło.
-Nic na to nie poradzę, że jestem sławny i że dziewczyny mnie uwielbiają. Nie czuje się lepszy, kocham to co robię i chce się tym dzielić z innymi.
Chciałam go przeprosić, że na niego tak naskoczyłam, już miałam coś powiedzieć, gdy nagle tłum dziewczyn podbiegł do stolika i zaczęły zagadywać Justina. Nie widziały mnie w ogóle, a on nawet nie spostrzegł się kiedy odeszłam.
Wróciłam do pokoju, żeby się umyć, bo za godzinę miałam kolejne zajęcia. Lisa była już na zajęciach i pokój był pusty.
Przebrałam się w nowe ciuchy i poszłam na zajęcia. Miałam jeszcze pół godziny, więc włożyłam słuchawki do uszu i na korytarzu wymyślałam nowe ruchy, tak jak to robiłam z chłopakami.
Nagle zobaczyłam Justina opartego o ścianę i śmiejącego się pod nosem.
-Ile tu już stoisz?-spytałam
-Oj długo.-odparł i kiwnął głową.
-Co cie tak śmieszy?-spytałam
-No, bo twoje ruchy..
-Co?-przeszkodziłam mu.-Co z nimi nie tak?-spytałam
-No z nimi nic, są świetne, ale ty...
-Co ja?
-Masz bardzo dziwną postawę i nie potrafisz utrzymać ciała stabilnie.
-O co chodzi?-spytałam
-Bo gdy z jednego ruchy przechodzisz w drugi strasznie się chwiejesz, jakbyś miała zaraz upaść.-odparł i zaczął się do mnie zbliżać
-Dlatego tu jestem, by się tego nauczyć.-dodałam i usiadłam pod ścianą.
-No, ale chyba nie jesteś zła?-spytał i usiadł koło mnie.
-Nie, dobrze wiedzieć co się robi źle, by to poprawić i robić coraz lepiej.-dodałam
-Czemu uciekłaś ze stołówki?
-Byłeś zajęty, a ja i tak musiałam iść się odświeżyć, przed kolejnymi zajęciami.
-A wiesz, że się już zaczęły?
-Co?
-Zajęcia, już trwają.-dodał
-O nie!-spojrzałam na zegarek, spóźniłam się 10 min.- Tak byłam zamyślona tańcząc, że straciłam poczucie czasu.
Wleciałam do sali jak oparzona. Trener zmierzył mnie wzrokiem i przerywając zajęcia podszedł do mnie.-
-Zajęcia zaczęły się 10 min temu. Gdzie byłaś?-spytał z groźną miną.
-Ja...
-Była ze mną.-Do sali wszedł Justin, a  dziewczyny zrobiły ogromne oczy.-Zagadałem ją i się spóźniła, bardzo pana przepraszamy.-dodał
-Czy to prawda?-spytał się mnie nauczyciel.
-Yyy... tak, przepraszam.-odpowiedziałam
-Dobrze, więc stań przy drabinkach i rozciągnij się, potem spróbuj nadążyć nad resztą.
-Dobrze.-powiedziałam i podbiegłam do drabinek.
Justin uśmiechnął się do dziewczyn i wyszedł.
Trudno mi było nadążyć, ale jakoś przetrwałam i po zajęciach jeszcze raz poszłam przeprosić trenera.
Bardzo zależało mi na tym stypendium, więc nie mogłam się narażać, a tym bardziej temu nauczycielowi. Wyszłam z sali, a Justin złapał mnie za nadgarstek i odciągnął na bok.
-Co robisz?-spytałam
-Uratowałem cię, więc jak mi się odwdzięczysz?-spytał
-Hyymmm..., podziękuję ci, a na pożegnanie pierwszy i ostatni raz się do ciebie uśmiechnę. Zgoda?-spytałam
-Na początek uśmiech dobry, ale za to co zrobiłem, zasługuję na coś... coś lepszego.-odparł
-Hyymm..., dobra to nie wiem co. -odpowiedziałam
-Umów się ze mną.-dodał
-Hahah... jestem uczennicą, a ty nauczycielem, a po drugie to i tak nie umówiłabym się z tobą.-odpowiedziałam
-Ojj, daj spokój, dlaczego.?-spytał
-Bo nie!-odparłam i ruszyłam w stronę pokoju.
-Bo powiem trenerowi prawdę.
-Uhhh... no dobra, ale to nie randka.-odpowiedziałam
-No dobra- powiedział przewracając oczami.
-A wiesz co? Ja mam lepszy pomysł
-Jaki?-spytał ze zdziwioną mina.
-Spotkam się z tobą, ale na treningu. Nauczysz mnie tego... co ty tam mówiłeś...-odpowiedziałam machając rękoma.
-Dobrze, jutro?-spytał.
-Nie, dzisiaj. Na dachu.-odpowiedziałam
-Na dachu?-spytał zdziwione-Okej, będę o 16.
-Okej.
Poszłam do pokoju się przebrać i czekałam na Liss.
-No hej, ja wychodzę.-odparłam i wstałam z łóżka.
-Ale gdzie?-spytała.
-Na trening z Justinem.-odparła.
-Ale ty nie masz podobno z nim zajęć.-powiedziała ze zdziwieniem
-No tak, ale prosił o spotkanie, a trening mi się przynajmniej opłaca.-odparłam.
-Czyżbyście..? No wiesz.spytała drażniąco.
-Nie! Nigdy.-dodałam
-Taaa... jasne... hahaha-zaśmiała się- To baw się dobrze na tym "treningu"-powiedziała sarkastycznie.
 Przewróciłam oczami i wyszłam. Poszłam na dach i włączyłam muzykę. Zaraz potem wszedł Justin.
Nie słyszałam go i zaczęłam się rozciągać. Zrobiłam skłon i wtedy się odezwał
-No, no... weszłem w znakomitym momencie.-odparł i złapał się za głowę, poprawiając włosy.
-Mówi się wszedłem, a po drugie, nie napalaj się, tylko zaczynamy.-dodałam
-Tak więc rozciąganie..
-To już mamy za sobą, także co dalej-przerwałam mu.
Włączył spokojną muzykę, podszedł do mnie od tyłu i złapał mnie za biodra.
-Co robisz?-spytałam.
-Spokojnie, nic ci nie zrobię.-odparł.
-Tylko wiesz... nie wyobrażaj sobie za dużo...
-Za takiego mnie masz?-spytał lekko oburzony.
-Nie, ale...- powiedziałam zawstydzona
-Spokojnie, żartowałem.-przerwał mi i wrócił do ćwiczeń.
    Trenowaliśmy równowagę i zaufanie. Twierdził, że nie ufam własnemu ciału i boję się robić kolejny krok.
Na początku go nie rozumiałam i twierdziłam, że się myli, ale po ćwiczeniach o wiele lepiej mi się tańczyło.
Justin zachowywał się normalnie, od takiej strony go jeszcze nie widziałam. Może się myliłam i on nie jest taki zły, ale nie chciałam zmieniać zdania zbyt szybko. Ćwiczyliśmy do późna, potem  zamówił pizze i jedząc wpatrywaliśmy się w zachodzące słońce. Starał się mnie rozśmieszyć i poznać. Zadawał dużo pytań, ale na razie nie chciałam by wiedział o mnie wszystko. W końcu byłam biedna i niezbyt lubiana. Nie odpowiadałam na wszystkie, przy niektórych zmieniałam temat. Zrobiło się ciemno, więc postanowiłam wrócić do pokoju.
-Ja już idę-powiedziałam i podniosłam swoje rzeczy.
-Dlaczego?-spytał-Zostań jeszcze.
-Nie mogę, jutro trening i muszę się wyspać.-odparłam i otworzyłam drzwi.
-Poczekaj, idę z tobą.-dodał
-Nie, poczekaj tu chwilę. Nie chce by ktoś zobaczył nas razem.
-Dlaczego?
-Bo jesteś nauczycielem, a ja uczennicą. Nie chce by były plotki. Nie chce podpaść.-odpowiedziałam
-Aha..-posmutniał i opuścił głowę.
-Co się stało?-spytałam
-Nie nic, idź! Poczekam
-Dzięki za trening, na prawdę mi pomogłeś.
-Spoko.-lekko się uśmiechnął.
     Wróciłam do pokoju, Lisa już spała, a może udawała, ale nic nie powiedziała. Poszłam się umyć i przebrać, a potem poszłam spać.

niedziela, 24 marca 2013

Rozdział 7

-I tak ją weźmiecie, po co się naradzacie, jak i tak wszyscy wiemy co zrobicie?.- spytał, podnosząc głos i wyszedł.
-Yyy.. panno Flower...
W oczekiwaniu na ostatnie słowa faceta w garniturze, nie mogłam się ruszyć, a tym bardziej oddychać, cała się trzęsłam.
-Podjęliśmy decyzje i będzie nam bardzo miło jeśli dołączy pani do naszej szkoły.
Zaczęłam skakać i piszczeć z radości.
-Aaa..., dziękuję, dziękuję!!-powiedziałam i wybiegłam z sali.
Koło recepcji stała Lisa, więc szybko do niej podbiegłam, by przekazać jej wiadomość.
-Dostałam się!-wykrzyknęłam, podnosząc ręce.
-Aaaa..., widzisz, nie trzeba było się bać.-powiedziała i mnie przytuliła.
-Przepraszam, ale muszę iść zadzwonić.-dodałam i pobiegłam do pokoju.
Byłam tak szczęśliwa, że zaczęłam wariować. Nie mogłam się uspokoić. Biegnąc korytarzem zza rogu wyszedł Justin, wpadłam na niego i upadłam.
-Nic ci nie jest?-spytał i pomógł mi wstać
-Nie nic, dzięki.-odpowiedziałam
-Cieszysz się, więc pewnie się dostałaś.-odparł
-Tak.-odpowiedziałam
-Gratulacje.-powiedział i lekko się uśmiechnął.
-Dzięki-odpowiedziałam i ruszyłam w stronę pokoju.
   W pokoju szybko wykręciłam numer do Tary i rzuciłam się na łóżko.
-Hej!-powiedziała przyjaciółka-Jak ci poszło?
-Chyba dobrze, bo...-drażniąc się powiedziałam
-Co?
-Dostałam się! Aaaa...-zaczęłam krzyczeć w słuchawkę.
-Aaaaa..., poczekaj, włączę na głośnik, akurat jestem z chłopakami.
-Hej, gratulację. Mówiliśmy, że dasz radę.-powiedział Marco.
-Dzięki, ale bez was nigdy nie dałabym rady.
-Są tam jakieś laski?-spytał Sam.
-Oj... Sam, oczywiście, ze są, to Nowy Jork.-dodałam.
- To kiedy jedziemy ją odwiedzić?-spytał Sam.
-Hahhaha...-zaśmialiśmy się równocześnie.
-Pogadałabym z wami dłużej, ale muszę iść odebrać plan zajęć.
-Okej, papa.-odpowiedziała Tara.
-Pa, kocham was-dodałam
-A my ciebie- odpowiedzieli równocześnie.
    Wyszłam z pokoju, zakluczyłam drzwi i skierowałam się do sekretariatu. Pani była bardzo miła i uśmiechnięta. Podała mi plan i życzyła miłych zajęć. Resztę dnia miałam wolną, zaniosłam plan do pokoju i poszłam się przejść. Rozejrzałam się trochę po szkole, mieli cudowne, duże sale, a nawet stołówkę. Potem weszłam na górę, na dach. Nie wiem co mnie tam tak ciągnęło, ale gdy weszłam i zobaczyłam ten widok, nie chciało mi się schodzić. Usiadłam na ziemi i wpatrywałam się w zachodzące słońce. Wtedy przypomniało mi się jak z chłopakami siedziałam na tamtym dachu i wyciszaliśmy umysł.
Siedziałam tam chyba 2 godziny. Zeszłam na dół i poszłam do pokoju. Lisa już tam była.
-Hej, gdzie znowu polazłaś?-spytała
-Byłam się przejść, rozejrzeć w nowej szkole.-odpowiedziałam
-Aha, a słyszałaś nowe wieści?
-Jakie?
-Justin Bieber będzie uczył tańca.
-Co?-spytałam z niedowierzaniem, aż otworzyłam buzie.
-No tak, nie widziałaś planu?
-Dostałam go, ale nawet nie zerknęłam.-odpowiedziałam
     Zaraz złapałam za plan i nie mogłam uwierzyć w to. Lisa spojrzała na mnie ze zdziwieniem i poszła do łazienki. Usiadła na łóżku i złapałam się za głowę. Jeszcze przed chwilą z nim gadałam, no i przyłapał mnie wtedy w sali. Nie wiem czy mam się bać czy cieszyć z tego powodu.
Zaraz, gdy wolna była łazienka poszłam się umyć i przebrać, potem położyłam się spać.
Długo nie mogłam zasnąć, ale po jakimś czasie udało się.

Rozdział 6

     Wstałam bardzo wcześnie, przetarłam oczy i dopiero wtedy uwierzyłam, że to nie sen. Lisa jeszcze spała,  nie chciałam jej budzić, dlatego po cichu wzięłam swoje rzeczy i poszłam się przebrać. Gdy wyszłam z łazienki, przebudziła się.
-Hej, a ty gdzie?-spytała, zaspana.
-Przejść się.-odpowiedziałam i otworzyłam drzwi.
-Tylko pamiętaj o kwalifikacjach.-krzyknęła i położyła głowę na poduszkę.
-Jak mogłabym zapomnieć.-dodałam i wyszłam
   Zamknęłam drzwi i ruszyłam długim korytarzem. Weszłam do sali pełnej luster,była niesamowita. Nie mogłam się powstrzymać, włączyłam piosenkę na telefonie i zaczęłam tańczyć. Wyobrażałam sobie siebie na scenie, ludzie klaskali i krzyczeli o jeszcze więcej. Czułam się niesamowicie, ale ktoś mi przerwał.
-Wiesz, że nie wolno tu wchodzić?-spytał jakiś chłopak w kapturze.
-Przepraszam, już wychodzę.-odpowiedziałam i szybko wyłączyłam piosenkę.
-Spokojnie, żartowałem. To sala treningowa. Jestem Justin, a ty?-spytał z opuszczoną głową.
-Megan, chodzisz tu do szkoły?-spytałam z lekkim zaciekawieniem.
-Coś w tym stylu. A ty? Nigdy cię tu nie widziałem, nowa?-spytał opierając się o futrynę.
-Nowa,  dzisiaj idę na kwalifikację.-odpowiedziałam
-Aha, to życzę powodzenia.-powiedział i wyszedł.
 Chciałam go dogonić, ale gdy wyszłam, na korytarzu już go nie było. Zamknęłam drzwi i pobiegłam do pokoju. Lisa już wstała i właśnie przygotowywała się do występu. Uwielbiała remiksować piosenki i puszczać je na imprezach, chciała zostać dj-ką. Dobrze jej to wychodziło, podobała mi się jej składanka.
-Hej, już wróciłaś?-spytała
-Tak, to twój kawałek?
-Tak, podoba się?
-Bardzo, to na przesłuchanie?
-Nie, pokarzę coś innego, ale to niespodzianka.-dodała
-Aha.
-A ty co pokarzesz?
-Będę tańczyć. Kumple z mojego miasta pomogli mi w przygotowaniach.
-Aaa...
-Chyba czas się zbierać, zaraz będą zapisy.
-Ok.
   Zabrałyśmy swoje rzeczy i pobiegłyśmy do recepcji, gdzie każdy miał dać zgłoszenie. Strasznie się denerwowałam. Wokół było tyle ludzi, rozciągali się, ćwiczyli głosy. Byli niesamowici, a ja nie byłam pewna czy dam sobie radę.
-Nazwisko.-powiedziała pani recepcjonistka.
-Flower, Megan Flower.-odpowiedziałam
-Numer 224.-dodała i wręczyła mi kartkę z numerem
Kolejka była długa, a im dłużej tam stałam tym bardziej się stresowałam. Widziałam jak niektóre osoby wybiegały z płaczem, a niektóre mdlały. Była kolej Lisy, trochę tam siedziała, ale wybiegła szczęśliwa.
-Aaa... dostałam się.-powiedziała i rzuciła mi się na szyję.
-Gratulację, zaraz ja wchodzę, trzymaj kciuki.-powiedziałam i wzięłam głęboki wdech.
   Weszłam na salę i wszystkie światła padły na mnie. Byłam spięta i strasznie się trzęsłam. Nagle do sali wszedł chłopak w kapturze i usiadł przy sędziach.
-Prosimy o występ, panno Megan Flower.-powiedział jeden z sędziów.
Chłopak podniósł głowę i wtedy zrobiło mi się słabo.To był Justin Bieber. Nogi zrobiły mi się jak z waty, a on przyglądał mi się z uwagą. Muzyka zaczęła grać, zamknęłam oczy, głęboko odetchnęłam i zaczełam tańczyć. Trochę dziwnie się czułam bo tańczyłam do piosenki "Love me like you do", a wiadomo, że to piosenka Justina. Utwór się skończył i nastała cisza. Czekałam na werdykt. Coś tam szeptali i się naradzali,Justin nic nie mówił, tylko patrzał na mnie, po chwili bez żadnego uzgadniania powiedział.

sobota, 23 marca 2013

Rozdział 5

        W końcu nadszedł czas wyjazdu. Trochę szkoda mi jest zostawiać to miejsce oraz ludzi, którzy tu mieszkają.  Nie wiem czy znajdę w Nowym Jorku taką kawiarnię jak "Beautiful" oraz tak fajnych przyjaciół jak Tara, Marco, Sam i oczywiście Lucas.
      Wstałam dosyć wcześnie, przetarłam oczy i poszurałam kapciami do łazienki. Przemyłam twarz i związałam włosy w kucyk, tak aby nie przeszkadzały mi podczas pakowania.
Szybko się przebrałam w dres i wyciągnęłam walizki z szafy. Nie wiedziałam za co się zabrać, więc najpierw poszłam coś zjeść. Na głodniaka i tak dużo bym nie zrobiła. Gdy kończyłam kanapkę ktoś zadzwonił do drzwi. Za drzwiami stała cała ekipa.
-Hej, przyszło wsparcie!-powiedział Marco.
-Wsparcie?-spytałam
-No ktoś musi ci dotrzymać towarzystwa podczas pakowania.-dodał Sam
-Aaa... to teraz chcecie się mnie pozbyć?-spytałam z lekkim uśmieszkiem
-Nie, oczywiście, że nie, ale pewnie nie chciałabyś spędzać ostatnich chwil sama.-powiedziała Tara.-Nawet Lucas przyszedł-dodała
-Okej, to wchodźcie.-powiedziałam i wpuściłam ich do środka.
     Wspólnymi siłami szybciej nam to poszło. Byłam gotowa, a miałam jeszcze 5 godzin do wyjazdu. Poszliśmy więc do kawiarni na ostatnie ciastko i filiżankę kawy. Pan Wesley był kochany i zaproponował mi ostatni taniec. Włączył piosenkę "Body-Sean Paul" i wszyscy powstali. Zaczęłam tańczyć, a potem dołączyli do mnie chłopaki. Była świetna zabawa, będę za nimi na prawdę tęsknić. Dodatkowo kierownik wręczył mi pudełko z ciastkami na podróż. Chciało mi się ze szczęścia płakać, gdy patrzałam na tych wspaniałych ludzi. Lucas również mi coś dał, była to płyta z nagraniami z naszych wakacji.  Tara dała mi wisiorek z napisem "Best Dancer". Wszystkie prezenty były wspaniałe, ale nadszedł czas się pożegnać. Odprowadzili mnie do domu, wzięłam prysznic i przebrałam się w ciuchy na wyjazd. Wszyscy czekali na mnie w pokoju, aż się wyszykuję. Gdy byłam już gotowa, pomogli mi zanieść walizki do autobusu. Miałam ostatnią chwilę by się z nimi pożegnać, nie mogłam powstrzymać łez, odwróciłam się do nich i zaczęłam ich tulić.
-Będę za wami tęsknić.-wyszlochałam
-My za tobą też-odpowiedzieli równocześnie, co bardzo śmiesznie brzmiało.
-Kocham was wariaty. Odwiedzicie mnie jak się dostane?-spytałam
-Oczywiście, że się dostaniesz. Odwiedzimy cię 100%. Tylko o nas nie zapomnij.-dodała Tara
-Nie da się o was zapomnieć.-powiedziałam i weszłam do autobusu.
   Do ostatniej chwili wpatrywałam się w szybę i machałam na pożegnanie. Gdy zniknęli w oddali odwróciłam się i włożyłam słuchawki.
Droga była bardzo długa, ale połowę przespałam. Obudziły mnie światła samochodów i bilbordów. Nowy Jork chyba nigdy nie spał. Wysiadłam niedaleko szkoły, miałam tylko dwie walizki, więc jakoś dotaszczyłam je do recepcji.
-Dobry wieczór.-powiedziała pani.
-Dobry wieczór.-odpowiedziałam
-Nazwisko.-powiedziała
-Flower, Megan Flower.
-Pokój 69.-powiedziała dając mi kluczyk.
-Dziękuję.
Trochę mi zajęło znalezienie pokoju,ale w końcu trafiłam. Drzwi były otwarte, weszłam i zobaczyłam jasnowłosą dziewczynę.
-Hej, jestem Megan i chyba będę z tobą mieszkać.-powiedziałam nieśmiało.
-Hej, jestem Lisa, ale dla przyjaciół Liss. To łóżko jest twoje, zostawiłam ci miejsce w szafie i półkę w łazience.-powiedziała
-Dzięki, dawno przyjechałaś?-spytałam
-Nie dawno, ale nie mogłam znaleźć pokoju.
-Ja też. Skąd przyjechałaś?
-Z Kanady, a ty?
-Z Atlanty. -odpowiedziałam.
-Przepraszam cię, ale jestem strasznie zmęczona, pójdę się umyć, a potem idę spać.
-Spoko, ja też zaraz idę, tylko się rozpakuje.-odpowiedziałam.
     Szybciej poszło mi rozpakowywanie się niż spakowanie. Gdy Liss wyszła z łazienki ja poszłam wziąć prysznic. Nie była to luksusowa łazienka, ale nie było też tragizmu. Szybko się umyłam i wskoczyłam pod kołdrę. Moja współlokatorka już spała, a ja zasnęłam zaraz, jak położyłam głowę na poduszkę.
*****************
W następnym rozdziale dołączy do nas Justin.
Proszę o komentarze i oceny.

Rozdział 4

     Zbliżał się koniec wakacji, bardzo się boje tych kwalifikacji. Chłopaki na prawdę mi pomogli, nawet Lucas,który nagrał i wysłał filmik do szkoły. Tara od jakiegoś czasu w ogóle się do mnie nie odzywała, martwiłam się, ale również brakowało mi jej bardzo.
    Dziś znowu spotkałam się z chłopakami. Jak zwykle uradowani moim przyjściem zaczęli mnie łaskotać i przytulać.
-Hahaha... dobra, dobra chłopaki. Spokój!-powiedziałam
Lucas stał z boku jak zwykle ze swoją kamerą. Zawsze ją miał przy sobie, uwielbiał wszystko nagrywać, jakby wyrażał wszystko poprzez filmy.
-Poddajesz się?-spytali równocześnie.
-Hahaha.... tak, poddaje.
-To co dzisiaj robimy?-spytał Marco.
-Może poćwiczymy mój układ?-spytałam
-Znowu? Dziewczyno, ty jesteś gotowa, zatańczyłabyś go z zamkniętymi oczami.-powiedział Sam.
-No, ale jak go zapomnę?-spytałam
-Nie zapomnisz. Musisz trochę odpocząć.-powiedział Marco
-Co masz na myśli?-spytałam
-Właśnie co?-spytał Sam.
-Zobaczycie.
Zaprowadził nas na dach jakiegoś budynku, gdzie było pełno starych mebli. Widok był niesamowity.
-Co my tutaj robimy?-spytał Sam.
-Przychodzę tu, gdy muszę odpocząć i się wyciszyć.
-Znamy się już tyle lat, a nigdy o tym nie słyszałem.-powiedział Sam.
-Bo ty byś wszystko wypaplał i zrobił tu imprezę.-odparł Marco uderzając lekko sama w ramie.
-Hahah... noo... fajnie by było.-dodał Sam.
       Usiedliśmy na rozwalonych fotelach i w ciszy patrzeliśmy w słońce. Nawet Lucas wyłączył kamerę i wczuł się w klimat tego otoczenia.
W oddali słychać było samochody i krzyczących na siebie ludzi. Zaczęliśmy się wszyscy śmiać, bo niektóre teksty rozbrajały nas do reszty. Ciszę przerwał Sam, który nie wytrzymałby 5 min bez gadania.
-Ma ktoś coś do picia?
-Sam!-krzyknęłam razem z Marco
-No co?-spytał zdziwiony Sam.
-Hahhaaha... tam, za tą deską jest taka skrzynka, tam powinna być woda.-odparł Marco.
-Ty to chyba wszystko tu masz.-powiedział Sam.
Chwilę jeszcze siedzieliśmy tam, ale Sam się nudził i zagłuszał ciszę, więc postanowiliśmy wracać.
Poszliśmy do mnie, dom był pusty, a musiałam się jakoś im odwdzięczyć za ciężką pracę.
Gdy weszliśmy do domu, była impreza, ale to nie ja ją zorganizowałam, więc kto?Muzyka grała dosyć głośno,poszłam do kuchni, a tam stała uśmiechnięta Tara.
-Aaaa...!-krzyknęłam.
-Hej!-odpowiedziała przytulając mnie.
-Co ty tu robisz?-spytałam
-Jak to co? Imprezę pożegnalną.
-W moim domu?-spytałam
-No a gdzie? Twój jest pusty, więc go wypełniłam
Nagle za mną pojawili się chłopacy.
-Wow... nie mówiłaś, ze robisz imprezę.-powiedział Marco.
-Mmmm... a kim jest twoja śliczna koleżanka?-spytał Sam
-Hahah... Marco, Sam to jest Tara, moja najlepsza przyjaciółka.
-Witam,-rzucił się Sam.
-Hej,-odpowiedziała lekko zawstydzona.
-Ohh... Sam... daj spokój!- odparł Marco.-On już taki jest, zaraz zobaczy kolejną ładną i o tobie zapomni.
-A ty jesteś Marco? Zatańczymy?-spytała odważnie.
-Oczywiście-odpowiedział
-Ejj... a ja?-spytał udając smutnego Sam.-Uuu... a może ty ze mną zatańczysz?-spytał przypadkową dziewczynę.
-Hahaha...-zaśmiałam się.
     Świetnie się bawiliśmy, impreza trwała do późna. Sam jak zwykle podrywał każdą dziewczynę, a Marco i Tara chyba wpadli sobie w oko, bo nie zwracali na nikogo uwagi, oprócz siebie.
Gdy wszyscy wyszli, tylko oni jeszcze tańczyli, nawet jak wyłączyłam muzykę. Samotny Sam zaczął się nudzić, więc zaczął jeść co popadnie.
-Hahaha... a ty co?-spytałam
-Zabijam nudę.-odpowiedział
-A gdzie Lucas?
-Wyszedł jakieś 10 min. tamu,  mówił, że ma już wszystko nagrane i idzie do domu.
-Ahh... tan nasz Lucas. Zawsze taki był?
-Nie wiem, o nim nikt za dużo nie wie. Gdy go poznaliśmy to już taki był. -powiedział i podszedł do Marco-Hej! Kochasiu, idziemy!
-Musisz już iść?-spytała Tara
-Muszę, ale jak chcesz odprowadzę cię do domu.-odparł
-Okej, tylko pożegnam się z Meg.-powiedziała i uradowana podbiegła do mnie.
-Yyyy... Meg? -spytała
-Tak, możesz iść. Ja posprzątam.
-Aaa... dzięki, kochana jesteś.-powiedziała dając mi buziaka w policzek.
Wszyscy wyszli, a ja zaczęłam sprzątać. Trochę to trwało, ale gdy skończyłam, wziąłem długą gorącą kąpiel z bąbelkami i poszłam spać.

Do wszystkich fanów Justina !!
Justin będzie w tym opowiadaniu. Już niedługo, na razie nie chce za szybko się rozkręcać, bo za szybko skończę. 

Rozdział 3

Jakieś dwa tygodnie później.
    Wciąż jestem w rozsypce, nie mam pomysłu na układ. Tara jeszcze nie wróciła i nie mam z kim porozmawiać. Dzwoniłam do niej, ale to nie to samo.
    Jak zawsze rano poszłam biegać, po drodze w parku zobaczyłam chłopaka, który wyglądał tak samo, jak ten co złapał mnie, gdy się potknęłam.Miał taką samą bluzę i czapkę. Wyciągnęłam słuchawkę z uszu i podeszłam do niego. Nagrywał na swoją kamerkę chłopaków, który tańczyli. Na tajemniczego chłopaka wołali Lucas. Przez chwilę przyglądałam się im, bo mieli na prawdę super pomysły na nowe ruchy.
Gdy  chłopak mnie zobaczył zestresował się i przestał nagrywać.
-Ej Lucas! Co się dzieje?-spytał jeden z chłopaków.
-Nic, ja tylko... nic-odpowiedział i zerknął czy się patrzę.
-A co to za laska do nas zawitała?-spytał drugi z chłopaków.
-Daj spokój!-odezwał się ten pierwszy.-Jestem Marko.-powiedział spoglądając na mnie- A ten debil to Sam, ale nim się nie przejmuj, zawsze tak reaguje na ładne dziewczyny.-dodał
-Hahaha.. jestem Megan, dla przyjaciół Meg. Fajne macie ruchy.
-Dzięki, a ty tańczysz?-spytał Marko.
-Tak, staram się dostać do szkoły artystycznej  w Nowym Jorku.
-Do tych marionetek? Dlaczego?
-Bo kocham to robić i chce w przyszłości zostać tańczącą piosenkarką.
-Co to znaczy?-spytał Sam
-To znaczy, że będę śpiewać, ale również wymyślać układy i uczyć innych.
-A ty Lucas co się tak zestresowałeś?-spytał Marco
-Eee... tam on taki jest. Boi się nowych twarzy, jest nieśmiały.-dodał Sam
-On mnie uratował.-powiedziałam
-Co?-spytali równocześnie.
-Tak, jak wychodziłam z autobusu, potknęłam się i on mnie złapał, ale nie wiedziałam kim jest, aż do teraz.
-Lucas, no gratulacje.-odparł Marco.
-Masz już jakiś pomysł na układ na kwalifikacje?-spytał Lucas.
-Nie, mam absolutna pustkę.-odpowiedziałam
-To my możemy pomóc.-odezwali się równocześnie Marco i Sam.
    Zrozumiałam o co chodziło panu Wesley'owi, gdy pytał się jak ja z Tarą to robimy. Dziwne uczycie, ale śmiesznie się tego słucha. Zgodziłam się na pomoc chłopaków. Od razu zaczęliśmy treningi, by nie marnować czasu. Może nie wymyśliliśmy układu, ale nauczyłam się nowych ruchów, które kiedy mogą mi się przydać.
W między czasie byliśmy coś zjeść i bliżej się poznać. Lucas coraz więcej się odzywał, ale nadal był spięty.
Skończyliśmy bardzo późno, chłopaki jak dżentelmeni odprowadzili mnie do domu, a nawet nie chcieli mnie puścić, bo woleli, żebym z nimi jeszcze została. Byłam zmęczona i nie mogłam już dłużej ćwiczyć.
Podziękowałam im za wszystko i weszłam do domu.
Poszłam do łazienki  się umyć, włączyłam radio i śpiewałam.  Znowu wspominali o szkle, do której idę, ale tym razem dodali, że trzeba dosłać do zgłoszenia filmik z nagraniem, w którym pokarzemy, dlaczego chcemy dostać się do tej szkoły i na te warsztaty oraz czym dla nas jest taniec. O razu pomyślałam o Lucas'ie, który jak było widać znał się na takich rzeczach.
Wykąpałam się i przebrałam w piżamkę. Nie byłam głodna, więc od razu poszłam spać.
**********************************
Krótki, ale jest. Czekam na komentarze, bo już mam 3 rozdziały, a tylko jeden komentarz. Chcę wiedzieć czy się podoba, czy nie. Bo jak nic nie piszecie to nie wiem czy mam pisać dalej czy lepiej przestać.

piątek, 22 marca 2013

Rozdział 2

      Następny dzień zaczął się tak jak każdy inny, oprócz tego, że od dzisiaj nie będę musiała wstawać do szkoły i męczyć się z tymi nauczycielami. Będę tęsknić jedynie za uczniami , bo mam z nimi wspaniałe wspomnienia.
   Tak, więc wstałam, założyłam kapciuchy na nogi i szurając po ziemi poszłam do łazienki przemyć twarz i rozczesać włosy. Jak zwykle trochę to trwało, bo miałam straszne kołtuny. Po 10 min wyszłam z łazienki i poszłam po ciuchy. Zaczęły się wakacje, a z każdymi wakacjami zaczynają się treningi, więc ubrałam dres i poszłam ubrać buty. Szybko złapałam za telefon i słuchawki, zamknęłam drzwi i poszłam biegać. Założyłam słuchawki i włączyłam radio. Przebiegłam pół miasta, w parku zrobiłam 2 kółka i biegłam dalej. Uwielbiałam biegać wcześnie rano, bo wtedy widać było jak słońce wstaje, jak ludzie śpieszą się do pracy czy nawet jak zwierzęta na drzewach się budzą.
    Wróciłam do domu, rzuciłam buty w kąt i poszłam do kuchni się napić wody. Chwilkę odpoczęłam i poszłam się umyć. Jak na pierwszy dzień to i tak dużo przebiegłam, patrząc też na to, że miałam długi okres przerwy. W wannie jak zwykle włączyłam radio i wyobrażałam sobie siebie na scenie. To było niesamowite uczucie. Widownia krzyczy moje imię, ja wychodzę i zaczynam śpiewać za mną tancerze tańczą mój układ, a ja w pewnym momencie do nich dołączam. Widownia śpiewa moje piosenki i wszyscy dobrze się bawią.
Nagle się ocknęłam, bo ktoś do mnie dzwonił, to była Tara.
-No hej! Co tam?-spytałam
-Chciałabyś się spotkać? Mamy wolne, więc mogłybyśmy powłóczyć się po mieście.-powiedziała
-No spoko. A o której?
-O 12? Koło kawiarenki?
-Pewnie, będę. To papa.- powiedziałam i odłożyłam słuchawkę.
   Szybko się umyłam, poszłam się przebrać w krótkie spodenki i koszulkę z napisem "Every time together" i zjadłam na szybkiego kanapkę. Ubrałam moje ulubione trampki i wyszłam na spotkanie z przyjaciółką.
Akurat podjechał autobus, wiec szybko wsiadłam i zajęłam miejsce. Jakieś 5 min później byłam pod kawiarnią. Tara już tam stała i uśmiechała się do mnie.
-Hej!-powiedziałam
-Cześć- przytuliła mnie.
-To gdzie idziemy?-spytałam
-Czy ja wiem? Hymm... chodźmy przed siebie, jak zawsze i zobaczymy gdzie dojdziemy.
   I tak zrobiłyśmy, byłyśmy w parku, potem w galerii, a na końcu tam gdzie zawsze, w naszej ulubionej kawiarni. Nasz przyjaciel, kierownik, od razu wiedział co podać. Nasze ulubione ciastko z jabłkami i kawę.
-Proszę dziewczyny, to co zwykle!-powiedział pan Wesley.
-Haha... dzięki.!-odpowiedziałyśmy równocześnie.
-Nie wiem jak wy to robicie.-powiedział
-Ale co?-spytałyśmy równocześnie, śmiejąc się pod nosem.
-No to! Gadacie równocześnie.- powiedział lekko oburzony
-Nie wiemy, tak czasem bywa.-odpowiedziałam
Kierownik przewrócił oczami i odszedł. Nagle Tara posmutniała.
-Co się stało?-spytałam
-Jutro już wyjeżdżam i nie wiem kiedy się spotkamy.
-Spokojnie! Będę pisać i dzwonić codziennie-powiedziałam pocieszająco.
-Ale i tak będziemy daleko od siebie.
-Szybko zleci. Ja w tym czasie będę ćwiczyć i wymyślę nowy układ.
-Na pewno będziesz niesamowita. Do jakiej piosenki będziesz tańczyć.
-Jeszcze nie wiem, ale muszę od jutra się tym zająć.
-Pani Rose byłaby z ciebie dumna.-powiedziała z uśmiechem
-Ja jestem!-Krzyknął pan Wesley.
-Hahaha...-z zaszklonymi oczami zaśmiałam się.
-Wiemy, wiemy... -odpowiedziała Tara.
-Jesteś najlepszą przyjaciółką jaką można by mieć. Kocham cię- przytuliłyśmy się.
-Hej Meg!-krzyknął pan Wesley zza baru- Już czas!
Wiedziałam o co chodzi. Czasami w jego kawiarence dawałam występy. Tańczyłam do przypadkowej piosenki lecącej w radiu. Tego dnia trafiła mi się "Never say never". Lubię piosenki Justina, one są prawdziwe, pisze je sam i są na prawdę dobre. Po występie dostałam oklaski na stojąco i zaprosiłam wszystkich do stołów. Ja z Tarą złapałyśmy za torebki, chciałyśmy zapłacić, ale nasz kochany pan Wesley nie zgodził się, więc podziękowałyśmy i poszłyśmy na autobus. Było już ciemno, wsiadłyśmy i usiadłyśmy na wolnych miejscach. Jak zwykle przyjaciółka wyszła szybciej, a ja jeszcze trochę musiałam jechać. Wychodząc z pojazdu potknęłam się, ale nie upadłam, ktoś mnie złapał, jakiś chłopak w szarej bluzie z kapturem i czapką.
-Dzięki-powiedziałam.
-Spoko-odpowiedział opuszczając głowę.
-Mogę wiedzieć komu zawdzięczam uratowanie życia?-spytałam
-Yyyy... następnym razem proszę, uważaj bardziej.-odwrócił wzrok i odszedł
-Poczekaj!-krzyknęłam, ale się nie odwrócił.
     Dziwnie się poczułam, ale to pewnie nic poważnego, wiec poszłam w stronę moich drzwi. Trochę czułam jakby mnie ktoś obserwował, dlatego przyspieszyłam i jak oszalała wleciałam do domu. Szybko zakluczyłam drzwi i poszłam włączyć telewizor. Mówili o szkole, do której jadę, pogłośniłam i wspomnieli o zapisać na casting, w którym wybiorą najlepszych, którzy będą się tam uczyć, a 10 najlepszych osób otrzyma stypendium. Mówili coś o nowym instruktorze, ale to ma być jakaś niespodzianka i nie zdradzą o kogo chodzi. Ściszyłam i poszłam się przebrać. Nie miałam ochoty się myć, bo byłam tak zmęczona, że gdy tylko na chwilę zamknęłam oczy, usnęłam.

czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 1

     Nareszcie koniec szkoły. Będę mogła w końcu zająć się tańcem i śpiewem. Uwielbiam to robić, może nie mam warunków w domu by robić to co kocham,ale po wakacjach wszystko się zmieni. Wyjadę na rok do szkoły artystycznej w Nowym Jorku i zostanę tańczącą piosenkarką. Dziwna nazwa, ale obie te rzeczy pomagają mi wyrazić siebie i swoje uczucia. Szkoda tylko, że nie ma przy mnie pani Rose, która zawsze mnie wspierała i doradzała. Bardzo za nią tęsknie, ale nic nie poradzę na to, że zachorowała na serce i zmarła. W domu jest pusto i nie ma do kogo się odezwać, na szczęście mam przyjaciółkę ze szkoły, która pomaga mi teraz w trudnych chwilach. Z Tara poznałam się w pierwszej klasie liceum, byłam przestraszona i nikogo nie znałam, wtedy zobaczyłam, że ona też nie ma z kim pogadać, więc podeszłam do niej i tak to się zaczęło. Teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, które pracują w tej samej restauracji.
-Uhh... jeszcze jeden stolik i kończę na dziś.- powiedziałam
-Trafił ci się najgorszy, ta para zawsze tu przesiaduje i trochę to trwa zanim wychodzą.-odparła Tara.
-No nie, to małżeństwo Upwords, nigdy stąd nie wyjdą.- powiedziałam opuszczając głowę.
-Może dzisiaj nie będzie tak źle, poczekam na ciebie, a potem pójdziemy na dużą latte.-dodała pocieszając
-Dzięki, dobra to idę wziąć zamówienie.-powiedziałam kierując się do stolika
    Stałam tam dość dłuższą chwilkę, co chwila zmieniali zdanie i nie mogli się zdecydować. Wiedziałam, że i tak w końcu wezmą to co zwykle, ale nic nie mówiłam, bo trwałoby to o wiele dłużej. Tery przyglądała mi się i chichotała pod nosem, widziała, że jestem już zła i zaraz wybuchnę.
Tak jak mówiłam zamówili to co zawsze, ziemniaki i schabowy. Dałam zamówienie kucharzowi i usiadłam obok przyjaciółki.
-Hhahah... jednak się pomyliłam, było gorzej.-powiedziała żartobliwie.
-Nie dobijaj mnie jeszcze... ta rodzina doprowadza mnie do szału, ".. poproszę spaghetti, a może nie, może zupę, a może frytki,..."- powiedziałam przedrzeźniając panią Upwords.
-Hahah... to ci wyszło.-zaśmiała się Tara
-Gotowe-powiedział kucharz wręczając mi talerze.
   Szybko i z niechęcią zaniosłam jedzenie na stół. Zrobili głupie miny, jakby znów im się coś nie podobało i zanim zdążyli coś powiedzieć odeszłam. Bawili się jedzeniem i połowę zostawili. Nie wierze, że tacy ludzie istnieją. Mają za dużo w dupach i nawet nie wiedzą, że za taki obiad to niektórzy daliby wszystko.
Posprzątałam i zabrałam pojemniki z jedzeniem przyszykowane przez kucharza. On rozumiał co to znaczy bieda i zawsze po zamknięciu gotował, a ja zanosiłam to dzieciom z sierocińca. Wiem jak tam się żyje i chcę im pomóc. Po wyjściu z pracy zaniosłyśmy jedzenie, a potem do naszej ulubionej kawiarenki "Beautiful".
Uwielbiałyśmy tam spędzać czas, czasem nawet aż do zamknięcia.
-W końcu wakacje, nie?-spytała Tara.
-Nareszcie. Masz już jakieś plany?-spytałam
-Wyjeżdżam z rodziną nad morze na 2 tygodnie, a potem jedziemy zwiedzać świat. Raczej będę miała mało czasu by się z tobą spotykać.-powiedziała i lekko posmutniała.- A ty co będziesz robić?
-Ja? Zamierzam wymyślić układ, który przedstawię na kwalifikacjach. Mam nadzieję, że się dostane. To dla mnie dużo znaczy, a nawet wszystko, bo bez tego nie zdobędę stypendium i nie zostanę...
-Tańczącą piosenkarką - dokończyła przerywając mi zdanie.- Na pewno się dostaniesz, jesteś wspaniała i każdy ci to powie.- dodała.
-Dziękuję, ale i tak to nie zmienia faktu, że się boję. Na prawdę, jest wiele osób, które tam startują i mają o wiele większy talent ode mnie i oczywiście kasę. Ja przez chyba całe życie zbierałam na ten wyjazd i jak mi nie wyjdzie wszystko stracę.
-Daj spokój, ich nie obchodzi to ile masz kasy, ale to jaki masz talent, a masz ogromny. A jak ci nie wyjdzie, w co wątpię, to zawsze masz mnie i ja ci pomogę.
-Kochana jesteś, ale nie mogę cały czas polegać na tobie. W końcu znajdziesz sobie męża, potem dzieci, a ja nie chcę ci jeszcze przy tym zawadzać.
-Daj spokój, może znajdę, ale ty też na 100% kogoś znajdziesz. Jesteś śliczna i masz wspaniały charakter i do tego twój talent, który wszystkich tam zmiecie.
    Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam w okno. Robiło się ciemno, a do domu jeszcze kawał drogi, więc poszłyśmy na przystanek i czekałyśmy na autobus. Przyjechał po 15 minutach, przez całą drogę rozmawiałyśmy i wygłupiałyśmy się. Potem Tery musiała wysiąść, a ja pojechałam dalej.
Pojazd się zatrzymał i wsiadłam. Stanęłam przed drzwiami do domu i głęboko odetchnęłam. Wiedziałam, że wróciłam znów do rzeczywistości i pustego domu.
Otworzyłam drzwi i rzuciłam klucze na szafkę. Zrobiłam sobie coś do jedzenia i poszłam się umyć. Po ciężkim dniu pracy lubiłam przychodzić do domu i poleżeć w wannie. To zawsze mnie relaksowało i wtedy najlepiej mi się myślało. Włączyłam radio stojące na półce w łazience i zamknęłam oczy. Leciała moja ulubiona piosenka i zaczęłam śpiewać, mój głos się niósł po całej łazience i brzmiało to znakomicie. Umyłam się i wyszłam, założyłam moją koszulę nocną i ruszyłam w stronę mojego pokoju. Na ścianie wisiały zdjęcia, moje i pani Rose, zrobiło mi się smutno i poleciała mi łza po policzku. Położyłam się na łóżko i wpatrywałam się w zdjęcia, po czym ze zmęczenia zasnęłam
W tej historii opowiem o dziewczynie, o Megan Flower, która wychowała się w sierocińcu. Mieszkała tam do czasu spotkania pani Rose, która się nią zaopiekowała i wzięła ją pod swój dach. Dziewczyna pracuję  dorywczo jako kelnerka, ale pragnie zostać tańczącą piosenkarką. Zbiera pieniądze na warsztaty w szkole swoich marzeń.

 :D Miłego czytania
PS. Justin będzie trochę później, pewnie w 4 albo 5 rozdziale. Na razie się rozkręcam.