Translate

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 44

(oczami Megan)
    Pierścionek był śliczny, nie za duży, nie za mały, ale widać było, że był drogi. Stałam tam oszołomiona całym zajściem. Kolacja, wino, świece, propozycja mieszkania oraz to. Jestem chyba najszczęśliwszą osobą na świecie. Nie marzyłam nigdy o takim życiu, bo jak dla mnie było to nie realne. Wspaniały mężczyzna, dziecko, wspólny dom... to było...nie do opisania.
Justin wpatrywał się we mnie w oczekiwaniu. Był zestresowany, ale wiedziałam, że to ten jedyny. Kocham go jak nikogo innego i wiem, że on mnie też. Udowadnia to każdego dnia, gdy mówi jak mnie kocha, gdy mówi jak piękna jestem oraz gdy budzę się rano wtulona w niego. Nie mogę wymienić wszystkich rzeczy, których w nim kocham, bo nie dałabym rady.  W końcu wypuściłam z siebie powietrze i spojrzałam mu prosto w oczy.
-Justin..-zaczęłam,-oczywiście, że za ciebie wyjdę, wariacie.-powiedziałam, a on rozszerzył oczy.
-Naprawdę?-spytał nie dowierzając.
-Tak-powiedziałam, a on wpił się w moje usta.  Teraz dopiero poczułam co to znaczy prawdziwa miłość.
***************KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ*********
 (oczami Justina)
Jest wspaniale, wszystko układa się w jak najlepszym. Megan uradziła naszą małą księżniczkę, a nazwaliśmy ją Emily. Jest śliczna, po mamusi oczywiście. Kocham ich nad życie.  Jesteśmy już małżeństwem, mieszkamy razem. Moja mama bardzo się cieszy, że została babcią. Nie chce odstąpić Emily na krok. W te wakacje pojechaliśmy na Hawaje. Tylko nasza trójka i nasze pierwsze wspólne wakacje.
-Juuustiiiinnn!-krzyczała Meg.
-Tak kochanie?-spytałem i wniosłem do pokoju tackę z jedzeniem.
-Emily płacze, teraz twoja kolej ją przewinąć.-powiedziała, a ja przewróciłem oczami.
-Oczywiście kochanie, wszystko dla ciebie.-powiedziałem i wsadziłem jej jedną truskawkę do ust, po czym namiętnie ją pocałowałem.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!-usłyszeliśmy głośny płacz dziecka.
-Justin?-odezwała się Meg, a ja przewróciłem oczami.
-Wiem, wiem...pieluchy.-powiedziałem i wyszedłem.
  I tak właśnie nasze życie wyglądało. Jesteśmy szczęśliwą rodziną. Mam nadzieję, że tak pozostanie...na zawsze. :D
____________________________________________________________
KONIEC!!!!!!!!!!! Wiem, nie wyszedł, ale nie miałam pomysłu. Chciałam to całkiem inaczej ułożyć, ale nie umiałam. Wiem, że kochacie to opowiadanie, ale mam również inne pomysły na opowiadania, które na pewno też się wam spodobają! :D
Zapraszam do mojego opowiadania "Dziewczyna mojego najlepszego przyjaciela" czyli ----->http://justfallinlovee.blogspot.com/

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 43

(oczami Megan)
-Naprawdę nie wiem czemu musiałyśmy natychmiast wracać...-powiedziałam oburzona i otworzyłam drzwi od domu.
-Oj...nudziło mi się już, a po drugie...kurcze...zapomniałam torebki...yyy to pa.-zanim zdążyłam coś powiedzieć wyszła z domu.
-Świetnie...-westchnęłam i chciałam zapalić światło, ale ktoś mnie wyprzedził i chwycił mnie za nadgarstek, po czym przyciągnął do siebie.
-Znajdź mnie.-wyszeptał i uciekł w głąb domu. Jak sądzę to był Justin, a ja byłam zirytowana jego zachowaniem, więc znów chciałam zapalić światło, ale przycisk nie działał, więc westchnęłam
-Dooobraa... wygrałeś.-powiedziałam i wyrzuciłam ręce w powietrze.-Możesz wyjść, Justin!-krzyknęłam, ale nikt się nie odezwał.-Jestem zmęczona, nie mam ochoty bawić się w chowanego, Justin!-znów krzyknęłam, ale znów cisza. W końcu poddałam się i po cichu zaczęłam chodzić po domu.
Po drodze zauważyłam świece porozstawiane na podłodze oraz płatki róż. Weszłam najpierw do kuchni. Było  ciemno i mało co widziałam, ale starałam się iść według wskazówek. Po drodze znalazłam liścik, podniosłam go, podeszłam bliżej okna, by coś zobaczyć. "Jesteś blisko kochanie- Twój Justin"
-Serio? Justin!-krzyknęłam, ale znów cisza. Na blacie leżała jedna róża, a do niej przyczepiony kolejny liścik. "Róża jest piękna, ale nie tak piękna jak ty :*". Zaśmiałam się. Nie byłam na niego zła. Kochałam jego głupie pomysły, a ten naprawdę zaczynał mnie interesować. Chodziłam dalej wzdłuż korytarza, aż dotarłam do salonu.
Nagle światła delikatnie się zapaliły, co dało romantyczny nastrój. Na środku stał ozdobiony i ślicznie przygotowany stół, a koło niego stał ten mój wariat, Justin. Uśmiechnęłam się. Wyglądał bardzo....seksownie. Miał czarne spodnie, które jak zwykle miał bardzo nisko oraz białą bluzkę. Na szyi zawieszony miał złoty łańcuch, a w ręku trzymał kolejną różę.
Podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek.
-Znalazłaś mnie, kochanie.-wyszeptał mi do ucha.
-J-Justin...to...-wymamrotałam, a on cwaniacko się uśmiechnął i przyciągnął mnie do siebie.
-Nic nie mów...wiem wszystko co chce wiedzieć na razie.-powiedział, a ja spojrzałam na niego pytająco.
-Na razie?
-Dowiesz się później, teraz chodź.-złapał mnie za rękę i odsunął krzesło, bym usiadła. Po czym zajął miejsce na przeciwko mnie.
-Z jakiej to okazji?-spytałam, a on wzruszył ramionami.
-Wina?-spytał, a ja przytaknęłam. Wiem, że jestem w ciąży, ale tylko jedna lampka. Przez te miesiące nie wzięłam ani razu alkoholu do ust, więc na pewno ten jeden raz nie zaszkodzi.
Zjedliśmy kolację w ciszy. Widziałam, że Justin bardzo się stresuje i wciąż rozgląda się wokoło, tak by nie spojrzeć mi w oczy.
-Wszystko w porządku?-spytałam wyrywając go z jego rozmyślań.
-Tak, smakowało?-spytał patrząc na mój prawie pusty talerz.
-Tak, było cudowne, ale...-na chwile przerwałam -wydajesz się być rozkojarzony...Coś się stało?-spytałam, a on spuścił głowę.-Możesz mi powiedzieć.-dodałam, a on wstał, włączył wolną muzykę i podszedł do mnie.
-Zatańczymy?-spytał i wyciągnął rękę. Złapałam ją bez wahania. Owinęłam ręce wokół jego karku i ruszałam się w rytm muzyki.- Meg...-po chwili ciszy zaczął.- Chce, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie bardzo ważna. Kocham cię jak nikogo innego. Wiem, że wiele przeze mnie przeszłaś...
-Nie wracajmy do tego.-wtrąciłam.
-Nie o to mi chodzi....-kontynuował-Wiem, że popełniałem wiele błędów, ale to że cie poznałem i że teraz z tobą jestem to najlepsze co mnie w życiu spotkało. Kocham to jak tańczysz, kocham to jak śpiewasz, kocham to jak patrzysz na mnie, kocham to jak się uśmiechasz. Mógłbym wymieniać tak w nieskończoność, ale i tak byłoby to za mało. Jesteś idealna w każdym calu. Nosisz w sobie życie, nasze dziecko i nieważne czy to chłopiec czy dziewczynka, ważne żeby było zdrowe. Naprawdę cieszę się, że mam ciebie i nie mogę się doczekać aż zamieszkasz ze mną w naszym nowym domu...
-Czy to znaczy, że..?
-Tak, chciałabyś ze mną zamieszkać?-spytał, a ja odsunęłam się na chwilę od niego.
-Oczywiście.-znów się do niego wtuliłam.
-Ale to nie koniec niespodzianek. Chciałbym się ciebie spytać o coś jeszcze.
-Tak?
-Meg...Czy...-wydukał i wyciągnął z tylnej kieszeni małe czerwone pudełko, po czym ukląkł na jednym kolanie. -Wyjdziesz za mnie?-spytał, a ja zasłoniłam ręką usta, a w oczach zaczęły zbierać się łzy.
-Justin...ja...
________________________________________________________
Jest nowy rozdział. Do każdego opowiadania dzisiaj dodałam następny, więc proszę o komentarze.
Przypominam również o moim najnowszym opowiadaniu. http://justfallinlovee.blogspot.com/
Zmieniłam nazwę, ale opowiadanie to samo.

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 42

(SYLWESTRA....oczami Justina)
   Dziś będzie wspaniały dzień. Chce zrobić niespodziankę Meg i poprosić ją o rękę. Znamy się dość długo, mamy razem dziecko, ale nie było okazji byśmy zrobili kolejny krok. Zaraz po zaręczynach chce by zamieszkała u mnie. To trochę daleko od jej domu, ale jest więcej miejsca i mam też dodatkowy pokój dla naszego malca.
   Wstałem szybko i ruszyłem do łazienki. Załatwiłem poranną toaletę, umyłem się, przebrałem i wróciłem do pokoju. Meg jeszcze spała. Wyglądała tak cudownie. Jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi, bo ją mam. Jest dla mnie najważniejsza i nie wiem co bym zrobił, gdybym ją stracił.
Poszedłem do kuchni zrobić nam śniadanie. Ugotowałem jajka, nalałem soku oraz zrobiłem kanapki z szynką, serem, pomidorem i rzodkiewką. Uwielbiała takie dania, a dzisiaj zasługuje na najlepsze.
Zaniosłem tackę do pokoju i wtuliłem się w moją księżniczkę.
-Kochanie...-szeptałem między pocałunkami na jej szyi. -Mam dla ciebie niespodziankę-dodałem, a ona się uśmiechnęła
-Mmm...-wyjąkała na co się cicho zaśmiałem.
-Wstaniesz?-spytałem i przyciągnąłem ją bliżej siebie-Kochanie...nie chce jeść sam.-powiedziałem, a ona zachichotała.
-A co masz dobrego?-spytała, a ja wstałem i położyłem tackę na kolanach.
-Śniadanie..-oznajmiłem, a ona otworzyła szerzej oczy, po czym je przetarła i dała mi buziaka w policzek.
-Jesteś kochany.-powiedziała i zabrała się za jedzenie.
-Wiem.-dodałem i ugryzłem kawałek chleba.
  Karmiliśmy siebie na wzajem, po czym wypiliśmy sok i obdarowałem ją namiętnym pocałunkiem. Nie chciałem tego przerywać, ale musiałem. Chciałem dzisiaj zrobić coś specjalnego, a do tego potrzebuje się przygotować.
-Kochanie, ja wychodzę na...kilka godzin.-powiedziałem, a ona zrobiła smutną minę.-Wrócę i będę cały twój.-dodałem, a ona delikatnie się uśmiechnęła
-Obiecujesz?-spytała.
-Obiecuje.-odpowiedziałem, dałem jej ostatniego buziaka i wyszedłem.
   Chciałem iść do sklepu i kupić pierścionek. Miałem już jeden na oku i jak znam Meg to na pewno jej się spodoba. Oczywiście nie obyło się bez paparazzi i ich głupich pytań, ale przyzwyczaiłem się i po prostu odszedłem.

(oczami Megan)
  Justin wyszedł i nie mam pojęcia gdzie. Wspomniał coś o niespodziance, więc jestem trochę ciekawa.
Powoli i z trudem wstałam z łóżka, po czym weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i owinęłam swoje ciało ręcznikiem. Gdy wysuszyłam włosy szybko się ubrałam i wróciłam do pokoju by posprzątać.
Był straszny bałagan, więc zaczęłam od razu.
Nie minęła godzina, a do domu ktoś wszedł.
-Meg? Gdzie jesteś?-spytał mnie damski głos.
-Tutaj.-odpowiedziałam, a do pokoju weszła Tara.
-Skarbie, co ty robisz?-spytała jakby niedowierzanie.
-Sprzątam.-powiedziałam obojętnie i złożyłam koszulkę.
-Ale ty jesteś w ciąży, powinnaś odpoczywać.-powiedziała, a ja przewróciłam oczami.
-Nie jestem kaleką. Nie mogę siedzieć i nic nie robić, to mnie wykańcza.-powiedziałam i dalej skaładałam ciuchy, które zaraz zostały mi wyrwane z ręki.
-Gdzie Justin?-spytała
-Wyszedł, nie wiem kiedy wróci oraz nie wiem gdzie poszedł. Wspomniał coś o niespodziance, ale nic więcej nie powiedział.-powiedziałam, a ona się uśmiechnęła-Ty wiesz o co mu chodzi?-spytałam podejrzliwie
-Nie, ale to słodkie, że ma dla ciebie niespodziankę.-powiedziała, a ja udałam, że wierze. Coś kręciła, ale nie wiem co. Justin jak zwykle poinformował o swoich planach wszystkich oprócz mnie.-Idziemy?-z rozmyślań wytrąciła mnie przyjaciółka.
-Gdzie?-spytałam
-Przejść się.-powiedziała jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.-Świerze powietrze nie zaszkodzi, a jak wrócimy obejrzymy jakiś film. Dzisiaj jest sylwester, ale do wieczora jest sporo czasu.-dodała i pociągnęła mnie za rękę.
-Okej.-zgodziłam się i szybko się ubrałyśmy, po czym zamknęłam drzwi i ruszyłyśmy przed siebie.
  Przez całą drogę gadałyśmy i śmiałyśmy się z każdego, nawet głupiego żartu. Uwielbiałam spędzać z nią czas. Ostatnio rzadko gdzieś razem wychodziłyśmy.
-Pamiętasz tą kawiarnie?-spytała i pokazała na kawiarnie z napisem "Beautiful"
-Pewnie, chodź, zobaczymy czy nadal pracuje tam pan Wesley.-powiedziałam, a ona przytaknęła i wszyko weszłyśmy dośrodka.
-Dzień dobry proszę pana.-odezwała się Tara widząc staruszka za ladą.
-Megan, Tara? Witajcie.-powiedział niedowierzanie i szybko przyszedł nas przytulić.
-Tęskniłyśmy za panem.-powiedziałam, a on zmierzył mnie wzrokiem i się uśmiechnął.
-Ja za wami też, ale.... co ja tutaj widzę?-spytał pokazując na brzuch.-Słyszałem, że jesteś w ciąży, ale widzieć to co innego.-powiedział.
-Hahah...tak, będę miała dziecko.-odpowiedziałam.
-Chłopiec czy dziewczynka.?-spytał
-To tajemnica, tylko ja to wiem, a reszta dowie się jak urodzę.-powiedziałam, a on przytaknął
-Napijecie się czegoś?-spytał a my usiadłyśmy przy naszym starym stoliku.
-Gorącej czekolady.-powiedziałyśmy równocześnie.
-Ohh...i znów się zaczyna.-westchnął, a my wybuchnęłyśmy śmiechem.

(Oczami Justina)
Kupiłem już pierścionek, kwiaty oraz inne rzeczy potrzebne do przygotowania romantycznego wieczoru.
Wróciłem do domu, ale tam nikogo nie było. Pewnie Tara zabrała ją na spacer, bo wiedziała co szykuję.
Zabrałem się za przygotowania. Było coraz później więc musiałem się pośpieszyć. Zrobiłem spaghetti, ładnie ozdobiłem pokój, w przedpokoju posypałem płatkami róż i zapaliłem świece. Wysłałem sms'a Tarze, żeby już wracała, więc zaraz powinny być.
Zrobiłem ostatnie poprawki i zgasiłem wszędzie światła. Nagle usłyszałem otwierające się drzwi............

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 41

      (kilka tygodni później...oczami Megan)
        Tak, to prawda, wytłumaczyliśmy sobie z Justinem wszystko i staramy się poukładać nasze życie.
On znów zaczął koncertować, ale dzwoni codziennie i wypytuje o płeć dziecka. Nie mam zamiaru zdradzać mu tej informacji. Chce by miał niespodziankę, a znając Justina ucieszy się widząc nasze maleństwo.
Już mam wyznaczony termin porodu, więc tak jak brązowooki jestem podekscytowana.
Dziś są święta Bożego Narodzenia. Przyjdą do mnie wszyscy...Marco, Selena, Sam, Lucas, Tara jak i również Lisa. Pogodziłyśmy się, ale jeszcze jej nie wybaczyłam. Pomaga mi czasem, a po za tym spotykamy się czasami.
-Skarbie...przepraszam, że tak wyszło.-powiedział smutno Justin. Rozmawiałam właśnie z nim przez telefon. Mówi mi, że nie może przyjechać na święta, bo wypadło mu jedno spotkanie. Jestem wściekła i gdybym mogła udusiłabym go.
-Justin! Ale obiecałeś.-powiedziałam siadając na kanapie.
-Wiem, przepraszam, ale nie dam rady dzisiaj wrócić.
-Czy zawsze już tak będzie? -spytałam poirytowana
-Ale jak?
-Tak! Wyjeżdżasz i nawet nie możesz przyjechać na wspólne spędzenie czasu z przyjaciółmi i rodziną. A jak nie będziesz mógł przyjechać jak będę rodzić?
-Skarbie, nawet tak nie mów... zrobię wszystko by być przy tym jak nasze dziecko przyjdzie na świat.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
-Wiem, ale...
-Skarbie, przepraszam, ale muszę kończyć. Kocham cię i nie martw się. Zadzwonię jak tylko będę mógł. Papa.
   Nawet nie zdążyłam odpowiedzieć, a on się rozłączył. Byłam lekko mówiąc wściekła. Miałam ochotę coś rozwalić, a dodatkowo zaczął boleć mnie brzuch.
-Cii.... nie wierć się proszę...-mówiłam do siebie, głaszcząc swój brzuch.
-Wszystko w porządku?-spytał Marco wchodząc do pokoju.
-Tak, ale dziecko lubi się kręcić.-powiedziałam zaciskając zęby.
-Tylko mi tu nie ródź....-powiedział żartobliwie, a ja przewróciłam oczami.
-Postaram się.-powiedziałam, a on się zaśmiał.
**************WIECZÓR*****************
-Wszystko gotowe?-spytałam wychylając się z pokoju. Nie pozwolili mi pomóc. Kazali siedzieć w pokoju i odpoczywać. Byłam niecierpliwa i uparta, więc co chwila pytałam lub sprawdzałam czy wszystko zrobione.
-Tak, odpoczywaj.-odpowiedziała Tara i wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.
-Otworze!-krzyknęłam i szybko podeszłam do drzwi. Gdy je otworzyłam przede mną było pełno pudełek z prezentami i nie widziałam, kto to może być.-Yyy...kto tam?-spytałam, a ten ktoś po prostu wszedł i położył pudełka na ziemi. Gdy się poniósł moje oczy się rozszerzyły.
-Tęskniłaś?-spytał szatyn i otworzył przede mną ramiona.
-Justin!!-krzyknęłam i wtuliłam się w chłopaka.-Ale...miałeś nie wrócić.-powiedziałam zdziwiona
-Nie cieszysz się, że jestem?-spytał, a ja obdarowałam go namiętnym pocałunkiem.
-Pewnie, że się cieszę.-powiedziałam i zaprosiłam go do środka. Zaraz za nim weszła Pattie, Jaxon, Jazmyn oraz Jeremy. Przywitałam się z nimi i zaprowadziłam do głównego pokoju. Zdziwiło mnie to, że chłopaki naszykowali tyle miejsc. Czyżby wiedzieli o wszystkim? Spojrzałam znacząco na Sama, a on wzruszył ramionami i się uśmiechnął.
 
 Po modlitwie, każdy usiadł na swoje miejsce. Justin jak zwykle wygłupiał się jeszcze z rodzeństwem, na co się zaśmiałam, bo wyglądał uroczo i nie mogłam się doczekać, aż zobaczę go z naszym dzieckiem.
  Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam coś niesamowitego. Teraz wiedziałam, że mam najwspanialszą rodzinę na świecie. Żałuję tylko, że nie ma tutaj pani Rose. Jednak wiem, że patrzy na mnie z góry i cieszy się z mojego szczęścia. To dla mnie ważne by mieć przy sobie swoich bliskich.
-O czym myślisz kochanie?-wyszeptał Justin do mojego ucha
-O wszystkim. O nas, o nich-pokazałam na gości-o naszej przyszłości.-spojrzałam na Justina-Jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi.-dodałam i dałam mu buziaka
-A ja najszczęśliwszym facetem na ziemi.-powiedział i oboje się zaśmialiśmy. -Kocham cię.-dodał
-Ja ciebie też.
*************
Po kolacji zaprowadziliśmy dzieci do innych pokoi, a w tym czasie chłopaki rozstawili prezenty.
Po kilku minutach wróciliśmy, a maluchy zaczęły krzyczeć. Były takie szczęśliwe.
Otwierały po kolei każdy prezent, ciesząc się za każdym razem jeszcze bardziej.
Ja, jak i reszta również dostaliśmy prezenty, dzięki czemu miło spędziliśmy czas.
Pod wieczór wszyscy rozeszli się do domów,  ale Justin został ze mną.
Wtuliłam się w niego i oboje zasnęliśmy.....
_________________________________________________________
Mamy kolejny.....
Mam dobrą i złą wiadomość.
Najpierw zła...: Zostało mi jeszcze jakieś....3, 4 rozdziały i kończę to opowiadanie :/ Wiem, że go kochacie, ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy, a po za tym mam jeszcze inne opowiadania :D
Dobra wiadomość jest taka, że...: Jak już mówiłam mam nowe opowiadanie. Everything and nothing more :D
 oraz rozdziały będą dodawane częściej przy każdym opowiadaniu. :D
KOMENTUJCIE!!

poniedziałek, 10 czerwca 2013

WAŻNE!!!

 Hej, jutro postaram się dodać kolejne rozdziały, ale mam dla was ważną wiadomość.
Oto moje kolejne opowiadanie. http://everythingandnothingmore.blogspot.com/2013/05/bohaterzy.html
Mam nadzieję, że się spodoba, już jest pierwszy rozdział, więc czytać!! :D KOMENTUJCIE!!

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 40

     (oczami Megan)
   Byłam wykończona, nie chciało mi się nawet otworzyć oczu, ale usłyszałam szlochanie i delikatnie je otworzyłam. Jasne światło od razu mnie zaatakowało, więc zaczęłam niekontrolowanie mrużyć oczy.
Spojrzałam w dół i zobaczyłam Justina. Miał głowę schowaną w dłoniach i.... i chyba płakał.
-J-Justin?-wymamrotałam, a on spojrzał na mnie rozszerzając swoje teraz czerwone od płaczu oczy i wytarł łzę spływającą po policzku.-Gdzie ja jestem?-spytałam, a on spuścił głowę.
-W szpitalu.-wymamrotał cicho.-Straciłaś przytomność, a ja nie wiedziałem co zrobić, więc zadzwoniłem po pomoc.-dodał.
  W tym momencie do pokoju wszedł lekarz.
-Witam panno Flower.-powiedział zaglądając do notesu
-Ummm...dzień dobry.-powiedziałam-Kiedy będę mogła stąd wyjść?-spytałam szybko.
-Dzisiaj.-powiedział spoglądając na mnie z uśmiechem.-Ale...-powiedział, a moja mina zrzedła.-Musi pani odpoczywać. Było blisko, a straciłaby pani dziecko.-moje serce zaczęło bić mocnej.-A pan jest?-spytał patrząc na Justina.
-Justin...Justin Bieber.-powiedział podając lekarzowi rękę.
-Witam. Jest pan ojcem, chłopakiem, przyjacielem?-spytał podnosząc brwi.
-Przyjacielem.-wtrąciłam, gdy Justin chciał coś powiedzieć. Przecież nie był jeszcze moim chłopakiem.-Ale jest również ojcem dziecka.-dodałam po chwili ciszy, a na twarzy szatyna pojawił się uśmiech.
-Cóż...tak więc pójdziemy zrobić jeszcze jedne badania i będzie pani wolna.-powiedział zamykając moją kartę i dał nam szczery uśmiech.
-Dziękuje panie doktorze.-powiedziałam z ulgą.
-Nie ma za co. Ale proszę pamiętać o odpoczynku. Ostatnio musiała być pani pod dużym stresem, skoro wywołało to utratę przytomności.-powiedział z podejrzliwym spojrzeniem.
-Tak, miałam dużo na głowie, ale postaram się to zmienić.-powiedziałam, a on znów się uśmiechnął i pożegnał się z nami.
  Gdy wyszedł Justin usiadł obok mojego łóżka i wpatrywał się we mnie jak w obrazek, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Co?-spytałam zdezorientowana.
-Nic.-powiedział, a ja wywróciłam oczami.-Po prostu nie mogę uwierzyć, że będę tatą. To dla mnie wiele znaczy, tym bardziej, że będę je miał z tobą.-powiedział, a ja poczułam jak moje policzki robią się czerwone.
- Ja też się cieszę, że będę mamą. To duża odpowiedzialność, ale dam radę.-powiedziałam opuszczając głowę.
-Chciałaś powiedzieć "damy radę"-poprawił mnie, a ja się lekko uśmiechnęłam.
*************************************
Wracaliśmy do domu, droga minęła w ciszy. Chciałam tylko położyć się w łóżku i odpocząć. Nie wiem czemu, przecież spałam kilka naście dobrych godzin, ale nadal czułam się senna.
  Gdy Justin podjechał pod mój dom, wokół było kilku reporterów, którzy zaczęli robić nam zdjęcia.
-Justin?-spytałam przestraszona.
-Przepraszam-powiedział i wyszedł z auta. Obszedł go dookoła i otworzył mi drzwi. Złapałam go za rękę i wysiadłam.
-Justin, to twoja dziewczyna?
-Justin, czy ona jest w ciąży?
-Czy to twoje dziecko?
-Kim ona jest?
-Dlaczego wróciłeś?
-Bez komentarzy-powiedział szybko i otworzył drzwi od domu. Weszłam pierwsza, a szatyn tuż za mną.
  Nadal byłam wstrząśnięta. Co to właśnie było? Skąd oni wiedzieli, gdzie mieszkam? Dlaczego zadawali te pytania

(oczami Justina)
   Cholerni paparazzi. Nigdy nie dadzą mi spokoju. Naraziłem Meg na niepotrzebny stres. To wszystko moja wina.
-Przepraszam.-powiedziałem. Była przestraszona i zdziwiona. Nie wiedziała o co chodzi i dlaczego to się stało. Wyglądała jakby przed chwilą zobaczyła ducha.
-Skąd oni...
-Oni mnie wszędzie znajdą. Nigdy nie dadzą mi spokoju. Przepraszam, że cię w to wciągnąłem. To moja wina.-przerwałem jej. Byłem wściekły na siebie. Ona nie powinna przez to przechodzić, nie w tym stanie. Kocham ją, a teraz na pewno nie będzie chciała ze mną być. To dla niej zbyt wiele.
-Nie szkodzi...-wydukała, a ja spojrzałem na nią zdziwiony.-To nie twoja wina, takie już twoje życie, a to co oni robią to ich praca. Rozumiem to.-wytłumaczyła, a ja odetchnąłem z ulgą.
-Naprawdę jest mi przykro. Oni.... ty nie powinnaś przez to przechodzić.-powiedziałem. Chciałem by zrozumiała. Widziałem w jej oczach niepewność w tym co mówi i wiedziałem, że była przestraszona.
-Wiem, ale...nie zniosę kolejnej rozłąki. Chce żebyś ze mną został. Chcę byś był przy mnie gdy dziecko się urodzi i gdy będę cię potrzebować.-powiedziała opuszczając głowę. Moje serce zaczęło bić mocniej. Czy ona właśnie...? To było..? Nie wiedziałem co powiedzieć. Byłem szczęśliwy, że to powiedziała. Teraz wiedziałem, że mam szanse by to wszystko naprawić.
 Podszedłem do niej i podniosłem jej brodę tak by na mnie spojrzała.
-Kocham cię. Obiecuję, że wszystko naprawię i będę przy tobie. -powiedziałem, po czym się nachyliłem. Dzieliły nas już tylko centymetry. Chciałem być z nią. Chciałem znów poczuć jej miłość. Była dla mnie wszystkim. Delikatnie musnąłem jej usta, przez co ona zadrżała. Uśmiechnąłem się na myśl, że tak na nią działam.-Kocham cię -powtórzyłem w jej usta. Pocałowałem ją. Nie walczyła ze mną, wręcz przeciwnie, odwzajemniła pocałunek. Nasze języki walczyły teraz o dominację. To było coś niesamowitego. Chciałem by ta chwila trwała wiecznie.
Po chwili jednak oderwaliśmy się od siebie, łapiąc powietrze. Nasze klatki piersiowe unosiły się w górę i w dół, a oddechy były nierówne. Spojrzałem w jej oczy, a ona delikatnie się uśmiechnęła
-Też cię kocham.-powiedziała.....

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział 39

(oczami Justina)
Bałem sie, bałem się, że to co było kiedyś już nie wróci. Kochałem ja, była tą jedyną, z którą  pragnąłem spędzić resztę swojego życia. Chciałem wiedzieć czy kogoś już ma, czyje to dziecko oraz czy mnie kocha, ale widziałem niepewność w jej zachowaniu i zdawałem sobie sprawę, że trudno jest jej odpowiedzieć na to pytanie.Wiem tylko, że nawet jeśli nie jest w stanie mi teraz odpowiedzieć to i tak nie odpuszczę i będę o nią walczyć.
-Przepraszam...-wyszeptałem, a ona spojrzała na mnie zdezorientowana
-Za co?-spytała
-Nie powinienem był w ogóle przyjeżdżać.-powiedziałem, a ona znów odwróciła głowę w inną stronę.-Masz tutaj swoje nowe życie, masz pewnie kogoś kto mówi ci jak piękna i wspaniała jesteś oraz...-przerwałem.- niedługo zostanie ojcem.-dodałem bardziej szeptem
 
(oczami Megan)
  Co ja miałam zrobić? Cierpiał, ja też, ale nie mogłam nic powiedzieć. Chciałam, ale coś w mojej głowie mi przeszkadzało...jego kariera? Może, ale on powinien wiedzieć i muszę w końcu się odezwać.
-Nie mam nikogo.-wydusiłam opuszczając głowę.-Przerwałam warsztaty, bo dowiedziałam się, że jestem w ciąży i wróciłam tutaj. Selena i chłopaki pomogli mi przez ten cały czas, gdy ciebie nie było.-Kolejne łzy spłynęły po moim policzku. Odwróciłam się do Justina i nasze oczy się spotkały. Moje były wypełnione żalem i bólem, a jego strachem i cierpieniem. Chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.-Czy cierpiałam? Tak, bardzo, ale to była też moja wina. Odepchnęłam cię i nie dałam szansy wytłumaczenia się. Wybaczyłam ci już dawno, chciałam ci to powiedzieć, ale wyjechałeś i nie mogłam się z tobą skontaktować. Powoli przestawałam myśleć, że jeszcze wrócisz, że znów będziemy razem...-opuścił wzrok, a po jego policzku zaczęły spływać łzy.-Jednak...-przerwałam i złapałam jego dłoń, po czym położyłam ją na swoim brzuchu.
-Zawsze jakaś część ciebie będzie przy mnie....-po moim policzku spłynęła łza, ale tym razem szczęścia. Już nie chciałam się kłócić, nie chciałam kłamać. Chciałam znów poczuć się kochana.
-Czyli...-po chwili ciszy szatyn odezwał się i spojrzał na mój brzuch. Wiedziałam o co mu chodzi, więc pokiwałam głową, a on się uśmiechnął.-Moje...dziecko...-wyszeptał i spojrzał mi w oczy.-Moje?-spytał jakby chciał się upewnić.
-Tak, twoje.-odpowiedziałam z uśmiechem.
   Wytarł moje policzki i przysunął się bliżej. Moje serce przyśpieszyło i nie wiedziałam co zrobić. Jego twarz była coraz bliżej i czułam jego oddech na mojej dolnej wardze. Nie odepchnęłam go, chciałam by był blisko. Nie chciałam już go stracić.
Gdy nasze nosy się już stykały przechylił lekko głowę i musnął delikatnie moje usta.
Nagle ktoś wszedł, a raczej wparował do mieszkania, a ja z Justinem gwałtownie się od siebie odsunęliśmy.
-Meg? Wstałaś?-usłyszałam głos Marco.-Meg...-przerwał, gdy wszedł do pokoju i zobaczył mnie z Justinem. Jego oczy się rozszerzyły i pociemniały ze złości. To nie wróżyło nic dobrego, więc musiałam zareagować.
-Zaprosiłam go.-powiedziałam, a Marco wypuścił z siebie powietrze.
-Po co?-spytał nie patrząc na mnie tylko na Justina.
-Bo tak chciałam.-odpowiedziałam, a on spojrzał na mnie niezrozumiale.
-Przecież to kretyn...zranił cię, zostawił, a ty...
-Kocham go.-przerwałam mu. Nie chciałam tego powiedzieć, wymsknęło mi się. Ale taka w sumie była prawda. Wciąż go kochałam, mimo wszystko nadal darzyłam go tym uczuciem.
Zapadła cisza. W pokoju był Marco, ja, Sam, Lucas oraz Justin, ale żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. Czułam, że Justin się na mnie patrzy, wiedziałam, że usłyszał to co powiedziałam, ale nie wiedziałam co teraz mam zrobić.
-Um...cóż...-odezwał się Sam i podrapał się po karku.-Skoro taka jest twoja decyzja...to nie możemy się wtrącać.-dodał i poklepał po ramieniu Marco, który stał i patrzył na mnie, ale nie mogłam nic wyczytać z jego twarzy.-Chodźmy, zostawmy ich samych.
-Nie!-krzyknął wyrywając się z uścisku Sama, Marco.-Byliśmy przy niej przez cały czas...troszczyliśmy się o nią, pocieszaliśmy, gdy płakała po nocach, bo wiedziała, że następnego dnia będzie to samo i cię nie zobaczy. Ukrywała smutek, ale my wiedzieliśmy, że cierpi.-powiedział z żalem, patrząc na Justina.-Wiemy, że ją kochasz, ale postąpiłeś jak głupek i nie zasługujesz na nią. To wspaniała dziewczyna, a ty ją tak po prostu zostawiłeś. To prawda, ma twoje dziecko, ale to nie zmienia faktu, że gdyby nie Lisa, nic byś nie wiedział i nadal nie przejmowałbyś się Meg, prawda? To Lisa cię tu przyciągnęła, tak? No powiedz! Wytłumacz Meg jak to naprawdę było!-krzyknął na Justina. Stałam tam zdezorientowana. To prawda? Ale...dlaczego? Spojrzałam na Justina pytającym wzrokiem, on opuścił głowę i milczał.-Jesteś tchórzem i kretynem. Nie mam zamiaru stać bezczynnie i patrzeć jak ona ponownie się w tobie zakochuje, a ty ją zostawisz i ona znów będzie cierpieć.-dodał po czym wyszedł trzaskając drzwiami. Zaraz za nim wyszli Sam i Lucas, a w pokoju zostałam tylko ja i szatyn.  Po chwili ciszy postanowiłam się odezwać.
-To prawda?-spytałam, a do moich oczy zaczęły napływać kolejne łzy. Nie odezwał się.-Powiedz mi!-krzyknęłam
-Tak...to znaczy.. nie, w połowie.-wydukał, a ja patrzałam na niego zdezorientowana.
-Jak to w połowie?-spytałam.
-Już od jakiegoś czasu mam kontakt z Lisą. Rozmawiałem, wypytywałem. Chciałem wiedzieć jak się czujesz... chciałem wiedzieć, że jesteś szczęśliwa. Mówiła mi, że się pokłóciłyście i że wyjechała, a gdy wróciła już cię tam nie było na uczelni. Wtedy wynająłem detektywa, który cię znalazł i powiedział mi, że mieszkasz tutaj z jakimiś chłopakami i przyjaciółką. Na początku myślałem, że kogoś sobie znalazłaś, więc zrezygnowałem i złapałem gigantycznego doła. Nie chciałem jeść, ani śpiewać. Bez ciebie...moje życie nie miało sensu.-przerwał i spojrzał na mnie, a ja usiadłam na fotelu nie wiedząc co powiedzieć słuchałam co miał do powiedzenia.-Kochałem i nadal cię kocham. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Lisa. Powiedziała, że cię widziała i powiedziała, że jesteś w ciąży. Myślałem, że moje życie się już skończyło, chciałem umrzeć.-gdy to powiedział, ocknęłam się, a po moim policzku spłynęła łza. Dzisiaj bardzo dużo płaczę, ale nie dziwię się.-Jednak powiedziała, że nie wie kto jest ojcem, bo nikogo wokół ciebie nie widziała, no wiesz...żadnego mężczyzny, który mógłby być ojcem. Więc wróciłem. Chciałem wiedzieć, chciałem i nadal chce to wszystko naprawić.-powiedział patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.- Wybaczysz mi?-spytał, a ja musiałam chwilę pomyśleć. To dla mnie za dużo jak na dzisiaj. Wstałam i chciałam wrócić do łóżka, zasnąć i zapomnieć, ale poczułam ból. Syknęłam i złapałam się za brzuch. Opadłam z powrotem na fotel, a Justin szybko do mnie podbiegł.
-Meg? Meg, skarbie!.-powtarzał, a moje oczy powoli się zamykały. Chciało mi się spać. Już coraz ciszej słyszałam szatyna, a po chwili już wcale.
_________________________________________________________________
Mamy kolejny hahaha.... fajny? Mam nadzieję, bo bardzo się starałam.
Komentować :P