Translate

czwartek, 30 maja 2013

WAŻNE!!!!

Mam złe wieści :(
 Wyjeżdżam i nie będzie mnie do niedzieli. :( Nie dodam kolejnych, bo nie bd miała dostępu do internetu. :'(
W poniedziałek postaram się dodać następny, ale nic nie obiecuje, bo teraz mam do poprawy oceny i sprawdziany :(

niedziela, 26 maja 2013

Rozdział 38

(oczami Megan)
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam....
Obudziłam się pod wieczór, strasznie mnie brzuch bolał i dziecko dawało po sobie znaki. Na dworze było ciemno, a w domu panowała cisza. Nagle poczułam ucisk i zaczęło mnie mdlić. Szybko wbiegłam do toalety i zwymiotowałam. Nienawidziłam tego robić, ale takie już są minusy bycia w ciąży. Przemyłam twarz zimną wodą, po czym przetarłam ręcznikiem. Zapaliłam w salonie światło i włączyłam TV.
"Młoda gwiazda, muzyki pop, Justin Bieber przebywa właśnie w Atlancie. Nie wiadomo z jakich przyczyn i na jak długo zamierza tam zostać. Odwołał kilka koncertów i powiedział, że musi naprawić swoje życie. O co mu chodziło? Prawdopodobnie dowiemy się tego wkrótce... mówiła Anna Grand". Wyłączyłam telewizor. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Dlaczego moje życie musi być tak zwariowane?
Z rozmyślań wytrąciło mnie pukanie...,a raczej walenie w moje drzwi. Wstałam, owinęłam się szlafrokiem i delikatnie otworzyłam drzwi. Zamurowało mnie...
-Meg? Skarbie...możemy pogadać?-pijany Justin ledwo stał na nogach i patrzył na mnie oczami pełnymi smutki i żalu. Nie mogłam go tam zostawić, paparazzi zaraz by go znalazło, a wtedy dziecko to byłby jego najmniejszy problem.
-Wejdź.-wyszeptałam wpuszczając go do środka.-Siadaj.-powiedziałam, gdy weszliśmy do salonu.
-Skarbie...tęskniłem...-chciał mnie przytulić, ale się odsunęłam.
-Po co przyszedłeś?-spytałam spokojnie, ale w środku się gotowałam.
-Chciałem cię zobaczyć...-powiedział ze smutkiem. Trochę śmieszne było widzieć go pijanego. Zachowywał się jak dziecko i robić głupie miny.
-Dlaczego się upiłeś?-spytałam powstrzymując się od śmiechu. Gniew powoli przechodziła, a na jego miejsce weszła troska.
-Bo...-wydukał i opuścił głowę, po czym wymamrotał coś pod nosem, ale nie zrozumiałam
-Co?-spytałam
-Bo cię kocham.-tym razem powiedział głośniej, a mnie zamurowało.
-Justin... ja...-wymamrotałam. Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Oczywiście, że go kochałam, ale nie widziałam go tyle czasu, zranił mnie i nawet nie wypytywał o mnie. Gdy chciałam coś powiedzieć, on mi przerwał
-Nic nie mów... wiem, że cię zraniłem i wiem, że postąpiłem jak głupi wyjeżdżając.-powiedział trochę bardziej trzeźwo.
-Justi....
-Nie, ja wiem, że nie chcesz mnie widzieć i wiem, że mi nigdy nie wybaczysz, ale muszę wiedzieć....-przerwał by spojrzeć na mnie.
-Co?-spytałam.
-Czy...to dziecko...jest moje?-nie wiedziałam co powiedzieć. Siedziałam w ciszy i zastanawiałam się nad odpowiedzią. On patrzył na mnie wyczekująco i coraz bardziej zrezygnowanie. Odwróciłam wzrok i wstałam. Podeszłam do okna i zasłoniłam firany. W końcu spojrzałam na niego, a on na mnie. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Co?-spytałam zdezorientowana.
-Kocham cię.-powiedział i położył się na kanapie. Mamrotał coś pod nosem, ale nie zrozumiałam.
  Po chwili słyszałam jego ciche chrapanie, więc wiedziałam, że śpi. Przykryłam go kocem i poszłam do siebie.
  Nie wiem czy zapomniał, że zadał mi to pytanie czy po prostu bał się odpowiedzi. Nie wiem...ale cieszę się, że wybrnęłam z tego cała i nie musiałam mu odpowiadać. Leżałam i nie mogłam zasnąć. Wszystkie myśli kręciły się teraz wokół Justina i tego, że jutro będę musiała z nim porozmawiać.
***********RANO*************
(oczami Justina)
  Obudziłem się z bólem głowy. Podniosłem się do pozycji siedzącej, przetarłem twarz dłońmi i przeczesałem włosy rękom. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i przypomniałem sobie wczorajszy wieczór. Meg...ona jest taka piękna...muszę naprawić wszystko i nie pozwolić jej odejść lub mnie odtrącić.
  Usłyszałem trzask i poszedłem sprawdzić co się stało. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem dziewczynę, ale to nie była Meg. Odwróciła się i upuściła garnek, który trzymała w ręce.
-Justin?-spytała zakrywając usta dłonią.
-Tak?-spytałem zdezorientowany.
-Co ty tutaj robisz?-spytała zdezorientowana
-To samo, mogę ciebie spytać.-nie powiedziałem "pani" bo nie wyglądała na starszą ode mnie. Była raczej w wieku Meg, czyli młodsza.
-Jestem przyjaciółką Meg, Tara.-powiedziała i podniosła z ziemi to co upuściła

(oczami Meg)
Obudziłam się strasznie zmęczona, przetarłam oczy zewnętrzną stroną dłoni i powoli wstałam z łóżka. Wyszłam na zewnątrz i usłyszałam głos Justina.Gdy zobaczyłam co się dzieje, nie wiedziałam co zrobić. Przez przypadek strąciłam z szafki szklankę, przez co obydwoje się na mnie spojrzeli. Rozszerzyłam oczy i stałam jak słup, nie mogąc wydusić z siebie słowa.
-Meg? Wszystko okej?-spytała Tara z troską w oczach
-Tak, przepraszam....-wyszeptałam i zaczęłam zbierać kawałki szkła z podłogi.
-Zostaw, skaleczysz się.-powiedział Justin i podszedł do mnie.-Ja to zrobię.-powiedział stanowczo i pozbierał resztę, po czym wyrzucił to do kosza.
-Yyyy... przypomniałam sobie, że mam coś do załatwienia na mieście..-powiedziała Tara, a ja spojrzałam na nią pytająco.-Tak..,więc.. ja lecę, pa.-powiedziała i wyszła z domu.
   Weszłam do kuchni, a szatyn zaraz za mną. Panowała niezręczna cisza. Moje ręce się trzęsły, a serce waliło, jakby miało zaraz wyskoczyć. Odwróciłam się do niego tyłem i udawałam, że czegoś szukam w lodówce.
-Jesteś głodny?-spytałam nawet na niego nie patrząc, ale wiedziałam, że on mnie obserwuje.
-Nie, ale chce mi się pić.-powiedział, a ja wyciągnęłam sok pomarańczowy i szklankę, po czym nalałam mu napoju. -Dzięki.-odpowiedział i wypił za jednym razem całą zawartość. Nie dziwiłam się, wczoraj tyle wypił, że pewnie miał ogromnego kaca. Zaśmiałam się na wspomnienie wczorajszego wieczoru.
-Z czego się śmiejesz?-spytał z uśmiechem.
-Z niczego.-odpowiedziałam i wyciągnęłam produkty potrzebne do zrobienia kanapek.
-Meg?-odezwał się po chwili ciszy.
-Tak?-spytałam kładąc ser i szynkę na kanapkę.
-Spójrz na mnie.-powiedział, a ja milczałam. Nie to, że nie chciałam się na niego spojrzeć, ale bałam się. Bałam się, że jak to zrobię to się rozpłaczę. Tęskniłam za nim, za jego dotykiem, głosem. -Proszę.-powiedział podchodząc do mnie.
Złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie, a wolną ręką podniósł moją brodę, tak, że musiałam się na niego spojrzeć. Jego czekoladowe oczy wypalały mi dziurę w głowie. Łzy zbierały się w moich oczach, ale nie mogłam oderwać od niego wzroku. Kilka razy spoglądał na moje usta, po czym wracając do oczu,jakby prosząc o pozwolenie. Przegryzł dolną wargę i zbliżył się tak, że dzieliły nas już tylko centymetry.
-Nie mogę...-odepchnęłam go lekko i wytarłam ręką polik, po którym nawet nie wiem kiedy spłynęła łza.
Już nawet nie byłam głodna. Wyszłam z kuchni i poszłam do salonu, a on za mną.
-Meg...-powiedział, a ja starałam się nie zwracać na niego uwagi. Usiadłam na kanapie i wpatrywałam się w przestrzeń przede mną.-Ja...przepraszam.-powiedział siadając koło mnie.-Kocham cię...nie chcę cię stracić.-powiedział, a ja zamknęłam oczy i znów z moich oczu spłynęły łzy.-Jesteś dla mnie najważniejsza...-dodał, a ja wciąż się nie odzywałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie byłam już na niego zła, chciałam go przytulić, powiedzieć, że go kocham i wybaczam wszystko, ale nie potrafiłam.
Siedzieliśmy w ciszy, po ostatnich słowach Justina nikt nic nie mówił, a w pokoju było słychać tylko zegar wiszący na ścianie.
_______________________________________________________
MAMY KOLEJNY ROZDZIAŁ!! :D
Dziękuję wam, za to że czytacie i czekacie cierpliwie na następne....
Cieszę się, że mam już prawie 6 000 wejść! To dla mnie wiele znaczy! Dzięki i komentujcie !!

PS. Sory za błędy

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 37

(oczami Megan)
-Justin?-spytałam, chcąc się upewnić czy dobrze słyszałam
-Meg, już go nie ma, nie wróci...zapomnijmy o tym...-powiedział Sam podchodząc do mnie.
-Stój!-krzyknęłam, a chłopaki spojrzeli na mnie zdezorientowani.-Czego chciał?-spytałam.
   To było dla mnie ważne, dlaczego wrócił? Czego chciał? Jak mnie znalazł? Po co przyjechał? Te pytania krążyły w mojej głowie i nie mogłam się ich pozbyć. Nie wiedziałam czy mam się cieszyć, że przyjechał, czy bać się, że gdy znów go zobaczę to on znowu zniknie, a ja będę cierpieć ponownie.
-Chciał się z tobą zobaczyć...-wydukał Marco.
-Chciał z tobą porozmawiać.-dodał Lucas.
-Nie mogliście się mnie spytać o zdanie?-spytałam wkurzona. Nie byłam na nich zła, to chyba przez ciążę. Nie wiem czy chciałabym się z nim spotkać. Nie wiem jak zareaguje gdy się dowie, że jestem w ciąży i nie wiem jak ja mu powiem, że to on jest ojcem. Wiem, że minęły dopiero prawie 3 miesiące, ale mój brzuch już dość urósł i nie dałoby się nie zauważyć, że będę mamą.-Przepraszam...nie powinnam tak na was naskakiwać.-powiedziałam, gdy oni stali jak wryci z opuszczonymi głowami.
-Nie szkodzi, masz rację, powinniśmy najpierw z tobą porozmawiać.-powiedział Marco i mnie przytulił, a po moim policzku spłynęły łzy.-Nie płacz.-powiedział i wytarł ręką moje policzki
-Pójdę się położyć.-powiedziałam, a on przytaknął i odprowadził mnie do pokoju, po czym zamknął drzwi i wrócił do chłopaków.

(W tym samym czasie)
   Marco wszedł do pokoju i usiadł na fotelu. Wszyscy byli strasznie zdenerwowani wizytą Justina i nie wiedzieli co teraz mają zrobić. Martwili się o Megan i nie chcieli by znów cierpiała. Nie chcieli by przechodziła przez ten cały stres, zwłaszcza teraz, gdy jest w ciąży. Siedzieli wpatrzeni w obiekt przed nimi i myśleli. Żaden się nie odezwał, nie wiedzieli nawet co powiedzieć. Jednak głuchą ciszę przerwał dzwonek do drzwi. Marco, Sam i Lucas spojrzeli się na siebie z rozszerzonymi oczami i zastanawiali się co teraz. Otworzyć? A jeśli to on? Dzwonek rozbrzmiał w pomieszczeniu jeszcze raz, a gdy Sam chciał już wstać, Marco go wyprzedził i ruszył w stronę drzwi. Za nimi stała kobieta, przyjaciółka Megan, Tara. Dawno jej nie było tutaj, bo wyjechała do szkoły. Nie mogła przyjechać wcześniej. Odwiedziła ich ostatnio gdy dowiedziała się, że Meg wraca, ale potem musiała wrócić na uczelnię, bo zostałaby wyrzucona.
-Hej..-powiedziała, a chłopak stał jak wryty. To prawda, byli kiedyś razem i nadal coś do siebie czuli, ale musieli się rozstać ze względu na to, że rzadko się widywali i dzieliły ich kilometry. Często z tego powodu się kłócili, więc zostali po prostu przyjaciółmi.
-Hej.-wydukał i wpuścił ją do środka.
-Jest Meg?-spytała rozglądając się po domu.
-Śpi.-odpowiedział i wszedł do pokoju, gdzie siedziała reszta.
-Tara?-powiedzieli równocześnie i zaraz ją przytulili.
-Część, chłopaki.-powiedziała i usiadła na tapczanie.-Co tam u was słychać?-spytała patrząc na nich po kolei, a oni zrobili zakłopotane miny.-Coś się stało?-spytała z niepokojem-Coś z Meg?-spytała szybko
-Nie, z nią wszystko okej, ale...-przerwał Sam i nie wiedział jak jej to powiedzieć
-Justin wrócił.-dokończył Marco i usiadł z powrotem na fotelu.
-Jak to wrócił?-spytała Tara ze zdziwieniem.-Jak ją znalazł? Wie, że ona ma jego dziecko? Widzieli się? Rozmawiali?-pytała a chłopaki tylko kiwali głowami.
-Nie, nie widzieli się nawet. Przyszedł, ja otworzyłem drzwi, on powiedział, ze chce z nią rozmawiać, a ja go wyrzuciłem.-powiedział Marco zaciskając zęby.
-Dlaczego? On powinien wiedzieć! Ona powinna z nim pogadać. Oni się kochają.-powiedziała z podniesionym głosem Tara
-Nie krzycz!-wzburzył się Marco.-Wiem, że powinna, ale nie teraz...-powiedział, a ona spojrzała na niego pytająco.-Nie może się stresować teraz... a spotkanie z nim...to ogromny stres i ból jak dla niej.-dodał.
-Ona tak powiedziała? Czy ty?-spojrzała wściekła na niego, a chłopak wstał i poszedł do kuchni.
-Wszyscy chcemy dla niej jak najlepiej.-powiedział spokojnie Lucas.
-Wiem, ja też, ale...oni muszą ze sobą porozmawiać...i to jak najszybciej, póki jeszcze jest czas.-powiedziała i wstała. Podeszła do drewnianych drzwi za którymi leżała jej przyjaciółka. Złapała za klamkę i delikatnie pociągnęła w dół, przez co drzwi się otworzyły

(oczami Megan)
  Byłam strasznie zmęczona, ale nie mogłam zasnąć. Wciąż myślałam o Justinie. To było dziwne, że przyjechał, że jeszcze o mnie pamiętał.
Słyszałam rozmowę Tary i chłopaków. Kłócili się, ale wszyscy mieli rację. Musiałam z nim pogadać, ale nie mogłam, bo to zbyt duży stres i ból gdy tylko go zobaczę.
Ktoś nagle otworzył drzwi do mojego pokoju. Nie chciałam teraz z nikim gadać, chciałam pobyć sama, przemyśleć to.
-Meg?-usłyszałam głos przyjaciółki, ale udawałam, że śpię.-Śpisz?-spytała, a ja wciąż miałam zamknięte oczy. Dziewczyna podeszła do mnie i odgarnęła moje włosy, które opadły na moją twarz. -Kocham cię.-powiedziała i ucałowała mnie w czoło, po czym wstała i wyszła z pokoju, a ja odetchnęłam z ulgą.
___________________________________________________________
Pada i pada.... :/ Ale są za to rozdziały! Hahaha... Dziękuję wam, że czytacie i za te wspaniałe komentarze. One pomagają mi w dalszym pisaniu. Gdy widzę te miłe słowa, mimo, że nie jestem zbyt dobra z polaka i pewnie robię masę byków, to lepiej mi się pisze. Mam więcej weny i nie czuję się zmęczona.
DZIĘKUJĘ!! <3
KOMENTOWAĆ!!

poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział 36

  Przez kilka następnych dni było spokojnie, bez żadnych nieprzyjemności. Chłopaki dowiedzieli się o moim spotkaniu z wrogiem nr 1 i również się przejęli. Pocieszali mnie i pomagali w domu. Jeden sprzątał, drugi gotował, a trzeci dotrzymywał towarzystwa. Nudziłam się strasznie, ale powiedzieli, że mam odpoczywać i nie pozwolili mi się ruszać z łóżka.
-Chłopaki!-krzyknęłam, a sekundę później widziałam w drzwiach trzy wychylające się głowy.
-Tak?-spytali równocześnie.
-Mogę już wstać?-spytałam zdesperowana.
-Nie.-odpowiedzieli równocześnie.
-No dajcie spokój! Ja tu umrę z nudów.-powiedziałam i uderzyłam rękoma o materac.
-Dobrze, w takim razie pójdziesz ze mną na krótki spacer.-powiedział Marco, a ja się uśmiechnęłam-Ale...-moja mina zrzedła.-Najpierw zjesz obiad.-dokończył, a ja pokiwałam głową na zgodę.
****************
-To gdzie idziemy?-spytał Marco, gdy wyszliśmy z domu.
-Do parku.-powiedziałam z uśmiechem na twarzy. W końcu mogłam odetchnąć świeżym powietrzem. Nie przeszkadzało mi to, że się mną opiekowali, ale nie lubiłam siedzieć i nic nie robić.
Przez całą drogę rozmawialiśmy i wymyślaliśmy imiona dla dziecka. Cały czas coś nam nie pasowało. Usiedliśmy na ławce, a ja szybko złapałam się za brzuch
-Coś się stało?-spytał zaniepokojony przyjaciel.
-Obudził się.-powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-Mogę?-spytał pokazując na brzuch.
-Tak.-powiedziałam, a on położył swoją dłoń na moim brzuchu
-Poruszył się.-powiedział uradowany
-Hahaha...układa się.-powiedziałam, a on się zaśmiał.
   Siedzieliśmy w ciszy obserwując jak mali chłopcy ganiają się wokół  drzew. Zastanawiałam się jak to jest. Niedługo się dowiem, ale to wspaniały widok, gdy się bawią i śmieją. Nie mogę się doczekać.
-Jesteś głodna?-spytał przerywając długą i niezręczną ciszę.
-Nie, ale pić mi się chce.-odpowiedziałam wpatrzona w dzieci.
-Zaraz przyniosę.-powiedział, pocałował mnie w policzek i odszedł.
   Rozglądałam się po parku i masowałam sobie brzuch. Miałam dziwne uczucie, coś czego nigdy nie czułam.
W oddali zobaczyłam zakapturzonego chłopaka. Przyglądał mi się, przynajmniej tak mi się wydawało. Nie odrywał ode mnie wzroku, chciałam wypatrzeć jego twarz, ale schował się w cieniu i nie mogłam nic z tak daleka dojrzeć.
Trochę się przestraszyłam, nie wiedziałam co zrobić. Zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu Marco, ale nigdzie go nie było. Spojrzałam znów na tamto miejsce, gdzie był ten chłopak, ale on znikł, nie było go.
*****************
-Megan!-krzyknął Marco, machając mi przed twarzą dłonią, gdy wchodziliśmy do domu.
-Tak?-spytałam wytrącając się ze swoich rozmyślań o tajemniczym chłopaku.
-Słuchałaś mnie w ogóle?-spytał siadając na fotelu.
-Tak, nie, nie wiem...-wydukałam zdezorientowana
-Co się stało?-spytał z troską w głosie.-Przez całą drogę ani razu się nie odezwałaś i byłaś cały czas jakby zamyślona.-powiedział, a ja wzruszyłam ramionami.
-Może jestem trochę zmęczona...-skłamałam.-pójdę się położyć.-dodałam i poszłam do siebie do pokoju.
Nie mogłam zasnąć, gdy tylko zamykałam oczy, pokazywał mi się obraz z parku.
Nagle dziecko się poruszyło, a przez moje ciało przeszedł dreszcz. Znów poczułam to uczucie co wtedy. To było dziwne i nie wiedziałam co to oznacza.
Usłyszałam pukanie do drzwi, ale nie wstałam. Wiedziałam, że chłopaki są w domu i na pewno otworzą.
I się nie myliłam. Pukanie ustąpiło, a zamiast tego słychać było skrzypienie drzwi, a potem ciszę.
Oby to nie była znowu Lisa, bo nie wytrzymam tego ponownie. Leżałam i czekałam na to aż ktoś coś powie.  Słyszałam tylko jakieś szepty, ale nic więcej. Gdy usłyszałam trzask drzwiami, postanowiłam wstać. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam Sama,Marco i Lucasa zezłoszczonych. Gdy mnie zobaczyli ich twarze nic nie pokazywały. Byli bladzi jak ściana, a oczy mieli rozszerzone.
-Kto to był?-spytałam zaciekawiona
-To...umm...-wydukał Sam drapiąc się po karku.
-Nikt ważny.-powiedział Marco.
-Ona powinna wiedzieć.-dodał Lucas, przez co chłopaki skarcili go wzrokiem.
-Co powinnam wiedzieć?-spytałam krzyżując ręce na piersi.
-No cóż....-wymamrotał Marco
-To był Justin...-powiedział Lucas, a ja poczułam jak ziemia się pode mną rozpada.

Rozdział 35

(oczami Megan)
-Ohh... Megan!-krzyknęła z frustracji Sel
-Nie, nie założę tego!-odpowiedziałam
-Wyglądasz ślicznie.-powiedziała pocieszająco
-Jak namiot.-dodałam patrząc na siebie w lustrze.
-Jesteś w ciąży, jak masz wyglądać?-chciała mnie pocieszyć, ale to nic nie dało
-Dzięki...-odpowiedziałam sarkastycznie.
   Byłyśmy właśnie w sklepie z ciuchami dla kobiet w ciąży. Mój brzuch urósł od ostatnich 2 miesięcy i mi się to nie podoba. Muszę nosić ogromne rzeczy i wyglądać jak ogromna świnia. Może to przez ciążę jestem taka zrzędliwa, bo kiedyś mi to nie przeszkadzało, a nawet chciałam zobaczyć jak to jest mieć duży brzuch, a w środku małe stworzenie. Uwielbiam dzieci, a moje najbardziej, mimo, że jeszcze nie ma go na świecie, to wiem, że będzie wspaniałe.
   Tak dla uproszczenia tych dwóch ostatnich miesięcy. Nie mieszkam już w akademiku, ani nie chodzę na zajęcia. Musiałam odejść, bo i tak nie mogłam tańczyć i ukończyć kursu. Na początku byłam załamana, ale co się stało, to się nie odstanie, a życie musi lecieć dalej. Zamieszkałam w moim starym domu, którym przez cały czas zajmowali się chłopaki. Powiedzieli, że widzieli, że wrócę, więc nie sprzedali go, tylko wyremontowali. Teraz pomagają mi w trudnych sytuacjach, tak samo jak Selena, która gdy tylko może przyjeżdża do mnie.
Próbowałyśmy również skontaktować się z Justinem, tzn. ona próbowała, bo ja i tak sądziłam, że powiedzenie mu, że zostanie ojcem to zły pomysł. Nie to, że żałuje, że to on jest ojcem, bo wręcz przeciwnie, cieszę się, ale to zły pomysł by się dowiedział. Ma swoich fanów, jak i hejterów. Są również paparazzi, którzy wywrócą, moje i dziecka życie do góry nogami. Nie zamierzam przez to przechodzić, zwłaszcza, że nie jestem zbyt dobrej rodziny i nie mam zbyt wiele pieniędzy, a jak znam życie będą wypytywać się dlaczego nas zostawił, co się stało itd. To dla mnie za wiele. 
******
-No widzisz, nie było tak źle.-powiedziała pocieszająco brunetka, wchodząc ze mną do domu.
-Nienawidzę zakupów, nienawidzę, gdy każdy dotyka mojego brzucha i nie cierpię, gdy podchodzą i mówią: "Ojejku, jak pani uroczo w tym wygląda"-powiedziałam dodając przy tym piskliwy głosik. 
-Przesadzasz...-powiedziała i machnęła ręką.-To naprawdę wspaniałe widzieć kobietę w ciąży-dodała
-Wiem, ale to wkurzające, gdy nie dają ci spokoju i wciąż obmacują twój brzuch.-powiedziałam ze złością i położyłam się na łóżku.
-Wiem, wiem..., ale i tak było fajnie.-powiedziała grzebiąc w jednej z toreb.-Patrz jakie to uroczę...-powiedziała jak do małego dziecka, przez co się skrzywiłam i przewróciłam oczami.
-Zamknij się.-powiedziałam bardziej uśmiechnięta i rzuciłam w nią poduszką.
-Też cię kocham.-dodała i położyła się koło mnie.
   Leżałyśmy tak przez kilka minut w ciszy, rozmyślając o tym i o tamtym. Wokół słychać było tylko tykanie zegara wiszącego nad łóżkiem. Uwielbiałam, taką ciszę. To było coś czego potrzebowałam. 
Przerwało nam jednak pukanie do drzwi. Jęknęłam zła, i przewróciłam się na drugi bok, mając gdzieś kto to był i czego chciał. Ten ktoś jednak nie chciał odejść tak szybko i nie przestawał pukać. Selena z niechęcią wstała i ruszyła w stronę drzwi.
Gdy je otworzyła nastała cisza, a ja nasłuchiwałam kto przyszedł.
-Co ty tutaj robisz?-spytała zdziwiona.
-Jest Meg?-spytała druga osoba, chyba kobieta.
-Ona nie ma nastroju na rozmowę z tobą.-powiedziała już trochę bardziej z podniesionym tonem brunetka
-Muszę jej coś powiedzieć.-odpowiedziała natarczywie kobieta.
-To powiedz to mnie ja jej przekażę.-powiedziała Sel.
-Nie mogę, muszę z nią porozmawiać.-powiedziała, ale zanim brunetka zdążyła coś powiedzieć, ona kontynuowała-To ważne.-dodała
-Dobrze, wejdź.-powiedziała i wpuściła ją do środka.
  Szybko podniosłam się i poprawiłam bluzkę i włosy. Byłam ciekawa kto to, ale bałam się tego co zobaczę. 
Wszystko zawirowało, moje oczy się rozszerzyły, a buzia otworzyła na widok tej kobiety, a raczej mojej byłej przyjaciółki Lisy.
-Co ty tutaj robisz?-udało mi się wydukać.
-Jesteś w ciąży?-spytała zdziwiona patrząc na brzuch.
-Tak, ale to nie twój interes, czego chcesz?-spytałam zdenerwowana jej wizytą.
-Ja... ja um....-nie mogła nic z siebie wydusić i wciąż mi się przyglądała.
-Co ty?-spytałam
-Chciałam z tobą porozmawiać..-powiedziała, gdy się trochę otrząsnęła
-A więc słucham.-powiedziałam, a ona usiadła naprzeciwko mnie.
-Chciałam cię jeszcze raz przeprosić za tamto. Byłam głupia i chciałabym to naprawić.-powiedziała bardziej błagalnym głosem, a ja nie wiedziałam co powiedzieć.-Wyjechałam, by coś załatwić, a teraz wróciłam i chciałam się z tobą zobaczyć.-dodała.
-Ale po co? To co było nie wróci, zepsułaś to co było między nami, jak i to co było miedzy mną a Justinem, miłością mojego życia.-powiedziałam akcentując ostatnie wyrazy.
-Wiem, ale...
-Nie ma żadnych "ale"!-krzyknęłam, a po jej policzku spłynęła łza.-Wynoś się i nie wracaj.-powiedziałam odwracając wzrok i pokazując palcem na drzwi.
-Dobrze..-powiedziała wstając.-A mogę wiedzieć kto jest ojcem?-spytała, a ja się nawet nie odwróciłam
-Osoba, która nie powinna cię nigdy interesować.-powiedziałam, myśląc o rzeczach jakie zrobiła, gdy byłam z Justinem.
-Jeszcze raz przepraszam.-powiedziała i wyszła zamykając za sobą drzwi. 
   Rozpłakałam się, nie wytrzymałam tego ciśnienia. To było dla mnie zbyt wiele, te wszystkie wspomnienia powróciły, a ja nadal miałam tylko siebie i dziecko. 
Po co ona przyjechała? Dlaczego mnie nie zostawiła? Czy ona musi mi wszystko psuć, gdy moje zycie nabiera sensu? 
-Nie płacz...-powiedziała Sel przytulając mnie najmocniej jak tylko mogła
-Dlaczego ja?-spytałam we łzach.-Dlaczego?-powtórzyłam.
-Cii... nie płacz...-powiedziała i już nic nie mówiła
_________________________________________________________________
Tak wiem, tęskniliście, ale nie miałam czasu. Przygotowania do komunii mojego brata trochę trwały, ale dzisiaj nie byłam w szkole więc dodałam nowy.
Oczywiście przepraszam za błędy i mam nadzieję, że się wam spodobał rozdział.
Mam dla was dobre i złe wieści. Zła jest taka, że.... w sumie nie ma złej hahaa...
A dobrych wiadomości mam więcej, bo:
1.Justin w następnym rozdziale wróci.
2.Piszę już nowe opowiadanie...,ale jeszcze nie pokarze, bo muszę skończyć to.
3.Dzisiaj będą jeszcze 2 dodatkowe rozdziały hahaha...
CIESZYCIE SIĘ?? hahaha
  

czwartek, 16 maja 2013

Rozdział 34

  (oczami Megan)
Kilka dni minęło zanim zaczęłam spotykać z innymi ludźmi. Zazwyczaj siedziałam z Seleną, która wspierała mnie i pomagała przez to wszystko przejść.
Lisy nie widziałam, podobno wyjechała gdzieś, ale mało mnie to obchodziło. Wróciłam na zajęcia i starałam się wrócić do normalnego życia. Nigdy nie będzie jak kiedyś, ale chce by choć trochę nie przypominało mi o wszystkich przykrościach.
-Idziesz?-spytała Selena widząc, że się zamyśliłam
-Tak, tak.-odpowiedziałam i ruszyłyśmy w stronę wyjścia.
 Wczoraj zadzwonił do mnie lekarz, że przyszły wyniki badań i musi ze mną porozmawiać. Postanowiłam, że pójdę z przyjaciółką, bo po głosie lekarza nie mogłam stwierdzić czy ma dobre czy złe wieści. W ogóle mało co mi powiedział. Chciał bym przyszła, bo mam mi do przekazania jakąś wiadomość, więc idę.
 Jechałyśmy samochodem Sel i puściłyśmy głośno muzykę, próbując naśladować piosenkarzy.
Świetnie się z nią bawiłam, zawsze była kiedy jej potrzebowałam i zawsze wiedziała co powiedzieć.
Była dla mnie jak siostra....
-Hej, wszystko w porządku?-spytała zaniepokojona, wyłączając silnik
-Tak, zamyśliłam się.-powiedziałam i przesłałam jej szczery uśmiech, który zaraz odwzajemniła
-Cieszę się, że mnie słuchałaś...-powiedziała, a gdy chciałam ją przeprosi, kontynuowała-Nie gniewam się, jesteśmy na miejscu.-dodała pokazując na szpital
-Dzięki.-powiedziałam wychodząc z auta,
   Weszłyśmy do środka i podeszłyśmy do recepcji. Za biurkiem siedziała młoda kobieta, blondynka, która żuła gumę z otwartą buzią i zakręcała swoje włosy na palcu. Widać było, ze nudziła się w pracy.
-Dzień dobry..-powiedziałam, a blondynka powolnym ruchem skierowała wzrok na nas.
-Tak?-spytała niechętnie
-Szukamy doktora Smitha.-odpowiedziałam starając się nie przewrócić oczami.
-Prosto i pierwsze drzwi na lewo.-wskazała palcem nawet na nas nie patrząc, po czy wróciła do malowania swoich paznokci.
   Spojrzałyśmy się na siebie z Seleną z lekką złością w oczach, ale olałyśmy ją i ruszyłyśmy w wyznaczone miejsce. Zatrzymując się przed drzwiami, wzięłam głęboki oddech i delikatnie zapukałam.
Gdy usłyszałyśmy ciche"proszę" weszłyśmy do środka. Za biurkiem siedział ten sam starszy pan co był przy mnie kiedy leżałam w jednym z tych pokoi.
-Dzień dobry..-powiedziała Selena widząc, że ja znowu się zamyśliłam wpatrując w mężczyznę.
-Dzień dobry.-powiedział i się do nas uśmiechnął-Proszę usiąść.-powiedział wskazując ręką na dwa wolne krzesła przed jego biurkiem.
-Podobno przyszły moje wyniki badań.-odezwałam się po krótkiej ciszy.
-Tak i mam dla pani dobre wieści.-powiedział, a ja odetchnęłam z ulgą.
-A więc?-spytałam zaciekawiona.
-Cóż...-przerwał przeglądając jakąś teczkę.-Badania wyszły pozytywnie, wszystko w normie, ale..-przerwał i spojrzał na mnie, a ja automatycznie rozszerzyłam oczy. A więc było jakieś "ale"? -Cóż.. jest pani w ciąży.-dodał, a mi opadła szczęka. Selena uśmiechnęła się i spojrzała na mnie z niedowierzaniem
-W ciąży?-spytałam nadal w szoku.
-Tak, będzie miała pani dziecko.-odpowiedział z coraz większym uśmiechem
-Ale...jak to?
-Chyba pani wie jak to...-powiedział żartobliwie.
   Oczywiście, że wiem jak to się dzieje, ale to niemożliwe. Ja...nie spałam z nikim oprócz....Justina.
Zabezpieczaliśmy się przecież. Ja mam studia przed sobą i przyszłość. Teraz dziecko? Oczywiście, że je urodzę, ale to niemożliwe. A co z Justinem? Jak ja mu to powiem? Przecież on... ma karierę, fanów... to mu wszystko zniszczy...
-Od kiedy?-spytałam gdy się trochę otrząsnęłam.
-Jakieś 2, 3 tygodnie.-powiedział lekarz zerkając na kartkę.
-Meg! Co ty nie cieszysz się?-spytała Sel.
-Cieszę..., ale nadal jestem w szoku.-powiedziałam i schowałam twarz w dłonie.
  Chwilę jeszcze gadaliśmy z lekarzem o następnych badaniach. Kazał mi się oszczędzać i nie stresować.
Gdy powtarzał słowo "dziecko" nie wiedziałam jak reagować. To prawda, przez ostatnie dni czułam się inaczej i kręciło mi się w głowie, ale dziecko? Nie spodziewałam się tego. To nie najlepszy moment na to, ale  już się stało. Urodzę i będę je kochać jak nikogo innego.
 Pożegnałyśmy się z doktorem i wróciłyśmy do szkoły.
Nie wiedziałam co powiedzieć, co myśleć, co czuć. Wiedziałam, że przyjaciółka nie odpuści rozmowy ze mną, ale na razie nie chciała naciskać. To mnie zaczynało przerażać. Co z przyszłością, stypendium, warsztatami? Co ja teraz zrobię?
 Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku wpatrując w sufit. Było południe, a ja już chciałam zasnąć. To był męczący poranek i nie miałam ochoty przez resztę dnia się zadręczać myślami.
Brunetka usiadła koło mnie i poklepała mnie po nodze.
-Hej..-powiedziała wytrącając mnie z rozmyślań.-Będzie dobrze.-dodała z lekkim uśmiechem
-I co ja teraz zrobię?-spytałam na głos, ale raczej mówiłam to do siebie.
-Pomogę ci...-powiedziała i położyła się koło mnie. Leżałyśmy w ciszy zastanawiając się co powiedzieć. To był trudny temat. -Wiesz kto jest ojcem?-spytała, ale chyba znała już odpowiedź.
-Oczywiście, że Justin.-odpowiedziałam zamykając oczy. Przypomniałam sobie, że go tutaj nie ma, że nie będzie go przy mnie gdy będę go najbardziej potrzebować.
-Powiesz mu?-spytała, a ja wzruszyłam ramionami.
-Jak? Nie ma go tu.-powiedziałam, a po moim policzku spłynęła zła-A po za tym...to nie potrzebne mu dziecko.-powiedziałam, a ona gwałtownie się podniosła i spojrzała na mnie zdezorientowana
-Co masz na myśli?-spytała
-On ma sławę, fanów, swoje sprawy, a ja swoje.-powiedziałam podnosząc się do pozycji siedzącej.-Urodzę dziecko i wychowam jak najlepiej. Nie będę psuć planów i kariery Justinowi jakimś dzieckiem. Ja już i tak mam pozmieniane plany i to wystarczy.-powiedziałam, a ona posmutniała, po czym mnie przytuliła
-On musi wiedzieć.-powiedziała, patrząc mi w oczy.-Jest ojcem i na pewno ci pomorze.-dodała
-Ale ja nie potrzebuje jego pomocy!-krzyknęłam zirytowana całą tą sprawą.-Dam sobie radę bez niego, przez gorsze rzeczy przechodziłam.-dodałam i się położyłam masując mój brzuch.
Zawsze zastanawiałam się jak to jest mieć w sobie życie. Czy się boje? Tak i to bardzo, ale dam radę.
Chcę by to małe stworzenie miało lepsze życie ode mnie i go nie opuszczę. Wiem jak to jest bez rodziców i nie chce by moje dziecko przez to przechodziło.
__________________________________________________
Krótki, ale jest akcja haha...
Nie mam czasu na dłuższy, ale postaram się dodać następny jak najszybciej.
KOCHAM WAS!! <3

wtorek, 14 maja 2013

Rozdział 33

   Czułam jakby te badania nie miały końca. Dotykali mnie co chwila i pytali czy boli, potem miałam sesje z psychologiem i kolejne badania, gdzie kolejny lekarz mnie dotykał. Miałam dosyć,  teraz rozumiem dlaczego nikt nie lubi szpitali. Mają okropne jedzenie, a po drugie co chwila jesteś przez kogoś dotykany. Naruszali moją przestrzeń osobistą i to było najgorsze.
Jednak w końcu się skończyło, pozwolili mi zabrać swoje rzeczy i wracać do siebie. Byłam szczęśliwa, jednak gdy tylko weszłam do swojego pokoju wspomnienia wróciły. Przypomniałam sobie dlaczego trafiłam do szpitala oraz ile razy spędzałam tu czas z... Justinem.
-Um... Meg?-ktoś wyszeptał z tyłu, a gdy się odwróciłam zobaczyłam Lise.
-Wchodź, to twój pokój.-powiedziałam i chwyciłam za ciuchy w szafie.
-Wyprowadzasz się?-spytała, a ja zmierzyłam ją wzrokiem i wrzuciłam koszulki do walizki.
-Nie widać?-spytałam sarkastycznie.
-Widzę, ale...
-Co? Myślałaś, że tu zostanę?-spytałam z irytacją., a zanim zdążyła coś powiedzieć kontynuowałam.- Myliłaś się.., nie mogłabym na ciebie patrzeć przez kolejne dni. Zrobiłaś najbardziej głupią i ...-przerwałam zaciskając zęby-niewybaczalną rzecz jaką mogłabyś zrobić.-dokończyłam i zapięłam walizkę.
-Meg ja...
-Nie mów do mnie! Rozumiesz? Zostaw mnie w spokoju i nigdy więcej się do mnie nie odzywaj.-złapałam wszystkie swoje rzeczy i trzaskając drzwiami wyszłam z pokoju.
 Szłam korytarzem z zaszklonymi oczami. Nie mogłam się rozpłakać, nie przez nią. Zbyt dużo wycierpiałam by teraz się rozkleić. Muszę być silna i przestać być tak naiwna i wciąż się nad sobą użalać.
Idąc przed siebie na chwilę się zatrzymałam. Łza spłynęła po moim policzku i tylko lekko przechyliłam głowę by zobaczyć drzwi z numerem 72.
Tak, to był pokój Justina. Ten sam do którego przychodziłam odpocząć. Tęskniłam za nim, naprawdę...
Przetarłam zewnętrzną stroną dłoni policzek i ruszyłam dalej do pokoju Seleny.
Delikatnie zapukałam, a gdy usłyszałam ciche "proszę" weszłam do środka i położyłam walizki w małym korytarzu.
-Hej,-powiedziała Selena i mnie przytuliła.-Płakałaś?-spojrzała w moje lekko zaczerwienione oczy, a ja pokiwałam głową, po czym łzy zaczęły lecieć nieprzerwanie. Nie mogłam się opanować, uspokoić.-Cii, już dobrze.-wyszeptała przyjaciółka.
-On już nie wróci...-wydukałam przez łzy.-Ja... ja go kocham...-dodałam
-Wiem, skarbie, wiem..-pocieszała mnie.-Jeszcze się wszystko ułoży. Skontaktujemy się z nim i wytłumaczymy wszystko. Powiesz mu co czujesz i...
-I co dalej? On nie wróci!-krzyknęłam i usiadłam na łóżku.-Wyjechał, nie wróci. On ma swoje życie, prace, fanów.-schowałam głowę w dłonie, a łokcie oparłam na udach.-On tego wszystkiego nie rzuci od tak dla mnie.-wydukałam, a łzy zaczęły lecieć jeszcze mocniej.
-On też cie kocha.-powiedziała i mnie mocno przytuliła.-Wróci, on cie kocha i zrobi dla ciebie wszystko. Mówił mi kiedyś, że jesteś dla niego tą jedyną.- gdy usłyszałam co on o mnie jej powiedział podniosłam głowę i przetarłam oczy
-Naprawdę?-spytałam z lekkim uśmiechem
-Tak, bardzo dużo o tobie mówił.-powiedziała i się uśmiechnęła.-Wciąż powtarzał, że cię kocha i nigdy nie zostawi.
-Ale zostawił.-powiedziałam i znów chciało mi się płakać.-To moja wina! To ja go odrzuciłam.-powiedziałam i ruszyłam w stronę łazienki.
-Nie mów tak, wyjechał, bo był zagubiony, nie wiedział co robi.-pocieszała
-Daj spokój!-powiedziałam i przemyłam twarz, po czym wytarłam ją ręcznikiem.
-Chodź.-powiedziała i złapała mnie za rękę.
-Gdzie?-spytałam
-Zrobimy sobie wieczór filmowy z lodami. Najlepsze na takie sytuacje.
-Hahaha... kochana jesteś, ale chyba położę się spać. A po drugie jest jeszcze wcześnie, a ty już o wieczorze myślisz?-spytałam patrząc na nią jak na wariatkę.
-A ty chcesz spać?-spytała patrząc na mnie w ten sam sposób.-Chodź, komedie romantyczne i lody to najlepsze co teraz potrzebujesz. Nakrzyczymy na facetów z filmu i ponarzekamy na dziewczyny, jakie to one głupie, że się w nich zakochały.-powiedziała z uśmiechem na twarzy, przez co i mi poprawił się nastrój.
   Ona wiedziała co najlepsze. Była starsza ode mnie o 2 lata i dużo więcej przeżyła. Umiała poprawić mi humor i pomóc w potrzebie. To jest prawdziwa przyjaciółka. Cieszę się, że ją poznałam, mimo, że nie było między nami za dobrze na początku.
Żałuję tylko, że nie poznałam jej przed Lisą, może nie musiałabym przeżywać tego samego co teraz.
Jednak Bóg wie co robi i jakie przeszkody stawia mi na drodze. To wszystko musi mieć jakiś sens i może kiedyś to zrozumiem.
   Przez cały dzień siedziałyśmy przed telewizorem z popcornem w ręku i rzucałyśmy nim na wszystkie strony krzycząc na tego aktora oraz płacząc ze szczęścia, gdy w końcu do siebie wracali.
To było dziwne, gdyby ktoś nas teraz zobaczył powiedziałby:"Co to za wariatki? Głupie jakieś czy co?"
Jestem pewna, że zrobiłby wielkie oczy i wpatrywałby się jak na jakieś idiotki.
To naprawdę poprawiło mi humor. Poczułam się lepiej i pomału zapominałam o złych rzeczach. Lody ukoiły moją złość pozostawiając tylko lekki żal. Jednak nie musiałam już płakać. Potrafiłam się opanować i mówiłam sobie, że dam radę i pokonam te wszystkie przeciwności.  Będę szczęśliwa i nie zamierzam się poddać.
-Hahaha...niewierze, że to zrobił.-wydusiła z siebie Selena podczas oglądania chyba 5 filmu romantycznego pod rząd.
-Hahaha...wiem, później będzie tego żałował i przepraszał.-dodałam rzucając popcornem w telewizor.
-I jak?-spytała, a ja spojrzałam na nią zdezorientowana-Jak się czujesz?
-Dobrze, a raczej lepiej.-odpowiedziałam uspokajając się od śmiechu.-Dzięki
-Za co?-spytała zdziwiona
-Za wszystko.-odpowiedziałam-Pomogłaś mi w tak trudnych chwilach i jestem ci naprawdę wdzięczna.-powiedziałam uśmiechając się do niej.
-Nie ma za co.-odpowiedziała.-Po to są przyjaciele.-dodała i mnie przytuliła
   Pod koniec filmu zrobiłyśmy się senne, więc wszystko wyłączyłyśmy, po kolei poszłyśmy skorzystać z łazienki, po czym położyłyśmy się spać.
Przez jakiś czas gadałyśmy i jeszcze chichotałyśmy. Wspominałyśmy momenty z filmu oraz żartowałyśmy sobie ze wszystkiego.
Po pewnym czasie zasnęłyśmy.
_______________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam weny. Ten rozdział napisałam dla Oliwii, która jest super i wgl. hahaa  
Dzięki za to, że czytacie i czekacie na kolejne.
Wszystkich was kocham i cieszę się, że nie zapomnieliście o mnie. Hahaha
<3 KOMENTOWAĆ
PS. sory za błędy, ale nie chce mi się sprawdzać hahah

niedziela, 5 maja 2013

Rozdział 32

   Trochę się przestraszyłam widząc jej wyraz twarzy. Była niespokojna i przestraszona. Bała się mi cokolwiek powiedzieć, ale nie mogłam czekać. To ją zabijało od środka, a ja zaczynałam się martwić.
-Co się dzieje?-spytałam
-Ja...um... wiem, że będziesz zła i zrozumiem jeśli mnie wyrzucisz i powiesz, że nie chcesz mnie już nigdy więcej widzieć, ale ja muszę ci to powiedzieć, bo to za daleko już zaszło...-przerwała i wzięła głęboki oddech
  Gdy tak na nią patrzałam, jakby czas stanął w miejscu, a w pokoju nie było nic, oprócz nas.
Czekałam na to co mi powie, ale im dłużej zwlekała tym bardziej się bałam.
Przez ostatnie kilka dni leżałam w szpitalu, wcześniej byłam zraniona przez miłość mojego życia, a teraz to.
Po tym w jaki sposób zaczynała był straszny
-Nie mogłabym tego zrobić, jesteś moją...
-Przyjaciółką..wiem-przerwała mi-Ale to nie zmienia faktu, że zrobiłam coś strasznego, nie wybaczalnego...
-A więc o co chodzi? Powiedz, bo zaczynam się bać.-powiedziałam załamującym się głosem
-To ja wysłałam ci tego sms-a, dzięki któremu zobaczyłaś Justina i Emily...-przerwała, a ja starałam się to poukładać w głowie.
-To chyba powinnam ci podziękować, bo gdyby nie ty nie wiadomo czy bym się o tym dowiedziała...
-Przestań!-przerwała mi i opuściła głowę.-To nie wszystko..
-Co? Jak to?
-Te wszystkie kłótnie między wami to moja sprawka...-wydukała trochę ciszej, ale usłyszałam i nie mogłam sobie tego wyobrazić.
-Co? To nie prawda...
-Prawda!-powiedziała trochę głośniej, prawie, że krzycząc. Łzy spłynęły po jej policzku, ale kontynuowała. -To ja zamknęłam ich w magazynie...-przerwała, po czym mówiła dalej- To ja namówiłam Emily, by poderwała Justina, a gdy ty podeszłaś miała go pocałować...-moje usta się otworzyły, a w głowie miałam wszystkie obrazy z naszych kłótni i powodów ich istnienia. Do oczu zaczęły napływać łzy i nie wiedziałam co powiedzieć-To była prostytutka z klubu. Nie znałam jej, ale uznałam,że to dobry moment by was skłócić.
-Ale...dlaczego? Po co?-spytałam zakłopotana, to wszystko nie mieściło się w mojej głowie.
-Bo mnie zostawiłaś!-krzyknęła-Wolałaś tego... tą gwiazdę ode mnie! Na początku mi to nie przeszkadzało, ale potem się wyprowadziłaś z pokoju i nie miałaś już dla mnie czasu. To bolało, bo miałyśmy być przyjaciółkami,a ty mnie po prostu olałaś...
-I dlatego zepsułaś mój związek? Dlatego wyrwałaś mi serce, oddalając ode mnie Justina?!-nie mogłam tego znieść, łzy płynęły, a ja nie mogłam się uspokoić. To było za wiele, jak ona mogła mi to zrobić?
-A potem jeszcze ta Selena... myślałam, że wybuchnę, jak się dowiedziałam, że zostałyście przyjaciółkami... spędzałaś z nią więcej czasu niż ze mną!-zignorowała moje wcześniejsze pytania i wciąż trzymała na swoim.
-Wyjdź! Miałaś racje... nie chce cię więcej widzieć! Nie pokazuj mi się na oczy!-krzyknęłam i odwróciłam wzrok czekając,aż wyjdzie.
   Gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami, zaczęłam płakać jeszcze bardziej. To nie może być prawda! Co ja mam teraz zrobić? Gdzie Justin? Muszę z nim porozmawiać! On... ja... ja go kocham!
**********
Leżałam odwrócona tyłem do drzwi i płakałam w poduszkę. Przypominałam sobie chwile spędzone z nim. O wszystkich złych rzeczach zapomniałam, a w głowie miałam wciąż jego uśmiech.
Był i zawsze będzie dla mnie wszystkim. Kocham go jak nikogo innego, więc muszę to naprawić.
Z rozmyślań wybiło mnie pukanie do drzwi. Może to Justin?
-Mogę?-spytała Tara wychylając głowę zza drzwi.
-Pewnie.-szybko przetarłam mokre policzki i starałam się uspokoić głos
-Co się stało?-spytała zmartwiona podchodząc do łóżka
-Nic.-odpowiedziałam szepcząc, ale to nic nie dało. Ona wiedziała, że coś jednak leży na rzeczy
-Przestań kłamać- powiedziała i podniosła mój podbródek tak, że patrzałam jej prosto w oczy.-Jesteś moją przyjaciółką, jesteś dla mnie jak siostra, więc wiem kiedy kłamiesz.-dodała i podniosła brwi czekając, aż jej wszystko opowiem
    Chwilę siedziałam i nic nie mówiłam, jednak coś we mnie pękło i znów zaczęłam płakać. Wtuliłam się w przyjaciółkę i wszystko jej opowiedziałam. Była tak wstrząśnięta, że sama się popłakała. Chciała mi pomóc, ale nie wiedziała jak. Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Powoli wracałam do siebie. Zmieniłyśmy temat starając się znowu nie rozpłakać. Wspominałyśmy dawne czasy, opowiadałyśmy co się u nas zmieniło oraz żartowałyśmy sobie z chłopaków.
-I co zamierzasz z tym zrobić?-zadała mi pytanie, a ja spojrzałam na nią pytająco-z Justinem?-wiedziałam, że powrócimy do tego tematu, to było do przewidzenia, ale nie wiedziałam co mam jej powiedzieć
-Nie wiem...-przerwałam-Chce z nim porozmawiać, wszystko naprawić, ale nie wiem jak...on wyjechał.-dodałam, gdy mój głos ponownie się załamywał
-Nie masz jak się z nim skontaktować?-spytała
-Mam numer, ale co ja mu powiem? Odepchnęłam go, zraniłam... wszystko zniszczyłam...-powiedziałam, a po moim policzku spłynęła zła, jednak starałam się nie rozpłakać
-Nie mów tak... z tego co wiem walczył o ciebie i wątpię, że teraz się odkochał.-powiedziała, a ja wzruszyłam ramionami
-To dla mnie zbyt dużo..-wydukałam
****************
Po rozmowie z Tarą poczułam się lepiej. Chłopaki też przyszli mnie odwiedzić.
Wieczorem znowu zostałam sama, ale już jutro wychodzę, lekarz rano zrobi mi wszystkie badania, a po południu będę mogła już wyjść.
Wyprowadzę się z pokoju Lisy i zamieszkam z Seleną. Powiedziała, że nie ma nic przeciwko, a po tym jak jej opowiedziałam o wszystkim jeszcze nalegała, bym u niej została.
To jest prawdziwa przyjaciółka. Nie wiem co z Lisą, ale na razie nie chce jej widzieć. Zrobiła mi coś nie wybaczalnego. Coś co zraniło mnie do końca.
Teraz chce naprawić jej błędy i porozmawiać z Justinem. To jest najważniejsze. Kocham go i nie zamierzam się podawać.

piątek, 3 maja 2013

Rozdział 31

(oczami Megan)
-Justin?-spytałam cicho, próbując otworzyć oczy
-Jestem tutaj.-odpowiedział, ale nie mogłam go zobaczyć przez oślepiające mnie światła
-Gdzie? Nie widzę cię!-próbowałam krzyczeć, ale mój głos jakby ściszał się jeszcze bardziej
-Megan?Meg! Meg, skarbie!-krzyczał i powoli widziałam jak biegnie w moją stronę, lecz ja nie mogłam się ruszyć
-Justin! Ja... nie mogę się ruszyć!- ledwo co wyszeptałam, nie wiem czy mnie usłyszał.
-Spokojnie, jestem przy tobie!-odpowiedział, ale wciąż był daleko i nie mogłam dosięgnąć jego ręki.
-Pomóż mi!-już nic nie usłyszałam, mój głos zamilkł i nie było go już wcale słychać.
-I will catch you if you fall, I will catch you if you fall.-słyszałam jak cicho śpiewa mi do ucha, ale nie mogłam go zobaczyć. Chciałam... tylko na chwilę, ale nie mogłam. Po moim policzku spłynęła łza, zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w jego głos. Był coraz ciszej, jakby się oddalał. Próbowałam go zatrzymać, ale nie potrafiłam.
Nagle usłyszałam płacz małego dziecka, potem śmiech i radość. To była dziewczynka, wołała mamę, ale jej też nigdzie nie widziałam. Pozostał mi tylko dźwięk i nic więcej. Dookoła było jasno, a blask jaki był w tym pomieszczeniu oślepiał mnie i się poddałam. Nie otworzyłam już oczu, ale wsłuchiwałam się w głuchą cisze.
Po chwili zasnęłam.....
*****************
-Chyba się budzi. Odsuńcie się, muszę to sprawdzić.-słyszałam głos mężczyzny, a wokół jakieś szepty.
-Meg! Megan, skarbie, obudź się!-znów usłyszałam Justina jak za mgłą, jakby chciał bym tylko ja to usłyszała.
-Justin?-wyszeptałam, ale zaraz tego pożałowałam. Moja głowa pękała, a głos przerywał.
-Cii... nic nie mów-odezwał się mężczyzna, a ja otworzyłam lekko oczy.
   Gdzie ja jestem? Co ja tutaj robię? Kurcze.... moja głowa. Gdy otworzyłam szerzej oczy, kilka razy pomrugałam. Byłam... w szpitalu? Dlaczego?
-Nawet nie wiesz jak się cieszymy, że się obudziłaś.-powiedziała Selena siadając obok mojego łóżka.
-Dlaczego to zrobiłaś?-spytał Michael, a ja spojrzałam na niego pytająco.-Dlaczego chciałaś się zabić?-spytał, a ja otworzyłam szerzej oczy i próbowałam się podnieść, ale nie udało mi się to, byłam za słaba
-Musisz odpocząć, jesteś jeszcze słaba.-powiedział ten sam mężczyzna, pewnie lekarz, więc pokiwałam tylko głową-Nie możesz na razie nic mówić, ani się ruszać.-powiedział patrząc na mnie ostrzegająco.- A państwa proszę o nie przemęczanie jej za bardzo. Po kolei i krótko.-skierował wzrok na moich przyjaciół.
-Dobrze-odpowiedziała Selena
   Lekarz wyszedł i przez chwile zapadła cisza. Jedyne co chciałam teraz wiedzieć to... gdzie Justin.
Chce go zobaczyć, przytulić. Spojrzałam na nic w taki sposób, że wiedzieli o co mi chodzi, lecz nie odpowiedzieli tylko opuścili wzrok. Po moim policzku spłynęła łza i schowałam twarz w dłonie, nie wiedząc co zrobić
-Nie płacz.-podbiegł do mnie Michael i mocno mnie przytulił
  Siedzieliśmy tak przez chwile nie wiedząc co powiedzieć. Selena wtuliła się we mnie, a Lisa stała wciąż z opuszczoną głową w rogu pokoju. Chyba nad czymś myślała. Chciałam, żeby mnie przytuliła, brakowało mi jej i chciałam by była przy mnie. Spróbowałam się odezwać i wtedy podniosła wzrok. Jej oczy były czerwone od płaczu, próbowała to ukryć, ale ja wiedziałam swoje. Uśmiechnęłam się, a ona to odwzajemniła i podeszła dołączyć do reszty.
 Rozmawialiśmy o wszystkim. Opowiadali mi co robili, gdy spałam. Tak w ogóle spałam prawie tydzień, choć jak dla mnie to była chwila.
Nikt już nie wspomniał o Justinie, a ja i tak chciałam wiedzieć. Nie chciałam na razie psuć atmosfery, więc wsłuchiwałam się w ich opowieści. Widać, że bardzo się o mnie martwili.
Starali się mnie pocieszyć i pomóc, ale w tej sprawie nikt nie był w stanie.
Po dwóch godzinach skończył się czas odwiedzin, więc pożegnałam się z przyjaciółmi i położyłam się spać. Przyszła jeszcze do mnie pielęgniarka, która sprawdziła mój stan i wymieniła wodę w wazonie. Wychodząc tylko się uśmiechnęła.
Znów byłam sama, ale przynajmniej miałam czas to wszystko przemyśleć.
Łzy same zbierały się w moich oczach, a w głowie wciąż miałam twarz i głos Justina. Nie mogłam przestać o nim myśleć.
Nawet nie wiem kiedy znowu zasnęłam....
*************
Rano obudziły mnie promienie słońca wlatujące przez okno. Przetarłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Usłyszałam pukanie, więc odpowiedziałam cichym "prosze". Do sali wszedł lekarz z małą czarną teczką.
-Dzień dobry panno Flower.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam-To sprawdzimy jak tam gardło, otwórz proszę buzię.-powiedział, a ja zrobiłam jak kazał.-Dobrze, podamy ci tabletki na gardło i zabierzemy się na kilka badań.-pokiwałam głową, a on wyszedł
-Można?-usłyszałam głos Marco.
-Tak.-wyszeptałam z chrypką
-Jak się czujesz księżniczko?-spytał Sam
-Dobrze, lepiej.-odpowiedziałam cichutko.
-Tęskniliśmy za tobą. Przepraszamy, że nie przyjeżdżaliśmy, ale sami mieliśmy nauki. -uśmiechnęłam się, pokazując, że rozumiem.-Przyjechaliśmy najszybciej jak mogliśmy, gdy dowiedzieliśmy się, że się obudziłaś.-dodał Marco
-Tara dojedzie jutro, ale kazała przekazać, że tęskni i życzy ci powrotu do zdrowia.-powiedział Sam i od razu poczułam się lepiej
-Gdzie...-przerwał Marco, gdy coś sobie przypomniał, a Sam spojrzał na niego morderczym wzrokiem- nie ważne-dokończył, a ja uderzyłam do w ramie
-Mów-wyszeptałam zdenerwowana.
-Chciałem spytać... gdzie Justin? Wiem, że się pokłóciliście, ale myślałem, że jak się dowie co się stało, to przyjedzie.-dokończył, a ja opuściłam głowę
-Nie wiem gdzie jest.-powiedziałam
-Nie martw się...-powiedział Sam.-Masz nas-uśmiechnął się.
-Dziękuję.-odpowiedziałam i zaczęliśmy się śmiać.
   Rozmawialiśmy i śmieliśmy się, a czas mijał. Nie chciałam się z nimi rozstawać, ale byli zmęczeni podróżą, więc musieli wracać do hotelu.
Zjadłam obiad przyniesiony przez pielęgniarkę i znów się nudziłam.
Leżałam, siedziałam i tak na zmianę. Nie miałam co robić, strasznie chciałam już stąd wyjść.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, do pokoju weszła Lisa
-Hej..-wydukała-można?-spytała
-Pewnie, siadaj-wyszeptałam.
-Ja.... ja muszę ci o czymś powiedzieć.-powiedziała za smutnym i przepraszającym wyrazem twarzy, na co ja spojrzałam się na nią by kontynuowała