(oczami Megan)
Już od kilku dni nie odzywam się do Justina. Cały czas próbuje się ze mną skontaktować, porozmawiać, ale ja nie potrafię. Zranił mnie, a to co zrobił...po prostu zwykłe przepraszam nie wystarczy.
Wszystko się zmieniło, ja się zmieniłam. Mimo tego co się wydarzyło nadal kocham Justina, ale nie potrafię mu wybaczyć, zaufać. Staram się spędzać jak najwięcej czasu z Lisą, Seleną i Michaelem, ale to nic nie daje, nadal myślę o nim. Robię dobrą minę do złej gry...
-Meg!-krzyknęła Lisa wytrącając mnie z rozmyślań
-Co?-spytałam zdezorientowana
-Wszystko w porządku?-spytała
-Tak, jak nigdy.-odpowiedziałam i wysiliłam się na delikatny uśmiech.
-To co dzisiaj robimy? Impreza?-spytała zmieniając temat
-Ja jestem za...-odpowiedział Michael i pocałował Lisę w policzek.
-Ja też nie mam nic przeciwko, ale wiecie, że muszę wracać wcześniej, bo mam jutro zajęcia.-powiedziała Selena
-Spoko.. a ty?-spytała Lisa patrząc na mnie, a po chwili reszta do niej dołączyła
-Umm... ja chyba spasuję.-powiedziałam i wzięłam łyk soku
-Oh... daj spokój! Przestań się smucić i chodź się z nami zabawić!-powiedziała Lisa
-Muszę poćwiczyć układ i...
-I płakać w poduszkę, i myśleć o Justinie..
-Nie prawda!-skłamałam, nie mogłam przestać o nim myśleć
-No, no..-powiedziała, a ja przewróciłam oczami
Zjedliśmy do końca śniadanie i poszłam do pokoju się przebrać. Nie minęła chwila, a już słyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam i je otworzyłam, ale zaraz zamknęłam.
-Meg! Skarbie otwórz!-mruczał za drzwiami Justin
-Odejdź! Ile razy mam to jeszcze powtarzać?-spytałam, ale on nic nie odpowiedział
-Otwórz.. porozmawiajmy..- przewróciłam oczami i weszłam do łazienki.
Słyszałam jak delikatnie puka, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Kilka łez spłynęło po moim policzku, ale zaraz je wytarłam i kontynuowałam moją odprężającą kąpiel.
Po wyjściu z łazienki, przebrałam się w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Miałam jeszcze jedne zajęcia z Seleną, a potem wolne. Złapałam za butelkę wody i delikatnie otworzyłam rozglądając się czy nie ma tego durnia, ale droga była wolna, więc pośpiesznym ruchem zamknęłam drzwi i ruszyłam w stronę sali
***************
-Hej, zaczynamy?-spytała Selena, na co wszyscy pokiwali głowami.-Poćwiczymy solówkę Belli i Louisa, a potem Meg i Michaela.-powiedziała, a ja zaczęłam się przygotowywać
Rozciągnęłam się i przyglądałam reszcie. Dzięki tańcu zapominałam o przykrościach i zajmowałam głowę przyjemnymi rzeczami. To mnie odprężało, bardziej niż długa kąpiel. To było moje życie, taniec i ja...
-Meg! Teraz ty.-powiedziała Selena i pomachała ręką, abym podeszła.
Wszystko było świetnie, do czasu gdy do sali wszedł Justin z bukietem kwiatów. Zaczęłam mylić kroki, a po chwili w moich oczach nagromadziły się łzy. Co on sobie wyobrażał? On nigdy nie zrozumie, że to koniec? Powtarzaliśmy ten sam ruch kilka razy, ale mi nadal nic nie wychodziło. Czułam wzrok tego drania i moje nogi robiły się jak z waty.
Nie wytrzymałam, po moich policzkach spłynęły łzy i pobiegłam do szatni, wymijając Justina.
Usiadłam na ławeczce i schowałam twarz w dłonie. Łzy nie przestawały lecieć, a ja nic nie mogłam na to poradzić.
-Meg?-usłyszałam znajomy głos.
-Co?-spytałam nie podnosząc głowy
-Możemy pogadać?-spytał, a ja nic nie odpowiedziałam.-Chce ci tylko powiedzieć, że...
-Dosyć, nie rozumiesz? Dość!-krzyknęłam
-Wyjeżdżam.-odparł, a ja momentalnie podniosłam głowę i poczułam dziwne ukucie w sercu.
(oczami Justina)
-Wyjeżdżam.-powtórzyłem
-Wiem, słyszałam, ale.. czemu?-spytała, a w jej oczach pojawiło się coś czego nie rozumiałem
-Nie chcesz mnie widzieć, więc to będzie najlepsze wyjście.-powiedziałem, a ona ponownie schowała twarz w dłonie.-Kocham cię i zawsze będę, ale postąpiłem jak dupek całując tamtą dziewczynę..
-Tak, zgadzam się.-przerwała -Zraniłeś mnie i to strasznie..-powiedziała, a po jej policzku spłynęła kolejna łza.
-Skarbie, ja nie chciałem, byłem pijany, a ona...
-Była ładna, ładniejsza ode mnie? To chciałeś powiedzieć? Nie musisz się tłumaczyć, rozumiem.-znów mi przerwała, po czym wstała i chciała wyjść, ale ją zatrzymałem.
-To nie tak, ona... to ona się na mnie rzuciła.-w końcu jej to powiedziałem.
-Jakoś ci to nie przeszkadzało i jej nie odepchnąłeś.-powiedziała ze złością, widziałem jak wspomnienia robiły jej dziurę w sercu
-Ja...
-No właśnie.-dokończyła i znów się odwróciła do mnie tyłem wychodząc.
Zamarłem, nie wiedziałem co zrobić. Ona była dla mnie wszystkim i nie mogłem jej tak po prostu odpuścić. Starałem się, prosiłem, ale to nic nie dało. Teraz chyba najlepiej będzie jak wyjadę i zniknę z jej życia. Będzie szczęśliwa i znajdzie faceta, który jej nie zrani, tak jak ja to zrobiłem.
(Oczami Megan)
To mnie przerosło, przeżyłam szok. Nie wiem czemu, ale gdy usłyszałam, że wyjeżdża, moje serce zaczęło bić mocniej, a do oczu zaczęło napływać coraz więcej łez. Mój rozum mówił jedno, a serce drugie. Wszystko przeleciało mi przed oczami. Moje dni spędzone z nim, wszystkie słowa, jakimi mnie obdarowywał, miłość jaką mi dał, to wszystko w ułamek sekundy zniknęło, a na ich miejsce pojawił się ból. Nie byłam zła na niego, ale na siebie. Kochałam go, ale wybaczyć nie potrafiłam.
Pobiegłam do pokoju i zamknęłam się w łazience. Miałam ochotę umrzeć, zniknąć, tam gdzie nie będzie nikogo. Tam gdzie smutek, ból i żal znikną, a pojawi się szczęście. Siedziałam na podłodze płacząc chyba godzinę, może dwie. Głowa mnie bolała i nie mogłam się uspokoić.
Chwyciłam za tabletki uspokajające i wzięłam jedną. Nie pomagała, więc wzięłam kolejną i kolejną, ale głowa wciąż bolała, a serce biło jakby miało zaraz wyskoczyć.
Po chwili zaczęłam robić się śpiąca, a wszystko wokół zaczęło wirować. Nawet nie wiem kiedy usnęłam...
(oczami Justina)
Po wyjściu z szatni od razu poszedłem do samochodu. Nie chciałem już więcej nachodzić Meg, a wiedziałem, że nigdy mi nie wybaczy. Wszystko było gotowe, właśnie jechałem na lotnisko. Rzeczy z pokoju spakowałem wczoraj, a z pracy odszedłem bez robienia szumu. Nie chciałem pytań, ani litości. Nie chciałem, aby Meg cierpiała. Wiedziałem, że to co zrobiłem jest nie wybaczalne. Starałem się, modliłem się, ale to nic nie dawało, a moja nadzieja powoli gasła.
Chciałem by znów się uśmiechała, by spotykała się z przyjaciółmi. To dla mnie wiele znaczy, bo każdy najmniejszy szczegół, każda błahostka w niej to było coś wielkiego... kochałem i nadal kocham w niej wszystko, ale jeśli zostawienie jej uszczęśliwi ją to tak zrobię.
-Jesteś pewien?-spytał Scooter, wyciągając mnie z rozmyślań.
-Hym? Tak, chyba.-powiedziałem, i ruszyłem w stronę samolotu.
Poryczałam sie ! ; c Ten rozdział jest na razie najlepszy . ; ) Mam nadzieję, że oni będą jeszcze razem . <3 Kiedy następny ?
OdpowiedzUsuńjeejuu... Nie mogl isc jeszcze do niej na koniec... Mam nadzieje ze ktos szybko wejdzie do tego pokoju..
OdpowiedzUsuńpłaczee omg :((
OdpowiedzUsuńSuper . Nie mogę doczekać się następnego rozdziału <3
OdpowiedzUsuń:'( OMGF... :(
OdpowiedzUsuńczekam nn
OdpowiedzUsuń