(oczami Meg)
Czułam jak serce podchodzi mi do gardła. Nie wiedziałam co powiedzieć, a tym bardziej zrobić. Była coraz bliżej, a z jej twarzy mogłam tylko wyczytać ogromną złość. O co jej chodziło? O Justina? To chyba ja powinnam być wściekła! Ta lalunia próbowała i pewnie próbuje odebrać mi chłopaka.
-Hej Megan!-powiedziała z uśmiechem na twarzy
-Hej.-odpowiedziałam, ale nadal nie wiedziałam o co jej chodzi. Wydawała się normalna... widać była niezłą aktorką.
-Co ci się stało?-spytała wytrącając mnie z myśli.
-Co?-spytałam zdezorientowana
-W nogę. Co się stało?-spytała i pokazała na miejsce złamania
-A, to. To nic, przewróciłam się i złamałam nogę.-powiedziałam ze strachem w głosie.
-Aha. Szkoda, teraz musisz siedzieć w pokoju i się pewnie nudzić.-powiedziała ze współczuciem, ale w jej oczach było widać radość.
-Nie, nie nudzę się.-powiedziałam pewna siebie, ale zaraz zmieniłam ton.-To znaczy nie mogę robić tego co kocham, ale będę przychodzić na treningi i przyglądać się.
-Oczywiście... łatwiej ci będzie później nadążyć.-powiedziała w taki sposób jakby chciała mnie obrazić.
Zapadła cisza, przez chwilę patrzałyśmy sobie prosto w oczy, ale nie mogłam na nią patrzeć. Opuściłam głowę i błagałam, żeby Justin zaraz wyszedł. Było jednak inaczej.
-Czekasz na kogoś?-spytała przerywając ciszę.
-Na...-przeciągnęłam nie wiedząc czy mogę powiedzieć.-Na Justina.-dokończyłam i spoglądałam na jej reakcję.
-Aha...-powiedziała nie patrząc mi w oczy.
-A ty?-spytałam z ciekawości.
-Ja? -pokazała na siebie -Ja właściwie to nie... właśnie wychodziłam.-powiedziała i powolnym krokiem skierowała się w stronę drzwi.-To na razie.-powiedziała i zamknęła drzwi.
Odetchnęłam z ulgą, ale nie mogłam uspokoić nerwów. Wstałam i zamierzałam iść po szatyna, gdy nagle on wyszedł mi na przeciw.
-Co tak długo?-spytałam zła.
-Przepraszam, ale musiałem załatwić kilka spraw i się przebrać.-powiedział podnosząc ręce w obronie.
-To ja przepraszam...-powiedziałam opuszczając głowę.-nie powinnam na ciebie naskakiwać.
-Skarbie...-podszedł do mnie bliżej i podniósł mój podbródek.-Co się stało?-spytał z troską.
-Nic...-powiedziałam i dałam mu buziaka stając leciutko na palcach.
-Nie mów "nic" jak widzę, że coś cię gryzie.- nie chciał odpuścić.
-Miałam zły dzień i nic więcej.-skłamałam. Ten dzień był dobry do czasu spotkania z tą żmiją.
Nie chciałam ciągnąć tego tematu. Kolejna gadka o zazdrości i o Selenie to by zepsuło kolejny dzień do końca. Wtuliłam się w niego, a on oparł brodę o moją głowę. Staliśmy tak przez chwilę w ciszy. Słyszałam bicie jego serca, było takie spokojne.
Po chwili wyszliśmy z sali i Justin mnie pocałował. Nie chciałam tego przerywać, ale ktoś mógł nas zobaczyć, dlatego uśmiechnęłam się do niego i szepnęłam "Kocham cię", po czym on się uśmiechnął i ruszyliśmy na stołówkę. Rozmawialiśmy o tańcu, przyszłości, o nas i zajadaliśmy kanapki z serem i szynką.
Zapomniałam już o wszystkich problemach i cieszyłam się chwilą spędzoną z moim szatynem.
Miałam ochotę rzucić się na niego, tulić, całować i nie odkleić się od niego już nigdy.
Jest dla mnie wszystkim i nie wiem co by było gdybym go nie miała.
Po długiej rozmowie i wzajemnym rozbawianiu się zrobiło się późno i poszliśmy do pokoju Justina.
Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Nagle poczułam, że coś mnie przygniata do materaca. To był Justin, leżał na mnie i cwaniacko się uśmiechał.
-Ciężki jesteś, wiesz?-podniosłam brwi patrząc mu w oczy.
-Wcale, że nie.-powiedział jak małe dziecko.
-Justin! Złaź!-ale nie posłuchał w zamian dostałam tylko buziaka i położył głowę na mojej klatce piersiowej, udając, że śpi.
-Nie udawaj! Wiem, że nie śpisz! Złaź ze mnie, wariacie.-powiedziałam i próbowałam go z siebie zrzucić, ale był za ciężki.
-Kocham cię.-wyszeptał.
-Ja ciebie nie.-powiedziałam zadziornie, a on gwałtownie podniósł głowę.
-Jak to nie?-spytał zdziwiony
-No nie!-powiedziałam i odwróciłam wzrok.
-Jesteś tego pewna?-spytał, ale ja nie odpowiedziałam, udając obrażoną.
Nagle poczułam jak ze mnie schodzi i kładzie się obok mnie, tuląc mnie w tali.
-Kochasz mnie?-wyszeptał i przyciągnął mnie bliżej siebie.
-Nie!-nie odwracając się, powstrzymując od śmiechu i drażniąc się z nim nadal leżałam w bezruchu.
-Ale ja cie kocham-powiedział i przytulił mnie mocniej
-A ja ciebie nie.-powtórzyłam i czekałam na jego reakcje.
-Kochanie...-powiedział i pocałował mnie w ramię, przechodząc na szyję.-skarbie...-wyszeptał-Misiu...-mówił i nie przestawał całować mojej szyi.
Leżałam i nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. On tak słodko mówił swoim zachrypniętym głosem, ale chciałam go jeszcze podręczyć.
-Nadal mnie nie kochasz?-spytał obracając mnie tak, że patrzeliśmy sobie prosto w oczy.
-Tak.-powiedziałam ledwo powstrzymując się od śmiechu.
Schylił się i nosem przetarł mój policzek, przechodząc do ucha.-"Skarbie.."-wyszeptał na co ja lekko drgnęłam.-"Wiesz co?"-znów się pocałował moją szyję.-"I tak wiem, że mnie kochasz"-wyszeptał, a ja poczułam na mojej szyi jego cwaniacki uśmieszek. Podniosłam do góry brwi i otworzyłam buzię. Odepchnęłam go tak, że patrzał mi w oczy.
-Skąd ta pewność?-spytałam
-Bo wiem. Widzę jak na ciebie działam.-powiedział i chciał znów pocałować moją szyję, ale nie pozwoliłam na to.
-Czyli jak?-spytałam trzymając rękę na jego torsie.
-Twoje serce szybciej bije, gdy do ciebie mówię i całuję cię w szyję drgasz, a gdy patrzę ci w oczy uśmiechasz się, a w twoich oczach widzę iskierki.-powiedział, pocałował mnie w usta i wstał.
-Aha.-zaczerwieniłam się i zakryłam głowę poduszką.
-Zapomniałem dodać, że gdy cię komplementuję to się czerwienisz.-nawet się nie odwracając dodał i wszedł do łazienki.
hahaha zajebiste pośmiałam sie :))
OdpowiedzUsuń*.*
OdpowiedzUsuńsuper i take cute :* czekam na kolejny :-)
OdpowiedzUsuńdalej, dalej... jeszcze, jeszcze!!!!!! ;3
OdpowiedzUsuńczekam na następny :)
OdpowiedzUsuń;D ♥ sweet
OdpowiedzUsuńboskie :3 czekam na następny :))
OdpowiedzUsuń*_* Czekam na następny !!
OdpowiedzUsuń