(oczami Megan)
Już od kilku dni nie odzywam się do Justina. Cały czas próbuje się ze mną skontaktować, porozmawiać, ale ja nie potrafię. Zranił mnie, a to co zrobił...po prostu zwykłe przepraszam nie wystarczy.
Wszystko się zmieniło, ja się zmieniłam. Mimo tego co się wydarzyło nadal kocham Justina, ale nie potrafię mu wybaczyć, zaufać. Staram się spędzać jak najwięcej czasu z Lisą, Seleną i Michaelem, ale to nic nie daje, nadal myślę o nim. Robię dobrą minę do złej gry...
-Meg!-krzyknęła Lisa wytrącając mnie z rozmyślań
-Co?-spytałam zdezorientowana
-Wszystko w porządku?-spytała
-Tak, jak nigdy.-odpowiedziałam i wysiliłam się na delikatny uśmiech.
-To co dzisiaj robimy? Impreza?-spytała zmieniając temat
-Ja jestem za...-odpowiedział Michael i pocałował Lisę w policzek.
-Ja też nie mam nic przeciwko, ale wiecie, że muszę wracać wcześniej, bo mam jutro zajęcia.-powiedziała Selena
-Spoko.. a ty?-spytała Lisa patrząc na mnie, a po chwili reszta do niej dołączyła
-Umm... ja chyba spasuję.-powiedziałam i wzięłam łyk soku
-Oh... daj spokój! Przestań się smucić i chodź się z nami zabawić!-powiedziała Lisa
-Muszę poćwiczyć układ i...
-I płakać w poduszkę, i myśleć o Justinie..
-Nie prawda!-skłamałam, nie mogłam przestać o nim myśleć
-No, no..-powiedziała, a ja przewróciłam oczami
Zjedliśmy do końca śniadanie i poszłam do pokoju się przebrać. Nie minęła chwila, a już słyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam i je otworzyłam, ale zaraz zamknęłam.
-Meg! Skarbie otwórz!-mruczał za drzwiami Justin
-Odejdź! Ile razy mam to jeszcze powtarzać?-spytałam, ale on nic nie odpowiedział
-Otwórz.. porozmawiajmy..- przewróciłam oczami i weszłam do łazienki.
Słyszałam jak delikatnie puka, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Kilka łez spłynęło po moim policzku, ale zaraz je wytarłam i kontynuowałam moją odprężającą kąpiel.
Po wyjściu z łazienki, przebrałam się w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Miałam jeszcze jedne zajęcia z Seleną, a potem wolne. Złapałam za butelkę wody i delikatnie otworzyłam rozglądając się czy nie ma tego durnia, ale droga była wolna, więc pośpiesznym ruchem zamknęłam drzwi i ruszyłam w stronę sali
***************
-Hej, zaczynamy?-spytała Selena, na co wszyscy pokiwali głowami.-Poćwiczymy solówkę Belli i Louisa, a potem Meg i Michaela.-powiedziała, a ja zaczęłam się przygotowywać
Rozciągnęłam się i przyglądałam reszcie. Dzięki tańcu zapominałam o przykrościach i zajmowałam głowę przyjemnymi rzeczami. To mnie odprężało, bardziej niż długa kąpiel. To było moje życie, taniec i ja...
-Meg! Teraz ty.-powiedziała Selena i pomachała ręką, abym podeszła.
Wszystko było świetnie, do czasu gdy do sali wszedł Justin z bukietem kwiatów. Zaczęłam mylić kroki, a po chwili w moich oczach nagromadziły się łzy. Co on sobie wyobrażał? On nigdy nie zrozumie, że to koniec? Powtarzaliśmy ten sam ruch kilka razy, ale mi nadal nic nie wychodziło. Czułam wzrok tego drania i moje nogi robiły się jak z waty.
Nie wytrzymałam, po moich policzkach spłynęły łzy i pobiegłam do szatni, wymijając Justina.
Usiadłam na ławeczce i schowałam twarz w dłonie. Łzy nie przestawały lecieć, a ja nic nie mogłam na to poradzić.
-Meg?-usłyszałam znajomy głos.
-Co?-spytałam nie podnosząc głowy
-Możemy pogadać?-spytał, a ja nic nie odpowiedziałam.-Chce ci tylko powiedzieć, że...
-Dosyć, nie rozumiesz? Dość!-krzyknęłam
-Wyjeżdżam.-odparł, a ja momentalnie podniosłam głowę i poczułam dziwne ukucie w sercu.
(oczami Justina)
-Wyjeżdżam.-powtórzyłem
-Wiem, słyszałam, ale.. czemu?-spytała, a w jej oczach pojawiło się coś czego nie rozumiałem
-Nie chcesz mnie widzieć, więc to będzie najlepsze wyjście.-powiedziałem, a ona ponownie schowała twarz w dłonie.-Kocham cię i zawsze będę, ale postąpiłem jak dupek całując tamtą dziewczynę..
-Tak, zgadzam się.-przerwała -Zraniłeś mnie i to strasznie..-powiedziała, a po jej policzku spłynęła kolejna łza.
-Skarbie, ja nie chciałem, byłem pijany, a ona...
-Była ładna, ładniejsza ode mnie? To chciałeś powiedzieć? Nie musisz się tłumaczyć, rozumiem.-znów mi przerwała, po czym wstała i chciała wyjść, ale ją zatrzymałem.
-To nie tak, ona... to ona się na mnie rzuciła.-w końcu jej to powiedziałem.
-Jakoś ci to nie przeszkadzało i jej nie odepchnąłeś.-powiedziała ze złością, widziałem jak wspomnienia robiły jej dziurę w sercu
-Ja...
-No właśnie.-dokończyła i znów się odwróciła do mnie tyłem wychodząc.
Zamarłem, nie wiedziałem co zrobić. Ona była dla mnie wszystkim i nie mogłem jej tak po prostu odpuścić. Starałem się, prosiłem, ale to nic nie dało. Teraz chyba najlepiej będzie jak wyjadę i zniknę z jej życia. Będzie szczęśliwa i znajdzie faceta, który jej nie zrani, tak jak ja to zrobiłem.
(Oczami Megan)
To mnie przerosło, przeżyłam szok. Nie wiem czemu, ale gdy usłyszałam, że wyjeżdża, moje serce zaczęło bić mocniej, a do oczu zaczęło napływać coraz więcej łez. Mój rozum mówił jedno, a serce drugie. Wszystko przeleciało mi przed oczami. Moje dni spędzone z nim, wszystkie słowa, jakimi mnie obdarowywał, miłość jaką mi dał, to wszystko w ułamek sekundy zniknęło, a na ich miejsce pojawił się ból. Nie byłam zła na niego, ale na siebie. Kochałam go, ale wybaczyć nie potrafiłam.
Pobiegłam do pokoju i zamknęłam się w łazience. Miałam ochotę umrzeć, zniknąć, tam gdzie nie będzie nikogo. Tam gdzie smutek, ból i żal znikną, a pojawi się szczęście. Siedziałam na podłodze płacząc chyba godzinę, może dwie. Głowa mnie bolała i nie mogłam się uspokoić.
Chwyciłam za tabletki uspokajające i wzięłam jedną. Nie pomagała, więc wzięłam kolejną i kolejną, ale głowa wciąż bolała, a serce biło jakby miało zaraz wyskoczyć.
Po chwili zaczęłam robić się śpiąca, a wszystko wokół zaczęło wirować. Nawet nie wiem kiedy usnęłam...
(oczami Justina)
Po wyjściu z szatni od razu poszedłem do samochodu. Nie chciałem już więcej nachodzić Meg, a wiedziałem, że nigdy mi nie wybaczy. Wszystko było gotowe, właśnie jechałem na lotnisko. Rzeczy z pokoju spakowałem wczoraj, a z pracy odszedłem bez robienia szumu. Nie chciałem pytań, ani litości. Nie chciałem, aby Meg cierpiała. Wiedziałem, że to co zrobiłem jest nie wybaczalne. Starałem się, modliłem się, ale to nic nie dawało, a moja nadzieja powoli gasła.
Chciałem by znów się uśmiechała, by spotykała się z przyjaciółmi. To dla mnie wiele znaczy, bo każdy najmniejszy szczegół, każda błahostka w niej to było coś wielkiego... kochałem i nadal kocham w niej wszystko, ale jeśli zostawienie jej uszczęśliwi ją to tak zrobię.
-Jesteś pewien?-spytał Scooter, wyciągając mnie z rozmyślań.
-Hym? Tak, chyba.-powiedziałem, i ruszyłem w stronę samolotu.
Translate
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
niedziela, 28 kwietnia 2013
Rozdział 29
(Oczami Megan)
To nie możliwe, to... to nie prawda... Ja...ja mam zwidy! Biłam się z myślami, ale to była rzeczywistość. Justin całował się z jakąś laską na moich oczach. To mnie zabiło. Nie mogłam tam dłużej zostać. Nie widział mnie, więc szybko wybiegłam z klubu. Byłam pijana, ale przez to co zobaczyłam, odzyskałam zdrowy rozsądek i zamówiłam taksówkę.
Wróciłam do pokoju i nadal nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Było nam tak dobrze, a on... tak po prostu mnie zdradził.
Po chwili z rozmyślań wytrącił mnie telefon. Dostałam sms, znowu od nieznajomego. Spojrzałam na wyświetlacz i po moich policzkach spłynęły zły. "Jednak nie jest taki idealny nie?". te słowa chodziły mi po głowie. Skąd ta osoba miała mój numer? Dlaczego chciała bym to zobaczyła? To wszystko dzieje się za szybko.. ja.. nie mogę tu dłużej zostać. To za bardzo boli..
Spakowałam swoje rzeczy i przeniosłam się do Lisy. Jutro z nią porozmawiam i coś wymyśle. Nie może się nikt o tym dowiedzieć. Nie mogę.. nie teraz...
Przez całą noc płakałam, a mój telefon nie przestawał dzwonić. Raz dzwonił Justin, potem Michael, nawet Lisa i Selena dzwoniły kilka razy. Nie odbierałam. Napisałam smsa, że wszystko jest w porządku i że wróciłam do pokoju, więc przestali dzwonić. Gdy usłyszałam, że do pokoju wchodzi Lisa, próbowałam stłumić płacz i udawać, że śpię. Na szczęście była tak pijana, że razem z Michaelem położyli się od razu spać.
(Oczami Justina)
-Co ty robisz?-spytałem i odciągnąłem od siebie brunetkę
-Nic, wykonuje swoje zadanie..-odpowiedziała, a ja nie rozumiałem o co jej chodzi.
-Nie dotykaj mnie.!-podniosłem lekko głos, gdy próbowała znów się do mnie dobrać.
Musiałem znaleźć Meg. Chciałem wyjść, ta impreza robiła się coraz dziwniejsza i nie miałem zamiaru zostawać tu dłużej.
Nigdzie jej nie było, byłem pijany i nie mogłem już złapać równowagi. Usiadłem na wysokim krześle przy barze, a zaraz do mnie dołączyła Lisa
-Widziałaś Megan?-spytałem
-Pojechała do pokoju, chyba źle się poczuła.-powiedziała Lisa, a ja tylko przytaknąłem i chciałem odejść, ale mnie zatrzymała -Gdzie idziesz?
-Do pokoju, do Meg.
-Poczekaj, jedziemy z tobą.-powiedziała i machnęłam ręką, by zawołać Selene i Michaela, którzy właśnie ze sobą tańczyli.
Wróciliśmy do szkoły, a ja ledwo żywy jakoś doszedłem do drzwi i wszedłem do środka.
Było ciemno, myślałem, że Meg już śpi, ale gdy zapaliłem światło jej nie było. Przestraszyłem się, bo nie było nawet jej rzeczy w szafach. Coś musiało się stać. Ale co? Dlaczego jej tutaj nie ma? Czyżby widziała mnie z tą dziewczyną? Ale gdzie ona teraz jest?
Biłem się z myślami, a gdy usiadłem na łóżku, po prostu odpłynąłem.
******************
(oczami Megan)
-Megan?-usłyszałam głos Lisy, ale byłam jeszcze śpiąca, więc nie otworzyłam oczu- Megan!-powiedziała trochę głośniej i mną potrząsnęła
-Co?-wymamrotałam
-Co ty tutaj robisz?-spytała, a ja gwałtownie otworzyłam oczy.
-Ja... umm...wróciłam do pokoju..., przeszkadzam?-spytałam modląc się, by nie pytała o nic
-Nie, oczywiście, że nie, ale co się stało?-wiedziałam, że kiedyś spyta, ale nie chciałam jej mówić.-Płakałaś?-spytała wycierając ręką moje policzki
-Um... musiało mi się coś śnić, to dlatego..-skłamałam.
-Aha, ale dlaczego wróciłaś?-spytała
-Stęskniłam się... po drugie pokłóciłam się z Justinem i nie mogłam tam zostać.-po części to była prawda, tylko, że on nie wiedział, że jestem na niego zła i dlaczego.
-Aha...-widziałam, że nie uwierzyła, ale nie pytała dalej.-Spoko, możesz zostać ile tylko zechcesz.-powiedziała i weszła do łazienki trzaskając drzwiami
-Co się dzieje?-wymamrotał Michael.
-Nic, śpij-powiedziałam powstrzymując się od śmiechu.
*****************
Nie poszliśmy na zajęcia, bo wciąż byliśmy lekko pijani. Nie wiem jak Selena i Justin, bo oni chyba musieli wstać. My przesiedzieliśmy pół dnia w pokoju śmiejąc się i oglądając filmy.
Wciąż pamiętałam jak mnie zranił, ale nie chciałam nic pokazać Lisie i Michaelowi.
-Meg!-zaczęła mi machać ręką przed oczami
-hm?-spytałam wyrywając się z rozmyśleń.
-Co się dzieje?-spytała opierając się o ramie swojego chłopaka
-Nic.-odpowiedziałam i znów zaczęłam rozmyślać.
-Przecież widzimy.-powiedział blondyn
-Nic się nie dzieje.-uśmiechnęłam się lekko próbując wszystko zatuszować
-Mów.-powiedziała Lisa
-Jesteście niemożliwi.-wstałam i weszłam do łazienki.
Najchętniej zostałabym tam na cały dzień, tak by ominąć pytań przyjaciół. To bolało i nie chciałam ich martwić moimi problemami.
Przemyłam twarz i wytarłam ręcznikiem, gdy chciałam wyjść usłyszałam głos Justina
-Jest Meg?-spytał cicho
-Tak, w łazience.-powiedziała Lisa, słyszałam jak podchodzi do drzwi, więc szybko je zakluczyłam, a on zaczął delikatnie pukać
-Meg! Meg, skarbie! Wiem, że tam jesteś!-przerwał uderzając lekko w drzwi- Przoszę, porozmawiajmy.-powiedział, a ja usiadłam na ziemi
-Odejdź.-krzyknęłam, a po moich policzkach spłynęły łzy
-Skarbie..
-Nie mów tak do mnie! Idź sobie! Zostaw mnie w spokoju!-krzyknęłam i wybuchnęłam jeszcze większym płaczem
-Daj mi wytłumaczyć.-Czyżby on wiedział? Ale skąd? Przecież mnie nie widział, a ja nikomu nie mówiłam.-Wiem, że widziałaś coś na imprezie.., ale to nie tak.-zaczął tłumaczyć, a ja gwałtownie wstałam patrząc w lustro i wycierając moje policzki ręcznikiem
-Nie chce tego słuchać! Odejdź i zostaw mnie w spokoju!-krzyknęłam.
-Justin, ona nie chce z tobą rozmawiać.-powiedziała Lisa
-Ale.. ja muszę jej wytłumaczyć...-powiedział stanowczo
-Ale ona nie chce... daj jej spokój! Jak będzie chciała wyjaśnień to przyjdzie.-powiedział Michael.
-Ona musi wiedzieć prawdę. To nie to co ona myśli. Ja... ja wszystko schrzaniłem..-powiedział łamiącym się głosem
-Justin, lepiej żebyś już poszedł, ona potrzebuje teraz samotności.-powiedziała Lisa
-Ja tego tak nie zostawię, wrócę.-powiedział i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami
Po kilku minutach uspokoiłam się i wróciłam do przyjaciół. Patrzeli, ale nic nie mówili. Wiedzieli, że nie chce o tym rozmawiać, a wszystko czego potrzebuje to spokoju.
Michael wyszedł, a Lisa usiadła koło mnie na łóżku i mocno mnie przytuliła
-Wszystko będzie dobrze.-powiedziała i przytuliła mnie mocniej- Nie martw się.
-Ja... ja mam dość!-wybuchnęłam płaczem i odwzajemniłam uścisk.-On mnie zranił i to bardzo. Nigdy mu tego nie wybaczę!-powiedziałam, a ona tylko mnie tuliła.
Siedziałyśmy tak może kilka minut albo godzinę, nie wiem... jak dla mnie czas się zatrzymał i nic tylko myślałam o Justinie. Był dla mnie wszystkim, a teraz to wszystko pękło.
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
**********************************************************************
Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, ale pisałam na szybkiego. Jestem już zmęczona, a jutro szkoła.
To nie możliwe, to... to nie prawda... Ja...ja mam zwidy! Biłam się z myślami, ale to była rzeczywistość. Justin całował się z jakąś laską na moich oczach. To mnie zabiło. Nie mogłam tam dłużej zostać. Nie widział mnie, więc szybko wybiegłam z klubu. Byłam pijana, ale przez to co zobaczyłam, odzyskałam zdrowy rozsądek i zamówiłam taksówkę.
Wróciłam do pokoju i nadal nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Było nam tak dobrze, a on... tak po prostu mnie zdradził.
Po chwili z rozmyślań wytrącił mnie telefon. Dostałam sms, znowu od nieznajomego. Spojrzałam na wyświetlacz i po moich policzkach spłynęły zły. "Jednak nie jest taki idealny nie?". te słowa chodziły mi po głowie. Skąd ta osoba miała mój numer? Dlaczego chciała bym to zobaczyła? To wszystko dzieje się za szybko.. ja.. nie mogę tu dłużej zostać. To za bardzo boli..
Spakowałam swoje rzeczy i przeniosłam się do Lisy. Jutro z nią porozmawiam i coś wymyśle. Nie może się nikt o tym dowiedzieć. Nie mogę.. nie teraz...
Przez całą noc płakałam, a mój telefon nie przestawał dzwonić. Raz dzwonił Justin, potem Michael, nawet Lisa i Selena dzwoniły kilka razy. Nie odbierałam. Napisałam smsa, że wszystko jest w porządku i że wróciłam do pokoju, więc przestali dzwonić. Gdy usłyszałam, że do pokoju wchodzi Lisa, próbowałam stłumić płacz i udawać, że śpię. Na szczęście była tak pijana, że razem z Michaelem położyli się od razu spać.
(Oczami Justina)
-Co ty robisz?-spytałem i odciągnąłem od siebie brunetkę
-Nic, wykonuje swoje zadanie..-odpowiedziała, a ja nie rozumiałem o co jej chodzi.
-Nie dotykaj mnie.!-podniosłem lekko głos, gdy próbowała znów się do mnie dobrać.
Musiałem znaleźć Meg. Chciałem wyjść, ta impreza robiła się coraz dziwniejsza i nie miałem zamiaru zostawać tu dłużej.
Nigdzie jej nie było, byłem pijany i nie mogłem już złapać równowagi. Usiadłem na wysokim krześle przy barze, a zaraz do mnie dołączyła Lisa
-Widziałaś Megan?-spytałem
-Pojechała do pokoju, chyba źle się poczuła.-powiedziała Lisa, a ja tylko przytaknąłem i chciałem odejść, ale mnie zatrzymała -Gdzie idziesz?
-Do pokoju, do Meg.
-Poczekaj, jedziemy z tobą.-powiedziała i machnęłam ręką, by zawołać Selene i Michaela, którzy właśnie ze sobą tańczyli.
Wróciliśmy do szkoły, a ja ledwo żywy jakoś doszedłem do drzwi i wszedłem do środka.
Było ciemno, myślałem, że Meg już śpi, ale gdy zapaliłem światło jej nie było. Przestraszyłem się, bo nie było nawet jej rzeczy w szafach. Coś musiało się stać. Ale co? Dlaczego jej tutaj nie ma? Czyżby widziała mnie z tą dziewczyną? Ale gdzie ona teraz jest?
Biłem się z myślami, a gdy usiadłem na łóżku, po prostu odpłynąłem.
******************
(oczami Megan)
-Megan?-usłyszałam głos Lisy, ale byłam jeszcze śpiąca, więc nie otworzyłam oczu- Megan!-powiedziała trochę głośniej i mną potrząsnęła
-Co?-wymamrotałam
-Co ty tutaj robisz?-spytała, a ja gwałtownie otworzyłam oczy.
-Ja... umm...wróciłam do pokoju..., przeszkadzam?-spytałam modląc się, by nie pytała o nic
-Nie, oczywiście, że nie, ale co się stało?-wiedziałam, że kiedyś spyta, ale nie chciałam jej mówić.-Płakałaś?-spytała wycierając ręką moje policzki
-Um... musiało mi się coś śnić, to dlatego..-skłamałam.
-Aha, ale dlaczego wróciłaś?-spytała
-Stęskniłam się... po drugie pokłóciłam się z Justinem i nie mogłam tam zostać.-po części to była prawda, tylko, że on nie wiedział, że jestem na niego zła i dlaczego.
-Aha...-widziałam, że nie uwierzyła, ale nie pytała dalej.-Spoko, możesz zostać ile tylko zechcesz.-powiedziała i weszła do łazienki trzaskając drzwiami
-Co się dzieje?-wymamrotał Michael.
-Nic, śpij-powiedziałam powstrzymując się od śmiechu.
*****************
Nie poszliśmy na zajęcia, bo wciąż byliśmy lekko pijani. Nie wiem jak Selena i Justin, bo oni chyba musieli wstać. My przesiedzieliśmy pół dnia w pokoju śmiejąc się i oglądając filmy.
Wciąż pamiętałam jak mnie zranił, ale nie chciałam nic pokazać Lisie i Michaelowi.
-Meg!-zaczęła mi machać ręką przed oczami
-hm?-spytałam wyrywając się z rozmyśleń.
-Co się dzieje?-spytała opierając się o ramie swojego chłopaka
-Nic.-odpowiedziałam i znów zaczęłam rozmyślać.
-Przecież widzimy.-powiedział blondyn
-Nic się nie dzieje.-uśmiechnęłam się lekko próbując wszystko zatuszować
-Mów.-powiedziała Lisa
-Jesteście niemożliwi.-wstałam i weszłam do łazienki.
Najchętniej zostałabym tam na cały dzień, tak by ominąć pytań przyjaciół. To bolało i nie chciałam ich martwić moimi problemami.
Przemyłam twarz i wytarłam ręcznikiem, gdy chciałam wyjść usłyszałam głos Justina
-Jest Meg?-spytał cicho
-Tak, w łazience.-powiedziała Lisa, słyszałam jak podchodzi do drzwi, więc szybko je zakluczyłam, a on zaczął delikatnie pukać
-Meg! Meg, skarbie! Wiem, że tam jesteś!-przerwał uderzając lekko w drzwi- Przoszę, porozmawiajmy.-powiedział, a ja usiadłam na ziemi
-Odejdź.-krzyknęłam, a po moich policzkach spłynęły łzy
-Skarbie..
-Nie mów tak do mnie! Idź sobie! Zostaw mnie w spokoju!-krzyknęłam i wybuchnęłam jeszcze większym płaczem
-Daj mi wytłumaczyć.-Czyżby on wiedział? Ale skąd? Przecież mnie nie widział, a ja nikomu nie mówiłam.-Wiem, że widziałaś coś na imprezie.., ale to nie tak.-zaczął tłumaczyć, a ja gwałtownie wstałam patrząc w lustro i wycierając moje policzki ręcznikiem
-Nie chce tego słuchać! Odejdź i zostaw mnie w spokoju!-krzyknęłam.
-Justin, ona nie chce z tobą rozmawiać.-powiedziała Lisa
-Ale.. ja muszę jej wytłumaczyć...-powiedział stanowczo
-Ale ona nie chce... daj jej spokój! Jak będzie chciała wyjaśnień to przyjdzie.-powiedział Michael.
-Ona musi wiedzieć prawdę. To nie to co ona myśli. Ja... ja wszystko schrzaniłem..-powiedział łamiącym się głosem
-Justin, lepiej żebyś już poszedł, ona potrzebuje teraz samotności.-powiedziała Lisa
-Ja tego tak nie zostawię, wrócę.-powiedział i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami
Po kilku minutach uspokoiłam się i wróciłam do przyjaciół. Patrzeli, ale nic nie mówili. Wiedzieli, że nie chce o tym rozmawiać, a wszystko czego potrzebuje to spokoju.
Michael wyszedł, a Lisa usiadła koło mnie na łóżku i mocno mnie przytuliła
-Wszystko będzie dobrze.-powiedziała i przytuliła mnie mocniej- Nie martw się.
-Ja... ja mam dość!-wybuchnęłam płaczem i odwzajemniłam uścisk.-On mnie zranił i to bardzo. Nigdy mu tego nie wybaczę!-powiedziałam, a ona tylko mnie tuliła.
Siedziałyśmy tak może kilka minut albo godzinę, nie wiem... jak dla mnie czas się zatrzymał i nic tylko myślałam o Justinie. Był dla mnie wszystkim, a teraz to wszystko pękło.
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
**********************************************************************
Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, ale pisałam na szybkiego. Jestem już zmęczona, a jutro szkoła.
wtorek, 23 kwietnia 2013
Rozdział 28
KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ
(Oczami Megan)
Obudziłam się jak zwykle w łóżku Justina. Miło i przytulnie... to słowa, które mogą opisać teraźniejsze odczucia. Z moją nogą już lepiej, ściągnęli mi gips i pozwolili wrócić na parkiet. Tego mi było trzeba - tańca.
Ostatnio w moim związku się poprawiło, ja i Justin miewamy gorsze dni, ale więcej jest tych dobrych.
Pogodziłam się nawet z Seleną. Powiedzieliśmy jej o nas i obiecała, że nikomu nie powie oraz przeprosiła za jej wcześniejsze zachowanie. Nie winie jej za nic, bo nie wiedziała o nas i myślała, że Justin jest wolny.
Teraz dogadujemy się jak przyjaciółki. Spotykamy się na kawie, chodzimy na zakupy i pomagamy sobie nawzajem. Moje życie w końcu nabrało sensu.
-Dzień dobry..- wyszeptał mi do ucha.Uwielbiałam budzić się słysząc jego głos.
-Heeej...-przeciągnęłam i złączyłam nasze usta
-Czas wstawać...-powiedział głośniej i pocałował mnie w policzek.
-Musimy?-spytałam leniwie.
-Taakk..-odpowiedział i objął mnie w talii.-Ja muszę iść prowadzić trening, a ty musisz iść się uczyć.-dokończył.
-O, właśnie! Trening, wstajemy!-powiedziałam entuzjastycznie wstając z łóżka.
-A tobie co się nagle stało?-spytał zdziwiony.-Przed chwilą nie chciałaś się ruszyć.
-No tak, ale przypomniałeś mi, że moja noga jest już zdrowa i w końcu mogę iść tańczyć.-powiedziałam klaskając w ręce.
-A no tak, zapomniałem, że to już dziś.-powiedział jakby w ogóle go to nie obchodziło.
-Nie cieszysz się ze mną?-spytałam siadając mu na kolanach.
-Cieszę się, ale teraz nie będę mógł spędzać z tobą każdej chwili, bo znając ciebie będziesz chciała tańczyć i tańczyć.-powiedział przewracając oczami.
-A dziwisz się? Gniłam w tym pokoju z nogą w gipsie,nic nie robiąc, a teraz mam okazje to nadrobić.-powiedziałam i dałam mu buziaka.
-Hhhhyy... jakoś to przeżyje..-westchnął głośno i jeszcze raz złączył nasze usta.
-A teraz wstajemy i idziemy.-powiedziałam i ruszyłam w stronę łazienki.
Wzięłam szybki prysznic i owinęłam się szczelnie ręcznikiem, a drugim wytarłam włosy.
Przeczesałam je kilka razy szczotką i wysuszyłam, po czym je tylko ułożyłam. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Justin leżał jeszcze i chyba przysypiał, więc rzuciłam go z poduszki leżącej na ziemi.
-Ał! Za co to?-powiedział zaspany
-Wstawaj.-krzyknęłam, a on leniwie zszedł z łóżka i poszedł do łazienki.
Ja w tym czasie wyciągnęłam kilka ciuchów i szybko się ubrałam. Spakowałam rzeczy do torby i założyłam buty. Justin przyszykowany wyszedł z łazienki i przyciągnął mnie do siebie złączając kolejny raz dzisiaj nasze usta.
-Dosyć całowania, więcej tańczenia.-powiedziałam popychając go na drzwi.
-Ale..
-Żadnych "ale", Bieber. Czas na zajęcia.-przerwałam i wyszliśmy z pokoju.
Zakluczyłam drzwi i ruszyliśmy w stronę sali. Oczywiście musieliśmy iść osobno, bo inni jeszcze nie wiedzieli o nas i najlepiej żeby tak zostało.Przed wejściem do szatni uśmiechnęłam się do Justina i pomachałam mu na pożegnanie. Odwzajemnił uśmiech i dodał jeszcze całusa na odległość.
-Hej Selena.-powiedziałam wchodząc do sali.
-Siemka, gotowa na pierwsze zajęcia.-powiedziała uśmiechnięta.
-Pewnie.-odpowiedziałam i szybko się przebrałam.
***********************
Po zajęciach poszłam coś zjeść. Stołówka była pełna, ale w oddali zobaczyłam Lise i Michaela siedzących przy jednym stoliku. Podeszłam do nich i uśmiechnęłam się.
-Hej gołąbki.-powiedziałam.
-Siemka, siadaj.-powiedział Michael.
-Hej.-odpowiedziała mniej entuzjastycznie Lisa.
-Coś się stało?-spytałam zdezorientowana
-Nie nic, tylko... stęskniłam się.-powiedziała dosyć smutno.
-Przepraszam, że tak dawno nie rozmawiałyśmy, ale próby, Justin, Selena...
-Rozumiem.-odpowiedziała szybko.
-No to dziewczyny..-przerwał naszą rozmowę Michael.-Dzisiaj jest impreza w knajpie, tu niedaleko, idziemy?-spytał.
-Pewnie.-odpowiedziała Lisa.
-Jasne.-dodałam
-To o 19 przy recepcji. Okej?-spytał Michael.
-Okej, będę. A teraz przepraszam, ale muszę wracać na zajęcia.-odpowiedziałam i kończąc jeść kanapkę odeszłam od stołu.
Kolejne zajęcia minęły mi bardzo szybko i od razu po przebraniu się pobiegłam do pokoju Justina.
Nie mieszkałam już z Lisom, ale czasem się widywałyśmy. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Zaczęłam wertować po moich ciuchach szukając czego na imprezę i po chwili to znalazłam. Krótke jeansowe spodenki i fioletowa bluzka, która odsłaniała mi brzuch, do tego moje czarne tenisówki i byłam gotowa. Przebrałam się i zaczęłam się malować.
Nagle do pokoju wszedł Justin
-Cześć kochanie.-powiedział podchodząc i całując mnie w głowę.
-Cześć..-powiedziałam malując delikatnie oczy
-Idziesz gdzieś?-spytał przyglądając się mojemu stroju.
-Na dyskotekę z Michaelem i Lisą.-powiedziałam
-Aaa... zapomniałem, mnie też zaprosili, Selene chyba też.-spojrzałam się na niego pytającym wzrokiem
-Co im nagle odbiło?-zastanawiałam się na głos.
-Nie wiem, a może chcą spędzić z nami trochę więcej czasu?-powiedział wchodząc do łazienki.
W sumie mało spędzałam z nimi czasu, większość moich wolnych chwil spędzałam albo z Justinem, albo z Seleną. Wiele się ostatnio zmieniło i zaprzyjaźniłam się z nią, ale Lisę też lubię i nie powinnam jej tak opuszczać.
***********************************
Strasznie głośna muzyka leciała w tym klubie, ludzie nawet na zewnątrz dobrze się bawili.
Weszliśmy do środka i podeszliśmy do baru. Zamówiliśmy kilka drinków, po czym zaczęliśmy tańczyć. Wszyscy się dobrze bawili, nawet Justin. Nikt go w tym tłumie i hałasie nie rozpoznał, a w środku było dosyć ciemno. Brakowało mi takiego spotkania z przyjaciółmi.
Robiło się coraz później, a my byliśmy coraz bardziej pijani.
Nagle dostałam sms od... nieznany. "Mam dla ciebie niespodziankę, choć! Koło toalet". Rozejrzałam się wokół zastanawiając się czy to nie jakiś żart. Szczerze mówić przeszedł mnie lekki dreszcz i nie wiedziałam czy pójść. Jednak chciałam dowidzieć się o co dokładnie chodzi, więc poszłam na wskazane miejsce.
-Justin..?-wyszeptałam do siebie ze łzami w oczach.
________________________________________________________________________
NO I JEST KOLEJNY! Przepraszam za wszystkie błędy, ale zawsze gdy piszę to opowiadanie jest późno i jestem zmęczona, ale wtedy mam największą wenę do pisania. Dziękuję za komentarze! To naprawdę pomaga mi w dalszym pisaniu. To motywuje do dalszej pracy, więc proszę o więcej,!! <3
(Oczami Megan)
Obudziłam się jak zwykle w łóżku Justina. Miło i przytulnie... to słowa, które mogą opisać teraźniejsze odczucia. Z moją nogą już lepiej, ściągnęli mi gips i pozwolili wrócić na parkiet. Tego mi było trzeba - tańca.
Ostatnio w moim związku się poprawiło, ja i Justin miewamy gorsze dni, ale więcej jest tych dobrych.
Pogodziłam się nawet z Seleną. Powiedzieliśmy jej o nas i obiecała, że nikomu nie powie oraz przeprosiła za jej wcześniejsze zachowanie. Nie winie jej za nic, bo nie wiedziała o nas i myślała, że Justin jest wolny.
Teraz dogadujemy się jak przyjaciółki. Spotykamy się na kawie, chodzimy na zakupy i pomagamy sobie nawzajem. Moje życie w końcu nabrało sensu.
-Dzień dobry..- wyszeptał mi do ucha.Uwielbiałam budzić się słysząc jego głos.
-Heeej...-przeciągnęłam i złączyłam nasze usta
-Czas wstawać...-powiedział głośniej i pocałował mnie w policzek.
-Musimy?-spytałam leniwie.
-Taakk..-odpowiedział i objął mnie w talii.-Ja muszę iść prowadzić trening, a ty musisz iść się uczyć.-dokończył.
-O, właśnie! Trening, wstajemy!-powiedziałam entuzjastycznie wstając z łóżka.
-A tobie co się nagle stało?-spytał zdziwiony.-Przed chwilą nie chciałaś się ruszyć.
-No tak, ale przypomniałeś mi, że moja noga jest już zdrowa i w końcu mogę iść tańczyć.-powiedziałam klaskając w ręce.
-A no tak, zapomniałem, że to już dziś.-powiedział jakby w ogóle go to nie obchodziło.
-Nie cieszysz się ze mną?-spytałam siadając mu na kolanach.
-Cieszę się, ale teraz nie będę mógł spędzać z tobą każdej chwili, bo znając ciebie będziesz chciała tańczyć i tańczyć.-powiedział przewracając oczami.
-A dziwisz się? Gniłam w tym pokoju z nogą w gipsie,nic nie robiąc, a teraz mam okazje to nadrobić.-powiedziałam i dałam mu buziaka.
-Hhhhyy... jakoś to przeżyje..-westchnął głośno i jeszcze raz złączył nasze usta.
-A teraz wstajemy i idziemy.-powiedziałam i ruszyłam w stronę łazienki.
Wzięłam szybki prysznic i owinęłam się szczelnie ręcznikiem, a drugim wytarłam włosy.
Przeczesałam je kilka razy szczotką i wysuszyłam, po czym je tylko ułożyłam. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Justin leżał jeszcze i chyba przysypiał, więc rzuciłam go z poduszki leżącej na ziemi.
-Ał! Za co to?-powiedział zaspany
-Wstawaj.-krzyknęłam, a on leniwie zszedł z łóżka i poszedł do łazienki.
Ja w tym czasie wyciągnęłam kilka ciuchów i szybko się ubrałam. Spakowałam rzeczy do torby i założyłam buty. Justin przyszykowany wyszedł z łazienki i przyciągnął mnie do siebie złączając kolejny raz dzisiaj nasze usta.
-Dosyć całowania, więcej tańczenia.-powiedziałam popychając go na drzwi.
-Ale..
-Żadnych "ale", Bieber. Czas na zajęcia.-przerwałam i wyszliśmy z pokoju.
Zakluczyłam drzwi i ruszyliśmy w stronę sali. Oczywiście musieliśmy iść osobno, bo inni jeszcze nie wiedzieli o nas i najlepiej żeby tak zostało.Przed wejściem do szatni uśmiechnęłam się do Justina i pomachałam mu na pożegnanie. Odwzajemnił uśmiech i dodał jeszcze całusa na odległość.
-Hej Selena.-powiedziałam wchodząc do sali.
-Siemka, gotowa na pierwsze zajęcia.-powiedziała uśmiechnięta.
-Pewnie.-odpowiedziałam i szybko się przebrałam.
***********************
Po zajęciach poszłam coś zjeść. Stołówka była pełna, ale w oddali zobaczyłam Lise i Michaela siedzących przy jednym stoliku. Podeszłam do nich i uśmiechnęłam się.
-Hej gołąbki.-powiedziałam.
-Siemka, siadaj.-powiedział Michael.
-Hej.-odpowiedziała mniej entuzjastycznie Lisa.
-Coś się stało?-spytałam zdezorientowana
-Nie nic, tylko... stęskniłam się.-powiedziała dosyć smutno.
-Przepraszam, że tak dawno nie rozmawiałyśmy, ale próby, Justin, Selena...
-Rozumiem.-odpowiedziała szybko.
-No to dziewczyny..-przerwał naszą rozmowę Michael.-Dzisiaj jest impreza w knajpie, tu niedaleko, idziemy?-spytał.
-Pewnie.-odpowiedziała Lisa.
-Jasne.-dodałam
-To o 19 przy recepcji. Okej?-spytał Michael.
-Okej, będę. A teraz przepraszam, ale muszę wracać na zajęcia.-odpowiedziałam i kończąc jeść kanapkę odeszłam od stołu.
Kolejne zajęcia minęły mi bardzo szybko i od razu po przebraniu się pobiegłam do pokoju Justina.
Nie mieszkałam już z Lisom, ale czasem się widywałyśmy. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Zaczęłam wertować po moich ciuchach szukając czego na imprezę i po chwili to znalazłam. Krótke jeansowe spodenki i fioletowa bluzka, która odsłaniała mi brzuch, do tego moje czarne tenisówki i byłam gotowa. Przebrałam się i zaczęłam się malować.
Nagle do pokoju wszedł Justin
-Cześć kochanie.-powiedział podchodząc i całując mnie w głowę.
-Cześć..-powiedziałam malując delikatnie oczy
-Idziesz gdzieś?-spytał przyglądając się mojemu stroju.
-Na dyskotekę z Michaelem i Lisą.-powiedziałam
-Aaa... zapomniałem, mnie też zaprosili, Selene chyba też.-spojrzałam się na niego pytającym wzrokiem
-Co im nagle odbiło?-zastanawiałam się na głos.
-Nie wiem, a może chcą spędzić z nami trochę więcej czasu?-powiedział wchodząc do łazienki.
W sumie mało spędzałam z nimi czasu, większość moich wolnych chwil spędzałam albo z Justinem, albo z Seleną. Wiele się ostatnio zmieniło i zaprzyjaźniłam się z nią, ale Lisę też lubię i nie powinnam jej tak opuszczać.
***********************************
Strasznie głośna muzyka leciała w tym klubie, ludzie nawet na zewnątrz dobrze się bawili.
Weszliśmy do środka i podeszliśmy do baru. Zamówiliśmy kilka drinków, po czym zaczęliśmy tańczyć. Wszyscy się dobrze bawili, nawet Justin. Nikt go w tym tłumie i hałasie nie rozpoznał, a w środku było dosyć ciemno. Brakowało mi takiego spotkania z przyjaciółmi.
Robiło się coraz później, a my byliśmy coraz bardziej pijani.
Nagle dostałam sms od... nieznany. "Mam dla ciebie niespodziankę, choć! Koło toalet". Rozejrzałam się wokół zastanawiając się czy to nie jakiś żart. Szczerze mówić przeszedł mnie lekki dreszcz i nie wiedziałam czy pójść. Jednak chciałam dowidzieć się o co dokładnie chodzi, więc poszłam na wskazane miejsce.
-Justin..?-wyszeptałam do siebie ze łzami w oczach.
________________________________________________________________________
NO I JEST KOLEJNY! Przepraszam za wszystkie błędy, ale zawsze gdy piszę to opowiadanie jest późno i jestem zmęczona, ale wtedy mam największą wenę do pisania. Dziękuję za komentarze! To naprawdę pomaga mi w dalszym pisaniu. To motywuje do dalszej pracy, więc proszę o więcej,!! <3
niedziela, 21 kwietnia 2013
Rozdział 27
(oczami Megan)
Otworzyłam szeroko oczy widząc ich razem. Ale starałam się nie wybuchnąć. Leżeli na ziemi w siebie wtuleni i chyba spali. Nie wiedziałam co zrobić. Obudzić ich? Trzasnąć drzwiami i ich tam zostawić?
Gdy tak myślałam szatyn się poruszył i delikatnie otworzył oczy.
-Meg?-spytał zdziwiony, a ja chciałam płakać.-Yyy...Meg-od razu się ocknął i puścił wtuloną w niego Selene.-To nie to co myślisz...-wydukał podchodząc do mnie, a brunetka się obudziła
-Co się dzieje?-spytała zaspana
-Przechodziłam obok i sprzątaczka powiedziała, że tu was znajdę, więc otworzyłam i...nieważne.-powiedziałam i chciałam odejść, ale szatyn mnie zatrzymał
-Poczekaj.-powiedział szybko-Wszystko ci wyjaśnię..-wyszeptał mi do ucha
-Dobrze..-odpowiedziałam i ruszyłam w stronę pokoju.
Nie wiem co tam się działo i mało mnie to obchodzi. Cieszę się, że nie zobaczyłam ich nagich w innych okolicznościach. Justin dobiegł do mnie chwilę później. Nadal nic nie mówiłam chcąc uspokoić moje emocje i się nie rozpłakać. Nie wiem czemu, ale czułam, że gdy otworze buzię łzy same zaczną lecieć.
Szatyn delikatnie otworzył drzwi i puścił mnie przodem. Usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w podłogę.
-Meg?-nie odezwałam się-Skarbie... spójrz na mnie.-nie wiedziałam co zrobić, więc się nie ruszyłam-Proszę... spójrz..-podszedł do mnie i kucnął przede mną tak, że nasze twarze były na równi.
-Co?-spytałam oschle
-Kocham cię...-powiedział i podniósł mój podbródek tak, że nasze oczy się spotkały.-Jesteś zła?-spytał przechylając głowę.
-Nie...-odpowiedziałam smutna
-To co cię gryzie? Między mną, a Selenom nic nie ma... Liczysz się tylko ty..
-Wiem...., ale...-przegryzłam wnętrze policzka-Ale ona tego nie wie...-dodałam po chwili
-Ja...
-Justin ja tego nie wytrzymam.!-krzyknęłam i jedna łza spłynęła po moim policzku.-Nie możemy nikomu powiedzieć, ale nie możemy też się ukrywać, bo jak widzę jak ta.... się zbliża do ciebie mam ochotę ją udusić.-powiedziałam, a Justin wytarł kciukiem łzę z mojego policzka.
-Skarbie...-wydusił nie widząc co powiedzieć.
-Co? Nie Justin... Tak nie może być...-wykrzyczałam
-Proszę... nie płacz...-powiedział i pocałował mnie w czoło.-Kocham cię i nie wiem co możemy z tym zrobić...-wydukał
Siedzieliśmy w ciszy. Rozmyślałam nad każdą opcją, ale żadna z nich nie była wystarczająco dobra dla nas obojga. Widać było, że ca cisza niszczy Justina i nie chce, abyśmy znów się kłócili. To miał być fajny dzień, ale my tak nie możemy. Nie jesteśmy normalną parą i nigdy nie będziemy.
-Wiesz...-wytrącił mnie z rozmyślań.-Mam dla ciebie niespodziankę.-dokończył
-Justin nie teraz... nie mam ochoty na żadne prezenty..-dodałam opadając na poduszkę.
-To na pewno poprawi ci nastrój. Zaufaj mi i choć ze mną.
********************************
(oczami Justina)
Zgodziła się, bardzo ją kocham i chce by była szczęśliwa. Gdybyśmy zostali w tej przeklętej szkole zapłakałaby się i zamartwiałaby się na śmierć. Nie mogę patrzeć jak się smuci. Zabrałem ją tam gdzie planowałem od rana. Do magazynu, gdzie te małe dzieci tańczyły swoje wymyślone układy. Dawno u nich nie byłem, a to był idealny moment by je odwiedzić i pokazać Meg, że warto się uśmiechać.
Weszliśmy do środka, a z jej buzi zniknął grymas. Kąciki ust się podniosły i ukazał się szereg białych zębów.
-Meg!-krzyknęła dziewczynka.
-Hej Tiffani.-odpowiedziała radośnie Meg.
-Co ci się stało?-spytała pokazując na nogę, po czym reszta dzieci zbiegła się wokół niej.
-Złamałam nogę, ale już jest w porządku.-odpowiedziała głaszcząc dziewczynkę po głowie.
-Boli cię?-spytał mały raper, zwany Johnem.
-Nie..-odpowiedziała.
-A ze mną się nie przywitacie?-spytałem żartobliwie
-Hahah...-zaśmiała się, a dzieci poszły mnie przytulić.
Rozmawialiśmy i śmieliśmy się. Było super i mimo, że Meg nie mogła tańczyć to przyglądała się nam z zachwytem i iskierkami w oczach. Tego mi brakowało. Uwielbiam ją taką widzieć.
Po kilku piosenkach dzieci zgłodniały, więc wyciągnąłem jedzenie, które przywiozłem ze sobą.
Jadły aż im się uszy trzęsły. Były szczęśliwe i to jest najważniejsze. Dzieci zaproponowały, że podpiszą się Meg na gipsie, żeby o nich nie zapomniała. Spojrzała na mnie i wiedziałem, że ma ochotę płakać, ale tym razem ze szczęścia.
Gdy wymalowały jej prawie cały gips, ja też się podpisałem i powoli wróciliśmy do szkoły.
Podróż minęła szybko i w ciszy. Nie chciałem nic mówić, ale widziałem, że humor mojej ukochanej się poprawił i nie myśli już o złych rzeczach.
*************************************
(oczami Megan)
Było cudownie, kocham spotykać się z tymi dziećmi. Justin to wspaniały facet i dziękuję Bogu za niego.
Nic nie mówiliśmy, ale oboje wiedzieliśmy o czym myślimy. Wpatrywałam się w okno i wspominałam ten dzień całkiem inaczej niż w południe. Miał racje, to poprawiło mi humor i sprawiło, że nie myślę już tak o złych chwilach.
********************************************************************************
I jest kolejny!
KOMENTOWAĆ PROSZĘ I DZIĘKUJĘ, ŻE CZYTACIE!
Już mam ponad 3000 odsłon i jest coraz więcej.
Dzięki wielkie i pisać. Kolejny nie wiem czy dzisiaj dodam, ale na pewno zaraz wstawię do ANOTHER GIRL
Otworzyłam szeroko oczy widząc ich razem. Ale starałam się nie wybuchnąć. Leżeli na ziemi w siebie wtuleni i chyba spali. Nie wiedziałam co zrobić. Obudzić ich? Trzasnąć drzwiami i ich tam zostawić?
Gdy tak myślałam szatyn się poruszył i delikatnie otworzył oczy.
-Meg?-spytał zdziwiony, a ja chciałam płakać.-Yyy...Meg-od razu się ocknął i puścił wtuloną w niego Selene.-To nie to co myślisz...-wydukał podchodząc do mnie, a brunetka się obudziła
-Co się dzieje?-spytała zaspana
-Przechodziłam obok i sprzątaczka powiedziała, że tu was znajdę, więc otworzyłam i...nieważne.-powiedziałam i chciałam odejść, ale szatyn mnie zatrzymał
-Poczekaj.-powiedział szybko-Wszystko ci wyjaśnię..-wyszeptał mi do ucha
-Dobrze..-odpowiedziałam i ruszyłam w stronę pokoju.
Nie wiem co tam się działo i mało mnie to obchodzi. Cieszę się, że nie zobaczyłam ich nagich w innych okolicznościach. Justin dobiegł do mnie chwilę później. Nadal nic nie mówiłam chcąc uspokoić moje emocje i się nie rozpłakać. Nie wiem czemu, ale czułam, że gdy otworze buzię łzy same zaczną lecieć.
Szatyn delikatnie otworzył drzwi i puścił mnie przodem. Usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w podłogę.
-Meg?-nie odezwałam się-Skarbie... spójrz na mnie.-nie wiedziałam co zrobić, więc się nie ruszyłam-Proszę... spójrz..-podszedł do mnie i kucnął przede mną tak, że nasze twarze były na równi.
-Co?-spytałam oschle
-Kocham cię...-powiedział i podniósł mój podbródek tak, że nasze oczy się spotkały.-Jesteś zła?-spytał przechylając głowę.
-Nie...-odpowiedziałam smutna
-To co cię gryzie? Między mną, a Selenom nic nie ma... Liczysz się tylko ty..
-Wiem...., ale...-przegryzłam wnętrze policzka-Ale ona tego nie wie...-dodałam po chwili
-Ja...
-Justin ja tego nie wytrzymam.!-krzyknęłam i jedna łza spłynęła po moim policzku.-Nie możemy nikomu powiedzieć, ale nie możemy też się ukrywać, bo jak widzę jak ta.... się zbliża do ciebie mam ochotę ją udusić.-powiedziałam, a Justin wytarł kciukiem łzę z mojego policzka.
-Skarbie...-wydusił nie widząc co powiedzieć.
-Co? Nie Justin... Tak nie może być...-wykrzyczałam
-Proszę... nie płacz...-powiedział i pocałował mnie w czoło.-Kocham cię i nie wiem co możemy z tym zrobić...-wydukał
Siedzieliśmy w ciszy. Rozmyślałam nad każdą opcją, ale żadna z nich nie była wystarczająco dobra dla nas obojga. Widać było, że ca cisza niszczy Justina i nie chce, abyśmy znów się kłócili. To miał być fajny dzień, ale my tak nie możemy. Nie jesteśmy normalną parą i nigdy nie będziemy.
-Wiesz...-wytrącił mnie z rozmyślań.-Mam dla ciebie niespodziankę.-dokończył
-Justin nie teraz... nie mam ochoty na żadne prezenty..-dodałam opadając na poduszkę.
-To na pewno poprawi ci nastrój. Zaufaj mi i choć ze mną.
********************************
(oczami Justina)
Zgodziła się, bardzo ją kocham i chce by była szczęśliwa. Gdybyśmy zostali w tej przeklętej szkole zapłakałaby się i zamartwiałaby się na śmierć. Nie mogę patrzeć jak się smuci. Zabrałem ją tam gdzie planowałem od rana. Do magazynu, gdzie te małe dzieci tańczyły swoje wymyślone układy. Dawno u nich nie byłem, a to był idealny moment by je odwiedzić i pokazać Meg, że warto się uśmiechać.
Weszliśmy do środka, a z jej buzi zniknął grymas. Kąciki ust się podniosły i ukazał się szereg białych zębów.
-Meg!-krzyknęła dziewczynka.
-Hej Tiffani.-odpowiedziała radośnie Meg.
-Co ci się stało?-spytała pokazując na nogę, po czym reszta dzieci zbiegła się wokół niej.
-Złamałam nogę, ale już jest w porządku.-odpowiedziała głaszcząc dziewczynkę po głowie.
-Boli cię?-spytał mały raper, zwany Johnem.
-Nie..-odpowiedziała.
-A ze mną się nie przywitacie?-spytałem żartobliwie
-Hahah...-zaśmiała się, a dzieci poszły mnie przytulić.
Rozmawialiśmy i śmieliśmy się. Było super i mimo, że Meg nie mogła tańczyć to przyglądała się nam z zachwytem i iskierkami w oczach. Tego mi brakowało. Uwielbiam ją taką widzieć.
Po kilku piosenkach dzieci zgłodniały, więc wyciągnąłem jedzenie, które przywiozłem ze sobą.
Jadły aż im się uszy trzęsły. Były szczęśliwe i to jest najważniejsze. Dzieci zaproponowały, że podpiszą się Meg na gipsie, żeby o nich nie zapomniała. Spojrzała na mnie i wiedziałem, że ma ochotę płakać, ale tym razem ze szczęścia.
Gdy wymalowały jej prawie cały gips, ja też się podpisałem i powoli wróciliśmy do szkoły.
Podróż minęła szybko i w ciszy. Nie chciałem nic mówić, ale widziałem, że humor mojej ukochanej się poprawił i nie myśli już o złych rzeczach.
*************************************
(oczami Megan)
Było cudownie, kocham spotykać się z tymi dziećmi. Justin to wspaniały facet i dziękuję Bogu za niego.
Nic nie mówiliśmy, ale oboje wiedzieliśmy o czym myślimy. Wpatrywałam się w okno i wspominałam ten dzień całkiem inaczej niż w południe. Miał racje, to poprawiło mi humor i sprawiło, że nie myślę już tak o złych chwilach.
********************************************************************************
I jest kolejny!
KOMENTOWAĆ PROSZĘ I DZIĘKUJĘ, ŻE CZYTACIE!
Już mam ponad 3000 odsłon i jest coraz więcej.
Dzięki wielkie i pisać. Kolejny nie wiem czy dzisiaj dodam, ale na pewno zaraz wstawię do ANOTHER GIRL
sobota, 20 kwietnia 2013
Rozdział 26
(oczami Megan)
Obudziły mnie delikatne pocałunki składane na moim policzku i szyi. Nie miałam ochoty otwierać oczu, było mi wygodnie i nie chciałam tego zniszczyć.
-Czas wstawać skarbie...-wyszeptał mi do ucha, po czym znów całował moje ciało.
-Daj mi spokój! Chce spać.-powiedziałam i obróciłam się na drugi bok, tak, że leżałam do niego tyłem.
-Okej..-oznajmił wzruszając ramionami i wstał z łóżka, a ja podejrzliwie się na niego spojrzałam i złapałam go za nadgarstek.
-Choć tu!-rozkazałam z grymasem na twarzy i przyciągnęłam go do siebie.-Nie zostawiaj mnie.-powiedziałam robiąc minę małego szczeniaczka.
-Muszę iść na zebranie.-powiedział i ucałował moje czoło.
-Ale...
-Wrócę, a wtedy chce cię widzieć uśmiechniętą i wyszykowaną, bo mam dla ciebie niespodziankę.-przerwał mi i tym razem złączył nasze usta na dłużej.
-Będę tęsknić.-powiedziałam i ponownie dałam mu buziaka.
-Ja już tęsknie.-powiedział i odwzajemnił pocałunek.
Po chwili odsunął się ode mnie i pomachał na pożegnanie. Wyszedł, a ja zdenerwowana uderzyłam nogami w materac. Co ja teraz będę robić? Kolejny dzień nudzenie się. Muszę się czymś zająć, żeby czas szybciej zleciał. Jestem ciekawa co takiego przygotował dla nas.
Wzięłam gorącą kąpiel, oczywiście nie mogłam się cała zanurzyć, bo nogę cały czas miałam w gipsie.
Jakimś cudem poradziłam sobie nawet z tym. Szybko się ubrałam, położyłam się na łóżku i czytałam jakieś nudne czasopismo dla zbicia czasu.
***********************
(Oczami Justina)
Znów musiałem ją zostawić samą. Najchętniej zostałbym z nią i nie opuszczał jej na krok.
Wyszedłem z pokoju, przeczesałem ręką włosy i ruszyłem w stronę sali, gdzie było zebranie. Nie wiem czemu akurat dzisiaj musieli zrobić to zebranie. Była sobota i chciałem odpocząć obejmując moją ukochaną.
Delikatnie otworzyłem drzwi i zobaczyłem wszystkich trenerów i pracowników siedzących przy dużym okrągłym stole. Zająłem swoje miejsce i słuchałem co mieli do powiedzenia. Było to spotkanie pożegnalne, bo trener Meg, pan Shane odchodził. Było mi trochę przykro, bo to wspaniały trener, który nawet mi pomagał w układach. Selena też jest dobrą tancerką, ale on był profesjonalistą i nawet ja przy nim wymiękałem.
Po zebraniu, które trwało z dwie godziny wszyscy się rozeszli, a ja odetchnąłem z ulgą. W końcu zobaczę się z moją ślicznotką i zrobię jej niespodziankę. Wychodząc z pomieszczenia spotkałem Selene
-Hej Jay.-powiedziała z uśmiechem
-Hej-odpowiedziałem i chciałem iść dalej, ale znów się odezwała
-Jesteś dziś może zajęty?-spytała krzyżując nogi i chowając ręce za siebie. Wyglądała na lekko zawstydzoną.
-Dzisiaj...-przeciągnąłem i podrapałem się po karku.-Taak... to znaczy idę z...-przerwałem, bo nie mogłem jej przecież powiedzieć, że z Meg.- Kolegami gdzieś... chyba robią jakąś niespodziankę i nie chcą powiedzieć gdzie...-skłamałem i źle się z tym czuję.
-Aha... no dobra...-powiedziała i chciałem odejść, ale znów mnie zatrzymała- A mógłbyś mi pomóc?-śpieszyłem się, ale chyba 5 min mnie nie zbawi.
-W czym?-spytałem
-Muszę zanieść kilka rzeczy do magazynu, ale te pudła są ciężkie i potrzebuję czyjejś pomocy..
-Pewnie, gdzie one są?
-Co?-spytała, jakby nie wiedziała o co mi chodzi
-No... pudła..-powiedziałem
-Aa... tam..-pokazała na schowek.
Przeniosłem już kilka pudełek i zostało mi tylko jedno. Podniosłem i ruszyłem w stronę magazynu. Selena szła za mną z jednym mniejszym pudełkiem. Gdy weszliśmy do środka drzwi się zatrzasnęły.
Próbowałem otworzyć, ale ten magazyn można było tylko otworzyć od zewnątrz. Nie wiedziałem co zrobić.
Musiałem się stamtąd wydostać.
***************
(oczami Megan)
Justina wciąż nie było. Minęło już kilka godzin, a żadne zebranie tak długo nie trwa. Postanowiłam go poszukać. Wzięłam kule i spokojnym krokiem ruszyłam w stronę pokoju, gdzie miało być zebranie. Nikogo tam nie było oprócz pani sprzątaczki.
-W czymś pomóc?-spytała kobieta.
-Yyy... szukam... Pana Justina Biebera...-powiedziałam chwiejnym głosem.-zebranie się skończyło?-spytałam szybko.
-Tak... już jakieś 2 godziny temu. A pana Biebera widziałam jak pomagał nosić pudła panience Gomez.-powiedziała staruszka, a mnie nagle serce stanęło w gardle.
-A wie pani gdzie je nosił?-spytałam cichutko nie chcąc wybuchnąć złością.
-Do magazynu.. tak sądze..-powiedziała i znów przetarła żółtą ścierką stół.
Bez słowa odeszłam i skierowałam się w stronę, gdzie powinien być Justin. Chwilę się zastanawiałam czy otworzyć te drzwi, ale wzięłam głęboki wdech i delikatnie złapałam za klamkę.
Obudziły mnie delikatne pocałunki składane na moim policzku i szyi. Nie miałam ochoty otwierać oczu, było mi wygodnie i nie chciałam tego zniszczyć.
-Czas wstawać skarbie...-wyszeptał mi do ucha, po czym znów całował moje ciało.
-Daj mi spokój! Chce spać.-powiedziałam i obróciłam się na drugi bok, tak, że leżałam do niego tyłem.
-Okej..-oznajmił wzruszając ramionami i wstał z łóżka, a ja podejrzliwie się na niego spojrzałam i złapałam go za nadgarstek.
-Choć tu!-rozkazałam z grymasem na twarzy i przyciągnęłam go do siebie.-Nie zostawiaj mnie.-powiedziałam robiąc minę małego szczeniaczka.
-Muszę iść na zebranie.-powiedział i ucałował moje czoło.
-Ale...
-Wrócę, a wtedy chce cię widzieć uśmiechniętą i wyszykowaną, bo mam dla ciebie niespodziankę.-przerwał mi i tym razem złączył nasze usta na dłużej.
-Będę tęsknić.-powiedziałam i ponownie dałam mu buziaka.
-Ja już tęsknie.-powiedział i odwzajemnił pocałunek.
Po chwili odsunął się ode mnie i pomachał na pożegnanie. Wyszedł, a ja zdenerwowana uderzyłam nogami w materac. Co ja teraz będę robić? Kolejny dzień nudzenie się. Muszę się czymś zająć, żeby czas szybciej zleciał. Jestem ciekawa co takiego przygotował dla nas.
Wzięłam gorącą kąpiel, oczywiście nie mogłam się cała zanurzyć, bo nogę cały czas miałam w gipsie.
Jakimś cudem poradziłam sobie nawet z tym. Szybko się ubrałam, położyłam się na łóżku i czytałam jakieś nudne czasopismo dla zbicia czasu.
***********************
(Oczami Justina)
Znów musiałem ją zostawić samą. Najchętniej zostałbym z nią i nie opuszczał jej na krok.
Wyszedłem z pokoju, przeczesałem ręką włosy i ruszyłem w stronę sali, gdzie było zebranie. Nie wiem czemu akurat dzisiaj musieli zrobić to zebranie. Była sobota i chciałem odpocząć obejmując moją ukochaną.
Delikatnie otworzyłem drzwi i zobaczyłem wszystkich trenerów i pracowników siedzących przy dużym okrągłym stole. Zająłem swoje miejsce i słuchałem co mieli do powiedzenia. Było to spotkanie pożegnalne, bo trener Meg, pan Shane odchodził. Było mi trochę przykro, bo to wspaniały trener, który nawet mi pomagał w układach. Selena też jest dobrą tancerką, ale on był profesjonalistą i nawet ja przy nim wymiękałem.
Po zebraniu, które trwało z dwie godziny wszyscy się rozeszli, a ja odetchnąłem z ulgą. W końcu zobaczę się z moją ślicznotką i zrobię jej niespodziankę. Wychodząc z pomieszczenia spotkałem Selene
-Hej Jay.-powiedziała z uśmiechem
-Hej-odpowiedziałem i chciałem iść dalej, ale znów się odezwała
-Jesteś dziś może zajęty?-spytała krzyżując nogi i chowając ręce za siebie. Wyglądała na lekko zawstydzoną.
-Dzisiaj...-przeciągnąłem i podrapałem się po karku.-Taak... to znaczy idę z...-przerwałem, bo nie mogłem jej przecież powiedzieć, że z Meg.- Kolegami gdzieś... chyba robią jakąś niespodziankę i nie chcą powiedzieć gdzie...-skłamałem i źle się z tym czuję.
-Aha... no dobra...-powiedziała i chciałem odejść, ale znów mnie zatrzymała- A mógłbyś mi pomóc?-śpieszyłem się, ale chyba 5 min mnie nie zbawi.
-W czym?-spytałem
-Muszę zanieść kilka rzeczy do magazynu, ale te pudła są ciężkie i potrzebuję czyjejś pomocy..
-Pewnie, gdzie one są?
-Co?-spytała, jakby nie wiedziała o co mi chodzi
-No... pudła..-powiedziałem
-Aa... tam..-pokazała na schowek.
Przeniosłem już kilka pudełek i zostało mi tylko jedno. Podniosłem i ruszyłem w stronę magazynu. Selena szła za mną z jednym mniejszym pudełkiem. Gdy weszliśmy do środka drzwi się zatrzasnęły.
Próbowałem otworzyć, ale ten magazyn można było tylko otworzyć od zewnątrz. Nie wiedziałem co zrobić.
Musiałem się stamtąd wydostać.
***************
(oczami Megan)
Justina wciąż nie było. Minęło już kilka godzin, a żadne zebranie tak długo nie trwa. Postanowiłam go poszukać. Wzięłam kule i spokojnym krokiem ruszyłam w stronę pokoju, gdzie miało być zebranie. Nikogo tam nie było oprócz pani sprzątaczki.
-W czymś pomóc?-spytała kobieta.
-Yyy... szukam... Pana Justina Biebera...-powiedziałam chwiejnym głosem.-zebranie się skończyło?-spytałam szybko.
-Tak... już jakieś 2 godziny temu. A pana Biebera widziałam jak pomagał nosić pudła panience Gomez.-powiedziała staruszka, a mnie nagle serce stanęło w gardle.
-A wie pani gdzie je nosił?-spytałam cichutko nie chcąc wybuchnąć złością.
-Do magazynu.. tak sądze..-powiedziała i znów przetarła żółtą ścierką stół.
Bez słowa odeszłam i skierowałam się w stronę, gdzie powinien być Justin. Chwilę się zastanawiałam czy otworzyć te drzwi, ale wzięłam głęboki wdech i delikatnie złapałam za klamkę.
środa, 17 kwietnia 2013
Rozdział 25
(oczami Meg)
Czułam jak serce podchodzi mi do gardła. Nie wiedziałam co powiedzieć, a tym bardziej zrobić. Była coraz bliżej, a z jej twarzy mogłam tylko wyczytać ogromną złość. O co jej chodziło? O Justina? To chyba ja powinnam być wściekła! Ta lalunia próbowała i pewnie próbuje odebrać mi chłopaka.
-Hej Megan!-powiedziała z uśmiechem na twarzy
-Hej.-odpowiedziałam, ale nadal nie wiedziałam o co jej chodzi. Wydawała się normalna... widać była niezłą aktorką.
-Co ci się stało?-spytała wytrącając mnie z myśli.
-Co?-spytałam zdezorientowana
-W nogę. Co się stało?-spytała i pokazała na miejsce złamania
-A, to. To nic, przewróciłam się i złamałam nogę.-powiedziałam ze strachem w głosie.
-Aha. Szkoda, teraz musisz siedzieć w pokoju i się pewnie nudzić.-powiedziała ze współczuciem, ale w jej oczach było widać radość.
-Nie, nie nudzę się.-powiedziałam pewna siebie, ale zaraz zmieniłam ton.-To znaczy nie mogę robić tego co kocham, ale będę przychodzić na treningi i przyglądać się.
-Oczywiście... łatwiej ci będzie później nadążyć.-powiedziała w taki sposób jakby chciała mnie obrazić.
Zapadła cisza, przez chwilę patrzałyśmy sobie prosto w oczy, ale nie mogłam na nią patrzeć. Opuściłam głowę i błagałam, żeby Justin zaraz wyszedł. Było jednak inaczej.
-Czekasz na kogoś?-spytała przerywając ciszę.
-Na...-przeciągnęłam nie wiedząc czy mogę powiedzieć.-Na Justina.-dokończyłam i spoglądałam na jej reakcję.
-Aha...-powiedziała nie patrząc mi w oczy.
-A ty?-spytałam z ciekawości.
-Ja? -pokazała na siebie -Ja właściwie to nie... właśnie wychodziłam.-powiedziała i powolnym krokiem skierowała się w stronę drzwi.-To na razie.-powiedziała i zamknęła drzwi.
Odetchnęłam z ulgą, ale nie mogłam uspokoić nerwów. Wstałam i zamierzałam iść po szatyna, gdy nagle on wyszedł mi na przeciw.
-Co tak długo?-spytałam zła.
-Przepraszam, ale musiałem załatwić kilka spraw i się przebrać.-powiedział podnosząc ręce w obronie.
-To ja przepraszam...-powiedziałam opuszczając głowę.-nie powinnam na ciebie naskakiwać.
-Skarbie...-podszedł do mnie bliżej i podniósł mój podbródek.-Co się stało?-spytał z troską.
-Nic...-powiedziałam i dałam mu buziaka stając leciutko na palcach.
-Nie mów "nic" jak widzę, że coś cię gryzie.- nie chciał odpuścić.
-Miałam zły dzień i nic więcej.-skłamałam. Ten dzień był dobry do czasu spotkania z tą żmiją.
Nie chciałam ciągnąć tego tematu. Kolejna gadka o zazdrości i o Selenie to by zepsuło kolejny dzień do końca. Wtuliłam się w niego, a on oparł brodę o moją głowę. Staliśmy tak przez chwilę w ciszy. Słyszałam bicie jego serca, było takie spokojne.
Po chwili wyszliśmy z sali i Justin mnie pocałował. Nie chciałam tego przerywać, ale ktoś mógł nas zobaczyć, dlatego uśmiechnęłam się do niego i szepnęłam "Kocham cię", po czym on się uśmiechnął i ruszyliśmy na stołówkę. Rozmawialiśmy o tańcu, przyszłości, o nas i zajadaliśmy kanapki z serem i szynką.
Zapomniałam już o wszystkich problemach i cieszyłam się chwilą spędzoną z moim szatynem.
Miałam ochotę rzucić się na niego, tulić, całować i nie odkleić się od niego już nigdy.
Jest dla mnie wszystkim i nie wiem co by było gdybym go nie miała.
Po długiej rozmowie i wzajemnym rozbawianiu się zrobiło się późno i poszliśmy do pokoju Justina.
Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Nagle poczułam, że coś mnie przygniata do materaca. To był Justin, leżał na mnie i cwaniacko się uśmiechał.
-Ciężki jesteś, wiesz?-podniosłam brwi patrząc mu w oczy.
-Wcale, że nie.-powiedział jak małe dziecko.
-Justin! Złaź!-ale nie posłuchał w zamian dostałam tylko buziaka i położył głowę na mojej klatce piersiowej, udając, że śpi.
-Nie udawaj! Wiem, że nie śpisz! Złaź ze mnie, wariacie.-powiedziałam i próbowałam go z siebie zrzucić, ale był za ciężki.
-Kocham cię.-wyszeptał.
-Ja ciebie nie.-powiedziałam zadziornie, a on gwałtownie podniósł głowę.
-Jak to nie?-spytał zdziwiony
-No nie!-powiedziałam i odwróciłam wzrok.
-Jesteś tego pewna?-spytał, ale ja nie odpowiedziałam, udając obrażoną.
Nagle poczułam jak ze mnie schodzi i kładzie się obok mnie, tuląc mnie w tali.
-Kochasz mnie?-wyszeptał i przyciągnął mnie bliżej siebie.
-Nie!-nie odwracając się, powstrzymując od śmiechu i drażniąc się z nim nadal leżałam w bezruchu.
-Ale ja cie kocham-powiedział i przytulił mnie mocniej
-A ja ciebie nie.-powtórzyłam i czekałam na jego reakcje.
-Kochanie...-powiedział i pocałował mnie w ramię, przechodząc na szyję.-skarbie...-wyszeptał-Misiu...-mówił i nie przestawał całować mojej szyi.
Leżałam i nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. On tak słodko mówił swoim zachrypniętym głosem, ale chciałam go jeszcze podręczyć.
-Nadal mnie nie kochasz?-spytał obracając mnie tak, że patrzeliśmy sobie prosto w oczy.
-Tak.-powiedziałam ledwo powstrzymując się od śmiechu.
Schylił się i nosem przetarł mój policzek, przechodząc do ucha.-"Skarbie.."-wyszeptał na co ja lekko drgnęłam.-"Wiesz co?"-znów się pocałował moją szyję.-"I tak wiem, że mnie kochasz"-wyszeptał, a ja poczułam na mojej szyi jego cwaniacki uśmieszek. Podniosłam do góry brwi i otworzyłam buzię. Odepchnęłam go tak, że patrzał mi w oczy.
-Skąd ta pewność?-spytałam
-Bo wiem. Widzę jak na ciebie działam.-powiedział i chciał znów pocałować moją szyję, ale nie pozwoliłam na to.
-Czyli jak?-spytałam trzymając rękę na jego torsie.
-Twoje serce szybciej bije, gdy do ciebie mówię i całuję cię w szyję drgasz, a gdy patrzę ci w oczy uśmiechasz się, a w twoich oczach widzę iskierki.-powiedział, pocałował mnie w usta i wstał.
-Aha.-zaczerwieniłam się i zakryłam głowę poduszką.
-Zapomniałem dodać, że gdy cię komplementuję to się czerwienisz.-nawet się nie odwracając dodał i wszedł do łazienki.
Czułam jak serce podchodzi mi do gardła. Nie wiedziałam co powiedzieć, a tym bardziej zrobić. Była coraz bliżej, a z jej twarzy mogłam tylko wyczytać ogromną złość. O co jej chodziło? O Justina? To chyba ja powinnam być wściekła! Ta lalunia próbowała i pewnie próbuje odebrać mi chłopaka.
-Hej Megan!-powiedziała z uśmiechem na twarzy
-Hej.-odpowiedziałam, ale nadal nie wiedziałam o co jej chodzi. Wydawała się normalna... widać była niezłą aktorką.
-Co ci się stało?-spytała wytrącając mnie z myśli.
-Co?-spytałam zdezorientowana
-W nogę. Co się stało?-spytała i pokazała na miejsce złamania
-A, to. To nic, przewróciłam się i złamałam nogę.-powiedziałam ze strachem w głosie.
-Aha. Szkoda, teraz musisz siedzieć w pokoju i się pewnie nudzić.-powiedziała ze współczuciem, ale w jej oczach było widać radość.
-Nie, nie nudzę się.-powiedziałam pewna siebie, ale zaraz zmieniłam ton.-To znaczy nie mogę robić tego co kocham, ale będę przychodzić na treningi i przyglądać się.
-Oczywiście... łatwiej ci będzie później nadążyć.-powiedziała w taki sposób jakby chciała mnie obrazić.
Zapadła cisza, przez chwilę patrzałyśmy sobie prosto w oczy, ale nie mogłam na nią patrzeć. Opuściłam głowę i błagałam, żeby Justin zaraz wyszedł. Było jednak inaczej.
-Czekasz na kogoś?-spytała przerywając ciszę.
-Na...-przeciągnęłam nie wiedząc czy mogę powiedzieć.-Na Justina.-dokończyłam i spoglądałam na jej reakcję.
-Aha...-powiedziała nie patrząc mi w oczy.
-A ty?-spytałam z ciekawości.
-Ja? -pokazała na siebie -Ja właściwie to nie... właśnie wychodziłam.-powiedziała i powolnym krokiem skierowała się w stronę drzwi.-To na razie.-powiedziała i zamknęła drzwi.
Odetchnęłam z ulgą, ale nie mogłam uspokoić nerwów. Wstałam i zamierzałam iść po szatyna, gdy nagle on wyszedł mi na przeciw.
-Co tak długo?-spytałam zła.
-Przepraszam, ale musiałem załatwić kilka spraw i się przebrać.-powiedział podnosząc ręce w obronie.
-To ja przepraszam...-powiedziałam opuszczając głowę.-nie powinnam na ciebie naskakiwać.
-Skarbie...-podszedł do mnie bliżej i podniósł mój podbródek.-Co się stało?-spytał z troską.
-Nic...-powiedziałam i dałam mu buziaka stając leciutko na palcach.
-Nie mów "nic" jak widzę, że coś cię gryzie.- nie chciał odpuścić.
-Miałam zły dzień i nic więcej.-skłamałam. Ten dzień był dobry do czasu spotkania z tą żmiją.
Nie chciałam ciągnąć tego tematu. Kolejna gadka o zazdrości i o Selenie to by zepsuło kolejny dzień do końca. Wtuliłam się w niego, a on oparł brodę o moją głowę. Staliśmy tak przez chwilę w ciszy. Słyszałam bicie jego serca, było takie spokojne.
Po chwili wyszliśmy z sali i Justin mnie pocałował. Nie chciałam tego przerywać, ale ktoś mógł nas zobaczyć, dlatego uśmiechnęłam się do niego i szepnęłam "Kocham cię", po czym on się uśmiechnął i ruszyliśmy na stołówkę. Rozmawialiśmy o tańcu, przyszłości, o nas i zajadaliśmy kanapki z serem i szynką.
Zapomniałam już o wszystkich problemach i cieszyłam się chwilą spędzoną z moim szatynem.
Miałam ochotę rzucić się na niego, tulić, całować i nie odkleić się od niego już nigdy.
Jest dla mnie wszystkim i nie wiem co by było gdybym go nie miała.
Po długiej rozmowie i wzajemnym rozbawianiu się zrobiło się późno i poszliśmy do pokoju Justina.
Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Nagle poczułam, że coś mnie przygniata do materaca. To był Justin, leżał na mnie i cwaniacko się uśmiechał.
-Ciężki jesteś, wiesz?-podniosłam brwi patrząc mu w oczy.
-Wcale, że nie.-powiedział jak małe dziecko.
-Justin! Złaź!-ale nie posłuchał w zamian dostałam tylko buziaka i położył głowę na mojej klatce piersiowej, udając, że śpi.
-Nie udawaj! Wiem, że nie śpisz! Złaź ze mnie, wariacie.-powiedziałam i próbowałam go z siebie zrzucić, ale był za ciężki.
-Kocham cię.-wyszeptał.
-Ja ciebie nie.-powiedziałam zadziornie, a on gwałtownie podniósł głowę.
-Jak to nie?-spytał zdziwiony
-No nie!-powiedziałam i odwróciłam wzrok.
-Jesteś tego pewna?-spytał, ale ja nie odpowiedziałam, udając obrażoną.
Nagle poczułam jak ze mnie schodzi i kładzie się obok mnie, tuląc mnie w tali.
-Kochasz mnie?-wyszeptał i przyciągnął mnie bliżej siebie.
-Nie!-nie odwracając się, powstrzymując od śmiechu i drażniąc się z nim nadal leżałam w bezruchu.
-Ale ja cie kocham-powiedział i przytulił mnie mocniej
-A ja ciebie nie.-powtórzyłam i czekałam na jego reakcje.
-Kochanie...-powiedział i pocałował mnie w ramię, przechodząc na szyję.-skarbie...-wyszeptał-Misiu...-mówił i nie przestawał całować mojej szyi.
Leżałam i nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. On tak słodko mówił swoim zachrypniętym głosem, ale chciałam go jeszcze podręczyć.
-Nadal mnie nie kochasz?-spytał obracając mnie tak, że patrzeliśmy sobie prosto w oczy.
-Tak.-powiedziałam ledwo powstrzymując się od śmiechu.
Schylił się i nosem przetarł mój policzek, przechodząc do ucha.-"Skarbie.."-wyszeptał na co ja lekko drgnęłam.-"Wiesz co?"-znów się pocałował moją szyję.-"I tak wiem, że mnie kochasz"-wyszeptał, a ja poczułam na mojej szyi jego cwaniacki uśmieszek. Podniosłam do góry brwi i otworzyłam buzię. Odepchnęłam go tak, że patrzał mi w oczy.
-Skąd ta pewność?-spytałam
-Bo wiem. Widzę jak na ciebie działam.-powiedział i chciał znów pocałować moją szyję, ale nie pozwoliłam na to.
-Czyli jak?-spytałam trzymając rękę na jego torsie.
-Twoje serce szybciej bije, gdy do ciebie mówię i całuję cię w szyję drgasz, a gdy patrzę ci w oczy uśmiechasz się, a w twoich oczach widzę iskierki.-powiedział, pocałował mnie w usta i wstał.
-Aha.-zaczerwieniłam się i zakryłam głowę poduszką.
-Zapomniałem dodać, że gdy cię komplementuję to się czerwienisz.-nawet się nie odwracając dodał i wszedł do łazienki.
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Rozdział 24
(oczami Justina)
-No hej Jay.-powiedziała obracając mnie w swoją stronę.
-Co chciałaś?-spytałem łagodnie.
-Co do wczorajszego wieczoru..
-Nie ważne, to był błąd. Nie powinniśmy, nie powinienem był przychodzić.-dokończyłem próbując zakończyć temat i odejść.
-Nie sądzę, że to był błąd.-nagle powiedziała wciąż nie pozwalając mi odejść.
-Słuchaj Sel...
-Nikomu nie musimy o tym mówić. Lubię cię i to bardzo i po wczorajszym wieczorze...
-Proszę, przestań!-powiedziałem i poszedłem do sali.
Myślami znów byłem gdzie indziej. Wciąż myślałem:"Selena, Meg, Meg, Selena", ale wszyscy wiemy, że kocham Meg. Ona jest dla mnie najważniejsza. To co stało się wczoraj było błędem i nie powinno się wydarzyć. Muszę odizolować się od ciemnowłosej nauczycielki i skupić się na swoim związku.
Nie potrzebnie poszedłem do pokoju Sel. Teraz chce tylko wrócić do pokoju i przytulić moją ukochaną. Chce zapomnieć o kłopotach i przykrościach, i skupić się na pozytywach, czyli Meg. Ona sprawia, że się uśmiecham i mam ochotę codziennie wstawać z łóżka. Wcześniej robiłem to z przyzwyczajenia, a teraz, gdy ona jest obok, wstaje dla przyjemności, by znów zobaczyć jej uśmiech.
*****
(oczami Megan)
I co ja mam ze sobą zrobić? Mam się nudzić? Przez tą nogę nie mogę robić tego co kocham-tańczyć.
Tak mi tego brakuje. Nagle ktoś otworzył drzwi, przestraszyłam się i podskoczyłam. Wzięłam głęboki wdech i po zobaczeniu Lisy odrazy z ulgą wypuściłam powietrze.
-Co ty tutaj robisz?-spytałam podnosząc głos.
-Przyszłam cię odwiedzić i przekazać wiadomość od twojego ukochanego.-powiedziała i położyła ręce na biodrach.
-Jaką?-spytałam łagodniej, czekając by kontynuowała
-Martwi się o ciebie, mówi, że cie kocha i chce żebyś do niego napisała sms, że wszystko w porządku, bo odchodzi od zmysłów.-powiedziała na jednym wdechu
-Podasz mi telefon?-spytałam pokazując na stolik.
-jasne.-odpowiedziała i szybkim ruchem podała mi telefon- A jak się czujesz?-spytała siadając koło mnie.
-Dobrze, już lepiej.-powiedziałam pisząc z skupieniem wiadomość do szatyna
-A...-przerwała nie wiedząc czy może mówić dalej, po chwili kontynuowała-A jak to się stało, że..... masz w nogę w gipsie?-spytała pokazując na miejsce złamania.
-Biegłam korytarzem i się potknęłam. Upadłam i złamałam nogę.-powiedziałam ogólnie nie chcą znów wracać do tamtego wieczoru i opowiadać jej wszystkiego.
-Aha...-chyba uwierzyła, bo nie zadawała więcej pytań.- Zrobić coś dla ciebie?-spytała zmieniając temat.
-Mam ochotę stąd wyjść.-powiedziałam z oburzeniem.
-To chodźmy.-powiedziała podając mi kule.
-Ale...
-Ale, co? Daj spokój, choć.-powiedziała i pomogła mi wstać
Wyszłyśmy z pokoju i powolnym krokiem skierowaliśmy się w stronę sali Justina. Przez lekko otwarte drzwi widziałam, jak tańczy. On tyle pasji i miłości wkłada w każdy ruch. To naprawdę wspaniały tancerz i mimo tego co myślałam o nim na początku, to wiem, że inni powinni się od niego uczyć.
-Co tutaj robimy?-spytałam zaciekawiona.-Dlaczego się tu zatrzymaliśmy?
-On za tobą tęskni i nie może się skupić, więc przyprowadziłam cię do niego.-powiedziała zadowolona z siebie.
-Tak, ale...
-Spokojnie, możemy wejść. To są zajęcia otwarte, czyli każdy może przyjść pooglądać.-powiedziała i otworzyła szerzej drzwi.
Weszliśmy do sali, a oczy wszystkich tancerzy wylądowały na mnie. Justin nie widział co powiedzieć. Nagle zapomniał wszystkich kroków i stanął w miejscu nie odrywając ode mnie wzroku.
-Ćwiczcie dalej.-krzyknął do reszty i podszedł do mnie.-Hej skarbie.-wyszeptał tak bym tylko ja to usłyszała
-Hej, nie przeszkadzam?-spytałam patrząc mu w oczy
-Oczywiście, że nie.-odpowiedział i chciał mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
-Justin, nie tutaj.-powiedziałam rozglądając się po sali czy nikt nie widział
-A, tak, przeprasza, zapomniałem.-powiedział i podrapał się po karku.-Stęskniłem się.-wyszeptał
-Ja też, ale wracaj do zajęć.-powiedziałam i popchnęłam go, aby wrócił na swoje miejsce.
Usiadłam na krześle i wpatrywałam się w Justina. Tym razem był uśmiechnięty i pełen energii. Wciąż na mnie zerkał, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Przez kilka minut nie odrywałam od niego wzroku, ale po chwili poczułam, że ktoś i mnie obserwuje. To była Selena. Stała w roku i mrużyła oczy. Wyglądało to jakby chciała mnie zabić. Próbując nie zwracać na nią uwagi wróciłam do poprzedniej czynności, czyli wpatrywania się w mojego chłopaka.
Po zajęciach Justin po raz ostatni się uśmiechnął i pokazał, żebym na niego zaczekała. Tak zrobiłam, czekałam w tym samym miejscu gdzie siedziałam przez cały czas. Zauważyłam, że gdy wszyscy wyszli z sali, Selena zaczęła dumnie iść w moją stronę, wciąż na twarzy mając zabójczą minę.
-Co ty tutaj robisz?-spytałam podnosząc głos.
-Przyszłam cię odwiedzić i przekazać wiadomość od twojego ukochanego.-powiedziała i położyła ręce na biodrach.
-Jaką?-spytałam łagodniej, czekając by kontynuowała
-Martwi się o ciebie, mówi, że cie kocha i chce żebyś do niego napisała sms, że wszystko w porządku, bo odchodzi od zmysłów.-powiedziała na jednym wdechu
-Podasz mi telefon?-spytałam pokazując na stolik.
-jasne.-odpowiedziała i szybkim ruchem podała mi telefon- A jak się czujesz?-spytała siadając koło mnie.
-Dobrze, już lepiej.-powiedziałam pisząc z skupieniem wiadomość do szatyna
-A...-przerwała nie wiedząc czy może mówić dalej, po chwili kontynuowała-A jak to się stało, że..... masz w nogę w gipsie?-spytała pokazując na miejsce złamania.
-Biegłam korytarzem i się potknęłam. Upadłam i złamałam nogę.-powiedziałam ogólnie nie chcą znów wracać do tamtego wieczoru i opowiadać jej wszystkiego.
-Aha...-chyba uwierzyła, bo nie zadawała więcej pytań.- Zrobić coś dla ciebie?-spytała zmieniając temat.
-Mam ochotę stąd wyjść.-powiedziałam z oburzeniem.
-To chodźmy.-powiedziała podając mi kule.
-Ale...
-Ale, co? Daj spokój, choć.-powiedziała i pomogła mi wstać
Wyszłyśmy z pokoju i powolnym krokiem skierowaliśmy się w stronę sali Justina. Przez lekko otwarte drzwi widziałam, jak tańczy. On tyle pasji i miłości wkłada w każdy ruch. To naprawdę wspaniały tancerz i mimo tego co myślałam o nim na początku, to wiem, że inni powinni się od niego uczyć.
-Co tutaj robimy?-spytałam zaciekawiona.-Dlaczego się tu zatrzymaliśmy?
-On za tobą tęskni i nie może się skupić, więc przyprowadziłam cię do niego.-powiedziała zadowolona z siebie.
-Tak, ale...
-Spokojnie, możemy wejść. To są zajęcia otwarte, czyli każdy może przyjść pooglądać.-powiedziała i otworzyła szerzej drzwi.
Weszliśmy do sali, a oczy wszystkich tancerzy wylądowały na mnie. Justin nie widział co powiedzieć. Nagle zapomniał wszystkich kroków i stanął w miejscu nie odrywając ode mnie wzroku.
-Ćwiczcie dalej.-krzyknął do reszty i podszedł do mnie.-Hej skarbie.-wyszeptał tak bym tylko ja to usłyszała
-Hej, nie przeszkadzam?-spytałam patrząc mu w oczy
-Oczywiście, że nie.-odpowiedział i chciał mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
-Justin, nie tutaj.-powiedziałam rozglądając się po sali czy nikt nie widział
-A, tak, przeprasza, zapomniałem.-powiedział i podrapał się po karku.-Stęskniłem się.-wyszeptał
-Ja też, ale wracaj do zajęć.-powiedziałam i popchnęłam go, aby wrócił na swoje miejsce.
Usiadłam na krześle i wpatrywałam się w Justina. Tym razem był uśmiechnięty i pełen energii. Wciąż na mnie zerkał, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Przez kilka minut nie odrywałam od niego wzroku, ale po chwili poczułam, że ktoś i mnie obserwuje. To była Selena. Stała w roku i mrużyła oczy. Wyglądało to jakby chciała mnie zabić. Próbując nie zwracać na nią uwagi wróciłam do poprzedniej czynności, czyli wpatrywania się w mojego chłopaka.
Po zajęciach Justin po raz ostatni się uśmiechnął i pokazał, żebym na niego zaczekała. Tak zrobiłam, czekałam w tym samym miejscu gdzie siedziałam przez cały czas. Zauważyłam, że gdy wszyscy wyszli z sali, Selena zaczęła dumnie iść w moją stronę, wciąż na twarzy mając zabójczą minę.
sobota, 13 kwietnia 2013
Rozdział 23
Obudziłam się wypoczęta. Noga mnie mnie nie bolała, a w nocy spałam jak aniołek. Zdziwiło mnie tylko to, że Justina nie było w pokoju. Może go wczoraj za ostro potraktowałam i teraz się obraził? Nie wiem...
Chciałabym by był teraz tu ze mną i żeby mnie przytulił. Kocham go i nie potrafię się na niego długo gniewać. Po za tym przemyślałam sobie wszystko i w sumie to nic złego nie zrobił. Śmiali się tylko, mimo iż w nie takiej pozycji jak powinni, ale nie wiem co dokładnie się wydarzyło. Nie dałam mu szansy wytłumaczyć.
Może to tylko nieporozumienie...., ale gdzie on teraz jest?
Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do pokoju, szybko położyłam się na poduszce i udawałam, że przed chwilą się obudziłam.
-Obudziłem cię?Przepraszam, już wychodzę, tylko nie bądź już taka smutna jak wczoraj.-powiedział i odłożył jakieś torby na stole obok łóżka.
-Nic się nie stało.-odpowiedziałam
Chyba rzeczywiście trochę ostro go potraktowałam. Był zdezorientowany i smutny. Nie wiedział o co mi chodziło i czuł się winny.
-Przyniosłem ci coś do jedzenia.-powiedział i wyciągnął pojemnik z sałatką.-Taka jak lubisz.-otworzył i podał mi widelec.
-Dziękuję, ale...
-Co? Coś nie tak? Nie smakuje? To nie ta? Przepraszam, zaraz przyniosę inną.-przerwał mi.
-Nie. To nie o to chodzi. Wszystko z nią w porządku, ale czemu jesteś dla mnie taki kochany? Ja cię tak źle potraktowałam, a ty mi śniadanie do łóżka przynosisz?-spytałam zdziwiona
-Kocham cię skarbie i martwię się o ciebie. Od wczoraj jesteś zła i nie wiem na co. Nie chce się z tobą kłócić.-powiedział i usiadł koło mnie.
-Ja...-wiedziałam, że mu przykro i gdyby mnie zdradził to już by mnie zostawił. Kocha mnie i wiem, że tamto zdarzenie to był przypadek.Postanowiłam mu powiedzieć prawdę.-Ja... widziałam cię tamtego wieczoru z Selenom.-powiedziałam na jednym wdechu i odwróciłam wzrok.
-Ale...
-Chciałam z tobą porozmawiać o niej, więc cię szukałam i znalazłam, ale w złym miejscu i czasie.Widziałam jak ona...-czułam jak łza spływa mi po policzku.-Ale przemyślałam wszystko i wiem, że mnie kochasz. Nie zrobiłbyś mi tego i nie zdradziłbyś mnie. Prawda?
-Oczywiście, że tak. Kocham cię i zawszę będę przy tobie. Ale...-przerwał wycierając moją łzę z policzka.-Czemu chciałaś ze mną porozmawiać o Selenie?-spytał zaciekawiony.
-Bo...-zrobiło mi się trochę głupio, bo sama mu wytykałam, że był zazdrosny, a sama to zrobiłam.
-Chyba nie byłaś zazdrosna, co?-spytał z cwaniackim uśmieszkiem, a ja się zaczerwieniłam.
-Ojj... przepraszam, ale ona jest ładna i jest nauczycielką. No i pomyślałam, że wolisz być z nią, bo nie musiałbyś się ukrywać i mógłbyś być w pełni szczęśliwy.-powiedziałam z opuszczoną głową.
-Kochanie, jestem szczęśliwy. Mam ciebie i niczego więcej mi nie trzeba.-przytulił mnie i pocałował w czoło.
-Teraz to wiem.-powiedziałam patrząc mu prosto w oczy.-Kocham cię.-wyszeptałam wtulając się w jego tors.
-Ja ciebie bardzie.-odpowiedział i przytulił mnie jeszcze mocniej.
-Mogę cię o coś poprosić?-spytałam z lekkim strachem.
-Oczywiście kochanie.-powiedział zaciekawiony co miałam mu do powiedzienia.
-No, bo...-wydukałam i z nerwów bawiłam się palcami.-Mógłbyś powiedzieć Lisie co mi jest? Powiedz jej, że dzisiaj wrócę do niej do pokoju.-powiedziałam, a Justin podniósł brwi.
-Ooo... nie kochanie.-powiedział, a ja się zdziwiłam.-Nigdzie nie pójdziesz, zostajesz tutaj, u mnie i ja się tobą zajmę.-powiedział i wstał z łóżka.- Powiem jej co ci jest, ale zostajesz tutaj.
To nie była raczej prośba, więc uśmiechnęłam się i pokiwałam głową, że się zgadzam. Justin podał mi sałatkę i dał mi buziaka. Poszedł do łazienki przebrać się i wyszedł na zajęcia. Właśnie sobie przypomniałam, że ciuchy, które miał na sobie przed wejściem do łazienki, to te same co miał wczoraj. To co on robił całą noc? Nie spał? Gdzie był? Te pytania łaziły mi po głowie, ale po chwili uspokoiłam się. Przecież on mnie kocha i pewnie siedział przy mnie i się cały czas martwił. Nie potrzebnie panikuję.
(Oczami Justina)
Wyszedłem z pokoju, przeczesałem włosy ręką i poszedłem do sali. Wciąż myślałem o Meg. Nie wiem co robi, czy wszystko dobrze i czy niczego jej nie brakuję. Mimo iż zajęcia trwały dwie godziny, to dla mnie było jak wieczność. Nie mogłem się skupić na niczym. Byłem zdekoncentrowany i myliłem kroki.
Po treningu przed salą spotkałem Lise.
-Hej, mam wiadomość od Megan.-powiedziałam
-Meg? Nic jej nie jest? Gdzie ona jest?-spytała przestraszona
-Nic jej nie jest, ale ma złamaną nogę i nie może teraz tańczyć. Jest u mnie w pokoju.-powiedziałem próbując ją uspokoić.
-Ale... co się stało?-spytała zaskoczona
-Długa historia.-powiedziałem nie chcąc teraz jej tego tłumaczyć.-Ale mam prośbę.-powiedziałem
-Jaką?-spytała zaciekawiona.
-Mogłabyś pójść do niej i zobaczyć czy wszystko w porządku? Tęsknie za nią i nie chce by czegoś jej brakowało.-wytłumaczyłem.
-Pewnie, że pójdę.-powiedziała zachwycona.
-Tak? Powiedz jej, że ją kocham i że ma napisać mi sms, żebym się nie martwił.
-Dobrze, przekaże.-powiedziała i odeszła z uśmiechem na twarzy.
Już miałem iść na kolejne zajęcia, gdy ktoś mnie złapał za nadgarstek.
-Hej Selena.-powiedziałem z lekkim szokiem.
Chciałabym by był teraz tu ze mną i żeby mnie przytulił. Kocham go i nie potrafię się na niego długo gniewać. Po za tym przemyślałam sobie wszystko i w sumie to nic złego nie zrobił. Śmiali się tylko, mimo iż w nie takiej pozycji jak powinni, ale nie wiem co dokładnie się wydarzyło. Nie dałam mu szansy wytłumaczyć.
Może to tylko nieporozumienie...., ale gdzie on teraz jest?
Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do pokoju, szybko położyłam się na poduszce i udawałam, że przed chwilą się obudziłam.
-Obudziłem cię?Przepraszam, już wychodzę, tylko nie bądź już taka smutna jak wczoraj.-powiedział i odłożył jakieś torby na stole obok łóżka.
-Nic się nie stało.-odpowiedziałam
Chyba rzeczywiście trochę ostro go potraktowałam. Był zdezorientowany i smutny. Nie wiedział o co mi chodziło i czuł się winny.
-Przyniosłem ci coś do jedzenia.-powiedział i wyciągnął pojemnik z sałatką.-Taka jak lubisz.-otworzył i podał mi widelec.
-Dziękuję, ale...
-Co? Coś nie tak? Nie smakuje? To nie ta? Przepraszam, zaraz przyniosę inną.-przerwał mi.
-Nie. To nie o to chodzi. Wszystko z nią w porządku, ale czemu jesteś dla mnie taki kochany? Ja cię tak źle potraktowałam, a ty mi śniadanie do łóżka przynosisz?-spytałam zdziwiona
-Kocham cię skarbie i martwię się o ciebie. Od wczoraj jesteś zła i nie wiem na co. Nie chce się z tobą kłócić.-powiedział i usiadł koło mnie.
-Ja...-wiedziałam, że mu przykro i gdyby mnie zdradził to już by mnie zostawił. Kocha mnie i wiem, że tamto zdarzenie to był przypadek.Postanowiłam mu powiedzieć prawdę.-Ja... widziałam cię tamtego wieczoru z Selenom.-powiedziałam na jednym wdechu i odwróciłam wzrok.
-Ale...
-Chciałam z tobą porozmawiać o niej, więc cię szukałam i znalazłam, ale w złym miejscu i czasie.Widziałam jak ona...-czułam jak łza spływa mi po policzku.-Ale przemyślałam wszystko i wiem, że mnie kochasz. Nie zrobiłbyś mi tego i nie zdradziłbyś mnie. Prawda?
-Oczywiście, że tak. Kocham cię i zawszę będę przy tobie. Ale...-przerwał wycierając moją łzę z policzka.-Czemu chciałaś ze mną porozmawiać o Selenie?-spytał zaciekawiony.
-Bo...-zrobiło mi się trochę głupio, bo sama mu wytykałam, że był zazdrosny, a sama to zrobiłam.
-Chyba nie byłaś zazdrosna, co?-spytał z cwaniackim uśmieszkiem, a ja się zaczerwieniłam.
-Ojj... przepraszam, ale ona jest ładna i jest nauczycielką. No i pomyślałam, że wolisz być z nią, bo nie musiałbyś się ukrywać i mógłbyś być w pełni szczęśliwy.-powiedziałam z opuszczoną głową.
-Kochanie, jestem szczęśliwy. Mam ciebie i niczego więcej mi nie trzeba.-przytulił mnie i pocałował w czoło.
-Teraz to wiem.-powiedziałam patrząc mu prosto w oczy.-Kocham cię.-wyszeptałam wtulając się w jego tors.
-Ja ciebie bardzie.-odpowiedział i przytulił mnie jeszcze mocniej.
-Mogę cię o coś poprosić?-spytałam z lekkim strachem.
-Oczywiście kochanie.-powiedział zaciekawiony co miałam mu do powiedzienia.
-No, bo...-wydukałam i z nerwów bawiłam się palcami.-Mógłbyś powiedzieć Lisie co mi jest? Powiedz jej, że dzisiaj wrócę do niej do pokoju.-powiedziałam, a Justin podniósł brwi.
-Ooo... nie kochanie.-powiedział, a ja się zdziwiłam.-Nigdzie nie pójdziesz, zostajesz tutaj, u mnie i ja się tobą zajmę.-powiedział i wstał z łóżka.- Powiem jej co ci jest, ale zostajesz tutaj.
To nie była raczej prośba, więc uśmiechnęłam się i pokiwałam głową, że się zgadzam. Justin podał mi sałatkę i dał mi buziaka. Poszedł do łazienki przebrać się i wyszedł na zajęcia. Właśnie sobie przypomniałam, że ciuchy, które miał na sobie przed wejściem do łazienki, to te same co miał wczoraj. To co on robił całą noc? Nie spał? Gdzie był? Te pytania łaziły mi po głowie, ale po chwili uspokoiłam się. Przecież on mnie kocha i pewnie siedział przy mnie i się cały czas martwił. Nie potrzebnie panikuję.
(Oczami Justina)
Wyszedłem z pokoju, przeczesałem włosy ręką i poszedłem do sali. Wciąż myślałem o Meg. Nie wiem co robi, czy wszystko dobrze i czy niczego jej nie brakuję. Mimo iż zajęcia trwały dwie godziny, to dla mnie było jak wieczność. Nie mogłem się skupić na niczym. Byłem zdekoncentrowany i myliłem kroki.
Po treningu przed salą spotkałem Lise.
-Hej, mam wiadomość od Megan.-powiedziałam
-Meg? Nic jej nie jest? Gdzie ona jest?-spytała przestraszona
-Nic jej nie jest, ale ma złamaną nogę i nie może teraz tańczyć. Jest u mnie w pokoju.-powiedziałem próbując ją uspokoić.
-Ale... co się stało?-spytała zaskoczona
-Długa historia.-powiedziałem nie chcąc teraz jej tego tłumaczyć.-Ale mam prośbę.-powiedziałem
-Jaką?-spytała zaciekawiona.
-Mogłabyś pójść do niej i zobaczyć czy wszystko w porządku? Tęsknie za nią i nie chce by czegoś jej brakowało.-wytłumaczyłem.
-Pewnie, że pójdę.-powiedziała zachwycona.
-Tak? Powiedz jej, że ją kocham i że ma napisać mi sms, żebym się nie martwił.
-Dobrze, przekaże.-powiedziała i odeszła z uśmiechem na twarzy.
Już miałem iść na kolejne zajęcia, gdy ktoś mnie złapał za nadgarstek.
-Hej Selena.-powiedziałem z lekkim szokiem.
piątek, 12 kwietnia 2013
Rozdział 22
Obudził mnie okropny ból w kostce. Czułam się fatalnie, gardło, głowa, noga, wszystko mnie bolało. Nagle ktoś poszedł do mnie i położył swoją rękę na moich plecach.
-Wszystko w porządku?-usłyszałam znajomy mi głos i otworzyłam szeroko oczy.
-Tak, nie, nie wiem, wszystko mnie boli, ale....-przerwałam rozglądając się po pokoju.-co ja tutaj robię?-spytałam zdezorientowana.
-Znalazłem cię na korytarzu całą we łzach, więc przyniosłem cię tutaj.-powiedział szatyn
-Ja... ja muszę iść.-przypominając sobie wczorajsze zdarzenia, chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść.
-Ale...-nie dokończył, bo gdy spróbowałam stanąć na nogi upadłam, a noga znów zaczęła boleć.-Skarbie nic ci nie jest?-spytał kładąc mnie na łóżku.
-Nic, zostaw mnie.-powiedziałam zła na niego.
-Co się dzieje? Co zrobiłem?-spytał zdezorientowany
-Ty...aaałł!-krzyknęłam gdy kostka zakuła jeszcze mocniej.
-Lekarz musi to zobaczyć. Poczekaj.-powiedział i wyszedł.
Nie wiedziałam, gdzie poszedł i po co wyszedł, ale gdy nie było go w pokoju mogłam spokojnie pomyśleć nad tym co wczoraj widziałam i czy powiedzieć o tym Justinowi. Miałam mętlik w głowie i nie wiedziałam co zrobić. Nagle drzwi się otworzyły, a do pokoju wbiegł Justin i jakiś mężczyzna.
-Tutaj panie Brown.-powiedział Justin i pokazał na mnie.
-Dziękuję.-powiedział i podszedł do mnie bliżej.- Jak masz na imię?-spytał patrząc w moje przestraszone oczy
-M-Megan.-wyjąkałam
-Nie bój się, to lekarz, on ci pomoże.-uspokajał mnie Justin siadając obok mnie.
-Zobaczmy...-powiedział mężczyzna lekko dotykając mojej nogi.
-Ałł!-krzyknęłam, a na moim policzku pojawiła się łza.
-Spokojnie..-powiedział szatyn i objął mnie swoją ręką.
-Złamana.-powiedział lekarz szukając czegoś w swojej walizce.-Jak to się stało?-spytał z zaciekawieniem.
-Ja... ja biegłam korytarzem i płakałam. Potknęłam się i upadłam, a moja noga nagle zaczęła boleć.-wytłumaczyłam nie patrząc na Justina, bo wiedziałam, że on właśnie na mnie patrzy.
-Aha...-powiedział mężczyzna w okularach i wyciągnął bandaż.-Zawinę ci nogę bandażem, ale najlepiej by było gdybyś pojechała do szpitala, gdzie założą ci gips.
-Dob...
-Zawiozę ją zaraz gdy pan skończy.-przerwał mi Justin i przytulił mnie mocniej.
-A.... A jak to się stało, że ta uczennica jest u pana, panie Bieber?-spytał z zaciekawieniem lekarz.
-Ona.... ja... znalazłem ją na korytarzu i przyniosłem do siebie. Było późno, ona spała, więc nie chciałem jej budzić. Rano obudziła się z bólem, więc pana wezwałem.-wytłumaczył szatyn przegryzając wnętrze policzka
-Aha...-wzdychając głośno dodał.-Skończyłem, a ty młoda damo.-spojrzał się na mnie i pokazał palcem.-Zero tańczenia i biegania po korytarzu.-uśmiechnął się lekko.-Zdrowiej szybko i miłego dnia.-powiedział i wyszedł.
-Chodź.-powiedział Justin, stając przede mną podał mi rękę.
-Ale gdzie?-spytałam zdziwiona
-Do szpitala, trzeba to opatrzyć.-powiedział
-Dobrze, ale nie mogę chodzić.-powiedziałam jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Wiem, dlatego cię zaniosę.-powiedział i schylił się by mnie podnieść.
Owinęłam ręce wokół jego szyi i wtuliłam się w jego tors. Nie patrząc na niego wiedziałam, że w tym momencie się cwaniacko uśmiechnął. Zamknął za sobą drzwi i bez żadnych rozmów kierowaliśmy się w stronę parkingu. Dziwiłam się, że się jeszcze nie zmęczył. Byłam ciężka, a do samochodu trochę drogi było.
Lekko się schylił nie puszczając mnie otworzył drzwi od samochodu i położył mnie na siedzeniu.
-Dzięki.-wyszeptałam, a on zamknął z uśmiechem drzwi i wsiadł na miejsce kierowcy.
Nie patrząc na niego wciąż po głowie chodziły mi myśli z wczorajszego wieczoru. Odwróciłam głowę w stronę okna i przez całą drogę wpatrywałam się w mijane przez nas miejsca. Justin też nic nie mówił, ale wiedziałam, że się martwił, bo chwilami głośno oddychał i czułam jego wzrok na sobie.
Zaparkował z tyłu, tak by żaden paparazzi nie dopadł nas, albo jakieś fanki nie zaczęły szaleć. Wyciągnął mnie z samochodu i wszedł tylnym wejście. Rozejrzał się po korytarzu i dostrzegł jednego lekarza.
-Doktorze.-krzyknął
-Tak?-spytał podchodząc do nas z lekkim szokiem
-Ona potrzebuje pomocy. Proszę się nią zająć.-powiedział zmartwiony Bieber.
-Dobrze, proszę tenty.-powiedział lekarz pokazując na jedną z sal.
-Wszystko będzie dobrze kochanie.-wyszeptał mi do ucha i położył na jednym z łóżek.
-A więc co się stało?-spytał lekarz siadając koło mnie.
-Złamałam nogę i lekarz, który opatrzył mnie powiedział, że mamy przyjechać tutaj, by założyli mi gips.-odpowiedziałam na jednym wdechu.
-Dobrze.-odpowiedział i poszedł po przyrządy
Trochę bolało, ale gdy było po wszystkim poczułam ulgę. Justin przez cały czas trzymał mnie za rękę i chyba był bardziej przestraszony ode mnie. Lekarz podał mi kule i podziękował, a następnie wyszedł zostawiając nas samych.
-Pomóc ci?-spytał zmartwiony
-Nie. Dam radę-powiedziałam podnosząc lekko głos.
Odsunął się o krok i podniósł ręce. Gdy koło niego przeszłam szedł za mną patrząc czy wszystko w porządku. Pilnował bym nie upadła. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy.
-Wszystko w porządku kochanie?-spytał wpatrzony w drogę.
-Tak.-odpowiedziałam, a raczej odpyskowałam w ogóle na niego nie patrząc.
-Widzę, że coś cie gryzie, możesz mi powiedzieć.-powiedział przeczesując ręką swoje włosy.
-Mówię, że to nic takiego!-krzyknęłam i nastała chwila ciszy.-Jestem zmęczona, chce wrócić do pokoju.-powiedziałam zniżając ton.
Justin wjechał na parking i zaparkował tam gdzie wcześniej. Wysiadł z auta, po czym pomógł zrobić mi to samo. Ruszyłam w stronę pokoju, ale po chwili zatrzymałam się przed pokojem Justina. Byłam na niego zła, ale było bardzo wcześnie rano, a nie miałam kluczy. Lisa zabiłaby mnie za to, ze ją obudziłam i jeszcze zaczęłaby się zamartwiać co mi się stało.Nie chciałam kolejnych pytań, więc postanowiłam zostać u Justina.
Weszliśmy do środka, a ja bez słowa usiadłam na łóżku. Szatyn bez żadnych emocji na twarzy odłożył kluczyki i wszedł do łazienki. Chyba był na mnie zły, ale gdyby wiedział co myślę to wtedy zrozumiałby dlaczego go tak traktuje. Usłyszałam jak wchodzi pod prysznic, więc ściągnęłam zbędne rzeczy i w samej bieliźnie położyłam się spać.
-Wszystko w porządku?-usłyszałam znajomy mi głos i otworzyłam szeroko oczy.
-Tak, nie, nie wiem, wszystko mnie boli, ale....-przerwałam rozglądając się po pokoju.-co ja tutaj robię?-spytałam zdezorientowana.
-Znalazłem cię na korytarzu całą we łzach, więc przyniosłem cię tutaj.-powiedział szatyn
-Ja... ja muszę iść.-przypominając sobie wczorajsze zdarzenia, chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść.
-Ale...-nie dokończył, bo gdy spróbowałam stanąć na nogi upadłam, a noga znów zaczęła boleć.-Skarbie nic ci nie jest?-spytał kładąc mnie na łóżku.
-Nic, zostaw mnie.-powiedziałam zła na niego.
-Co się dzieje? Co zrobiłem?-spytał zdezorientowany
-Ty...aaałł!-krzyknęłam gdy kostka zakuła jeszcze mocniej.
-Lekarz musi to zobaczyć. Poczekaj.-powiedział i wyszedł.
Nie wiedziałam, gdzie poszedł i po co wyszedł, ale gdy nie było go w pokoju mogłam spokojnie pomyśleć nad tym co wczoraj widziałam i czy powiedzieć o tym Justinowi. Miałam mętlik w głowie i nie wiedziałam co zrobić. Nagle drzwi się otworzyły, a do pokoju wbiegł Justin i jakiś mężczyzna.
-Tutaj panie Brown.-powiedział Justin i pokazał na mnie.
-Dziękuję.-powiedział i podszedł do mnie bliżej.- Jak masz na imię?-spytał patrząc w moje przestraszone oczy
-M-Megan.-wyjąkałam
-Nie bój się, to lekarz, on ci pomoże.-uspokajał mnie Justin siadając obok mnie.
-Zobaczmy...-powiedział mężczyzna lekko dotykając mojej nogi.
-Ałł!-krzyknęłam, a na moim policzku pojawiła się łza.
-Spokojnie..-powiedział szatyn i objął mnie swoją ręką.
-Złamana.-powiedział lekarz szukając czegoś w swojej walizce.-Jak to się stało?-spytał z zaciekawieniem.
-Ja... ja biegłam korytarzem i płakałam. Potknęłam się i upadłam, a moja noga nagle zaczęła boleć.-wytłumaczyłam nie patrząc na Justina, bo wiedziałam, że on właśnie na mnie patrzy.
-Aha...-powiedział mężczyzna w okularach i wyciągnął bandaż.-Zawinę ci nogę bandażem, ale najlepiej by było gdybyś pojechała do szpitala, gdzie założą ci gips.
-Dob...
-Zawiozę ją zaraz gdy pan skończy.-przerwał mi Justin i przytulił mnie mocniej.
-A.... A jak to się stało, że ta uczennica jest u pana, panie Bieber?-spytał z zaciekawieniem lekarz.
-Ona.... ja... znalazłem ją na korytarzu i przyniosłem do siebie. Było późno, ona spała, więc nie chciałem jej budzić. Rano obudziła się z bólem, więc pana wezwałem.-wytłumaczył szatyn przegryzając wnętrze policzka
-Aha...-wzdychając głośno dodał.-Skończyłem, a ty młoda damo.-spojrzał się na mnie i pokazał palcem.-Zero tańczenia i biegania po korytarzu.-uśmiechnął się lekko.-Zdrowiej szybko i miłego dnia.-powiedział i wyszedł.
-Chodź.-powiedział Justin, stając przede mną podał mi rękę.
-Ale gdzie?-spytałam zdziwiona
-Do szpitala, trzeba to opatrzyć.-powiedział
-Dobrze, ale nie mogę chodzić.-powiedziałam jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Wiem, dlatego cię zaniosę.-powiedział i schylił się by mnie podnieść.
Owinęłam ręce wokół jego szyi i wtuliłam się w jego tors. Nie patrząc na niego wiedziałam, że w tym momencie się cwaniacko uśmiechnął. Zamknął za sobą drzwi i bez żadnych rozmów kierowaliśmy się w stronę parkingu. Dziwiłam się, że się jeszcze nie zmęczył. Byłam ciężka, a do samochodu trochę drogi było.
Lekko się schylił nie puszczając mnie otworzył drzwi od samochodu i położył mnie na siedzeniu.
-Dzięki.-wyszeptałam, a on zamknął z uśmiechem drzwi i wsiadł na miejsce kierowcy.
Nie patrząc na niego wciąż po głowie chodziły mi myśli z wczorajszego wieczoru. Odwróciłam głowę w stronę okna i przez całą drogę wpatrywałam się w mijane przez nas miejsca. Justin też nic nie mówił, ale wiedziałam, że się martwił, bo chwilami głośno oddychał i czułam jego wzrok na sobie.
Zaparkował z tyłu, tak by żaden paparazzi nie dopadł nas, albo jakieś fanki nie zaczęły szaleć. Wyciągnął mnie z samochodu i wszedł tylnym wejście. Rozejrzał się po korytarzu i dostrzegł jednego lekarza.
-Doktorze.-krzyknął
-Tak?-spytał podchodząc do nas z lekkim szokiem
-Ona potrzebuje pomocy. Proszę się nią zająć.-powiedział zmartwiony Bieber.
-Dobrze, proszę tenty.-powiedział lekarz pokazując na jedną z sal.
-Wszystko będzie dobrze kochanie.-wyszeptał mi do ucha i położył na jednym z łóżek.
-A więc co się stało?-spytał lekarz siadając koło mnie.
-Złamałam nogę i lekarz, który opatrzył mnie powiedział, że mamy przyjechać tutaj, by założyli mi gips.-odpowiedziałam na jednym wdechu.
-Dobrze.-odpowiedział i poszedł po przyrządy
Trochę bolało, ale gdy było po wszystkim poczułam ulgę. Justin przez cały czas trzymał mnie za rękę i chyba był bardziej przestraszony ode mnie. Lekarz podał mi kule i podziękował, a następnie wyszedł zostawiając nas samych.
-Pomóc ci?-spytał zmartwiony
-Nie. Dam radę-powiedziałam podnosząc lekko głos.
Odsunął się o krok i podniósł ręce. Gdy koło niego przeszłam szedł za mną patrząc czy wszystko w porządku. Pilnował bym nie upadła. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy.
-Wszystko w porządku kochanie?-spytał wpatrzony w drogę.
-Tak.-odpowiedziałam, a raczej odpyskowałam w ogóle na niego nie patrząc.
-Widzę, że coś cie gryzie, możesz mi powiedzieć.-powiedział przeczesując ręką swoje włosy.
-Mówię, że to nic takiego!-krzyknęłam i nastała chwila ciszy.-Jestem zmęczona, chce wrócić do pokoju.-powiedziałam zniżając ton.
Justin wjechał na parking i zaparkował tam gdzie wcześniej. Wysiadł z auta, po czym pomógł zrobić mi to samo. Ruszyłam w stronę pokoju, ale po chwili zatrzymałam się przed pokojem Justina. Byłam na niego zła, ale było bardzo wcześnie rano, a nie miałam kluczy. Lisa zabiłaby mnie za to, ze ją obudziłam i jeszcze zaczęłaby się zamartwiać co mi się stało.Nie chciałam kolejnych pytań, więc postanowiłam zostać u Justina.
Weszliśmy do środka, a ja bez słowa usiadłam na łóżku. Szatyn bez żadnych emocji na twarzy odłożył kluczyki i wszedł do łazienki. Chyba był na mnie zły, ale gdyby wiedział co myślę to wtedy zrozumiałby dlaczego go tak traktuje. Usłyszałam jak wchodzi pod prysznic, więc ściągnęłam zbędne rzeczy i w samej bieliźnie położyłam się spać.
środa, 10 kwietnia 2013
Rozdział 21
(Oczami Justina.)
Skończyłem zajęcia i chciałem zrobić Meg niespodziankę. Stęskniłem się za nią bardzo, mimo, że nie widziałem jej tylko kilka godzin. Zauważyłem, że wszyscy z sali wyszli, oprócz niej, więc chwilę jeszcze zaczekałem i w końcu się pojawiła. Miała bardzo dziwny wyraz twarzy. Podszedłem do niej i odciągnąłem ją na bok. Bez zastanowienia złączyłem nasze usta, ale po chwili Meg mnie odepchnęła.
-Co się stało?-spytałem zdziwiony.
-Nic, mam zły dzień. Nie chce o tym gadać.- powiedziała i odeszła.
Nie wiedziałem co jej się stało. Miałem mętlik w głowie, bo jeszcze dzisiaj rano wszystko było dobrze. Chciałem do niej podbiec i jakoś ją pocieszyć, zrozumieć, ale nagle ktoś złapał mnie za ramię odwracając w swoją stronę. To była Selena.
-No hej Bieber.-powiedziała uwodzicielsko.
-Hej Selena. Przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać.-chciałem już odejść, ale złapała mnie za nadgarstek i powiedziała.
-Poczekaj!
-Tak?-spytałem z niecierpliwieniem.
-Mógłbyś mi pomóc?-spytała przybliżając się do mnie
-W czym?-spytałem zaskoczony
-W przygotowaniach do zajęć. Jestem nowa i nie znam waszych układów zbytnio.
-Ale będziesz uczyć Meg, więc może ona ci pomoże.-powiedziałem
-Tak wiem, ale pytałam się jej to nie chciała mi pomóc.-powiedziała, a jej mina nagle posmutniała
-Znam tylko kilka kroków.-powiedziałem chcąc się wymigać.
-Nie ważne, lepsze coś niż nic.-powiedziała z lekkim uśmiechem
-Dobrze, ale nie teraz. Może.... wieczorem - zaproponowałem, a ona pokiwała głową i dała mi buziaka w policzek.
-Dzieki.-odpowiedziała i odeszła spoglądając do tyłu czy patrzę.
Pobiegłem szukać Meg, ale nigdzie jej nie było. Biegałem po całej szkole, ale nie mogłem jej znaleźć. Spojrzałem na zegarek i musiałem wrócić na kolejne zajęcia.
"Porozmawiam z nią później" - pomyślałem i wszedłem do sali.
***
Po zajęciach poszedłem do pokoju Meg, ale nikt mi nie otwierał. Pukałem i czekałem, ale nic. Wróciłem do pokoju i wszedłem pod prysznic. Umyłem się i owinąłem się ręcznikiem. Wysuszyłem włosy i ułożyłem się, sięgnąłem po luźny dres i ubrałem się. Było już późno, a umówiłem się, z Selenom, że jej dzisiaj pomogę. Chciałem jeszcze raz wstąpić do Meg, ale gdy otworzyłem drzwi zobaczyłem uśmiechniętą, brunetkę wyszykowaną na trening.
-To co idziemy?-spytała
-Pewnie.-odpowiedziałem i zamknąłem drzwi.
Szliśmy w ciszy, przechodziliśmy obok pokoju Meg i automatycznie się uśmiechnąłem. Chciałem się zatrzymać, ale nie wiedziałbym co powiedzieć Selenie. Nie mogłem jej powiedzieć, że muszę porozmawiać ze swoją dziewczyną. Wszystko by się wydało, a nie możemy nikomu o sobie powiedzieć.
Weszliśmy do sali i zaczęliśmy się rozciągać. Selena była bardzo atrakcyjna w tych króciutkich, różowych spodenkach. Często się uśmiechała i przegryzała dolną wargę. "Co ja robię?"-pomyślałem-Ja kocham Meg i nic tego nie zmieni".
-A więc?-spytała stając tuż przede mną wytrącając mnie z myśli.
-Co?-spytałem rozkojarzony
-Od czego zaczynamy?-spytała przejeżdżając palcem po mojej klatce piersiowej.
-Może od układu Belli i Paula.-odsunąłem się i włączyłem muzykę.
Musiałem trzymać się od niej z daleka. Nie wiem czemu, ale wciąż mnie dotykała, a ja jestem z Meg i nigdy jej nie zdradzę. Wziąłem ich układ, bo nie było w nim dużo bliskości. Pokazałem jej podstawowe kroki i zaczęliśmy ćwiczyć. Po pewnym czasie rozluźniliśmy się i zaczęliśmy się wygłupiać. Selena potknęła się o moją nogę i upadliśmy na ziemię. Ona leżała na mnie i nie mogliśmy przestać się śmiać.
(Oczami Meg)
Nie wiedziałam co zrobić. Chciałam z nim porozmawiać o niej, a on nawet mi tego nie ułatwia. Selena leżała na nim i patrzeli sobie prosto w oczy. Po moich policzkach spłynęły łzy, nie mogłam na to patrzeć i trzaskając drzwiami wyszłam i pobiegłam do pokoju.
Biegłam przez korytarz, a moje oczy wylewały z siebie coraz więcej łez.
Nagle się potknęłam i upadłam. Leżałam przez chwilę, kostka mnie strasznie bolała i nie mogłam wstać.
Przeczołgałam się do ściany i zwijając się z bólu, wciąż myślałam o tym co zobaczyłam. To było straszne.
Nieświadoma jak bardzo to wszystko mnie wykończyło, usnęłam.
Skończyłem zajęcia i chciałem zrobić Meg niespodziankę. Stęskniłem się za nią bardzo, mimo, że nie widziałem jej tylko kilka godzin. Zauważyłem, że wszyscy z sali wyszli, oprócz niej, więc chwilę jeszcze zaczekałem i w końcu się pojawiła. Miała bardzo dziwny wyraz twarzy. Podszedłem do niej i odciągnąłem ją na bok. Bez zastanowienia złączyłem nasze usta, ale po chwili Meg mnie odepchnęła.
-Co się stało?-spytałem zdziwiony.
-Nic, mam zły dzień. Nie chce o tym gadać.- powiedziała i odeszła.
Nie wiedziałem co jej się stało. Miałem mętlik w głowie, bo jeszcze dzisiaj rano wszystko było dobrze. Chciałem do niej podbiec i jakoś ją pocieszyć, zrozumieć, ale nagle ktoś złapał mnie za ramię odwracając w swoją stronę. To była Selena.
-No hej Bieber.-powiedziała uwodzicielsko.
-Hej Selena. Przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać.-chciałem już odejść, ale złapała mnie za nadgarstek i powiedziała.
-Poczekaj!
-Tak?-spytałem z niecierpliwieniem.
-Mógłbyś mi pomóc?-spytała przybliżając się do mnie
-W czym?-spytałem zaskoczony
-W przygotowaniach do zajęć. Jestem nowa i nie znam waszych układów zbytnio.
-Ale będziesz uczyć Meg, więc może ona ci pomoże.-powiedziałem
-Tak wiem, ale pytałam się jej to nie chciała mi pomóc.-powiedziała, a jej mina nagle posmutniała
-Znam tylko kilka kroków.-powiedziałem chcąc się wymigać.
-Nie ważne, lepsze coś niż nic.-powiedziała z lekkim uśmiechem
-Dobrze, ale nie teraz. Może.... wieczorem - zaproponowałem, a ona pokiwała głową i dała mi buziaka w policzek.
-Dzieki.-odpowiedziała i odeszła spoglądając do tyłu czy patrzę.
Pobiegłem szukać Meg, ale nigdzie jej nie było. Biegałem po całej szkole, ale nie mogłem jej znaleźć. Spojrzałem na zegarek i musiałem wrócić na kolejne zajęcia.
"Porozmawiam z nią później" - pomyślałem i wszedłem do sali.
***
Po zajęciach poszedłem do pokoju Meg, ale nikt mi nie otwierał. Pukałem i czekałem, ale nic. Wróciłem do pokoju i wszedłem pod prysznic. Umyłem się i owinąłem się ręcznikiem. Wysuszyłem włosy i ułożyłem się, sięgnąłem po luźny dres i ubrałem się. Było już późno, a umówiłem się, z Selenom, że jej dzisiaj pomogę. Chciałem jeszcze raz wstąpić do Meg, ale gdy otworzyłem drzwi zobaczyłem uśmiechniętą, brunetkę wyszykowaną na trening.
-To co idziemy?-spytała
-Pewnie.-odpowiedziałem i zamknąłem drzwi.
Szliśmy w ciszy, przechodziliśmy obok pokoju Meg i automatycznie się uśmiechnąłem. Chciałem się zatrzymać, ale nie wiedziałbym co powiedzieć Selenie. Nie mogłem jej powiedzieć, że muszę porozmawiać ze swoją dziewczyną. Wszystko by się wydało, a nie możemy nikomu o sobie powiedzieć.
Weszliśmy do sali i zaczęliśmy się rozciągać. Selena była bardzo atrakcyjna w tych króciutkich, różowych spodenkach. Często się uśmiechała i przegryzała dolną wargę. "Co ja robię?"-pomyślałem-Ja kocham Meg i nic tego nie zmieni".
-A więc?-spytała stając tuż przede mną wytrącając mnie z myśli.
-Co?-spytałem rozkojarzony
-Od czego zaczynamy?-spytała przejeżdżając palcem po mojej klatce piersiowej.
-Może od układu Belli i Paula.-odsunąłem się i włączyłem muzykę.
Musiałem trzymać się od niej z daleka. Nie wiem czemu, ale wciąż mnie dotykała, a ja jestem z Meg i nigdy jej nie zdradzę. Wziąłem ich układ, bo nie było w nim dużo bliskości. Pokazałem jej podstawowe kroki i zaczęliśmy ćwiczyć. Po pewnym czasie rozluźniliśmy się i zaczęliśmy się wygłupiać. Selena potknęła się o moją nogę i upadliśmy na ziemię. Ona leżała na mnie i nie mogliśmy przestać się śmiać.
(Oczami Meg)
Nie wiedziałam co zrobić. Chciałam z nim porozmawiać o niej, a on nawet mi tego nie ułatwia. Selena leżała na nim i patrzeli sobie prosto w oczy. Po moich policzkach spłynęły łzy, nie mogłam na to patrzeć i trzaskając drzwiami wyszłam i pobiegłam do pokoju.
Biegłam przez korytarz, a moje oczy wylewały z siebie coraz więcej łez.
Nagle się potknęłam i upadłam. Leżałam przez chwilę, kostka mnie strasznie bolała i nie mogłam wstać.
Przeczołgałam się do ściany i zwijając się z bólu, wciąż myślałam o tym co zobaczyłam. To było straszne.
Nieświadoma jak bardzo to wszystko mnie wykończyło, usnęłam.
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Rozdział 20
Nie wiedziałam co powiedzieć czy zrobić. Czekałam na jej reakcje, bo gdybym się odezwała, pewnie bym nie wytrzymała.
-Ty jesteś Megan, prawda?-spytała piskliwym głosikiem
-Yhmm... tak.-odpowiedziałam próbując się opanować.
-Świetnie tańczysz.-powiedziała i chciała dotknąć mojego ramienia, ale się gwałtownie odsunęłam.
-Dzięki.-grzecznie odpowiedziałam i chwyciłam za torbę, kierując się w stronę wyjścia.
-Pomożesz mi?-krzyknęła za mną.
-W czym?-spytałam się ze zdziwieniem
-Potrzebuję pomocy w układzie. Zanim zastąpię waszego trenera chcę znać układy, by być na bieżąco.-przechyliłam głowę i nie wiedziałam co powiedzieć. Ta laska próbowała odbić mi faceta, a ja miałam jej jeszcze pomagać? No chyba nie... Nie chciałam być wredna, żeby czegoś nie podejrzewała, więc musiałam trochę pozmyślać.
-Wybacz, ale nie mogę.
-Czemu?-spytała, co mnie bardzo zdenerwowało i miałam ochotę jej przyłożyć.
-Mam sporo na głowie i nie mam zbytnio czasu. Może ktoś inny z mojej grupy ci..., przepraszam PANI pomoże.-odpowiedziałam próbując uspokoić głos
-Aha, szkoda.- pokiwałam głową i podeszłam do drzwi.- Jesteś świetną tancerką, mogłabyś zajść daleko. Mogłabym ci w tym pomóc, jeśli ty pomożesz mi.- powiedziała
Czy ona próbuję mną manipulować? Chyba tak.... Bez niej też mi się uda, a może nawet i więcej. Nic nie odpowiedziałam, tylko wyszłam zamykając za sobą drzwi.
Nagle ktoś złapał mnie w tali i odciągnął na bok, po czym połączył nasze usta. Od razu wyczułam, że to Justin, więc go odepchnęłam
-Co się stało?-spytał zdziwiony.
-Nic, mam zły dzień. Nie chce o tym gadać.-powiedziałam i odeszłam.
Myślałam, że za mną pójdzie, że powalczy, bym mu powiedziała co mnie gryzie, ale nie podszedł. Po kilku krokach odwróciłam się i zobaczyłam jak gawędzi z SELENOM. Znów oczy wypełniły mi się łzami. Widziałam jak się śmieją i nawzajem flirtują. Justin pewnie cieszył się, że przynajmniej przy niej nie musi się ukrywać. To bardzo mnie zabolało, gdy na nich patrzyłam. Szybko się odwróciłam i poszłam do pokoju.
Lisy nie było, Michaela nie było, nie miałam nikogo, kto teraz mógłby mnie przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Położyłam się na łóżku i płakałam. Próbowałam się uspokoić, ale łzy nadal leciały. Nie wiem kiedy, ale zasnęłam.
Obudziłam się we łzach, a za oknem było już ciemno. Ominęłam trening i spałam chyba pół dnia. Nadal byłam wyczerpana, ale musiałam wstać i się ogarnąć. Nagle ktoś wszedł do pokoju, szybko wytarłam łzy i uśmiechnęłam się by nikt nic nie podejrzewał. Nie udało mi się to, bo gdy tylko Lisa na mnie spojrzała znów się rozpłakałam, a ona zdziwiona nie wiedziała o co chodzi.
-Co ci jest maleńka?-spytała mocno mnie przytulając
-Justin..-wyszlochałam
-Słyszałam co się stało rano, Michael mi powiedział, ale myśleliśmy, że już jest okej.-powiedziała wycierając kciukiem moje łzy z policzka.
-Bo było, ale znowu ich widziałam. Po zajęciach wyszłam i tak jakby pokłóciłam się z nim. Myślałam, że za mną pobiegnie i spyta co się stało, ale tego nie zrobił, bo był zajęty Selenom.-powiedziałam na jednym wdechu i znów zaczęłam szlochać.
-Słyszałam, że to będzie nowa nauczycielka.
-Tak, i to moja. A najgorsze jest to, że nikt o mnie i Justinie nie wie, przez co ta dziewczyna wciąż się koło niego kręci. On chyba jest szczęśliwy, że chociaż przy niej nie musi się ukrywać.-i w końcu to z siebie wyrzuciłam, a łzy zaczęły lać się z moich oczu jeszcze mocniej.
-Szzz... cicho. Nie płacz. Na pewno tak nie jest. On cię kocha, a ty jego. Przetrwaliście tak długo, to i to przetrwacie.-powiedziała pocieszająco.
-Ale....
-Żadnych"ale". Idź z nim porozmawiaj i powiedz co widziałaś, co o tym myślisz i jak się z tym czujesz.
-Może masz racje.-powiedziałam i poszłam do łazienki.
Chciałam się najpierw odświeżyć i uspokoić zanim do niego pójdę. Wzięłam gorący prysznic, co pozwoliło mi pomyśleć nad tym co powiem Justinowi. Ubrałam luźny dres i weszłam do pokoju.
-Ślicznie wyglądasz.-powiedziała Lisa.
-Daj spokój, tylko coś na siebie narzuciłam -powiedziałam lekko się czerwieniąc.
-Hahaha..., ale i tak pięknie wyglądasz. Teraz idź do niego i rzuć się mu do...
-Nie kończ..-powiedziałam z uśmiechem na twarzy
-Chciałam powiedzieć do ust.-przymrużyłam oczy i uczesałam włosy w kok. Jeszcze raz wzięłam głęboki oddech i wyszłam z pokoju.
Poszłam do pokoju Justina, ale nikogo tam nie było. Zdziwiło mnie to, bo było już późno i powinien już być u siebie. Pomyślałam, że pewnie siedzi na sali i ćwiczy nowy układ, więc poszłam ciemnym korytarzem w stronę sali. Z daleka usłyszałam śmiech Seleny. Ciśnienie mi się podniosło, ale chciałam teraz znaleźć Justina i nie myśleć już o niej. Nagle odezwał się szatyn. Szczęka mi opadła, bo głosy dochodziły z tego samego pomieszczenia, co śmiech barbie. Bałam się podejść, ale musiałam być pewna.
Lekko odchyliłam drzwi i moje oczy nagle się zaszkliły.
niedziela, 7 kwietnia 2013
Rozdział 19
(Miesiąc później)
Obudziłam się w łóżku Justina. On jeszcze spał, więc miałam czas pomyśleć. Od jakiegoś miesiąca spotykamy się ze sobą potajemnie. Wie o nas tylko Lisa i Michael. Oni tak pomagają nam przejść przez to wszystko. Mówiąc "wszystko" mam namyśli kłótnie, spowodowane ciągłym ukrywaniem się przed innymi i akcjami zazdrości Justina. On już ma dosyć tego, że nie może o nas nikomu powiedzieć, czasami, gdy widzi koło mnie chłopaka, który ewidentne ze mną flirtuje, traci kontrolę i ma ochotę wykrzyczeć, że jestem jego. Trochę mnie tym denerwuje, ale też rozumiem go. Kocham go i to bardzo, ale nie możemy tego zrobić. On nadal jest nauczycielem, a ja staram się o stypendium.
-O czym myślisz?-wyrwałam się ze swoich myśli i spojrzałam na niego.
-O niczym.-odpowiedziałam próbując zatuszować moje zmartwienia.
-Przecież widzę, że coś cię gryzie.-przysunął mnie do siebie i pocałował moją szyję.-Powiedz mi, proszę.-wyszeptał do ucha
-Wiem, że wczoraj o tym rozmawialiśmy, ale....
-A ty znowu o tym? Mam dosyć tych kłótni.-powiedział lekko zdenerwowany.
-Ja też, dlatego zastanawiałam się jak to rozwiązać.-Wtuliłam się w niego i kontynuowałam.-Wiesz, że cie kocham, prawda? Na prawdę chcę powiedzieć o nas wszystkim, ale wiesz, że się staram o stypendium. To dla mnie ważne.
-Wiem.-powiedział całując mnie w głowę -Ale zżera mnie zazdrość, gdy widzę tych kolesi napalających się na ciebie. Wiem o czym myślą i...
-Ale ja jestem twoja i nie powinieneś się nimi przejmować. Ile razy mam ci powtarzać, że oni mnie nie interesują. Myślisz, że gdybym chciała kogoś innego, to pchałabym się w ten nasz "ukryty związek". Kocham cię i zrozum w końcu, że nigdzie się nie wybieram.
-Też cię kocham.-odpowiedział i przytulił mnie mocniej.
Chwilę tak leżeliśmy, ale za niedługo miałam zajęcia, więc musiałam się przygotować. Wstałam i ruszyłam w stronę łazienki. Przed wejściem odwróciłam się uwodzicielsko w stronę Justina, a on oblizał usta i prześledził mnie wzrokiem od góry do dołu. Cwaniacko się uśmiechnęłam i weszłam do łazienki.
Odkręciłam wodę i odetchnęłam. Jego prysznic był o wiele lepszy od mojego. Był o wiele większy i bardziej odnowiony. Umyłam się, owinęłam ręcznikiem swoje ciało, a drugim wytarłam włosy. Wyszłam z łazienki, a Justina nie było w łóżku. Zaczęłam się rozglądać, ale nigdzie go nie było. Na stoliku obok łóżka leżała kartka "Przepraszam, że się nie pożegnałem, musiałem coś załatwić. Kocham cię Justin. Ps. klucze zostaw w schowku." Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam jak ładnie napisał "Kocham cię". Często mi to mówił, ale gdy to widziałam to aż miałam motylki w brzuchu. Złapałam za ciuchy, które po kilku spotkaniach, po prostu tu zostały i poszłam się przebrać. Przeczesałam i wysuszyłam włosy, po czym wyszłam z pokoju. Rozejrzałam się czy nikogo nie ma na korytarzu, szybko zakluczyłam drzwi i schowałam klucz do dziury w ścianie obok drzwi.
Musiałam jeszcze pójść do siebie po moją torbą, więc przeszłam kawałek korytarzem i otworzyłam drzwi.
Lisa jak zwykle jeszcze spała, więc tylko spakowałam się, zarzuciłam torbą na lewe ramię i wyszłam po cichu z pokoju.
Nagle w oddali usłyszałam śmiech jakieś dziewczyny, gdy wyszłam zza rogu zobaczyłam ją z Justinem. Flirtowała z nim, a on nic z tym nie robił. Otworzyłam aż buzię widząc jak swoim chudym paluchem jeździ po jego klatce piersiowej. Nie mogłam na to patrzeć i odeszłam. Poszłam inną drogą, tak by mnie nie zauważyli. Miałam łzy w oczach i odechciało mi się iść na zajęcia. Stanęłam obok sali, a po moim policzku spłynęła zła. Nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu, szybko przetarłam polik i odwróciłam się. To był Michael.
-Wszystko w porządku?-spytał patrząc mi prosto w oczy.
-Tak, coś mi wpadło do oka.-odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam
-Daj spokój, mnie nie oszukasz.-odpowiedział, a po moim policzku spłynęła kolejna łza.
-No, bo widziałam Justina z jakąś dziewczyną. Ona flirtowała z nim, a on nic z tym nie zrobił.
-A rozmawiałaś z nim o tym?
-Wczoraj pokłóciliśmy się nawet o to, że on jest zazdrosny, gdy widzi jak faceci na mnie patrzą, a co ja mam powiedzieć? Ja przynajmniej ignoruję albo odrzucam zaczepki kolesi, a on jeszcze się do niej uwodzicielsko uśmiechał.-gdy to powiedziałam łzy zaczęły mi lecieć strumieniami.
-Nie płacz. Nie wiesz dokładnie co się wydarzyło. Porozmawiaj z nim o tym. On cię kocha i nie zdradziłby cię.
-Ostatnio często się kłócimy, a dzisiaj rano zostawił kartkę z napisem, że musi coś załatwić, a gdy szłam korytarzem to widziałam, co było takie ważne.-Ze wściekłością w oczach spojrzałam na Michaela, a on mnie przytulił.
-Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Nie płacz.
Tego mi brakowało, kogoś kto by mnie przytulił i powiedział, że wszystko się ułoży. Musiałam się w końcu wypłakać. Dużo przeszłam przez ostatni miesiąc, a teraz gdy zobaczyłam go z tą lalą, nie wytrzymałam i musiałam to z siebie wyrzucić.
Przetarłam oczy i powoli się uspokoiłam. Wzięłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się, by znów się nie rozpłakać.
-Już dobrze?-spytał z lekkim uśmiechem Michael.
-Tak, dzięki. Tego mi było trzeba.-powiedziałam
-Moje ramię jest zawsze do dyspozycji. Można się wypłakać w każdej chwili.-powiedział żartobliwie, a ja zaczęłam się śmiać.
-Musimy iść na zajęcia, dziś ćwiczymy nasz numer.
-A tak, zapomniałem. To chodźmy.
Poszłam do przebieralni się przebrać, gdy byłam gotowa weszłam na salę i zaczęłam się rozciągać. Nagle do sali weszła ona. Uśmiechnięta od ucha do ucha przeszła przez salę i weszła do małego pokoiku na końcu sali.Zastanawiałam się skąd ta dziewczyna jest, bo nigdy jej nie widziałam w tej szkole. Miałam złe przeczucia. Po kilku minutach wyszła i stanęła koło lustra wpatrując się jak inni ćwiczą. Nie rozumiałam jej, ale mało mnie ona obchodziła, chciałam, żeby zniknęła i żeby nigdy nie wracała.
Do sali wszedł trener i stanął obok nieznajomej.
-Uwaga wszyscy.-powiedział trener, żebyśmy skupili na nim wzrok.-To jest Selena, będzie przyglądać się naszym treningom. Jest początkującą nauczycielką, więc przez kilka zajęć będzie obserwować, a potem przejmie moje obowiązki.
-A co z panem?-spytał jeden z uczniów
-Ja zostałem przeniesiony do innej szkoły. Mam uczyć uczniów do mistrzostw świata, więc będę musiał odejść.
-Niee..-odpowiedzieliśmy smutni równocześnie.
-Wiem.. rozumiem was, ale muszę. Mam nadzieję, że polubicie Selene i będziecie jej słuchać. To dobra tancerka i wiem, że dobrze was poprowadzi, ale musicie współpracować. Rozumiemy się?-na ostatnie słowa podniósł głos, aby nie pokazać swojej słabości i się nie rozpłakać.
-Tak trenerze.-Odpowiedzieliśmy równocześnie.
-Dobrze, więc tańczymy. Meg, Michael pokarzcie co umiecie.
Byłam tak zła, że ten układ był dla mnie pestką. Miał w sobie dużo agresji i emocji, co pasowało do mojego teraźniejszego humoru. Selena szeroko się uśmiechała i nie odrywała ode mnie wzroku, czułam to. Miałam ochotę podejść do niej i zmazać jej ten uśmieszek moją pięścią.
Po zajęciach poszłam do szatni się przebrać. Wszyscy wyszli, a ja jeszcze pakowałam rzeczy do torby. Nagle poczułam arbuzowy zapach perfum. Odwróciłam się i ją zobaczyłam. Moja twarz zrobiła się gorąca od przepełniającej mnie złości. Gdy tylko na nią patrzałam widziałam jak dotyka MOJEGO Justina.
Obudziłam się w łóżku Justina. On jeszcze spał, więc miałam czas pomyśleć. Od jakiegoś miesiąca spotykamy się ze sobą potajemnie. Wie o nas tylko Lisa i Michael. Oni tak pomagają nam przejść przez to wszystko. Mówiąc "wszystko" mam namyśli kłótnie, spowodowane ciągłym ukrywaniem się przed innymi i akcjami zazdrości Justina. On już ma dosyć tego, że nie może o nas nikomu powiedzieć, czasami, gdy widzi koło mnie chłopaka, który ewidentne ze mną flirtuje, traci kontrolę i ma ochotę wykrzyczeć, że jestem jego. Trochę mnie tym denerwuje, ale też rozumiem go. Kocham go i to bardzo, ale nie możemy tego zrobić. On nadal jest nauczycielem, a ja staram się o stypendium.
-O czym myślisz?-wyrwałam się ze swoich myśli i spojrzałam na niego.
-O niczym.-odpowiedziałam próbując zatuszować moje zmartwienia.
-Przecież widzę, że coś cię gryzie.-przysunął mnie do siebie i pocałował moją szyję.-Powiedz mi, proszę.-wyszeptał do ucha
-Wiem, że wczoraj o tym rozmawialiśmy, ale....
-A ty znowu o tym? Mam dosyć tych kłótni.-powiedział lekko zdenerwowany.
-Ja też, dlatego zastanawiałam się jak to rozwiązać.-Wtuliłam się w niego i kontynuowałam.-Wiesz, że cie kocham, prawda? Na prawdę chcę powiedzieć o nas wszystkim, ale wiesz, że się staram o stypendium. To dla mnie ważne.
-Wiem.-powiedział całując mnie w głowę -Ale zżera mnie zazdrość, gdy widzę tych kolesi napalających się na ciebie. Wiem o czym myślą i...
-Ale ja jestem twoja i nie powinieneś się nimi przejmować. Ile razy mam ci powtarzać, że oni mnie nie interesują. Myślisz, że gdybym chciała kogoś innego, to pchałabym się w ten nasz "ukryty związek". Kocham cię i zrozum w końcu, że nigdzie się nie wybieram.
-Też cię kocham.-odpowiedział i przytulił mnie mocniej.
Chwilę tak leżeliśmy, ale za niedługo miałam zajęcia, więc musiałam się przygotować. Wstałam i ruszyłam w stronę łazienki. Przed wejściem odwróciłam się uwodzicielsko w stronę Justina, a on oblizał usta i prześledził mnie wzrokiem od góry do dołu. Cwaniacko się uśmiechnęłam i weszłam do łazienki.
Odkręciłam wodę i odetchnęłam. Jego prysznic był o wiele lepszy od mojego. Był o wiele większy i bardziej odnowiony. Umyłam się, owinęłam ręcznikiem swoje ciało, a drugim wytarłam włosy. Wyszłam z łazienki, a Justina nie było w łóżku. Zaczęłam się rozglądać, ale nigdzie go nie było. Na stoliku obok łóżka leżała kartka "Przepraszam, że się nie pożegnałem, musiałem coś załatwić. Kocham cię Justin. Ps. klucze zostaw w schowku." Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam jak ładnie napisał "Kocham cię". Często mi to mówił, ale gdy to widziałam to aż miałam motylki w brzuchu. Złapałam za ciuchy, które po kilku spotkaniach, po prostu tu zostały i poszłam się przebrać. Przeczesałam i wysuszyłam włosy, po czym wyszłam z pokoju. Rozejrzałam się czy nikogo nie ma na korytarzu, szybko zakluczyłam drzwi i schowałam klucz do dziury w ścianie obok drzwi.
Musiałam jeszcze pójść do siebie po moją torbą, więc przeszłam kawałek korytarzem i otworzyłam drzwi.
Lisa jak zwykle jeszcze spała, więc tylko spakowałam się, zarzuciłam torbą na lewe ramię i wyszłam po cichu z pokoju.
Nagle w oddali usłyszałam śmiech jakieś dziewczyny, gdy wyszłam zza rogu zobaczyłam ją z Justinem. Flirtowała z nim, a on nic z tym nie robił. Otworzyłam aż buzię widząc jak swoim chudym paluchem jeździ po jego klatce piersiowej. Nie mogłam na to patrzeć i odeszłam. Poszłam inną drogą, tak by mnie nie zauważyli. Miałam łzy w oczach i odechciało mi się iść na zajęcia. Stanęłam obok sali, a po moim policzku spłynęła zła. Nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu, szybko przetarłam polik i odwróciłam się. To był Michael.
-Wszystko w porządku?-spytał patrząc mi prosto w oczy.
-Tak, coś mi wpadło do oka.-odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam
-Daj spokój, mnie nie oszukasz.-odpowiedział, a po moim policzku spłynęła kolejna łza.
-No, bo widziałam Justina z jakąś dziewczyną. Ona flirtowała z nim, a on nic z tym nie zrobił.
-A rozmawiałaś z nim o tym?
-Wczoraj pokłóciliśmy się nawet o to, że on jest zazdrosny, gdy widzi jak faceci na mnie patrzą, a co ja mam powiedzieć? Ja przynajmniej ignoruję albo odrzucam zaczepki kolesi, a on jeszcze się do niej uwodzicielsko uśmiechał.-gdy to powiedziałam łzy zaczęły mi lecieć strumieniami.
-Nie płacz. Nie wiesz dokładnie co się wydarzyło. Porozmawiaj z nim o tym. On cię kocha i nie zdradziłby cię.
-Ostatnio często się kłócimy, a dzisiaj rano zostawił kartkę z napisem, że musi coś załatwić, a gdy szłam korytarzem to widziałam, co było takie ważne.-Ze wściekłością w oczach spojrzałam na Michaela, a on mnie przytulił.
-Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Nie płacz.
Tego mi brakowało, kogoś kto by mnie przytulił i powiedział, że wszystko się ułoży. Musiałam się w końcu wypłakać. Dużo przeszłam przez ostatni miesiąc, a teraz gdy zobaczyłam go z tą lalą, nie wytrzymałam i musiałam to z siebie wyrzucić.
Przetarłam oczy i powoli się uspokoiłam. Wzięłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się, by znów się nie rozpłakać.
-Już dobrze?-spytał z lekkim uśmiechem Michael.
-Tak, dzięki. Tego mi było trzeba.-powiedziałam
-Moje ramię jest zawsze do dyspozycji. Można się wypłakać w każdej chwili.-powiedział żartobliwie, a ja zaczęłam się śmiać.
-Musimy iść na zajęcia, dziś ćwiczymy nasz numer.
-A tak, zapomniałem. To chodźmy.
Poszłam do przebieralni się przebrać, gdy byłam gotowa weszłam na salę i zaczęłam się rozciągać. Nagle do sali weszła ona. Uśmiechnięta od ucha do ucha przeszła przez salę i weszła do małego pokoiku na końcu sali.Zastanawiałam się skąd ta dziewczyna jest, bo nigdy jej nie widziałam w tej szkole. Miałam złe przeczucia. Po kilku minutach wyszła i stanęła koło lustra wpatrując się jak inni ćwiczą. Nie rozumiałam jej, ale mało mnie ona obchodziła, chciałam, żeby zniknęła i żeby nigdy nie wracała.
Do sali wszedł trener i stanął obok nieznajomej.
-Uwaga wszyscy.-powiedział trener, żebyśmy skupili na nim wzrok.-To jest Selena, będzie przyglądać się naszym treningom. Jest początkującą nauczycielką, więc przez kilka zajęć będzie obserwować, a potem przejmie moje obowiązki.
-A co z panem?-spytał jeden z uczniów
-Ja zostałem przeniesiony do innej szkoły. Mam uczyć uczniów do mistrzostw świata, więc będę musiał odejść.
-Niee..-odpowiedzieliśmy smutni równocześnie.
-Wiem.. rozumiem was, ale muszę. Mam nadzieję, że polubicie Selene i będziecie jej słuchać. To dobra tancerka i wiem, że dobrze was poprowadzi, ale musicie współpracować. Rozumiemy się?-na ostatnie słowa podniósł głos, aby nie pokazać swojej słabości i się nie rozpłakać.
-Tak trenerze.-Odpowiedzieliśmy równocześnie.
-Dobrze, więc tańczymy. Meg, Michael pokarzcie co umiecie.
Byłam tak zła, że ten układ był dla mnie pestką. Miał w sobie dużo agresji i emocji, co pasowało do mojego teraźniejszego humoru. Selena szeroko się uśmiechała i nie odrywała ode mnie wzroku, czułam to. Miałam ochotę podejść do niej i zmazać jej ten uśmieszek moją pięścią.
Po zajęciach poszłam do szatni się przebrać. Wszyscy wyszli, a ja jeszcze pakowałam rzeczy do torby. Nagle poczułam arbuzowy zapach perfum. Odwróciłam się i ją zobaczyłam. Moja twarz zrobiła się gorąca od przepełniającej mnie złości. Gdy tylko na nią patrzałam widziałam jak dotyka MOJEGO Justina.
piątek, 5 kwietnia 2013
ROZDZIAŁ 18
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Przetarłam oczy i zobaczyłam, że nie jestem w swoim pokoju. Nie wiedziałam co się dzieje, gdy chciałam wstać i wyjść, ktoś wyszedł z łazienki.
-Aaa...!-krzyknęłam widząc Justina w samym ręczniku.-Schowaj się!-powiedziałam zasłaniając oczy ręką.
-Wczoraj miałaś inne zdanie.-powiedział i wszedł do łazienki.
-Co się wczoraj wydarzyło?-spytałam lekko przestraszona.
-Nie pamiętasz?-spytał wychylając głowę zza drzwi.
-No właśnie nie. Czy my..? No wiesz...
-Nie, ale...-wyszedł z łazienki w spodniach,ale bez koszulki.
-Ale co?-spytałam nie odkrywając oczu.
-Ale...-zbliżył się i nachylił, tak że jego twarz była naprzeciwko jego.-Było blisko...
-O nie...-lekko się zaczerwieniłam i rzuciłam głowę na poduszkę.-Ale co ja tutaj robię?-spytałam
-Zemdlałaś, więc cię wyniosłem, potem się obudziłaś i chciałem zaprowadzić cię do pokoju, ale zgubiłaś klucze, więc przyniosłem cię tutaj. A tu zaczęłaś dopiero szaleć...-powiedział z wrednym uśmieszkiem.
-Czyli? Co zrobiłam?-podniosłam głowę i spojrzałam na Justina z ogromnym znakiem zapytania.
-Nie powiem ci-uśmiechnął się, dał buziaka w policzek i uciekł do łazienki.
-Justin!-Krzyknęłam i zaczęłam uderzać pięścią w drzwi.-Otwieraj i powiedz co zrobiłam!
-Nie!-odpowiedział
-Uhh... jak tylko wyjdziesz to... to cię uduszę, pokroję i każdą część oddam twoim wielkim fanką.
-Nie zrobisz tego!-krzyknął
-Czemu tak sądzisz?-spytałam
-Bo po tym czego się wczoraj dowiedziałem, nie zrobisz tego. Nie wierze ci.-powiedział i zapadła cisza
-To wyjdź i się przekonaj.
Nagle drzwi się otworzyły i stanął przede mną Justin. Spojrzał tymi swoimi brązowymi oczami na mnie i oblizał usta. Zrobiło mi się dziwnie gorąco i zaczęłam się rumienić. Opuściłam głowę i odwróciłam się do niego tyłem, tak by nie widział mojej twarzy.
Zbliżył się i objął mnie w tali.Przybliżył twarz do mojej szyli, czułam jego nierówny oddech. Kilka razy pocałował mnie w szyję, po czym szepnął do ucha.
-A nie mówiłem?-cicho się zaśmiał i znów pocałował mnie w szyję.
Czułam ucisk w żołądku i nie mogłam się ruszyć. Moja podświadomość mówiła, że mam wyjść albo go odepchnąć, ale ciało odmawiało posłuszeństwa.
Justin zadowolony z siebie położył się na łóżku i zaczął się głupio uśmiechać.
Ocknęłam się i potrząsnęłam głową.
-Co jest takie zabawne?-spytałam krzyżując ręce na klatce piersiowej
-Ty.-odpowiedział i puścił mi oczko.
Złapałam za poduszkę leżącą koło niego i zaczęłam go bić.
-Ej! A to za co?-spytał zdziwiony
-Za to, że jesteś takim dupkiem.-odpowiedziałam
-Ja?-spytał
-Nie, ja!-odpowiedziałam sarkastycznie.
-O ty...-pociągnął mnie za rękę,rzucił na łóżko i zaczął łaskotać.
-Prze-przestań.-krzyknęłam łapiąc oddech.
-Nie.-odpowiedział.
-Zo-zostaw. Ooodejdź.-krzyknęłam
-No dobra-przewrócił oczami i usiadł obok.
-Ale powiedz mi co zrobiłam, bo jak nie wiem to wyobrażam sobie najgorsze i czuje się źle.
-Nic takiego się nie stało.-powiedział-Tylko...
Zapadła cisza, nie mogłam znieść tej ciekawości, więc spojrzałam mu prosto w oczy i spytałam
-Co?
-Oh...-westchnął i kontynuował.-no jak przyprowadziłem cię tutaj, to zrobiłaś wielkie oczy i usiadłaś na łóżku. Potem kazałem ci się położyć spać, ale ty nie chciałaś,więc podeszłaś do mnie i....
-I?
-Całowaliśmy się.-zrobiłam wielkie oczy, a on cwaniacko się uśmiechnął, ale głowę wciąż miał opuszczoną.-Całowaliśmy się i było cudownie, chciałaś więcej i zaczęłaś mnie rozbierać. Wiedziałem, że to zły pomysł, ale jesteś tak....
-Nie ważne, mów dalej, co się wydarzyło.-wtrąciłam się
-Odczepiłaś się od moich ust i znowu zaczęło kręcić ci się w głowie. Położyłem cię na łóżku i chciałem odejść, położyć się u kolegi, ale pociągnęłaś mnie za rękę i kazałaś zostać. Nie protestowałem, bo jak już mówiłem jesteś....
-Okej, już wiem dużo-znowu przerwałam.
-Potem się obudziłem, a ty jeszcze spałaś, więc poszedłem się umyć, a gdy wróciłem już nie spałaś.
-Przepraszam cię za wczoraj, byłam pijana i nie wiedziałam co robię.-powiedziałam lekko się czerwieniąc.
-Przecież mówię, że nic się nie stało, było...
-Dziwnie? Strasznie? Wyglądałam jak jakaś...
-Seksowna, pijana, zwariowana tancerka ze ślicznym ciałem? To chciałaś powiedzieć? Bo ja tak.-Zbliżył się do mnie i złączył nasze usta. Nie wiedziałam co zrobić, byłam w szoku, a on był taki seksowny bez koszulki, że nie mogłam nawet go odepchnąć.
Po chwili odsunął się, cwaniacko uśmiechnął i oblizał usta.
-Ja...
-Wiem..-powiedział i znów się usmiechnął
-Ja.. ja muszę iść.-dokończyłam i zeszłam z łóżka.
-Ale..-powiedział jakby zdezorientowany
-Justin! Spokojnie, nie uciekam na zawsze. Idę do siebie, pewnie Lisa się zamartwia. Do zobaczenia...-udałam, że myślę-wkrótce.-dokończyłam i wyszłam.
Pokój miał niedaleko mojego, więc bardzo szybko byłam u siebie. Drzwi były uchylone, więc weszłam bez problemu. Na łóżku leżała Lisa i.... Michael? Hahaha... nie mogę w to uwierzyć. Stanęłam obok jej łóżka i udawałam, że kaszlę, po czym zerwali się na równe nogi, a Lisa się zaczerwieniła.
-To.... to nie tak jak myślisz.-powiedział przestraszony Michael.
-A jak?-nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, ale udałam poważną.
-My tylko...-złapał się za tył głowy.
-Ohh... nie tłumacz się jej. Ona nie ma nic przeciwko, wie o mnie i o tobie, bo mówiłam jej.-odezwała się zaspana Lisa
-Wie?-zdezorientowany spoglądał raz na mnie raz na nią.
-Oh..., mogłaś nic nie mówić. Chciałam posłuchać jego wersji. -powiedziałam po czym wybuchłam śmiechem.
Lisa z powrotem położyła się, a Michael poszedł się umyć i ubrać.
-A wiec? Wy...-zaczęłam temat.
-Byłam pijana i wiele się działo, było cudownie..., ale.... gdzie ty byłaś?-spytała z podejrzliwym wzrokiem
-Ja?-spytałam próbując w głowie wymyślić jakąś wymówkę do zmiany tematu.- Później ci powiem.-wyszeptałam pokazując palcem na łazienkę.
-Dobra, a teraz daj mi spać.
Szybko się przebrałam i wyszłam. Nie wiem czemu, ale poszłam w stronę pokoju Justina. Stanęłam przed nimi i już chciałam pukać, ale się powstrzymałam. Nie chciałam być nachalna, a po tym co się stało wczoraj nie chcę by było niezręcznie. Odeszłam od drzwi i złapałam się za brzuch, strasznie byłam głodna, więc skierowałam się w stronę stołówki. Usiadłam przy stoliku, który był usty. Nie znałam tu dużo osób, a nie chciałam teraz nawet z nikim rozmawiać. Moja samotność nie trwała długo, bo nagle ktoś złapał mnie za biodra i szepnął do ucha:"Głodna?". Od razu poznałam ten głos, to był Justin. Uśmiechnęłam się do niego, a on usiadł koło mnie.
-I to jak.-odpowiedziałam na pytanie.
-Krzyczała?-spytał
-Kto?-spytałam zdziwiona
-No Lisa.
-Aaaa...., nie, była zajęta... hahaha jeśli wiesz o co chodzi.-powiedziałam
-Ona?Nie mów, że z....
-Z Michaelem.-pokiwałam głową
-Wiedziałem, że moje rady do podrywu zadziałają.-powiedział dumny z siebie
-Co? Twoje rady? Ty nie umiesz podrywać dziewczyn...-powiedziałam, ale w myślach mówiłam na odwrót.
-Ja? Ja nie umiem? To ty wczoraj chciałaś....
-Zamknij się!-uderzyłam go w ramię.
-Hahaha....
-Byłam pijana i nie wiedziałam co się dzieje, więc jestem usprawiedliwiona.-powiedziałam-Pewnie nie wiedziałam, że to ty, myślałam, że to ktoś inny i...
-Niby kto?-spytał zaciekawiony
-No nie wiem, może ten.... albo tamten....
-Hahaha..., jasne, jasne.... nie wierze w to.
-Możesz wierzyć w co chcesz, ale wolałam być z tobą szczera, żebyś się przypadkiem nie zakochał.-powiedziałam i odeszłam od stolika.
Wiedziałam, że za mną pójdzie. Wyszłam ze stołówki i ruszyłam w stronę pokoju, gdy nagle ktoś złapał mnie za rękę, a mianowicie Justin
-Co?-spytałam
Odsunął mnie na bok, tak by inni nie widzieli i mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek i owinęłam ręce wokół jego szyi.
-Wiedziałem...-wyszeptał i znowu złączył nasze usta.
-Aaa...!-krzyknęłam widząc Justina w samym ręczniku.-Schowaj się!-powiedziałam zasłaniając oczy ręką.
-Wczoraj miałaś inne zdanie.-powiedział i wszedł do łazienki.
-Co się wczoraj wydarzyło?-spytałam lekko przestraszona.
-Nie pamiętasz?-spytał wychylając głowę zza drzwi.
-No właśnie nie. Czy my..? No wiesz...
-Nie, ale...-wyszedł z łazienki w spodniach,ale bez koszulki.
-Ale co?-spytałam nie odkrywając oczu.
-Ale...-zbliżył się i nachylił, tak że jego twarz była naprzeciwko jego.-Było blisko...
-O nie...-lekko się zaczerwieniłam i rzuciłam głowę na poduszkę.-Ale co ja tutaj robię?-spytałam
-Zemdlałaś, więc cię wyniosłem, potem się obudziłaś i chciałem zaprowadzić cię do pokoju, ale zgubiłaś klucze, więc przyniosłem cię tutaj. A tu zaczęłaś dopiero szaleć...-powiedział z wrednym uśmieszkiem.
-Czyli? Co zrobiłam?-podniosłam głowę i spojrzałam na Justina z ogromnym znakiem zapytania.
-Nie powiem ci-uśmiechnął się, dał buziaka w policzek i uciekł do łazienki.
-Justin!-Krzyknęłam i zaczęłam uderzać pięścią w drzwi.-Otwieraj i powiedz co zrobiłam!
-Nie!-odpowiedział
-Uhh... jak tylko wyjdziesz to... to cię uduszę, pokroję i każdą część oddam twoim wielkim fanką.
-Nie zrobisz tego!-krzyknął
-Czemu tak sądzisz?-spytałam
-Bo po tym czego się wczoraj dowiedziałem, nie zrobisz tego. Nie wierze ci.-powiedział i zapadła cisza
-To wyjdź i się przekonaj.
Nagle drzwi się otworzyły i stanął przede mną Justin. Spojrzał tymi swoimi brązowymi oczami na mnie i oblizał usta. Zrobiło mi się dziwnie gorąco i zaczęłam się rumienić. Opuściłam głowę i odwróciłam się do niego tyłem, tak by nie widział mojej twarzy.
Zbliżył się i objął mnie w tali.Przybliżył twarz do mojej szyli, czułam jego nierówny oddech. Kilka razy pocałował mnie w szyję, po czym szepnął do ucha.
-A nie mówiłem?-cicho się zaśmiał i znów pocałował mnie w szyję.
Czułam ucisk w żołądku i nie mogłam się ruszyć. Moja podświadomość mówiła, że mam wyjść albo go odepchnąć, ale ciało odmawiało posłuszeństwa.
Justin zadowolony z siebie położył się na łóżku i zaczął się głupio uśmiechać.
Ocknęłam się i potrząsnęłam głową.
-Co jest takie zabawne?-spytałam krzyżując ręce na klatce piersiowej
-Ty.-odpowiedział i puścił mi oczko.
Złapałam za poduszkę leżącą koło niego i zaczęłam go bić.
-Ej! A to za co?-spytał zdziwiony
-Za to, że jesteś takim dupkiem.-odpowiedziałam
-Ja?-spytał
-Nie, ja!-odpowiedziałam sarkastycznie.
-O ty...-pociągnął mnie za rękę,rzucił na łóżko i zaczął łaskotać.
-Prze-przestań.-krzyknęłam łapiąc oddech.
-Nie.-odpowiedział.
-Zo-zostaw. Ooodejdź.-krzyknęłam
-No dobra-przewrócił oczami i usiadł obok.
-Ale powiedz mi co zrobiłam, bo jak nie wiem to wyobrażam sobie najgorsze i czuje się źle.
-Nic takiego się nie stało.-powiedział-Tylko...
Zapadła cisza, nie mogłam znieść tej ciekawości, więc spojrzałam mu prosto w oczy i spytałam
-Co?
-Oh...-westchnął i kontynuował.-no jak przyprowadziłem cię tutaj, to zrobiłaś wielkie oczy i usiadłaś na łóżku. Potem kazałem ci się położyć spać, ale ty nie chciałaś,więc podeszłaś do mnie i....
-I?
-Całowaliśmy się.-zrobiłam wielkie oczy, a on cwaniacko się uśmiechnął, ale głowę wciąż miał opuszczoną.-Całowaliśmy się i było cudownie, chciałaś więcej i zaczęłaś mnie rozbierać. Wiedziałem, że to zły pomysł, ale jesteś tak....
-Nie ważne, mów dalej, co się wydarzyło.-wtrąciłam się
-Odczepiłaś się od moich ust i znowu zaczęło kręcić ci się w głowie. Położyłem cię na łóżku i chciałem odejść, położyć się u kolegi, ale pociągnęłaś mnie za rękę i kazałaś zostać. Nie protestowałem, bo jak już mówiłem jesteś....
-Okej, już wiem dużo-znowu przerwałam.
-Potem się obudziłem, a ty jeszcze spałaś, więc poszedłem się umyć, a gdy wróciłem już nie spałaś.
-Przepraszam cię za wczoraj, byłam pijana i nie wiedziałam co robię.-powiedziałam lekko się czerwieniąc.
-Przecież mówię, że nic się nie stało, było...
-Dziwnie? Strasznie? Wyglądałam jak jakaś...
-Seksowna, pijana, zwariowana tancerka ze ślicznym ciałem? To chciałaś powiedzieć? Bo ja tak.-Zbliżył się do mnie i złączył nasze usta. Nie wiedziałam co zrobić, byłam w szoku, a on był taki seksowny bez koszulki, że nie mogłam nawet go odepchnąć.
Po chwili odsunął się, cwaniacko uśmiechnął i oblizał usta.
-Ja...
-Wiem..-powiedział i znów się usmiechnął
-Ja.. ja muszę iść.-dokończyłam i zeszłam z łóżka.
-Ale..-powiedział jakby zdezorientowany
-Justin! Spokojnie, nie uciekam na zawsze. Idę do siebie, pewnie Lisa się zamartwia. Do zobaczenia...-udałam, że myślę-wkrótce.-dokończyłam i wyszłam.
Pokój miał niedaleko mojego, więc bardzo szybko byłam u siebie. Drzwi były uchylone, więc weszłam bez problemu. Na łóżku leżała Lisa i.... Michael? Hahaha... nie mogę w to uwierzyć. Stanęłam obok jej łóżka i udawałam, że kaszlę, po czym zerwali się na równe nogi, a Lisa się zaczerwieniła.
-To.... to nie tak jak myślisz.-powiedział przestraszony Michael.
-A jak?-nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, ale udałam poważną.
-My tylko...-złapał się za tył głowy.
-Ohh... nie tłumacz się jej. Ona nie ma nic przeciwko, wie o mnie i o tobie, bo mówiłam jej.-odezwała się zaspana Lisa
-Wie?-zdezorientowany spoglądał raz na mnie raz na nią.
-Oh..., mogłaś nic nie mówić. Chciałam posłuchać jego wersji. -powiedziałam po czym wybuchłam śmiechem.
Lisa z powrotem położyła się, a Michael poszedł się umyć i ubrać.
-A wiec? Wy...-zaczęłam temat.
-Byłam pijana i wiele się działo, było cudownie..., ale.... gdzie ty byłaś?-spytała z podejrzliwym wzrokiem
-Ja?-spytałam próbując w głowie wymyślić jakąś wymówkę do zmiany tematu.- Później ci powiem.-wyszeptałam pokazując palcem na łazienkę.
-Dobra, a teraz daj mi spać.
Szybko się przebrałam i wyszłam. Nie wiem czemu, ale poszłam w stronę pokoju Justina. Stanęłam przed nimi i już chciałam pukać, ale się powstrzymałam. Nie chciałam być nachalna, a po tym co się stało wczoraj nie chcę by było niezręcznie. Odeszłam od drzwi i złapałam się za brzuch, strasznie byłam głodna, więc skierowałam się w stronę stołówki. Usiadłam przy stoliku, który był usty. Nie znałam tu dużo osób, a nie chciałam teraz nawet z nikim rozmawiać. Moja samotność nie trwała długo, bo nagle ktoś złapał mnie za biodra i szepnął do ucha:"Głodna?". Od razu poznałam ten głos, to był Justin. Uśmiechnęłam się do niego, a on usiadł koło mnie.
-I to jak.-odpowiedziałam na pytanie.
-Krzyczała?-spytał
-Kto?-spytałam zdziwiona
-No Lisa.
-Aaaa...., nie, była zajęta... hahaha jeśli wiesz o co chodzi.-powiedziałam
-Ona?Nie mów, że z....
-Z Michaelem.-pokiwałam głową
-Wiedziałem, że moje rady do podrywu zadziałają.-powiedział dumny z siebie
-Co? Twoje rady? Ty nie umiesz podrywać dziewczyn...-powiedziałam, ale w myślach mówiłam na odwrót.
-Ja? Ja nie umiem? To ty wczoraj chciałaś....
-Zamknij się!-uderzyłam go w ramię.
-Hahaha....
-Byłam pijana i nie wiedziałam co się dzieje, więc jestem usprawiedliwiona.-powiedziałam-Pewnie nie wiedziałam, że to ty, myślałam, że to ktoś inny i...
-Niby kto?-spytał zaciekawiony
-No nie wiem, może ten.... albo tamten....
-Hahaha..., jasne, jasne.... nie wierze w to.
-Możesz wierzyć w co chcesz, ale wolałam być z tobą szczera, żebyś się przypadkiem nie zakochał.-powiedziałam i odeszłam od stolika.
Wiedziałam, że za mną pójdzie. Wyszłam ze stołówki i ruszyłam w stronę pokoju, gdy nagle ktoś złapał mnie za rękę, a mianowicie Justin
-Co?-spytałam
Odsunął mnie na bok, tak by inni nie widzieli i mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek i owinęłam ręce wokół jego szyi.
-Wiedziałem...-wyszeptał i znowu złączył nasze usta.
czwartek, 4 kwietnia 2013
Zawieszam!!!
Przepraszam was bardzo, ale zawieszam na czas nieokreślony tego bloga :(.
Nie mam weny na to opowiadanie, ale pisze jeszcze jedno. Wiem, że często zmieniam opowiadania, ale jakoś kończą mi się pomysły. Postaram się dokończyć to opowiadanie, ale nie mam pojęcia kiedy, bo na razie nie mam pomysłu na rozdziały.
Wiem, że jesteście zawiedzeni, ale nic na to nie poradzę, próbowałam coś dzisiaj wymyślić, ale nic mi nie przychodziło do głowy. To jest inny blog, który również piszę. Całkiem inny i zwariowany. Ten przemyślałam do końca i wiem co po kolei, więc nie będzie żadnych niespodzianek z zawieszaniem.
Jeszcze raz przepraszam i życzę miłego czytania nowej opowieści.
http://anothergirl4ever.blogspot.com/
PS. W razie jakichkolwiek pytań pisać na asku. http://ask.fm/kasia2126
O tym opowiadaniu będę informować, gdyby znów zaczął funkcjonować :D
Nie mam weny na to opowiadanie, ale pisze jeszcze jedno. Wiem, że często zmieniam opowiadania, ale jakoś kończą mi się pomysły. Postaram się dokończyć to opowiadanie, ale nie mam pojęcia kiedy, bo na razie nie mam pomysłu na rozdziały.
Wiem, że jesteście zawiedzeni, ale nic na to nie poradzę, próbowałam coś dzisiaj wymyślić, ale nic mi nie przychodziło do głowy. To jest inny blog, który również piszę. Całkiem inny i zwariowany. Ten przemyślałam do końca i wiem co po kolei, więc nie będzie żadnych niespodzianek z zawieszaniem.
Jeszcze raz przepraszam i życzę miłego czytania nowej opowieści.
http://anothergirl4ever.blogspot.com/
PS. W razie jakichkolwiek pytań pisać na asku. http://ask.fm/kasia2126
O tym opowiadaniu będę informować, gdyby znów zaczął funkcjonować :D
środa, 3 kwietnia 2013
Rozdział 17
Obudziłam się i przetarłam oczy. Trochę mnie plecy bolały, bo nie mogłam w nocy się ułożyć. Włożyłam nogi w kapcie i ruszyłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i nagle wszystkie myśli krążyły mi po głowie. Zastanawiam się co teraz będzie. Co będzie ze mną i z.... Justinem. Nie mogę przecież się z nim spotykać. To gwiazda, a ja... nawet nie prawdziwa tancerka. Może nie jest on taki jak myślałam poprzednio, ale to nadal nie możliwa dla nas przyszłość. Po drugie to nadal nauczyciel, a ja jako uczennica, nie powinnam flirtować z nim. Jest przystojny, patrząc na niego wczoraj uświadomiłam sobie, że jest również czuły i kochany, ale.... Co ja gadam. Dosyć, nie mogę.... To nie może tak być... Muszę to zakończyć, zanim to się rozniesie i wylecę ze szkoły i nie zdobędę stypendium.
Wyszłam z pod prysznica i przetarłam twarz. Owinęłam włosy ręcznikiem i założyłam szlafrok. Myślałam, że padnę widząc Justina i Lise stojących w pokoju. Sparaliżowana stałam i nie wiedziałam co powiedzieć. Justin przejechał mnie wzrokiem od góry do doły i z powrotem, po czym się cwaniacko uśmiechnął.
-Co ty tutaj robisz?-spytałam lekko wkurzona.
-Ja tylko...-polizał usta.
-Przyszedł powiedzieć o dzisiejszej dyskotece.-dokończyła Lisa.
-Aha-powiedziałam do Lisy.-A ty Bieber, nie gap się tak, bo ci oczy wyskoczą.-powiedziałam i krzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-Okej, okej.-powiedział podnosząc ręce i znów cwaniacko się uśmiechnął.
-Dobra, to wszystko?-powiedziałam przewracając oczami.-Chcę się przebrać.
-To może zostanę.-szybko powiedział zaciekawiony tym co powiedziałam
-Nie!-krzyknęłam i wypchnęłam go na zewnątrz.
-Uhhh... dlaczego go wpuściłaś?-spytałam podchodząc do Lisy.
-Yyy..., no bo powiedział, że ma ważną wiadomość i ...
-Dobra, nieważne.
-To co? Idziemy?
-Gdzie?-spytałam zdziwiona.
-No na imprezę.
-Aaa..., nie wiem czy pójść.- powiedziałam wzruszając ramionami.
-Jak to nie wiesz? Fajnie będzie. To pierwsza impreza tutaj. Prosze!-powiedziała błagalnym głosem.
-No dobra.- powiedziałam przewracając oczami.
Przebrałam się w dres i poszłam pobiegać. Po drodze weszłam do sklepu po coś do jedzenia i wróciłam do pokoju. Lekko się podmyłam, potem przebrałam i usiadłam na łóżku delektując się bułką i czytając książkę o tańcu. Poznałam nowe kroki i sposoby jak przygotować się do takich ruchów, czyli rozciąganie się itd. Nagle Lisa wróciła, choć nawet nie wiem gdzie była, ale zaraz do mnie podeszła i zaczęła mnie zaczepiać.
-Co?-spytałam wkurzona.
-Szykuj się. Mamy godzinę.-powiedziała i usiadła obok.
-To już ta godzina?-powiedziałam patrząc na zegarek.- Tak mi się nie chce.
-Ale pójdziesz, bo samej mi się nie chce iść, a mam ochotę się zabawić.-powiedziała
Przewróciłam oczami i otworzyłam szafę.
-Nawet nie mam się w co ubrać-powiedziałam pokazując ręką na moje ciuchy,
-Masz, masz, zaraz ci coś znajdę.
Trochę grzebała w w szafie, ale w końcu coś znalazła. Krótkie, jeansowe, jasne spodenki, fioletową bluzkę na ramiączkach z napisem "Swag" i czarne rajstopy oraz fioletowe tenisówki. Poszłam się przebrać i wróciłam do pokoju. Lisa otworzyła szeroko buzię, ale zaraz ją zamknęła i zrobiła grymas.
-Co?-spytałam zdziwiona.
-Nic, tylko czegoś tu brakuje.-powiedziała drapiąc się po głowie.-Już wiem, makijaż.
Wyciągnęła z torebki kosmetyczkę i kazała mi usiąść wygodnie. Trochę się bałam, ale postanowiłam jej zaufać. Po 15 minutach skończyła i się uśmiechnęła. Gdy w lustrze zobaczyłam jej dzieło, sama otworzyłam buzię. Ślicznie pomalowane na jasno-fioletowo oczy i lekko podkręcone rzęsy. Zrobiła mi nawet fryzurę, która idealnie łączyła się z innymi rzeczami. Po chwili i ona była gotowa. Telefon wsadziłam do kieszeni i wyszłyśmy. Serce mi waliło i byłam podekscytowana. Muzykę było słychać coraz głośniej, a my już na korytarzu ruszałyśmy się w jej rytm. Weszłyśmy do środka, gdzie wszyscy wyluzowani tańczyli blisko siebie. Wtopiłyśmy się w tłum i dołączyłyśmy do tańca. Nagle Lisa zniknęła i nie mogłam jej znaleźć. Postanowiłam jej poszukać. Przeciskałam się przez tłum, ale gdy zobaczyłam ją jak obejmuje się z Michaelem nie chciałam jej przeszkadzać i wróciłam na parkiet. Byłam trochę wypita i tańczyłam z nieznajomymi chłopakami, niczym się nie przejmując. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu za biodra i przysunął do siebie. Doskonale się ruszał i nie robił niczego złego, więc nie zwróciłam uwagi kto to. Po kilku piosenkach zaczęłam być ciekawa i się próbowałam odwrócić by zobaczyć twarz, ale nie udało mi się. Postanowiłam odejść, ale zrobiło mi się słabo i kręciło mi się w głowie. Straciłam równowagę i upadłam w jego ramiona. Obraz mi się zamazał i po chwili odleciałam.
Wyszłam z pod prysznica i przetarłam twarz. Owinęłam włosy ręcznikiem i założyłam szlafrok. Myślałam, że padnę widząc Justina i Lise stojących w pokoju. Sparaliżowana stałam i nie wiedziałam co powiedzieć. Justin przejechał mnie wzrokiem od góry do doły i z powrotem, po czym się cwaniacko uśmiechnął.
-Co ty tutaj robisz?-spytałam lekko wkurzona.
-Ja tylko...-polizał usta.
-Przyszedł powiedzieć o dzisiejszej dyskotece.-dokończyła Lisa.
-Aha-powiedziałam do Lisy.-A ty Bieber, nie gap się tak, bo ci oczy wyskoczą.-powiedziałam i krzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-Okej, okej.-powiedział podnosząc ręce i znów cwaniacko się uśmiechnął.
-Dobra, to wszystko?-powiedziałam przewracając oczami.-Chcę się przebrać.
-To może zostanę.-szybko powiedział zaciekawiony tym co powiedziałam
-Nie!-krzyknęłam i wypchnęłam go na zewnątrz.
-Uhhh... dlaczego go wpuściłaś?-spytałam podchodząc do Lisy.
-Yyy..., no bo powiedział, że ma ważną wiadomość i ...
-Dobra, nieważne.
-To co? Idziemy?
-Gdzie?-spytałam zdziwiona.
-No na imprezę.
-Aaa..., nie wiem czy pójść.- powiedziałam wzruszając ramionami.
-Jak to nie wiesz? Fajnie będzie. To pierwsza impreza tutaj. Prosze!-powiedziała błagalnym głosem.
-No dobra.- powiedziałam przewracając oczami.
Przebrałam się w dres i poszłam pobiegać. Po drodze weszłam do sklepu po coś do jedzenia i wróciłam do pokoju. Lekko się podmyłam, potem przebrałam i usiadłam na łóżku delektując się bułką i czytając książkę o tańcu. Poznałam nowe kroki i sposoby jak przygotować się do takich ruchów, czyli rozciąganie się itd. Nagle Lisa wróciła, choć nawet nie wiem gdzie była, ale zaraz do mnie podeszła i zaczęła mnie zaczepiać.
-Co?-spytałam wkurzona.
-Szykuj się. Mamy godzinę.-powiedziała i usiadła obok.
-To już ta godzina?-powiedziałam patrząc na zegarek.- Tak mi się nie chce.
-Ale pójdziesz, bo samej mi się nie chce iść, a mam ochotę się zabawić.-powiedziała
Przewróciłam oczami i otworzyłam szafę.
-Nawet nie mam się w co ubrać-powiedziałam pokazując ręką na moje ciuchy,
-Masz, masz, zaraz ci coś znajdę.
Trochę grzebała w w szafie, ale w końcu coś znalazła. Krótkie, jeansowe, jasne spodenki, fioletową bluzkę na ramiączkach z napisem "Swag" i czarne rajstopy oraz fioletowe tenisówki. Poszłam się przebrać i wróciłam do pokoju. Lisa otworzyła szeroko buzię, ale zaraz ją zamknęła i zrobiła grymas.
-Co?-spytałam zdziwiona.
-Nic, tylko czegoś tu brakuje.-powiedziała drapiąc się po głowie.-Już wiem, makijaż.
Wyciągnęła z torebki kosmetyczkę i kazała mi usiąść wygodnie. Trochę się bałam, ale postanowiłam jej zaufać. Po 15 minutach skończyła i się uśmiechnęła. Gdy w lustrze zobaczyłam jej dzieło, sama otworzyłam buzię. Ślicznie pomalowane na jasno-fioletowo oczy i lekko podkręcone rzęsy. Zrobiła mi nawet fryzurę, która idealnie łączyła się z innymi rzeczami. Po chwili i ona była gotowa. Telefon wsadziłam do kieszeni i wyszłyśmy. Serce mi waliło i byłam podekscytowana. Muzykę było słychać coraz głośniej, a my już na korytarzu ruszałyśmy się w jej rytm. Weszłyśmy do środka, gdzie wszyscy wyluzowani tańczyli blisko siebie. Wtopiłyśmy się w tłum i dołączyłyśmy do tańca. Nagle Lisa zniknęła i nie mogłam jej znaleźć. Postanowiłam jej poszukać. Przeciskałam się przez tłum, ale gdy zobaczyłam ją jak obejmuje się z Michaelem nie chciałam jej przeszkadzać i wróciłam na parkiet. Byłam trochę wypita i tańczyłam z nieznajomymi chłopakami, niczym się nie przejmując. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu za biodra i przysunął do siebie. Doskonale się ruszał i nie robił niczego złego, więc nie zwróciłam uwagi kto to. Po kilku piosenkach zaczęłam być ciekawa i się próbowałam odwrócić by zobaczyć twarz, ale nie udało mi się. Postanowiłam odejść, ale zrobiło mi się słabo i kręciło mi się w głowie. Straciłam równowagę i upadłam w jego ramiona. Obraz mi się zamazał i po chwili odleciałam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)